Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Revitacell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Revitacell. Pokaż wszystkie posty

08:30

Revitacell, stem cells face set,bioaktywna rewitalizująco-rozświetlająca maska do twarzy

Revitacell, stem cells face set,bioaktywna rewitalizująco-rozświetlająca maska do twarzy
   O pierwszej części zestawu pisałam już jakiś czas temu. Dziś będzie o maseczce, bo na jej przetestowanie potrzebowałam o wiele więcej czasu. A maseczki do twarzy to coś co bardzo lubię. Przez ostatnich kilka lat byłam uzależniona od czystych glinek. Ale ileż to można bawić się z błockiem? Maseczka Revitacell była miłym urozmaiceniem. Jednak czy był to tylko miły gadżet, a może i dobry kosmetyk?


   O opakowaniu pisałam już podczas recenzji peelingu z zestawu <klik>. Opakowanie różni się zawartością, cyferką oraz oczywiście opisem. Opakowanie dobrze się sprawdza przy tej konsystencji produktu. A konsystencję ma lekkiego kremu. Bardzo przyjemnie rozprowadza się po skórze, szybko wchłania (nigdy mi się nie zdarzyło, aby skóra nie wchłonęła jej do końca). Po rozprowadzeniu twarz jest gładka i zgodnie z obietnicą producenta rozświetlona. Ale dlaczego rozświetlają ją drobiny? To chyba nie o to chodzi w maseczkach? Nie jest to może efekt kuli dyskotekowej czy brokatowego rozświetlacza, ale nie takiego rozświetlenia spodziewałam się po maseczce. Swoją drogą, lubię po nią sięgać przed makijażem, bo oprócz delikatnego rozświetlenia skóry powoduje, że staje się ona taka przyjemna w dotyku i gładka.

Przed roztarciem.
   Samą maskę stosowałam na wiele sposobów- rano, wieczorem, bardzo grubą i mniej grubą warstwą. Nie widząc efektów większych niż powyżej opisane, zaczęłam stosować ją jako krem na noc. W tej roli nie radziła sobie, moja skóra rano wręcz wołała o krem do twarzy, pojawiły się przesuszone partie skóry zaledwie po kilku takich próbach.

Po wchłonięciu się maski. Można dojrzeć drobinki.
   Nie mogę jej odmówić wydajności. Myślałam, ze ta mała tubka i lekka konsystencja spowodują, że wystarczy mi na kilka użyć,a  tymczasem ona nie chce się skończyć. Szkoda tylko, że nie widzę wpływu komórek macierzystych na moją skórę. Liczyłam na rewolucję, a mam lekki krem dodający doraźnie blasku. 

   Lubicie kremy dodające waszej skórze blasku?

00:11

Revitacell, stem cells, regenerating face balm for men

Revitacell, stem cells, regenerating face balm for men
   Są mężczyźni, których do stosowania kosmetyków nie trzeba zachęcać. A są też tacy, którzy po nie sięgają dopiero gdy muszą. Jedni uważają to za mało męskie, inni nie widzą takiej potrzeby. Są mężczyźni, dla których ważne jest, aby produkt miał na opakowaniu napisane "men", ale także są tacy dla których nie ma to znaczenia. Jednak chyba wszyscy się ze mną zgodzicie, że mało jest w sieci recenzji kosmetyków dla mężczyzn wystawionych przez innych mężczyzn. Z tego powodu udało mi się nakłonić mojego partnera, aby od czasu do czasu podzielił się swoimi wrażeniami. W dziale męskim okiem pierwsza recenzja dotyczyć będzie kremu do twarzy. Zaczynajmy!


Ja: Dziwnie z Tobą przeprowadzać wywiad. No ale dobra, skoro sam nie chcesz nic napisać, to jakoś z Ciebie wyduszę więcej niż "no fajny był".

<Tu wystąpił śmiech mojego mężczyzny. Czyżby z obawy przed torurami?>

-To może zaczniemy od początku. Pamiętasz dzień, w którym otrzymaliśmy przesyłkę od Revitacell?
- Nie bardzo.
- Ale opakowanie pamiętasz?
- Oczywiście! Zaskoczony byłem rewelacyjnie wykonanym opakowaniem. Porządne. Aż chce się używać. To taki pudełkowy Apple.



- Opakowanie opakowaniem, ale co skłaniało Cię do sięgania po niego codziennie?
- To, że mi kazałaś?!
- Ehh, ale co powiesz nam o samym kremie? Podobał Ci zapach?
- Tak.  ładny, nieskomplikowany i nie psuje zapachu perfum. Nie gryzie się z nimi.
- A aplikacja?
-  Bardzo dobra aczkolwiek na twarz trzeba było zużyć 1,5 pompki. Sama pompka działała tak sprawnie, że krem zużył się w mgnieniu oka. Krem wystarczył mi na miesiąc stosowania. Dwa razy dziennie.
- A jak działał?
- Twarz była gładsza, delikatniejsza, nie pojawiały się żadne zmiany skórne. Dobrze zabezpieczał przed mrozem. Czuć było, że działa dłużej niż tylko od nałożenia do zmycia.


    A teraz ja wtrącę swoje trzy grosze. Przede wszystkim nie musiałam przypominać o tym, że twarz należy kremować częściej niż raz na jakiś czas, najlepiej regularnie i to dwa razy dziennie. Co więcej, widziałam efekty. Twarz P. jest mieszana. Podczas stosowania tego kremu była nawilżona, a tłuste partie nie błyszczały się. Skóra była gładka, jędrna i przyjemna w dotyku. I co najważniejsze dla mojego partnera- nie było widać, że cokolwiek ma na twarzy. Wszystkie obietnice producenta zostały spełnione. Szkoda tylko, że krem skończył się tak niespodziewanie szybko (zwłaszcza, że dzięki opakowaniu airless nie było widać ubytku, a sam krem został zużyty co do kropelki).

   Podsumowując, wydajność do poprawienia a sam krem do polecenia. Zwłaszcza, że jest to produkt polski.

15:56

Revitacell, stem cells face set, kremowy peeling do twarzy z dodatkiem ekstraktu z owoców mango

Revitacell, stem cells face set, kremowy peeling do twarzy z dodatkiem ekstraktu z owoców mango
   Jeszcze kilka lat temu miałam okropnie suchą skórę, wtedy własnie zaczęłam sięgać po peelingi i robię to regularnie. Jest to dla mnie podstawą pielęgnacji, podobnie jak demakijaż i dobre nawilżanie. Dzięki temu problemy suchych skórek pojawiają się u mnie jedynie na chwilę. Obserwuję moją skórę i robię peeling w zależności od jej potrzeb. Czasami raz w tygodniu, a czasami co drugi dzień. Po peeling Revitacell sięgaam przeważnie co 3 dni. Jakie są tego efekty? Jeżeli was to ciekawi, zapraszam do dalszej części postu.


   Peeling z mango wchodzi w skład zestawu regenerującego do twarzy. Produkty przychodzą zapakowane doskonale. Wyglądają luksusowo. Bardzo ucieszył mnie też sposób zabezpieczenia kartonu. Naklejki, które trzeba było przeciąć, aby dostać się dalej są doskonałym zabezpieczeniem i gwarancją tego, iż nikt przed nami nie dobierał się do kosmetyków. Sam karton jest spory, więc zaskoczeniem była dla mnie wielkość tubek.


   Chociaż małe nie są, bo zawierają 50 ml produktu, czyli standardową ilość. Peeling zapakowany jest w białą tubkę, ze srebrnym kółeczkiem, nazwą producenta, 1 i nazwą produktu. Z tyłu zaś jej opisany sposób użycia i opis samego produktu. Bardzo przydatna rzecz. Podsumowując, opakowanie jest bardzo estetyczne i minimalistyczne. Trafia w mój gust.


   Produkt rozprowadza się bardzo dobrze, jednak przy samym masażu trzeba uważać, bo jest to mocny zdzierak. Od razu na myśl mi przywodzi duża ilość korundu zmieszaną z kremem i odrobiną peelingu z czarnej porzeczki. To tak, aby zobrazować konsystencję. Całość dobrze się rozprowadza. Ja po zrobieniu masażu trzymam przez ok. 2 minuty na twarzy, wtedy efekt na mojej buzi jest o wiele lepszy. Gdy starałam się potrzymać dłużej, baza się wchłaniała a na twarzy zostawały drobinki. Jednak gdy nie zostawiałam na skórze, a od razu spłukiwałam, efekt u mnie był trochę gorszy.


    Peeling spełnia swoje zadanie. Buzia jest bardzo gładka, bez suchych skórek. Jest bardziej promienna. Jednak to czym odróżnia ten właśnie peeling od innych jest to, że buzia po nim jest bardziej nawilżona, gładsza. Aczkolwiek w przypadku mojej suchej cery i tak domaga się ona czegoś mocniej nawilżającego. Jest także miękka i taka dość śliska w dotyku.


   Jestem z niego zadowolona, swoją rolę spełnia dobrze. Początkowo wydawał mi się bardzo niewydajny, jednak zostałam mile zaskoczona. Cieszy mnie także fakt, że jest to nasz polski produkt.
Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger