Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusz. Pokaż wszystkie posty

21:53

L`Oreal, Volume Million Lashes So Couture

L`Oreal, Volume Million Lashes So Couture
   Czasem mi się wydaje, że w kobiecej naturze należy poszukiwanie- szukamy prawdziwej i wiecznej miłość, kluczy od domu czy też komórki zagubionej w odmętach toreb, a także idealnego tuszu do rzęs. Gdy już znajdziemy, chcemy więcej i więcej. Większej objętości, lepszego wydłużenia, bardziej prawdziwej czerni czy też lepszej trwałość. Wciąż szukamy ideału. A skoro już o ideałach, uważacie że takowe istnieją? Nie, nie będę dziś publikować swoich wywodów, chociaż jeżeli macie chęć, zapraszam do dyskusji w komentarzach. Wracając do tematu, chciałam dziś przedstawić wam tusz do rzęs, który mnie zachwycił. Jeżeli jesteście ciekawe z jakiego powodu, zapraszam do lektury dalszej części postu.

   Zaznaczę, że z tuszami tej firmy jest mi po drodze. Zazwyczaj mi one pasują, jednak tym razem chyba lepiej już być nie może (chociaż zapewne nie uchroni mnie to przed poszukiwaniem czegoś jeszcze lepszego, ah ta kobieca natura!). Już po nałożeniu jednej warstwy moje rzęsy wyglądają bardzo ładnie. Czerń jest czarna, ale zarazem naturalna. Nie wyglądam jakbym postanowiła dokleić sobie sztuczne rzęsy do pracy. Aczkolwiek moje spojrzenie staje się bardziej wypoczęte (czyżby zasługa lekkiego podkręcenia rzęs?), każda rzęsa jest rozdzielona (a grzebyk z Inglota poszedł w odstawkę), dzięki czemu uzyskuję wrażenie, jakbym miała ich więcej. 


   Szczoteczka też mi bardzo odpowiada. Nie jest ani za duża, ani zbyt mała. Nawet przed wypiciem pierwszej kawy trafiam nią tam gdzie mam trafić, a nie w oko czy w policzek. Do tego ma wiele, różnej długości "włosków". A jak wszyscy wiemy, szczoteczka to podstawa dobrej aplikacji tuszu. Do tego dodam, że jej konsystencja już od pierwszego dnia była idealna. Tusz szybko zasycha, więc jeżeli lubicie nakładać dwie warstwy tuszu, tak jak ja, nie musicie czekać, by nałożyć następną. Wszyscy dobrze wiemy jak bardzo ważny jest czas rano. 


   I z tej całej sympatii jestem nawet w stanie wybaczyć mu to dwukolorowe opakowanie (L'oreal, dlaczego?). Co by dużo nie mówić, jest wygodne w używaniu i dozuje idealną ilość tuszu. I wiecie co, nawet to połączenie fioletu ze złotem nie wygląda aż tak źle. 


   Dobrze, ale co ze zmywaniem- pewnie większość z was chciałaby zadać to pytanie. Panie i Panowie, dwufazy poszły w zapomnienie. Tusz zmywa się bardzo dobrze. A jest to dla mnie ważne, bo nienawidzę, gdy muszę czekać "godzinami" aż przy użyciu miliona wacików dokonam demakijażu. Zapomniałabym o trwałości! Nie kruszy się, nie rozmazuje, nie podrażnia oczu, a na rzęsach utrzymuje się do zmycia- nie, nie trzeba mi nic więcej.

   Jaki jest wasz tusz idealny? 

15:16

Moje zdobycze (Rossman, Hebe i TkMaxx)

Moje zdobycze (Rossman, Hebe i TkMaxx)
   Paskudny tydzień, weekend tylko dla samej siebie i 40% zniżki w drogeriach wróżyły tylko jedno- zakupy. Nie miałam konkretnej listy, bo w zasadzie nic nie potrzebowałam. Nastawiona byłam na walkę z dzikimi tłumami, jednak w Krakowskim M1 o godzinie 10 rano tłumów nie było. Mogłam swobodnie popatrzeć na szafy, poprosić miłą panią z obsługi o wyciągnięcie z szuflad kosmetyków, które chciałam kupić.

   Zdecydowałam się na tusz L'oreal False Lash Wings, który od dawna chciałam wypróbować, bo lubię tusze tej firmy, do tego nabyłam kolejną pomadkę z serii Caresse. Podczas poprzedniej promocji w Rossmanie kupiłam dwa inne odcienie z tej serii i na tyle mnie zachwyciły, że kupiłam następną- 300 Juliet (a pewnie z czasem dokupię jeszcze inne kolory). Do koszyka wpadła też pomadka Maybelline 220 Lust for Blush. Bardzo spodobała mi się jej lekka konsystencja i naturalny odcień różu, doskonały do pracy. Mam też słabość do pomarańczowych pomadek, jednakże aby dobrze je nałożyć trzeba mieć czas. Z tego powodu chwyciłam kolejną pomadkę Maybelline- 440 Orange Attitiude, ją dam radę nałożyć także w biegu. Do koszyka wpadła także i świeczka, tym razem Glade- o zapachu drzewa sandałowego i wanilli. Zobaczymy czy spełni moje wymagania. W Hebe kupiłam pomadki Baby Lips w wersji hydrate i intensne (patrząc na skład mam wątpliwości czy czymś oprócz opakowania będą się różnić).

   Powędrowałam także do TkMaxx, gdzie trafiłam na dwie przecenione świece WoodWick. Bardzo lubię świece tej firmy (tak, tak- nie tylko Yankee ukradło moje serce), dzięki temu nie tylko dają zapach, ale także i dźwięk.

   A wy co upolowałyście? A może przechodzicie koło takich promocji obojętnie?

23:06

L'oreal, VOLUME MILLION LASHES EXCESS NOIR

L'oreal, VOLUME MILLION LASHES EXCESS NOIR
    Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Wiele z nas chce, aby było ono pięknie oprawione. Najlepiej odziane grubą firanką rzęs. Oczywiście soczyście czarną, gęstą i długą. Aby to osiągnąć szukamy tuszu do rzęs, za pomocą którego makijaż oczu stanie się przyjemnością. Ale to nie jest takie proste!A może macie swój ideał? Ja dziś się rozprawię z tuszem L'oreal. Czy jest on ideałem? O tym się przekonacie zagłębiając się w dalszą część postu.


   Volume Million Lashes do tej pory znałam w klasycznej wersji. I muszę przyznać, że pierwowzór miał ładniejsze opakowanie. Bo w wersji Noir excess wygląda, jakby był to zlepek dwóch opakowań. Nie podoba mi się to połączenie czerwonego pojemniczka i złotej zatyczki. Sam kształt lubię, dobrze leży w dłoni, dobrze się zakręca i odkręca. Ale jednak patrzeć na niego nie lubię. Uważam, że samo złote lub czerwone (o tak, czerwone!) opakowanie wyglądałoby o wiele lepiej. No ale cóż, nie ocenia się książki po okładce.


   Odkręcam go i widzę zgrabną szczoteczkę. Bo choć w cale nie jest mała, ma piękne kształty, prawie 90-60-90. Wcięcie w talii, lekkie choć widoczne. Nie jest też oblepiona tuszem. Uważam, że porcja jest idealna. Tylko ten zapach. Wolałabym, aby produkt, który kładę na rzęsy nie miał aż tak wyraźnego zapachu, zapachu gumy. 

Zdjęcie przedstawia stan tuszu po 14 godzinach od pomalowania. 

    Objętość i czerń bez umiaru brzmią kusząco. Zwłaszcza, że mam ciemne włosy, stawiam na prawdziwie czarne tusze do rzęs. Czy się nie zawiodłam? Czy jest objętość? Jest! Może nie mam wrażenia, posiadania miliona rzęs (gdzie ja bym je zmieściła), ale zdecydowanie mam wrażenie, że po pomalowaniu tym tuszem mam ich więcej. Czerń jest prawdziwie czarna, głęboka. Mimo wszystko rzęsy wyglądają jakby natura lepiej mnie obdarzyła. Rzęsy są też naturalnie błyszczące, nie wyglądają więc sztucznie. Tusz ma jednak swoje humorki. Czasem wygląda idealnie od razu, a czasem muszę się posiłkować inną szczoteczką by je lepiej rozdzielić. Jednak rzęsy wyglądają pięknie aż do zmycia, tusz nie osypuje się i nie odbija. Czasami tylko rzęsy są na tyle wydłużone, że haczą mi o szkła okularów. 

    Maskara bardzo przypadła mi do gustu, zwłaszcza, że mam wrażenie także poprawy ogólnego stanu moich rzęs. Zaznaczam jednak, że inne tusze tej firmy zazwyczaj mi pasują. 

Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger