Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem. Pokaż wszystkie posty

13:34

Indigo Femme Fatale krem do rak

Indigo Femme Fatale krem do rak
Indigo skradło moje serce jeżeli mowa o lakierach hybrydowych. Ich wykończenie oraz kolory trafiają w mój gust tak bardzo, że najęchętniej miałabym je prawie wszystkie. Postanowiałam więc dać też szansę ich pielęgnacji. w ten oto sposób skusiłam się na krem do rąk Femme Fatale.




Bardzo spodobało mi się opakowanie, ponieważ jest zgrabne. Może jednak naklejke bym zmieniła, ale nie ma co marudzić. Z racji jego niewielkich gabarytów i foremności jest świetnym produktem do torebki. Małe i dyskretne, które w każdej chwilii można użyć. Do tego z pompką!

Krem bardzo instensywnie i specyficznie pachnie. Może być to jego zaletą jak i wadą, w zależności od tego, czy zapach przypadnie do gustu. Wchłania się równie błyskawicznie. W zasadzie już po nałożeniu go można dotkać komputera czy dokumentów bez obawy o ślady. Jednakże sam krem nie robi wiele. Wchałania się tak szybko, że znów ma się ochotę pokremować ręce, bo nie są one wystarczająco nawilżone.

Niestety, ale nie wrócę do niego. Nie nazwałabym go kremem do rąk, a raczej perfumami do rąk w kremie. Moja sucha skóra potrzebuje o wiele więcej. Kolejnym minsuem bbyło to, że widzę jak dużo produktu zostało w opakowaniu, ale nie da się już go używać. Jestem na nie.

Znacie kremy Indigo? Może inne warianty działają lepiej?

12:02

Clarins Creme Eclat du Jour [Daily Energizer Cream], Krem energetyzujący na dzień

Clarins Creme Eclat du Jour [Daily Energizer Cream], Krem energetyzujący na dzień
Mam czasami tak, że jakaś marka, którą nawet znam od dawna, chodzi mi po głowie. I chodzi na tyle skutecznie, że zazwyczaj kończy się to pewnego rodzaju romansem. Z początku jest przyjemnie, zaczynam się przywiązywać, brnę w to dalej powiększając kolekcję do czasu aż się sparzę lub marka się znudzi. Jak prawdziwy romans. Z początkiem tego roku miałam tak z NARS i Clarins. I o tym ostatnim dziś chciałabym opowiedzieć trochę więcej.



Romans zaczął się pewnego zimowego poranka. Sobota rano, pusta Sephora i dużo produktów otagowanych czerownymi naklejkami. No cóż, wiedziałam, że lubię kupować kosmetyki w zestawie, że niektóre miniaturki bywają urocze i że to chyba ten czas byśmy się z marką trochę zbliżyli do siebie. Błyszczyk, miniaturowa maskara i pełnowymiarowy krem wróciły ze mną do domu. Dziś jednak skupię się na tym ostatnim- kremie energetyzującym. Przyznam się też szczerze, że jego nazwa przemówiła do mnie skutecznie- byłam w tym czasie przepracowana, wymęczona i marzyłam by chociaż trochę to ukryć. By jednak mimo wszystko wyglądać promienie. 



Nie, nie powiem, że jest to cudotwórca i od razu macie biec do sklepu tudzież opróżniać magazyny sklepów internetowych. Ale lubię go. Lubię go szczerze i będę wracać. Będę wracać bo przyniósł mojej suchej skórze ukojenie, bo jej widok nie budził wyrzutów sumienia. Cera była dobrze nawilżona (a mam suchą), brdziej promienna i gładka. Świetnie sprawdzał się pod makijażem. Całość uprzyjemniał energetyzujący zapach. 

Przyznaję, że w pewnym momencie zauważyłam i jakoś szybciej zaczęło go ubywać. No cóż, złodziejaszek postanowił, iż krem ma być u nas w domu częstym gościem. I tak też się stanie. 

Też przeżywasz takie romanse? Jaka marka ostatnio u Ciebie króluje? 

09:21

Burt's Bees Hand Salve, maść do suchych i szorstkich dłoni

Burt's Bees Hand Salve, maść do suchych i szorstkich dłoni
Szorstkie i suche dłonie z pewnością nie są dobrą wizytówką. Nawet najpiękniejszy manicure nie jest w stanie ich wybronić. Z pewnością, o skórę trzeba dbać, ale to właśnie nasze ręce są najczęściej narażone na działanie detergenów, częste mycie i drobne skaleczenia. Czasem zwykły krem już nie wystarcza. A gdy przychodzi taki czas dla mnie sięgam po cięższą broń- maść do suchych i szorstkich dłoni Burt's Bees. Produkt kultowy i co ciekawe, w 100% naturalny. Jeżeli zaś problem masz tylko ze skórkami, polecam zapoznanie się z masełkim do skórek zrecenzowanym tutaj klik.
Opowieść rozpocznę od opakowania. Ponieważ jest ono dość pancerne i broni dostępu do tych dobroci natury, które mają nam pomóc. Owszem jest ładne, odporne na zniszcznia (metalowa puszka), ale jego otwarcie czasami bywa uciążliwe. Puszka się zasysa i trzeba użyć siły by ją otworzyć. Do tego najepiej jest mieć bardzo suche dłonie. 

