Z bardzo suchą skórą walczę cały rok. Balsamy, masła, musy, oleje- staram się po nie sięgać dwa razy dziennie, jednak nie zawsze mam siły, chęci czy czas. Lubię się otaczać ładnie pachnącymi kosmetykami, jednak są one dla mnie niejako dodatkiem do pielęgnacji. Gdy widzę, że moja skóra potrzebuje czegoś więcej, dostarczam to jej. Dziś będzie więc o takim "czymś więcej".
Producent opisując ten produkt zaznacza, że tworzy on warstwę ochronną, pozwalającą zatrzymywać wilgoć na dłużej. Producent uprzedzał, ale ja się nie spodziewałam, że ta warstwa będzie aż tak odczuwalna! I nie był to efekt chwilowy, bo przez cały dzień czułam ją. Dobrze, że mimo tego, balsam nie pozostawiał tłustych plam na ubraniach.
Produkt mógłby zagościć u mnie na dłużej, ale jeżeli tak się stanie, to z pewnością przepakuję go do innego opakowania i zmienię jego zapach.
Kolejną kontrowersyjną sprawą może być jego zapach. Wyciskany z opakowania jest jeszcze do zniesienia. Ot, zapach mieszanych składników na krem. Jednak podczas rozsmarowywania na ciele robi się mniej przyjemny. Gdyby był w innym opakowaniu, dodałabym do niego kilka kropel olejku eterycznego. .
Jak wcześniej wspominałam, z działania byłam bardzo zadowolona- skóra była miękka i nawilżona. Nie tylko do pierwszego mycia. Bez obaw kładłam go na skórę z uczuleniem. Krem pomagał skórze się regenerować, przy czym nie powodował większych szkód. Osoba mi bliska zauważyła, że przy dłuższym stosowaniu trochę złagodził jej objawy łuszczycowe. To chyba bardzo dobra rekomendacja?
Jesteście w stanie przymknąć oko na zapach balsamu, jeżeli jego działanie jest bardzo dobre?

