Chyba każda z nas marzy o tym, by jej usta wyglądały idealnie. Mieć usta, które będą ozdobą. Gdy nie mam czasu na makijaż stawiam na wyraźny kolor. Skutecznie odwraca uwagę od nieumalowanych czy niewyspanych oczu.
Czerwień na ustach jest klasyką, jednak wybór wykończeń i odcieni jest ogromny. Z trwałością bywa różnie. Dziś rozprawię się z mazidłem, które ma trwać na ustach 10 godzin. Ale czy tak rzeczywiście jest?
Opakowanie jest przeciętnej urody. trochę mi przeszkadza, że nie widać, ile produktu zostało i w jakim dokładnie jest kolorze. Przy tym ostatnim można sugerować się zakrętką, co może być pomocne przy wyłowieniu czerwieni z przepastnego zbioru pomadek, tintów i błyszczyków. Sam plastik sprawia wrażenie trwałego.
Po otwarciu wyłania się
aplikator. Jest w kształcie zbliżonym do serduszka. Obawiałam się, czy tak mocny kolor będzie się nim dobrze aplikował. Muszę przyznać, że jest dobrze dobrany i łatwo nim pomalować usta. Nabiera też dobrą ilość produktu. Można więc pomalować usta bez wspierania się dodatkowym pędzlem.
A sam
kolor? Jest piękny. Głęboka rubinowa czerwień. Rubiny kojarzą mi się z biżuterią i faktycznie ten błyszczyk sprawia, że usta mogą śmiało zastąpić biżuterię. Są pełne, błyszczące, nie widać bruzd. Wyglądają o wiele zdrowiej. Pięknie. Nie sposób ich nie zauważyć. Zęby wyglądają na bielsze.
Producent obiecuje 10 godzin
trwałości. Co do tego mam mieszane uczucia. Z pewnością produkt nie przetrwa obiadu, jednak już picie wytrzymuje. Po kilku godzinach jednak schodzi z ust i trzeba być uważnym, bo nie schodzi z całych ust, ale z ich środka. Istnieje więc ryzyko, że będziemy miały efekt obrysowania ust kredką. Zmywając jednak makijaż po tych 10 godzinach, widać jednak, że na ustach wciąż coś jest.
Jego zaletą jest to, że
nie wysusza ust. Nie klei się, jednak czuć, że mamy czymś pokryte wargi. Moim zdaniem mógłby być określany mianem lakieru do ust. Szalenie mi się podoba! Jest wam znany ten produkt?