Gdy już dostaniesz się do zawartości puszki możesz zostać powalona przez zapach. Bardzo intensywny, ziołowy. Można się do niego przyzwyczaić a nawet polubić. 
Ale żadna z wyrzej wspomnianych cech nie jest kluczowa. Należy sobie zadać tutaj pytanie czy natura- olejki eteryczne, zioła i wosk pszczeli są w stanie sie uporać z bardzo suchą skórą. Owszem, są. Mam zasadę by wszystkie kremy i balsamy używa tylko na mokrą skórę. Tak też robiłam w tym przypadku. Maść jak to maść jest tłusta i zostawia warstwę. Więc jak dla mnie to produkt do użycia na noc lub jako pewnego rodzaju maska na dłonie. taka, która działa bardzo dobrze. Nawilża, regenruję i przynosi ukojenie. Do tego świetnie działa na skórki.
Jestem zadowolona, aczkolwiek jest to podukt, po który sięgam w kryzysowych sytuacjach.

Podsumowując, jeżeli masz zadbane dłonie i obiektywnie mówiąc, nie są one w opłakanym stanie- odpuść sobie ten produkt, bo nie jest on dla Ciebie. Rozczarujesz się. Jednak jeżeli już nie wiesz po co sięgać i najchętniej smarowałabyś ręce oliwą- to jest właśnie to czego szukasz. 

12:31

ALVERDE Anti-Aging Q10 krem na noc z jagodami goji

ALVERDE Anti-Aging Q10 krem na noc z jagodami goji
Jako posiadaczka suchej cery, lubię ją mieć świetlistą. Nieustannie walczę o jej prawidłowe nawilżenie, a dobry krem to podstawa. Jednakże w mojej pielęgnacji nie lubię monotonii. Krem alverde sam wskoczył do mojego koszyka. Nie skusiły mnie modne jagody goji, ani obietnica anti-aging. I gdy zabierałam się za pierwsze użycie, nie miałam wobec niego żadnych większych oczekiwań. Dałam mu szansę. Tak zwyczajnie. Bez wyczekiwania na spełnienie obietnic producenta, których nawet nie przeczytałam. Jaki był efekt?


23:34

Yves Rocher, Collection Cacao, Krem do rąk Czekolada i Pistacja

Yves Rocher, Collection Cacao, Krem do rąk Czekolada i Pistacja
   Czekoladę uwielbiam. Mleczną, gorzką, z nadzieniem, białą. Do serca wzięłam sobie słowa taty, który kiedyś mi powiedział, że w każdym kraju należy spróbować piwa, jakie serwują i właśnie ich czekolady. Tak właśnie robię. Z Hiszpanią kojarzy mi się wiele smakołyków, jednym z nich jest gorąca czekolada podawana z churros. Z krajem tym kojarzy mi się także Yves Rocher, bo to właśnie tam pierwszy raz kupiłam ich produkty (owocowe mgiełki do ciała, z których najbardziej upodobałam sobie kokosową). Teraz, po kilku latach od pierwszego zderzenia z marką Yves Rocher, firma przyszykowała mi podróż w czasie. Kremując ręce przenoszę się kilka lat wstecz i wspominam świąteczne kramy wystawione na placu w Madrycie i kupowaną tam gorącą czekoladę.


   Zamiast churros dostaję do niej pistacje. Solone i jeszcze w skorupce. Doskonałe połączenie smaków (tfu! zapachów!). Każda kucharka wie, że to właśnie sól najlepiej podkreśla słodycz. Jest słodko, ale nie mdląco. Relaksująco.


Krem noszę w torebce- jednak najbardziej lubię używać go przed snem lub w pracy. To takie moje 30 sekund dla samej siebie, czas na zebranie myśli i powrócenie do swoich zadań. Krem wchłania się na tyle szybko, że po szybkim wmasowaniu go mogę powrócić do pisania na klawiaturze czy przewracania kartek papieru, bez obaw, że pozostawię tłuste ślady.


   Czy poza ładnym zapachem ma także inne właściwości? Tak, oprócz perfumowania rąk pozostawia je gładkie. Gładkość ta utrzymuje się do 2 może 3 myć rąk. Dogłębnego nawilżenia nie ma. Co nie zmienia faktu, że to fajny umilacz dnia. Dobry do stosowania na dzień, gdy na noc kładziemy coś mocniejszego lub gdy nie mamy wymagającej skóry dłoni.

23:55

Garnier, krem przeciwzmarszczkowy, gama dopasowana do wieku, Youth Radiance 25+, krem na dzień

Garnier, krem przeciwzmarszczkowy, gama dopasowana do wieku, Youth Radiance 25+, krem na dzień
   Dziś bohaterem będzie krem przeciwzmarszczkowy 25+, "ale to już było"- powiecie. No cóż, tym razem rozprawię się z jego wersją na dzień. Czy rozczarowała mnie tak samo jak wersja na noc? A może to moje odkrycie roku w dziedzinie pielęgnacji twarzy? Ciekawi? Zapraszam do lektury!


   Jeżeli chodzi o opakowanie- od wersji na nic odróżniają go szczegóły- np. inny kolor paska z opisem wersji. Niby niewiele, ale dzięki temu nie miałam problemów z odróżnieniem kremów. Jeżeli zaś chodzi o sam krem, pierwszą różnicę widać już po odkręceniu wieczka. Kremu było więcej i gołym okiem widać, że jest to inny krem. Jego konsystencja jest mniej zbita, lżejsza.


   Doceniam jego konsystencję i zachowanie na skórze. Mogę rozprowadzić go z zamkniętymi oczami (co niejednokrotnie robię zaspana rano). Krem wchłania się natychmiast. Skóra jest błyskawicznie gotowa na przyjęcie podkładu (przeważenie mineralnego, ale ostatnio też i podkładów drogeryjnych).


