Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Decubal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Decubal. Pokaż wszystkie posty

22:08

Decubal, Clinic cream, odżywczy i nawilżający krem do skóry suchej i atopowej

Decubal, Clinic cream, odżywczy i nawilżający krem do skóry suchej i atopowej
   Z bardzo suchą skórą walczę cały rok. Balsamy, masła, musy, oleje- staram się po nie sięgać dwa razy dziennie, jednak nie zawsze mam siły, chęci czy czas. Lubię się otaczać ładnie pachnącymi kosmetykami, jednak są one dla mnie niejako dodatkiem do pielęgnacji. Gdy widzę, że moja skóra potrzebuje czegoś więcej, dostarczam to jej. Dziś będzie więc o takim "czymś więcej".

   Producent opisując ten produkt zaznacza, że tworzy on warstwę ochronną, pozwalającą zatrzymywać wilgoć na dłużej. Producent uprzedzał, ale ja się nie spodziewałam, że ta warstwa będzie aż tak odczuwalna! I nie był to efekt chwilowy, bo przez cały dzień czułam ją. Dobrze, że mimo tego, balsam nie pozostawiał tłustych plam na ubraniach.

   Kolejną kontrowersyjną sprawą może być jego zapach. Wyciskany z opakowania jest jeszcze do zniesienia. Ot, zapach mieszanych składników na krem. Jednak podczas rozsmarowywania na ciele robi się mniej przyjemny. Gdyby był w innym opakowaniu, dodałabym do niego kilka kropel olejku eterycznego. .


   Jak wcześniej wspominałam, z działania byłam bardzo zadowolona- skóra była miękka i nawilżona. Nie tylko do pierwszego mycia. Bez obaw kładłam go na skórę z uczuleniem. Krem pomagał skórze się regenerować, przy czym nie powodował większych szkód. Osoba mi bliska zauważyła, że przy dłuższym stosowaniu trochę złagodził jej objawy łuszczycowe. To chyba bardzo dobra rekomendacja?


   Produkt mógłby zagościć u mnie na dłużej, ale jeżeli tak się stanie, to z pewnością przepakuję go do innego opakowania i zmienię jego zapach.

   Jesteście w stanie przymknąć oko na zapach balsamu, jeżeli jego działanie jest bardzo dobre?

09:31

Decubal, shower & bath oil, olejek pod prysznic i do kąpieli

Decubal, shower & bath oil, olejek pod prysznic i do kąpieli
   Pisząc recenzję innego żelu pod prysznic, zorientowałam się, że nie napisałam ani słowa o tym żelu. Szybko więc nadrabiam, zwłaszcza że ten produkt jest wart uwagi. Za co go polubiłam? Co mi się w nim nie podobało?


   Zanim przejdę do wychwalania jego zalet, wspomnę o tym, co mi w nim nie pasuje. Jego słabszą stroną jest opakowanie. Kształt, wysokość  i wielkość mogą być. Szata graficzna jest przeciętna, z pewnością ozdobą łazienki nie będzie, ale szpetne też nie jest. Najbardziej mnie irytował dozownik. Często musiałam zbyt długo czekać, aby nabrać wystarczającą ilość. Z resztą otwieranie mokrymi dłońmi też nie jest najwygodniejsze (zwłaszcza, że trzeba było mocno przycisnąć guzik). Rozwiązałam ten problem, przelewając produkt do ładnego opakowania z pompką. Od tej pory używanie tego produktu stało się jedynie przyjemnością. Także miałam wrażenie, że na jedno mycie zużywałam mniej produktu.


   Nie jest to produkt, który stworzy nam całą masę piany. Raczej mam wrażenie, ze tej piany miało w ogóle nie być, bo jest jej tak mało. Ale ja nie należę do osób, którym na pianie zależy, więc nie było to dla mnie problemem. Przed kontaktem z wodą jest to lekki, mało tłusty i wodnisty olejek.
   Przy pierwszych kilku użyciach przeszkadzał mi jednak jego zapach. Nie był on odrzucający, ale jednak lubię umilać sobie prysznic także ładnie pachnącymi produktami. Dodałam więc substancję zapachową (na szczęście, producent dodaje kompozycję w osobnej, czerwonej saszetce). I wtedy oprócz konsystencji zachwycił mnie i zapach- prosty, pobudzający grejpfrutowy (ale nie tak mocny jak w żelu Yves Rocher). Wiem, że wiele osób narzekało na to, że jest tylko jedna wersja zapachowa, ale zawsze można do niego dodać kilka kropel innego olejku.


   Moja skóra reagowała na niego bardzo dobrze. Z pewnością jej nie wysuszał, a czasem nawet pomijałam balsam do ciała. Najbardziej lubiłam używać go rano. Zapach pobudzał, a ja bez wyrzutów sumienia mogłam zrezygnować z balsamu. Skóra była miękka i nie była sucha.


   Ten produkt i pianka do mycia twarzy to moje ulubione produkty tej firmy.

08:30

Decubal, ujędrniający i regenerujący krem pod oczy

Decubal, ujędrniający i regenerujący  krem pod oczy
   Malujemy oczy. Testujemy nowe tusze, aby uzyskać piękną ich oprawę. Rozświetlamy, aby wyglądać na wypoczęte. Przyciemniamy, aby mieć bardziej tajemnicze spojrzenie. Ale czy równie dobrze dbamy o skórę pod nimi?

   Przez ostatnich kilka miesięcy starałam się regularnie sięgać po krem pod oczy Decubal. Przyznaję, o twarzy nigdy nie zapominam, ale jednak tę strefę zdarza mi się pominąć. Przed kremem Decubal, nakładałam na tę część twarzy olej zmieszany z kwasem hialuronowym. Taka mieszanka doskonale się u mnie sprawdzała. Czy Decubal godnie ją zastąpił?

   Po pierwsze, bardzo polubiłam jego opakowanie. Małe zgrabne, doskonałe do zabierania w podróże. I ma ukochaną pompkę! Jedno wyciśnięcie było doskonałą porcją.. Czasem też smarowałam powieki, mimo iż producent tego nie zaleca. Ja byłam zadowolona z aplikacji w tym miejscu- momentalnie znikały suche skórki.  Skóra była nawilżona, ale nie była to rewolucja w mojej pielęgnacji. Muszę pochwalić fakt, iż krem ten, w odróżnieniu od kwasu hialuronowego z olejem, można stosować na dzień. Krem wchłaniał się błyskawicznie, bez obaw mogłam nakładać makijaż. Korektory (Pixie, Benefit Oh La Lift, Essence) nie rolowały się.


   Podsumowując, jest to lekki krem, który nawilża, dobry do stosowania na dzień. Co do przynoszenia ulgi- znam kremy pod oczy, które lepiej "odświeżają". 

01:20

Decubal, face wash, nawilżająca pianka do mycia twarzy

Decubal, face wash, nawilżająca pianka do mycia twarzy
   Oczyszczać buzię za pomocą wody czy nie? Obie teorie mają wiele zwolenników i przeciwników. Moim zdaniem, warto obserwować co nam pasuje. Zazwyczaj rano myję twarz hydrolatem, a wieczorem myję wodą i jakimś środkiem myjącym. Ostatnio sięgałam po piankę Decubal, i to ona będzie przedmiotem dzisiejszego postu.

   Zaskoczyła mnie jej wydajność. Pianki używam od pierwszych dni lutego, a ona dopiero teraz się skończyła. Nadmienię jeszcze, że w jej używaniu miałam pomocnika (i wcale się z tym nie krył!). Ale wydajność nie jest jej jedyną zaletą. Zaskakująca jest też jej konsystencja. Jest to mus, ale z taką głębokością. Treściwa pianka to chyba najlepsze określenie, ale polecam i tak doświadczyć go na własnej skórze. Łatwą jest też ją wydobyć z opakowania, bo pompka (uwielbiam, gdy opakowania ją zawierają, a gdy jej nie mają to i tak staram się dopasować pompkę do opakowania lub produkt przelewam do opakowania posiadającego pompkę) działa sprawnie- dobrze spienia i się nie zacina. Czasem wystarczała mi jedna pompka, ale gdy na oczach miałam mocniejszy tusz lub eyeliner musiałam użyć już dwóch. Kilka sekund i po makijażu nie było śladu (nawet pod dolnymi rzęsami, gdzie często mam problem z domyciem, mimo tego,że się tam zazwyczaj nie maluję...). 


   Piankę producent określa jako nawilżającą. Ja przy mojej bardzo suchej skórze tego tak bym nie ujęła. Owszem, nie wysuszała, a to już duży plus. Jednak w moim przypadku nałożenie kremu do twarzy i tak było konieczne. Ale przyznam też, że nie czułam ściągnięcia skóry po myciu i osuszeniu. 

   Podsumowując: piankę bardzo polecam, z pewnością sama do niej wrócę nie raz. Szybki i przyjemny demakijaż jest czymś co lubię. Bajeczna konsystencja, opakowanie z pompką i wielka wydajność. Nie mam się do czego przyczepić...

   Skład: Składniki (INCI): Glycerin, Aqua, Sodium Cocoamphoacetate, PeG-60 Hydrogenated Castor Oil, Niacinamide, Sucrose Cocoate, Allantoin, Caprylyl Glycol, Bisabolol, Sodium Gluconate, Citric Acid.
nie zawiera substancji lipidowych

   A jak wy myjecie twarz? Unikacie wody?

17:53

Decubal, face cream, odżywczy i intensywnie nawilżający krem do twarzy

Decubal, face cream, odżywczy i intensywnie nawilżający krem do twarzy
   Moja sucha skóra potrzebuje solidnego nawilżenia, o czym zapewne już wiecie. Jakiś czas temu pisałam wam o kremie wypełniającym i rewitalizującym z serii Intensive, z którego byłam zadowolona <klik>. Jednakże dziś napiszę kilka słów o kremie z serii Decubal Basic. Czy jestem z niego tak samo zadowolona?


   W tym przypadku nie jestem zadowolona z opakowania. Jest duże, toporne, wygląda tanio. Jednak dobrze znosi upadki. Jednak to przeciętnej urody pudełeczko kryje w sobie krem o ciekawej konsystencji. Wygląda jak białe masło, jednak ma ciekawą w dotyku konsystencje. Przy pierwszym kontakcie miałam wrażenie, że to masełko, jednak na twarzy zmienia swoją konsystencję w bardzo delikatną. Rozprowadza się więc bardzo dobrze. 

   Producent deklaruje, że krem nadaje się świetnie pod makijaż. I tu się do końca zgodzić nie mogę. Pod mineralny owszem, ale przykładowo żelowy Rimmel wyglądał na nim okropnie. Nakładał się rewelacyjnie, ale po godzinie byłam cała w kropki (podkład się zbierał). 


   Twarz była nawilżona, nie miałam problemu suchych skórek i dobrze zabezpieczał przed wiatrem czy mrozem. Skóra była miękka. Przyjemna w dotyku. Jednak brakowało mi tego faktora X- sama właściwie nie wiem czego, ale wiem, ze moja skóra może wyglądać jeszcze lepiej. 

   Podsumowując, dla mnie jest to fajny krem pod minerały lub do likwidacji przesuszonych obszarów. Jednak używam go zamiennie z innymi produktami, bo używając stale przez dłuższy okres widzę, że czegoś mi brakuje. 

Skład: Składniki (INCI): Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Cetyl Alcohol, Sorbitan Stearate, Glyceryl 
Stearate, Citric Acid, lanolin, Polysorbate 60, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Carbomer, Tocopherol, 
ethylhexylglycerin, Sodium Gluconate, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate.
Zawartość substancji lipidowych: 18%.

   Jaki jest wasz ulubiony krem do twarzy?

21:11

Decubal, Face Vital Cream, Wypełniający i rewitalizujący krem do twarzy

Decubal, Face Vital Cream, Wypełniający i rewitalizujący krem do twarzy
   Zima nie jest dobra dla mojej skóry na twarzy. Porzucam podkład mineralny na rzecz podkładów drogeryjnych, których nie lubię. Zmieniam, bo minerały nie są wystarczającą ochroną mojej skóry, która reaguję na zmianę temperatur szczypaniem. Ważna jest także inna pielęgnacja skóry niż w cieplejsze miesiące. Dziś nie będzie o podkładzie a o kremie wypełniającym i rewitalizującym Decubal z serii intensive, przeznaczonym do cery bardzo suchej i problematycznej.


   Po pierwsze opakowanie. Porządny plastik, który dobrze znosi zarówno podróże jak i upadki. Czerwień ładnie wygląda i nawet bez okularów czy soczewek nie mam problemów ze znalezieniem go, co jest dla mnie istotne. Opakowanie dodatkowo jest zgrabne i dobrze leży w dłoni. Całości dopełnia fakt, iż zawiera sprawnie działającą pompkę. Sporą wadą opakowania jest brak możliwości sprawdzenia ile kremu nam pozostało.


   Krem po twarzy rozprowadza się bardzo dobrze. Mimo, że krem jest treściwy (zawiera m.in. masło shea) błyskawicznie się wchłania nie pozostawiając błyszczącej warstwy. Jednakże czuć, że skóra została dobrze zabezpieczona przed czynnikami atmosferycznymi.


   Krem ten używałam głównie rano, więc nakładałam na niego makijaż. Podkład trzymał się na nim bardzo dobrze, może nawet lepiej niż na innych kremach, ale ciężej było go rozprowadzić. Za to mogłam powrócić do podkładu mineralnego, bo krem wystarczająco zabezpieczał policzki przed wiatrem i niskimi temperaturami.


   Pakując się na tygodniowy wyjazd zależało mi, aby ograniczyć wagę bagażu. Zrezygnowałam więc z kremu na noc i ten krem używałam dwa razy dziennie. Mimo niskiej temperatury, zmiany wody, moja twarz wyglądała bardzo dobrze, była świetlista, odżywiona i zabezpieczona. Wyglądała zdrowo.

   Z racji tego, że jest to krem do cery dojrzałej, oddałam mamie końcówkę kremu. Mamie bardzo spodobała się pompka w opakowaniu oraz zapach. Pierwszą myślą było, że nie ma żadnego, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdziła, że się jej podobał. Buzia była dobrze nawilżona, a makijaż nie stanowił problemu. Jednakże dla mamy dużą wadą był czas wchłaniania się kremu (mama nie ma suchej skóry).


   Może nie jest to krem, który odmienia buzię diametralnie. Jednak suchej skórze najbardziej potrzeba nawilżenia. Bo sucha, łuszcząca się skóra nie prezentuję się dobrze. Z pewnością będę do niego wracać. Krem sprawdził się , jest w przyzwoitej cenie i dobrze chroni mnie przed przechodzeniem z wysokich temperatur w niskie i odwrotnie.

11:02

Ulubieńcy lutego

Ulubieńcy lutego
   Luty już dawno za nami, ale ulubieńców nie było. W lutym makijaż i kosmetyki zajmowały najmniejszą część mojego umysłu. W sumie codziennie sięgałam po bardzo podobny zestaw. Co wchodziło w skład tego zestawu?


   W lutym mrozy trochę zelżały, stosowałam też kremy  Decbual. Dzięki temu połączeniu mogłam powrócić do mojego ukochanego podkładu mineralnego  1.Pixie w kolorze Ayperi 3.

   Twarz konturowałam ukochanym 2.Bahama Mama The Balm i czasem litowałam się nad 3.Harmony Mac'a. Sięgałam też po róż The Balm w kolorze 4.Cabana Boy. Róże The Balm kocham, jednak nie myślałam, że taki kolor będzie mi pasował. O dziwo, na policzkach wygląda naturalnie i przepięknie. Dodawałam sobie blasku High Beam'em Benefitu. Często sięgałam też po 5. Sugarbomb tej samej firmy.


   Makijaż oczu został zdominowany przez cienie 6.Kiko, o których niebawem napiszę więcej. Gdy zobaczyłam ich zdjęcia w sieci zakochałam się. Bardzo się cieszyłam, gdy Hexx powierzyła mi je do zrecenzowania. Jednak pierwsze testy wypadły dramatycznie! Na tyle, że gdybym wtedy je zrecenzowała to byłoby to jedynie narzekanie na nie. Znalazłam jednak na nie sposób!

   W dalszym ciągu darzę sympatią cień 7.Maybelline Color Tattooo w kolorze 40 Permanent Taupe, który też aż się prosi by poświęcić mu cały post. Kupiłam także bazę Lumene, jednakże intensywne testy bazy firmy 8.Grashka wyparły ją z rankingu.

   W pielęgnacji ust masełka Nivea zostały wyparte przez produkt firmy Decubal, który nie wyszedł z łazienki, aby pozować do zdjęć. Jednak sesja i tak go nie ominie! Poza domem sięgałam po 9.Moisture Plus Carmexu. Ewentualnie w biegu malowałam usta błyszczykiem 10.Guerlain Kiss Kiss Gloss w kolorze 820 Cherry Fiz- miłość do niego dalej kwitnie! Na zdjęcie nie załapał się błyszczyk Benefit Ultra Plush Coralista, jednakże stale był on noszony w torebce i używany w biegu. Podczas sesji też leżał w torebce. Gdy nie miałam czasu lub chęci na malowanie oczu sięgałam po 11.Apocalipsy Rimmela  (102 nova i 501 stellar).

Najczęściej pachniałam 12.MyQueen Alexandra McQueena lub 13. Laught with me Lee Lee Benefitu.

00:29

Decubal, Body Cream, Odżywczy i silnie nawilżający krem do ciała

Decubal, Body Cream, Odżywczy i silnie nawilżający krem do ciała
   Balsamowanie ciała nie jest dla mnie zabiegiem przyjemnym, ale za to pożytecznym. Najchętniej sięgam po pięknie pachnące balsamy przed snem. Jednakże moja skóra wymaga więcej. Jako "suchar"   mam w w użyciu z tego powodu kilka balsamów. Mam takie, które lubię nakładać, bo ładnie pachną (np. Balea) i lekko nawilżają (a raczej utrzymują nawilżenie) i mam balsamy do zadań specjalnych. O tym ostatnim napiszę dziś kilka słów.


   Opakowanie jest estetyczne. Czerwone, które łatwo odnaleźć, proste. Bardzo mi się podoba jego zatyczka. Może więc stać w pionie. Odnośnie zamknięcia- u mnie sprawuje się bardzo dobrze, chociaż czytałam, że u jednej z blogerek zawiasy się wyłamały. Z opakowania także dobrze się wyciska produkt, co nie jest takie oczywiste, przy jego gęstej konsystencji.


   Tak jak pisałam wyżej jest do gęsty krem, słusznie producent użył tutaj tego słowa zamiast balsam. Jets on bardzo treściwy, gęsty. Nie wiem czy w jego przypadku słoiczek nie byłby lepszym rozwiązaniem. Należy go też odpowiednio rozprowadzać. Zamiast nakładać grubsze warstwy do rozsmarowania na całym ciele, radzę nakładać mniejsze ilości i od razu wmasowywać. Inaczej balsam nam się wchłonie i trzeba będzie i tak dołożyć go więcej z opakowania. Balsam owszem się wchłania, ale pozostawia wrażenie czegoś na skórze. Czuć to także ubierając obcisłe jeansy. Występuje wtedy pewien opór.

   A działanie jest bardzo dobre. Skóra jest nawilżona i to na dłużej niż do następnego mycia. Bez żadnych obaw można nakładać go po goleniu. Nie podrażnia, a wręcz regeneruje i łagodzi.


 Jednakże kwestia braku zapachu jest sporna. Owszem, nie pachnie kwiatkami, perfumami czy słodyczami, ale jakiś zapach ma. Dość wyraźny nawet. Jest to zapach naturalnych kosmetyków robionych w domu. Jeżeli komuś on wadzi, polecam dodawać ulubiony olejek eteryczny, który także będzie ulepszał balsam (np. dodawał właściwości zwalczających cellulit czy ujędrniających).

Składniki (INCI): Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Isopropyl Myristate, lanolin, Petrolatum, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Glyceryl Stearate, Tocopheryl Acetate, Cetearyl
Alcohol, Tocopherol, Ceteareth-20, Sodium Cetearyl Sulfate,
Dimethicone, Citric Acid, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate.
Zawartość substancji lipidowych: 40

   Obietnice solidnego nawilżenia zostały spełnione. Dla osób z problemem suchej skóry to dobry zakup. Jednakże ja bym przepakowała go w słoiczek i sprzedawała dodatkowo olejki  i osoby, które nie mają na nie uczulenia na nie, mogłyby sameulepszać balsam, tak jak ja to robię na swój użytek używając półproduktów innej firmy

Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger