Jakiś czas temu będąc w Biedronce zauważyłam lakiery. Przeszłam obojętnie. Takich razów było kilka. Za którymś razem ujrzałam piękny kolor. Takiego w swojej kolekcji nie miałam. Spojrzałam na cenę i stwierdziłam, że wezmę. Zwłaszcza, że jak do tej pory nie miałam lakieru firmy Virtual. Czy był to dobry zakup?
Lakier kilka dni poleżał, aż w końcu stwierdziłam, że pora się z nim zmierzyć. Wyciągnęłam go z blistra (bardzo podoba mi się taki amerykański sposób pakowania kosmetyków, wtedy mam pewność, że nikt nie zrobił sobie z niego testera) i przystąpiłam do malowania paznokci bez pozytywnego nastawienia. I jakież było moje zaskoczenie! Pędzelek wręcz sam malował i nawet ładnie udało mi się położyć lakier. Jedna warstwa była absolutnie wystarczająca. Szybko wyschła, dołożyłam drugą warstwę tylko z przyzwyczajenia. Wow! Efekt niesamowity.
Lakier nosiłam z czystą przyjemnością, na moich mocno rozdwojonych paznokciach bez uszczerbków (a przy ciemnym lakierze przecież takie są bardzo widoczne) przez 5 dni bez żadnego lakieru nawierzchniowego! Nie spodziewałam się tego po nim. No i jeszcze fakt, że kolor jest identyczny jak w buteleczce i sam z siebie pięknie lśni... Ja niczego więcej nie wymagam.
A poniżej mały tuning- dołożyłam lakier Color Club Jingle Jangle z kolekcji Beyond the Mistletoe, który pokazywałam już tutaj.
Lakier kilka dni poleżał, aż w końcu stwierdziłam, że pora się z nim zmierzyć. Wyciągnęłam go z blistra (bardzo podoba mi się taki amerykański sposób pakowania kosmetyków, wtedy mam pewność, że nikt nie zrobił sobie z niego testera) i przystąpiłam do malowania paznokci bez pozytywnego nastawienia. I jakież było moje zaskoczenie! Pędzelek wręcz sam malował i nawet ładnie udało mi się położyć lakier. Jedna warstwa była absolutnie wystarczająca. Szybko wyschła, dołożyłam drugą warstwę tylko z przyzwyczajenia. Wow! Efekt niesamowity.
A poniżej mały tuning- dołożyłam lakier Color Club Jingle Jangle z kolekcji Beyond the Mistletoe, który pokazywałam już tutaj.
Używałyście lakierów Vritual?