  Od kremu na dzień nie oczekuję wiele. Dla mnie podstawą pielęgnacji jest dbanie o skórę podczas wieczornych zabiegów. W odróżnieniu od wersji kremu na noc, z tego kremu jestem zadowolona- ładnie się wchłania, trzyma nawilżenie, makijaż na nim można wykonać prawie od razu po rozprowadzeniu go (a rano każda minuta jest na wagę złota). Po zmianie kremu na noc i dalszym stosowaniu tego kremu moja skóra wróciła do formy. Samego działania, chociaż napinającego, nie zauważyłam. Co nie zmienia faktu, że uważam ten krem za przyjemny kosmetyk, skończę go, ale raczej do niego nie wrócę.


   Jakie jest wasze podejście do porannej pielęgnacji? Miałyście ten krem przeciwzmarszczkowy?

21:46

Garnier, krem przeciwzmarszczkowy, gama dopasowana do wieku, Youth Radiance 25+, krem na noc

Garnier, krem przeciwzmarszczkowy, gama dopasowana do wieku, Youth Radiance 25+, krem na noc
   Pielęgnacja ma dla mnie duże znaczenie. Moja sucha skóra jest wymagająca. Nie lubię kiedy po skórze mojej twarzy widać przemęczenie.  Krem do twarzy ma ogromne znaczenie. Zwłaszcza ten na noc. Demakijaż i porcja kremu przed snem to podstawa, taka sama jak umycie zębów. Nawet gdy jestem bardzo zmęczona pamiętam, aby chociaż niedokładnie, ale jednak, nałożyć porcję kremu. Dziś rozprawię się z kolejnym produktem Garnier, tym razem będzie to krem przeciwzmarszczkowym 25+. Czy spełnił on moje oczekiwania?


   Lubię kosmetyki solidnie zapakowane. Nie musi być to opakowanie pancerne, ale gwarantujące mi to, że nikt nie grzebał w moim kremie. Tu otrzymujemy krem zapakowany w zafoliowany kartonik. Kartonik jest zbędny, ale folia mile widziana. Na opakowaniu widnieje obietnica wygładzenia pierwszych zmarszczek, ujednolicenia i nawilżenia. Widnieje też popularne ostatnio hasło "komórki macierzyste" i moja ukochana kofeina. O spełnieniu (lub nie) obietnic piszę w dalszej części tekstu. Wracając do opakowania, w kartoniku znajdujemy plastikowy (i dobrze, nie stłucze się) słoiczek. Ma ciekawy kształt i mdły kolor, ale to kwestia gustu.


   Po odkręceniu widzimy gęsty krem. Dobrze się nabiera, jednak aby rozprowadzić do na całej twarzy, muszę kilkukrotnie go dokładać. Do wchłonięcia się potrzebuje ok. 5 minut. Po czym na twarzy zostaje kaszmirowa w dotyku warstewka. Krem rano wymaga zmycia. I doskonale wtedy czuć, że zmywa się krem z twarzy.


   A jak z działaniem? Po ponad miesiącu codziennego stosowania muszę go odstawić. Moja skóra owszem, jest ujednolicona, nie jest przesuszona, jednak pojawiły się na niej rozszerzone pory. Wygląda smutno, źle, na zmęczoną. Taki efekt mnie nie zadowala.

   Na koniec wspomnę jeszcze o zapachu- jest on ładny. Przypomina mi odrobinę zapach kwiaciarni. Nie jest on mocny, ale jednak go czuć nie tylko podczas aplikacji. Mi się bardzo podoba.

   Sięgacie po kremy przeciwzmarszczkowe?

01:34

Yves Rocher, Hydra Vegetal, Krem intensywnie nawilżający, skóra normalna i mieszana

Yves Rocher, Hydra Vegetal, Krem intensywnie nawilżający, skóra normalna i mieszana
   Niejednokrotnie pisałam o tym, że stawiam na dobre nawilżenie skóry. Zwłaszcza tej na twarzy. Moja skóra ma tendencje do przesuszania, jednak właściwa pielęgnacja pozwala mi zapominać o tym problemie. Staram się, aby moja skóra nie pokazywała, że jestem niewyspana czy nie mam zbyt dużo czasu by o nią zadbać. Mogę padać ze zmęczenia, ale zawsze wykonuję demakijaż i nakładam krem (lub olej) przed snem. Dziś opowiem o moim romansie z kremem intensywnie nawilżającym Yves Rocher z serii Hydra Vegetal <klik>.

   Zacznę od opakowania. Bardzo lubię jak Yves Rocher pakuje swoje kremy. Dla niektórych zafoliowany kartonik z kremem może być zbędny, ja jednak otrzymując produkt w takim opakowaniu mam pewność, że nikt nieproszony nie zaglądał do niego. Szklany słoiczek z plastikową zakrętką prezentuje się ładnie. Jest starannie wykonany. Jednakże szklane opakowanie jest też ogromną wadą- gdy krem mi spadł, roztrzaskał się i tak skończyła się nasza przygoda. 

   Przy stosowaniu kremu najbardziej zadziwiała mnie jego konsystencja. Krem wyglądał normalnie, jednak przy nabieraniu okazywało się, że jest trochę ciągnący. Nie jak guma czy plastelina, ale wciąż jak krem. 

   Pozostawia na twarzy warstwę, która trochę kojarzy mi się z lekką baza pod makijaż. Krem wchłania się dobrze, nie powoduje nadmiernego błyszczenia się twarzy, ale sprawia, że wygląda promienniej. Krem stosowałam głównie na noc i zadziwiało mnie to, że rano, przy kontakcie z wodą czułam, że krem z niej zmywa. Aczkolwiek zaznaczę, że warstwa ta nie była klejąca, ale za to skóra była gładsza. Jednak gdy używałam krem rano, doskonale współgrał on z makijażem. I chwilę po nałożeniu mogłam przystępować do nałożenia makijażu. 


   Podczas stosowania tego kremu, rzadziej sięgałam po maseczki czy peelingi. Pojawiało się mniej suchych skórek, a rano mogłam obejść się bez żadnego kremu.

   Kręcicie kremy samodzielnie czy sięgacie po gotowce? Jaki krem jest waszym ulubieńcem?

00:04

Garnier, Hyda Adapt, Dynamizujący krem-żel 24 h nawilżenia

Garnier, Hyda Adapt, Dynamizujący krem-żel 24 h nawilżenia
   Makijażem można wiele zmienić w wyglądzie. Jednak nawet najlepszy podkład nie będzie wyglądał doskonale na niezadbanej cerze. Sucha, zmęczona, szara- to jest to, czego chcemy uniknąć. Jednak co zrobić gdy stres, nieprzespane noce, zmiany pogody, klimatyzacja dają się nam we znaki? Nakładać kolejne porcje podkładu, różu, produktów nabłyszczających? Można. Jednak warto też pamiętać o samej skórze. Dziś zmierzę się z obietnicami dynamizującego kremu Garniera. Czy ten żelowy krem nawilżający sobie poradził?


   Producent zapach określa jako orzeźwiający i dodający pozytywnej energii każdego dnia. I tak bardzo naładował go tym zapachem, jakby chciał nam dostarczyć tej pozytywnej energii na cały rok już po jednym zastosowaniu. Mocne cytrusy zniewalają. A w zasadzie wywołują obawy jak krem zadziała na skórę. Na szczęście obawy stały się niesłuszne, chociaż jestem ciekawa jak cera naczynkowa by  na niego zareagowała?


   Jeżeli chodzi o stosowanie kremu na noc, to u mnie się nie sprawdził. Moja sucha skóra lubi wieczorem otrzymać porządną dawkę nawilżenia. Ten krem nie czynił spustoszenia, ale widziałam, że to jednak dla mojej suchej skóry zbyt mało. Krem więc stosowałam na dzień. I tu spisywał się bardzo dobrze. Nawilżenie było odpowiednie, a krem nawet podczas największych upałów nie spływał czy nie sprawiał, że moja twarz świeciła się jak latarnia. Doskonale sprawdzał się jako krem pod makijaż. Rozprowadzenie żelowej (chłodnej) substancji rano jest bardzo pobudzające. Szybko się wchłaniał, więc nie musiałam czekać całego (zawsze zbyt krótkiego) poranka, by móc nałożyć makijaż. Dla mnie ten krem to taka trochę baza pod makijaż. Po pierwsze, podkład rozprowadzał się na nim bardzo dobrze, a twarz stawała się bardziej promienna i świetlista. Doskonałe tło dla minerałów. Jednak z kremem BB tej samej firmy nie tworzy zgranego duetu. Dwie dawki rozświetlenia to dla mnie zbyt dużo.


   Krem polecam osobom, które poszukują czegoś lekkiego pod makijaż, co nada ich cerze blasku. A czego wy szukacie? Matu czy rozświetlenia?

08:30

Decubal, ujędrniający i regenerujący krem pod oczy

Decubal, ujędrniający i regenerujący  krem pod oczy
   Malujemy oczy. Testujemy nowe tusze, aby uzyskać piękną ich oprawę. Rozświetlamy, aby wyglądać na wypoczęte. Przyciemniamy, aby mieć bardziej tajemnicze spojrzenie. Ale czy równie dobrze dbamy o skórę pod nimi?

   Przez ostatnich kilka miesięcy starałam się regularnie sięgać po krem pod oczy Decubal. Przyznaję, o twarzy nigdy nie zapominam, ale jednak tę strefę zdarza mi się pominąć. Przed kremem Decubal, nakładałam na tę część twarzy olej zmieszany z kwasem hialuronowym. Taka mieszanka doskonale się u mnie sprawdzała. Czy Decubal godnie ją zastąpił?

   Po pierwsze, bardzo polubiłam jego opakowanie. Małe zgrabne, doskonałe do zabierania w podróże. I ma ukochaną pompkę! Jedno wyciśnięcie było doskonałą porcją.. Czasem też smarowałam powieki, mimo iż producent tego nie zaleca. Ja byłam zadowolona z aplikacji w tym miejscu- momentalnie znikały suche skórki.  Skóra była nawilżona, ale nie była to rewolucja w mojej pielęgnacji. Muszę pochwalić fakt, iż krem ten, w odróżnieniu od kwasu hialuronowego z olejem, można stosować na dzień. Krem wchłaniał się błyskawicznie, bez obaw mogłam nakładać makijaż. Korektory (Pixie, Benefit Oh La Lift, Essence) nie rolowały się.


   Podsumowując, jest to lekki krem, który nawilża, dobry do stosowania na dzień. Co do przynoszenia ulgi- znam kremy pod oczy, które lepiej "odświeżają". 

17:53

Decubal, face cream, odżywczy i intensywnie nawilżający krem do twarzy

Decubal, face cream, odżywczy i intensywnie nawilżający krem do twarzy
   Moja sucha skóra potrzebuje solidnego nawilżenia, o czym zapewne już wiecie. Jakiś czas temu pisałam wam o kremie wypełniającym i rewitalizującym z serii Intensive, z którego byłam zadowolona <klik>. Jednakże dziś napiszę kilka słów o kremie z serii Decubal Basic. Czy jestem z niego tak samo zadowolona?


   W tym przypadku nie jestem zadowolona z opakowania. Jest duże, toporne, wygląda tanio. Jednak dobrze znosi upadki. Jednak to przeciętnej urody pudełeczko kryje w sobie krem o ciekawej konsystencji. Wygląda jak białe masło, jednak ma ciekawą w dotyku konsystencje. Przy pierwszym kontakcie miałam wrażenie, że to masełko, jednak na twarzy zmienia swoją konsystencję w bardzo delikatną. Rozprowadza się więc bardzo dobrze. 

   Producent deklaruje, że krem nadaje się świetnie pod makijaż. I tu się do końca zgodzić nie mogę. Pod mineralny owszem, ale przykładowo żelowy Rimmel wyglądał na nim okropnie. Nakładał się rewelacyjnie, ale po godzinie byłam cała w kropki (podkład się zbierał). 


   Twarz była nawilżona, nie miałam problemu suchych skórek i dobrze zabezpieczał przed wiatrem czy mrozem. Skóra była miękka. Przyjemna w dotyku. Jednak brakowało mi tego faktora X- sama właściwie nie wiem czego, ale wiem, ze moja skóra może wyglądać jeszcze lepiej. 

   Podsumowując, dla mnie jest to fajny krem pod minerały lub do likwidacji przesuszonych obszarów. Jednak używam go zamiennie z innymi produktami, bo używając stale przez dłuższy okres widzę, że czegoś mi brakuje. 

Skład: Składniki (INCI): Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Cetyl Alcohol, Sorbitan Stearate, Glyceryl 
Stearate, Citric Acid, lanolin, Polysorbate 60, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Carbomer, Tocopherol, 
ethylhexylglycerin, Sodium Gluconate, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate.
Zawartość substancji lipidowych: 18%.

   Jaki jest wasz ulubiony krem do twarzy?

00:11

Revitacell, stem cells, regenerating face balm for men

Revitacell, stem cells, regenerating face balm for men
   Są mężczyźni, których do stosowania kosmetyków nie trzeba zachęcać. A są też tacy, którzy po nie sięgają dopiero gdy muszą. Jedni uważają to za mało męskie, inni nie widzą takiej potrzeby. Są mężczyźni, dla których ważne jest, aby produkt miał na opakowaniu napisane "men", ale także są tacy dla których nie ma to znaczenia. Jednak chyba wszyscy się ze mną zgodzicie, że mało jest w sieci recenzji kosmetyków dla mężczyzn wystawionych przez innych mężczyzn. Z tego powodu udało mi się nakłonić mojego partnera, aby od czasu do czasu podzielił się swoimi wrażeniami. W dziale męskim okiem pierwsza recenzja dotyczyć będzie kremu do twarzy. Zaczynajmy!


Ja: Dziwnie z Tobą przeprowadzać wywiad. No ale dobra, skoro sam nie chcesz nic napisać, to jakoś z Ciebie wyduszę więcej niż "no fajny był".

<Tu wystąpił śmiech mojego mężczyzny. Czyżby z obawy przed torurami?>

-To może zaczniemy od początku. Pamiętasz dzień, w którym otrzymaliśmy przesyłkę od Revitacell?
- Nie bardzo.
- Ale opakowanie pamiętasz?
- Oczywiście! Zaskoczony byłem rewelacyjnie wykonanym opakowaniem. Porządne. Aż chce się używać. To taki pudełkowy Apple.



- Opakowanie opakowaniem, ale co skłaniało Cię do sięgania po niego codziennie?
- To, że mi kazałaś?!
- Ehh, ale co powiesz nam o samym kremie? Podobał Ci zapach?
- Tak.  ładny, nieskomplikowany i nie psuje zapachu perfum. Nie gryzie się z nimi.
- A aplikacja?
-  Bardzo dobra aczkolwiek na twarz trzeba było zużyć 1,5 pompki. Sama pompka działała tak sprawnie, że krem zużył się w mgnieniu oka. Krem wystarczył mi na miesiąc stosowania. Dwa razy dziennie.
- A jak działał?
- Twarz była gładsza, delikatniejsza, nie pojawiały się żadne zmiany skórne. Dobrze zabezpieczał przed mrozem. Czuć było, że działa dłużej niż tylko od nałożenia do zmycia.


    A teraz ja wtrącę swoje trzy grosze. Przede wszystkim nie musiałam przypominać o tym, że twarz należy kremować częściej niż raz na jakiś czas, najlepiej regularnie i to dwa razy dziennie. Co więcej, widziałam efekty. Twarz P. jest mieszana. Podczas stosowania tego kremu była nawilżona, a tłuste partie nie błyszczały się. Skóra była gładka, jędrna i przyjemna w dotyku. I co najważniejsze dla mojego partnera- nie było widać, że cokolwiek ma na twarzy. Wszystkie obietnice producenta zostały spełnione. Szkoda tylko, że krem skończył się tak niespodziewanie szybko (zwłaszcza, że dzięki opakowaniu airless nie było widać ubytku, a sam krem został zużyty co do kropelki).

   Podsumowując, wydajność do poprawienia a sam krem do polecenia. Zwłaszcza, że jest to produkt polski.

21:11

Decubal, Face Vital Cream, Wypełniający i rewitalizujący krem do twarzy

Decubal, Face Vital Cream, Wypełniający i rewitalizujący krem do twarzy
   Zima nie jest dobra dla mojej skóry na twarzy. Porzucam podkład mineralny na rzecz podkładów drogeryjnych, których nie lubię. Zmieniam, bo minerały nie są wystarczającą ochroną mojej skóry, która reaguję na zmianę temperatur szczypaniem. Ważna jest także inna pielęgnacja skóry niż w cieplejsze miesiące. Dziś nie będzie o podkładzie a o kremie wypełniającym i rewitalizującym Decubal z serii intensive, przeznaczonym do cery bardzo suchej i problematycznej.


   Po pierwsze opakowanie. Porządny plastik, który dobrze znosi zarówno podróże jak i upadki. Czerwień ładnie wygląda i nawet bez okularów czy soczewek nie mam problemów ze znalezieniem go, co jest dla mnie istotne. Opakowanie dodatkowo jest zgrabne i dobrze leży w dłoni. Całości dopełnia fakt, iż zawiera sprawnie działającą pompkę. Sporą wadą opakowania jest brak możliwości sprawdzenia ile kremu nam pozostało.


   Krem po twarzy rozprowadza się bardzo dobrze. Mimo, że krem jest treściwy (zawiera m.in. masło shea) błyskawicznie się wchłania nie pozostawiając błyszczącej warstwy. Jednakże czuć, że skóra została dobrze zabezpieczona przed czynnikami atmosferycznymi.


   Krem ten używałam głównie rano, więc nakładałam na niego makijaż. Podkład trzymał się na nim bardzo dobrze, może nawet lepiej niż na innych kremach, ale ciężej było go rozprowadzić. Za to mogłam powrócić do podkładu mineralnego, bo krem wystarczająco zabezpieczał policzki przed wiatrem i niskimi temperaturami.


   Pakując się na tygodniowy wyjazd zależało mi, aby ograniczyć wagę bagażu. Zrezygnowałam więc z kremu na noc i ten krem używałam dwa razy dziennie. Mimo niskiej temperatury, zmiany wody, moja twarz wyglądała bardzo dobrze, była świetlista, odżywiona i zabezpieczona. Wyglądała zdrowo.

   Z racji tego, że jest to krem do cery dojrzałej, oddałam mamie końcówkę kremu. Mamie bardzo spodobała się pompka w opakowaniu oraz zapach. Pierwszą myślą było, że nie ma żadnego, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdziła, że się jej podobał. Buzia była dobrze nawilżona, a makijaż nie stanowił problemu. Jednakże dla mamy dużą wadą był czas wchłaniania się kremu (mama nie ma suchej skóry).


   Może nie jest to krem, który odmienia buzię diametralnie. Jednak suchej skórze najbardziej potrzeba nawilżenia. Bo sucha, łuszcząca się skóra nie prezentuję się dobrze. Z pewnością będę do niego wracać. Krem sprawdził się , jest w przyzwoitej cenie i dobrze chroni mnie przed przechodzeniem z wysokich temperatur w niskie i odwrotnie.

00:29

Decubal, Body Cream, Odżywczy i silnie nawilżający krem do ciała

Decubal, Body Cream, Odżywczy i silnie nawilżający krem do ciała
   Balsamowanie ciała nie jest dla mnie zabiegiem przyjemnym, ale za to pożytecznym. Najchętniej sięgam po pięknie pachnące balsamy przed snem. Jednakże moja skóra wymaga więcej. Jako "suchar"   mam w w użyciu z tego powodu kilka balsamów. Mam takie, które lubię nakładać, bo ładnie pachną (np. Balea) i lekko nawilżają (a raczej utrzymują nawilżenie) i mam balsamy do zadań specjalnych. O tym ostatnim napiszę dziś kilka słów.


   Opakowanie jest estetyczne. Czerwone, które łatwo odnaleźć, proste. Bardzo mi się podoba jego zatyczka. Może więc stać w pionie. Odnośnie zamknięcia- u mnie sprawuje się bardzo dobrze, chociaż czytałam, że u jednej z blogerek zawiasy się wyłamały. Z opakowania także dobrze się wyciska produkt, co nie jest takie oczywiste, przy jego gęstej konsystencji.


   Tak jak pisałam wyżej jest do gęsty krem, słusznie producent użył tutaj tego słowa zamiast balsam. Jets on bardzo treściwy, gęsty. Nie wiem czy w jego przypadku słoiczek nie byłby lepszym rozwiązaniem. Należy go też odpowiednio rozprowadzać. Zamiast nakładać grubsze warstwy do rozsmarowania na całym ciele, radzę nakładać mniejsze ilości i od razu wmasowywać. Inaczej balsam nam się wchłonie i trzeba będzie i tak dołożyć go więcej z opakowania. Balsam owszem się wchłania, ale pozostawia wrażenie czegoś na skórze. Czuć to także ubierając obcisłe jeansy. Występuje wtedy pewien opór.

   A działanie jest bardzo dobre. Skóra jest nawilżona i to na dłużej niż do następnego mycia. Bez żadnych obaw można nakładać go po goleniu. Nie podrażnia, a wręcz regeneruje i łagodzi.


 Jednakże kwestia braku zapachu jest sporna. Owszem, nie pachnie kwiatkami, perfumami czy słodyczami, ale jakiś zapach ma. Dość wyraźny nawet. Jest to zapach naturalnych kosmetyków robionych w domu. Jeżeli komuś on wadzi, polecam dodawać ulubiony olejek eteryczny, który także będzie ulepszał balsam (np. dodawał właściwości zwalczających cellulit czy ujędrniających).

Składniki (INCI): Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Isopropyl Myristate, lanolin, Petrolatum, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Glyceryl Stearate, Tocopheryl Acetate, Cetearyl
Alcohol, Tocopherol, Ceteareth-20, Sodium Cetearyl Sulfate,
Dimethicone, Citric Acid, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate.
Zawartość substancji lipidowych: 40

   Obietnice solidnego nawilżenia zostały spełnione. Dla osób z problemem suchej skóry to dobry zakup. Jednakże ja bym przepakowała go w słoiczek i sprzedawała dodatkowo olejki  i osoby, które nie mają na nie uczulenia na nie, mogłyby sameulepszać balsam, tak jak ja to robię na swój użytek używając półproduktów innej firmy

18:40

Orientana, Aloe moisturizing sleeping facial mask

Orientana, Aloe moisturizing sleeping facial mask
   Miałam ogromne problemy z suchą skórą. Skóra pękała, łuszczyła się, bolała. Musiałam temu zapobiec. Lekiem okazały się oleje i kremy ukręcane z półproduktów. Lubię to robić, ale nie ukrywam, że czasem wolałabym pójść do sklepu i kupić gotowca. Próbowałam nie raz. Za każdym razem stan skóry pogarszał się dramatycznie, a ja z podkulonym ogonem powracałam do sprawdzonych naturalnych produktów. Jakiś czas temu na blogach zaczęły się pojawiać wpisy dotyczące kosmetyków Orientany. Zaciekawiły mnie. Bardzo. Dlatego, gdy na portalu urodaizdrowie.pl zobaczyłam ogłoszenie o możliwości przetestowania maski aloesowej błyskawicznie  przeczytałam jej opis oraz przejrzałam stronę internetową firmy. Maska jest określana przez producenta jako produkt do skóry tłustej. Jednak po analizie jej składu, wiedziałam że jest duże prawdopodobieństwo, iż ten produkt będzie pasował do mojej suchej skóry. Czy się nie myliłam?


   Produkt trafił do mnie szczelnie zafoliowany, więc miałam pewność, iż jest on świeży. Jest to duży plus dla firmy. Opakowanie jest proste, plastikowe, ale solidne (tak, jestem niezdarą i często coś mi wypada z rąk). Dobrze się zakręca i odkręca. Po odkręceniu wielkiego słoja widzimy coś ładnego- zielony żel.


   Aplikacja jest przyjemnością. Żel bardzo dobrze rozprowadza się po twarzy. Z racji tego,że temperatura w moim mieszkaniu nie jest zbyt wysoka, żel jest chłodny. Formuła oraz ten chłód świetnie razem współgrają. Czuję wieczorem orzeźwienie i poczucie czystości. Nie mogę się doczekać upałów, aby chłodzić w ten sposób skórę. Producent sugeruje, aby po aplikacji odczekać 20 minut przed pójściem spać. I faktycznie, produkt potrzebuje tego czasu by się wchłonąć i przestać lepić.Po tym czasie buzia nie błyszczy się, ale jest satynowa w wyglądzie. Czuć, przez ten czas jak skóra staje się bardziej zwarta i napięta (ale nie ściągnięta).

   Gdy budzę się rano, zmywam buzię hydrolatem lub tonikiem. Widać, że skóra jest wypoczęta, a także dalej jest przyjemnie napięta.


   Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam rozjaśnienie skóry oraz poprawę jej gęstości. Mimo, że krem nie jest do skóry suchej, dostarczał mi dobre nawilżenie, ale na dzień używałam bardziej treściwego kremu.

   Całość dopełnia ogromna wydajność maski. Gdyby stosować ją jako maseczkę, a nie krem chyba nigdy by się nie skończyła ;). Po kilku tygodniach stosowania ubytek był niewielki, a smarowałam nią obficie twarz, szyję i dekolt. Ubytek zobaczyłam dopiero po zrobieniu odlewki koleżance.

   Długo szukałam jej wad, jednak ciężko mi je znaleźć. Niektórym może przeszkadzać filtr na twarzy, jednak dla mnie nie jest to żaden problem, a i on jest na twarzy tylko przez kilkanaście minut. Są także osoby, które niekoniecznie lubią słoiczki, ja je lubię (chociaż wolę opakowania z pompką, ale to już szukanie wad na siłę). Zapach jest bardzo delikatny, nie sądzę by przeszkadzał komukolwiek. Do wad zaliczam fakt, że skład podany na opakowaniu produktu, różni się on od tego podanego na stronie. Skład INCI podany na stronie sklepu Orientany <klik>, gdzie można kupić maskę:

   Skład INCI: Aqua, Seaweed Trehalose (naturalny disacharyd z alg), Plant Glycerin (z oleju kokosowego), Aloe Barbadensis Leaf Juice, Hydrogenated Castor Oil (utwardzony olej rycynowy), Avena Sativa Bran (owies),Hydrogenated Jojoba wax (utwardzony wosk z jojoba), Xanthan Gum (naturalna substancj żelujaca), Allantoin (z żywokostu lekarskiego), EDTA, Sodium Hydroxide

Skład podany na opakowaniu:


   Jak dla mnie jest to rewelacyjny produkt do którego chętnie będę wracać. A to jest chyba najlepszą rekomendacją. Nastawiałam się, że krem nie poradzi sobie z moją skórą, a zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Po jego odstawieniu skóra nadal ma się dobrze, więc działa długofalowo. Używałyście produktów Orientany?  Byłyście zadowolone?

08:00

Crabtree & Evelyn, ultra-moisturising hand therapy, la source

Crabtree & Evelyn, ultra-moisturising hand therapy, la source
   Kilka miesięcy temu W TK Maxx można było kupić ten krem w zestawie z peelingiem za grosze. Zachęcona pierwszymi pozytywnymi opiniami na blogach skusiłam się i ja. Krem przez te miesiące był intensywnie używany, teraz już mi się kończy. Nadeszła więc pora na recenzję.

 
   Zapach- przez producenta określany jako zapach relaksującego morskiego powietrza. I tak, to prawda. Sól morska oraz bukiet z białych kwiatów tworzą tę kompozycję. Jakie morze? Jak dla mnie to plaża w Sopocie, w wietrzny, dość chłodny dzień. Czy ten przyjemny zapach relaksuje? Mnie tak, ale ja bardzo lubię duże zbiorniki wodne, więc to pewnie przez dobre skojarzenia. Po rozsmarowaniu kremu zapach staje się bardziej wyczuwalny, ale mniej słony.

   Opakowanie- produkt bez rocinania można zużyć do końca. Solidne, nie pęka, po kilku miesiącach wciąż wygląda dobrze, nie schodzi z niego farba. Bardzo mi się podoba. Kolor opakowania jest dobrze dobrany do tego zapachu.


   Aplikacja i działanie- ok. 0,5 cm kremy spokojnie mi wystarcza na nasmarowanie obu dłoni. Wchłania się błyskawicznie i można bez obaw powrócić do przeglądania wydruków, książek czy pisania na klawiaturze. Nie zostawia tłustych śladów, mimo iż doskonale czuć, że ma się wysmarowane ręce. Odnoszę wrażenie, że dłonie mam ubrane w bardzo cieniutkie rękawiczki, z pewnością jest to dość przyjemne uczucie (a ja nie przepadam za rękawiczkami). Dłonie stają się gładkie, świetliste (ale w ładny sposób, nie daje efektu nasmarowania rąk tłuszczem). Efekt ten trzyma się przez długi czas, nawet wytrzymuje zmywanie garów i sprzątanie!

   Produkt doskonały. Gdyby nie jego "normalna cena" gościł by u mnie na stałe ($19). A kusi i to mocno. Design, wygląd sklepu, różne warianty zapachowe oraz, co najważniejsze, działanie zachęcają do zakupów. Ten krem to prawdziwa terapia dla dłoni! Jeżeli wszystkie inne kremy was zawiodły, spróbujcie.

   Lubicie zapach morza? Używałyście kosmetyków tej firmy?

11:20

Jak zrobić krem z kwasami?

Jak zrobić krem z kwasami?
Na wstępie napiszę, że specjalistką w tej dziedzinie nie jestem. Do chemika też mi daleko. Jednak nic tak dobrze na mnie nie działa jak kremy samodzielnie robione. Ale muszę zaznaczyć, iż kremy kręcę albo z półproduktów, albo z hmm, zestawów "zrób sobie to sam". Tym razem pokażę wam, że robienie kremu jest proste. Do instrukcji ze strony producenta zrobiłam własny step. Opis wygląda dość przerażająco, ale mam nadzieję, że zdjęcia udowodnią, że to nic trudnego.

Tym razem zamówiłam delikatny krem z kwasami PHA. W zestawie otrzymałam:

Składniki fazy olejowej:
4 g MGS
3 g alkoholu cetylowego
15 ml maceratu z herbaty
15 ml oleju rafinowanego z owoców róży

Składniki fazy wodnej
1 g kwasu laktobionowego
3 g glukonolaktonu
5 g wodorowęglanu sodu

oraz papierki lakmusowe, pakowanie na krem, oraz strzykawki

Trzeba pamiętać, aby mieć przygotowany spieniacz do mleka/ mieszadełko. Dwie wysokie, duże szklanki lub inne pojemniki. Także można użyć konserwantu (u mnie FEOG).

Brzmi przerażająco, ale w rzeczywistości wykonanie jest bardzo proste. Polecam wygospodarować sobie miejsce niedaleko kuchenki oraz zlewu.

Wszystko wykonujemy zgodnie z zaleceniami producenta. Jednak ja nie robię jednego kremu, ale zawsze 3 na raz.

Do zlewki (lub dużej szklanki) wlewamy 63 ml wody.Dodajemy kwas laktobinowy (zaskoczyło mnie to, że jest w postaci stałej) i glukonolakton. Dodajemy odrobinkę (dosłownie!) wodorowęglanu sodu. Sprawdzamy przez zanurzenie papierka lakmusowego w roztworze jego odczyn. Jeżeli nie wynosi on 4, a wciąż mniej, ponownie dodajemy odrobinę wodorowęglanu sodu. Gdy uzyskamy ph 4 możemy przejść do następnej części.

Do drugiej zlewki wsypujemy MGS i alkohol cetylowy. Umieszczamy obie zlewki w kąpieli wodnej. Gdy MGS i alkohol się rozpuszczą, dolewamy macerat i olej. Gdy stanie się klarowna wyjmujemy zlewki i powyższą substancję wlewamy do szklanki, która zawiera m.in wodę. Mieszamy mieszadełkiem dopóki nie uzyskamy kremu.Gdy już go uzyskamy możemy dodać ok. 7 kropel FEOG lub dwie krople olejku eterycznego. Jednak ten krem ma dość neutralny zapach, więc nie jest to konieczne. Przekładamy do pojemniczków.

Krem gotowy do użycia. :-)


Obietnica producenta:
"Bardzo delikatny krem nawilżający, przeznaczony do cery suchej, wrażliwej, z problemami naczynkowymi, do stosowania także pod oczy. Zawarte w nim kwasy PHA głęboko nawilżają skórę, działają przeciwzmarszczkowo, przeciwrodnikowo. Macerat z zielonej herbaty działa przeciwstarzeniowo, poprawia funkcjonowanie i wygląd skóry, wzmacnia ściany naczyń krwionośnych, co zapobiega powstawaniu "pajączków". Olej z róży działa regenrująco i wzmacniająco, nadaje skórze właściwą odporność.

Czy te obietnice zostały spełnione?
Krem jest delikatny, nawilża. Jest bardzo lekki, więc dla sucharków może się okazać zbyt mało nawilżający. Nie pozostawia tłustego filmu na twarzy, więc doskonale nadaje się pod makijaż. Także nie szczypie w oczy, szybko się wchłania. Moja czerwona "plama" jest mniej intensywna. Sama skóra jest delikatna, gładka bardziej mięsista. Jestem zadowolona. Doskonale się sprawdza jako krem na dzień. O kremie na noc napiszę niebawem.



Może również go używałyście? Jaki jest wasz ulubiony krem na dzień?



Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger