Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biedronka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biedronka. Pokaż wszystkie posty

09:00

Ulubieńcy listopada

Ulubieńcy listopada
   Chętnie podczytuję na innych blogach takie podsumowania, więc pomyślałam, że fajnie będzie gdy i ja takie zrobię. Zamierzam robić takie podsumowanie co miesiąc. Ale nie przeciągajmy zbyt długo :) Jeżeli jesteście ciekawe, co najczęściej gościło w zeszłym miesiącu na mym licu, zapraszam do dalszej lektury. ;) Jednakże zacznę od drugiej połowy miesiąca, w której najczęściej sięgałam po:


   chusteczki... Niestety. Aby załagodzić skutki zużywania ich szybszego niż zużywanie wody musiałam wytoczyć cięższy sprzęt. Nigdy nie myślałam, że naturalny olejek herbaciany może zdziałać takie cuda! Gdy jednego dnia obudziłam się z bolącymi pęcherzami nie myśląc długo sięgnęłam właśnie po niego. No cóż, nie powiem, że nie bolało. Bolało i to jak cholera! Ale jestem w stanie cierpieć dla tego efektu. Następnego dnia, był już strupek. Goiło się bardzo szybko. Jest genialny i nie dopuszczę, aby zabrakło go w mojej kosmetyczce.


   Niestety, ale olejek wysusza, więc musiałam sobie jakoś z tym radzić. Krem do rąk z Biedronki bardzo dobrze się sprawdzał do nawilżania ust i obszaru pomiędzy nimi i nosem. Także sięgałam często po masełko Figs & Rogue. Choroba pomogła mi przekonać się do tego produktu. Więcej o nim napiszę na dniach.


   W pierwszej części miesiąca sięgałam codziennie po kosmetyki kolorowe. Jednakże z racji na wiele spotkań, musiałam mieć makijaż delikatny. Mimo mojej wcześniejszej niechęci do Inglota przekonałam się do nich na tyle, że inne cienie poszły w odstawkę, a mój zbiór się szybko powiększył. Jestem także bardzo zadowolona z wosku do brwi tej samej firmy. Na policzkach jak zawsze królowało The Balm. Z uwagi na wymóg delikatnego makijażu wybierałam róże Frat Boy lub Down Boy, konturowałam twarz bronzerem Bahama Mama. Gdy mogłam bardziej poszaleć próbowałam nauczyć się obsługi Benetintu Benefitu. Marry-Lou dawała zbyt duże rozświetlenie, więc do łask powrócił puder Translucent Glow Physicians Formula, który oswoiłam za pomocą pędzla Essence z edycji limitowanej Wild Craft. Co do pędzli- bardzo polubiłam też zakrzywiony pędzel do eyelinera firmy Manhattan, który dostałam od Dzollsa . Kreski malowałam też kajalem Essence w kolorze Taupe me. Inna kredka, znana jako "podnośnik" Catrice służyła mi częściej do malowania linii wodnej. Rzęsy tuszowałam kuleczką L'oreal. Na twarzy najczęściej gościł podkład mineralny polskiej firmy Pixie. W weekendy sięgałam też po  Balm Shalter The Balm.

Znacie te kosmetyki? Może po niektóre z nich też sięgacie? Lubicie czytać o ulubieńcach miesiąca?


15:44

Biedronka, Aril, Bamboo Aqua Breze

Biedronka, Aril, Bamboo Aqua Breze
   Sieć Biedronka na przestrzeni ostatnich lat się bardzo zmieniła. Od procesu związanego ze złym traktowaniem pracowników do marki znanej i lubianej. Jednakże w pewnych kręgach wciąż jest uważana za sklep dla plebsu ;). No cóż, lubię tam czasem zajrzeć... Bardzo często można tam nabyć produkty markowe w doskonałych cenach (jak chupa-chupsy po 45 groszy). A czasem i produkty robione przez znanych producentów pod marką własną tego marketu. Przy mojej ostatniej wizycie było tam dostępnych wiele rzeczy służących do dbania o dom. A że lubię, gdy w moim domu pachnie skusiłam się na odświeżacz do pomieszczeń o zapachu bambusa. Czy był to dobry zakup?


   Zapach jest bardzo ładny. Ciężko mi stwierdzić czy to bambus. Zapach świeży. Zdecydowanie przyjemny. Sądzę, że jest na tyle neutralny, że można go użyć przed przyjściem gości. Jest to zapach z kategorii zapachów czystych.


    Jednak ma wielką wadę- trwałość, a raczej jej brak. Przykładowo, rozpylam go w kibelku, który jest malutki. Nie oszczędzam produktu, bo butelka zawiera 500 ml produktu, który rozpyla się delikatną mgiełką. Po 25 minutach nie ma już po nim śladu. Pryskałam nim też ręczniki i tam także długo nie zagościł. Na kanapie też się nie przyjął. Z przyjemnością zużyję tę butelkę, bo zaraz po rozpyleniu pachnie ładnie i maskuje przykre zapachy. Jednakże to, że zapach nie trwa dłużej dyskwalifikuje go przed ponownym zakupem. 

11:43

Biedronka, Body Club, fizzing bath bomb, limonka i kawa

Biedronka, Body Club, fizzing bath bomb, limonka i kawa
   Kilka dni temu na blogach powstał na nie szał. Wszyscy mieli kule, wszyscy się zachwycali, a ja początkowo byłam oporna. Zwłaszcza, gdy dowiedziałam się, iż producentem jest MARBA, znana z opakowań z krówką. Będąc na zakupach w Biedronce zobaczyłam te kule, więc postanowiłam spróbować. Już zużyłam limonkę i kawę, a jeżyna i mango czekają na swoją kolej.
   Producent obiecuje, iż ta musująca kula zapewni nam niesamowitą przygodę. Niesamowita przygoda w wannie? Hmm, na myśl przychodzi mi tylko przypadek z ubiegłego roku, gdy starszej pani wyszedł z toalety wąż. W wannie oczekuję relaksu. 
   Zapach limonka i kawa jest dość ciekawym połączeniem. O dodawaniu limonki do kawy wcześniej nie słyszałam,w  przeciwieństwie do dodawania cytryny w razie migreny. Zaintrygowało mnie to i w ten oto sposób kula znalazła się w koszyku. I zanim przejdę do opisu zapachu, opiszę kulę zgodnie z wrażeniami z jej użycia.
   Nasz kąpielowy gadżet jest mocno zaciśnięty w sztywną folię, co utrudnia rozpakowanie jej mokrymi dłońmi. Osobom o słabych paznokciach polecam zaopatrzyć się w małe nożyczki, aby łatwiej było. Po zdjęciu grubej foli, mamy jeszcze jedną, mniejszą. Ta druga już łatwiej schodzi. I w ten oto sposób mamy naszą kulę gotową do użycia. Raz, dwa, trzy i hop do wody. Musuje, owszem. Jednak spodziewałam się lepeszego efektu, aby poczuć te musowanie trzeba kulę zbliżyć do ciała. Ale wtedy też odczuwa się je tylko na małym kawałku. I znów raz, dwa, trzy i kuli nie ma! Ale czuć, że była- woda jest taka mięciutka, czuć że kula faktycznie zawierała oleje. Cała łazienka jest przepełniona zapachem. Zdecydowanie. Od takiego odświeżacza do powietrza mogłabym się uzależnić. Jako wielbicielka kawy, liczyłam że kula będzie bardziej kawowa. A tu psikus, jest bardziej limonkowa. Ale nie jest to czysta limonka. Zapach jest przyjemny, ale nie mam pomysłu jak go dokładnie określić. Teraz wiem, że połączenie liomonki i kawy to coś co lubię :).
   Woda wystygła, pora opuścić wannę. Wychodzę, wycieram się i skóra nie jest przesuszona, jest lekko nawilżona. Mogę obejść się bez balsamu, jednak wiem, że rano będzie on konieczny. Z przerażeniem w oczach spoglądam na wannę, myślę sobie umyj się sama... ale niespodzianka! Wanna w dalszym ciągu jest czyściutka. Ufff, mogę opuścić łazienkę, bez psucia sobie relaksu sprzątaniem. A po całej kąpieli mam jakoś więcej energii.
   A wy skusiłyście się na kule? A może macie inne ulubione?

10:29

Biedronka, Be beauty, Spa, peeling do ciała, mango

Biedronka, Be beauty, Spa, peeling do ciała, mango

Peelingi uwielbiam naturalne, ale czasem potrzebuję czegoś co będzie stało pod prysznicem, gdy bardzo się śpieszę. Skuszona opiniami o kosmetykach z Biedronki, postanowiłam spróbować.
Od czasu wykończenia naturalnego masła mango szukam czegoś co będzie miało podobny zapach, z tego powodu wybrałam właśnie peeling o takim zapachu.  Niestety, ale ten peeling nie pachnie tak wspaniale. Pachnie sztucznie, ale zapach przypomina mango. No dobrze, zapach to dodatek, a jak z działaniem?
            Producent na wieczku deklaruje, że produkt zawiera naturalne drobinki peelingujące. Są to łupinki orzecha włoskiego oraz moja ulubiona czarna porzeczka. Owszem są te drobinki, jednak jest o wiele za mało. Z drugiej strony nie nałożyłabym tego peelingu na twarz…
            Spłukuje się dobrze, bez pozostawiania „warstwy” na ciele jak TBS. Zapach utrzymuje się na ciele ok. 2 godzin, jednak jest on bliskoskórny. Skóra jest gładka, jednak wiem, że mogę naturalnym peelingiem uzyskać lepszy efekt.


            Podusmowując: jest to przeciętny peeling. Dobry właśnie do takiego szybkiego użycia.
Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger