Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAC. Pokaż wszystkie posty

09:33

Essie, Navigate Her, 210A Orange, It's obvious

Essie, Navigate Her, 210A Orange, It's obvious
   Nie darzę miłością Essie. Często czytam zachwyty nad nimi, widzę na listach marzeń i się zastanawiam czy tylko ja jestem taka na nie odporna czy może źle trafiam? Dzisiaj będzie o lakierze, który jak dla mnie jest wyjątkiem. Wyjątkiem takim, że jest to lakier Essie i go lubię. Dlaczego?


   Po pierwsze z powodu koloru. Uwielbiam pomarańczowy kolor. Dodaje mi energii i sięgam po niego przez cały rok. Zastępuje czerwień w duecie z czernią. Podkreśla brąz. Biały ożywia. A z pewnością dodaje optymizmu i energii. Ten też taki jest. Mając go na paznokciach uwielbiam sięgać po pomarańczowe pomadki.


   Po drugie pędzelek. W tym lakierze jest idealny. Szeroki, ale dobrze skrojony. Nie mam problemu z tym, że malując paznokcie muszę 5 razy przeciągać pędzelkiem po jednym paznokciu. Ale nie jest też zbyt szeroki- nie maluję nim całych skórek i połowy palca. Lekko zaokrąglony czubek pozwala mi nie zamalować całych skórek. A i konsystencja z nim dobrze współgra. Nie jest gęsty, ale też nie jest tak mokry, że zalewa całe paznokcie i palce.

   Po trzecie,  nie zdejmuje koloru. A tego w lakierach nie lubię. Jedna warstwa dobrze i równomiernie pokrywa paznokieć. Jednak druga warstwa jest potrzebna, aby dodać mu głębi.

Pomadka to MAC Morange

   Minusem jest trwałość- w miejscach gdzie mam najbardziej rozdwojone paznokcie pojawiają się pierwsze mikro odpryski. Drugiego dnia stają się już ogromne i lakier muszę zmyć. Jednakże stosowanie top coatu poprawia jego trwałość, więc nie narzekam (mogę wtedy nosić 3-4 dni).

   Podsumowując, jak dla mnie jest to idealny odcień tego koloru, na dodatek nie zawiera drobinek. W moim przypadku konieczne jest sięgnięcie po lakier nawierzchniowy, ale nie jest to uciążliwe.Z moich  Essiaków ten jest najłatwiejszy w obsłudze, jeżeli chodzi o samą aplikację.

   Podobają wam się pomarańczowe paznokcie?

18:26

Ulubieńcy stycznia

Ulubieńcy stycznia
   Nie wiem jak wy, ale ja mam tak, że najczęściej sięgam po nowe kosmetyki. Stare, choć uwielbiane czekają aż moje oko za jakiś czas ponownie na nie spojrzy. Z racji tego, że przybyło mi trochę kosmetyków popularnej firmy Benefit zdominowała ona mój makijaż w styczniu. Do tego fascynacja  naszą rodziną marką trwa nadal. Ale co konkretnie najczęściej gościło na mojej twarzy?


1. Cienie Inglot, zwłaszcza numery: 153 i 154 z kolekcji Noble oraz w ostatnich dniach miesiąca 402 i 363. Ostatni najczęściej pojawiał się na brwiach. Dwa ostatnie trafiły do mnie w ramach Hexxboxa.
2. Wosk Inglot- solo lub z cieniem 363 tej samej firmy. Czasem podkreślałam brwi cieniem Bark z paletki Sleek Au Naturel.
3. Sleek Paraguaya cienie Peach gold, Persian orange i Bittersweet zaczęły gościć na mych oczach. Po zakupie palety, nie byłam nią zachwycona, teraz przeżyłam zachwyt tymi kolorami. A moze to dlatego, że zima wywołała we mnie potrzebę rozświetlania powiek i paznokci.


4. Bazy: Urban Decay, Maybelline Color Tatoo, Essence A new league w kolorze 01 my caddy in the wind. Cienie Maybelline były używane także jako eyelinery.
5. Najważniejszym jednak elementem moich makijaży był eyeliner Inglot 27 Silver. Podbił moje serce całkowicie i to chyba największy ulubieniec tego miesiąca. Prawie codziennie go używałam i wiem, że  gdy go zużyję, z pewnością kupię następny!
6. Tusze: Maybelline Stiletto, Wibo Growing lashes, NYX Long Lash Mascara i L'oreal Telescopic explosions. Używane razem w różnych kombinacjach.


   7. Z powodu zakupu pędzla Barbary Hofmann do łask powrócił 8. Róż Mac Harmony.  Pędzel Essence Wild Craft spowodował, iż nie posłałam dalej w świat miniatury różu 9. Sugarbomb firmy Benefit. A początki były trudne, bo nie widziałam żadnego efektu. Doprawdy nie wiem jaka magia tkwi w tym pędzlu, że tak doskonale radzi sobie z produktami, które gdyby nie on poleciałyby dalej. Zanim jednak Sugarbomb zjawił się w mych zbiorach katowałam zestaw 10. Tropi Coral tej samej firmy. Po kilku mizernych próbach nałożenia 11. Chachatintu palcami sięgnęłam po skośnie ścięty pędzel Sunshade Minerals i to było to! W końcu tint mnie zdobił. Bardzo często nakładałam na niego jeszcze 12. Coralistę. Ewentualnie Coralista samodzielnie prezentowała się na mym licu.
Kolejnym zestawem zdobiącym moją twarz był 13. Moon Beam i  14. róż The Balm w kolorze Down Boy.


   Usta pielęgnowały 15. masełka Nivei- malinowe oraz wanilia i makadamia. W torebce nosiłam 16. Coralistę Benefitu. Bardzo często sięgałam także po błyszczyk 17. Guerlain KissKiss w kolorze 820 Cherry Fizz.


18. Zaś brokaty zdominowały moje paznokcie. Baza Essence peel off pozwalała mi na bezproblemowe usuwanie ich.


   Jeżeli chodzi o perfumy to i tu 19. Benefit rządził. Najczęściej sięgałam po Sashę i Lee Lee, ewentualnie po 20. My Queen Alexandra McQueena.


   Jak widać, było tego sporo, jednak miesiąc miał 31 dni, a ja testowałam głównie nowości. Znacie te produkty? Też tak macie, że gdy w wasze ręce trafi coś nowego, najczęściej sięgacie właśnie po to?

12:58

MAC, powder blush, Harmony

MAC, powder blush, Harmony
Idealnego bronzera szukałam miesiącami. Z lepszym lub gorszym skutkiem, ale wciąż wiedziałam, że to nie to. Albo trzeba było ostrożnie je nakładać, by nie wyglądać jak brudna, albo kolor nie do końca był odpowiedni. Na pomoc przyszedł mi doktor google. Bezapelacyjnie ogłosił, iż muszę się udać do MACa i zakupić róż w kolorze Harmony, co też grzecznie uczyniłam.
Mimo, iż jest to róż, używam go zamiast bronzera do modelowania twarzy. Nadale się do tego idealnie, ponieważ:


- kolor- można go stopniować, wiec sądzę, iż nadania się zarówno dla bladolicych jak i tych ciemniejszych, jak ja lub jeszcze bardziej. Idealnie symuluje on cień na twarzy, przez co udaje mi się stworzyć złudzenie widocznych kości policzkowych. Produkt nie zawiera ani jednej drobinki. Jak przystało na dobry bronzer, trudno w nim dostrzec chociażby odrobinę tak niepożądanego pomarańczowego odcienia. 


- aplikacja- jest dość twardy, ale nie jak kamień. Dobrze nabiera się na pędzel i nie osypuje. 
- trwałość: u mnie do zmycia, bez zmiany koloru
- wydajność- zanim kupiłam bahama mamę używałam go codziennie przez ponad 3 miesiące, ubytku praktycznie nie było; wydajność taka jak innych róży MAC czyli doskonała
Jeżeli poszukujecie bronzera idealnego, polecam z czystym sumieniem. To jeden z dwóch moich ulubieńców, zaraz po Bahama mamie The Balm. 


P.S. Na swatchach jest go nałożonego dużo i był on nakładany palcem, nakładany pędzlem jest o wiele jaśniejszy.

Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger