Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eyeliner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eyeliner. Pokaż wszystkie posty

10:53

Fenty Beauty Eclipse 2-In-1 Glitter Release Eyeliner

Fenty Beauty Eclipse 2-In-1 Glitter Release Eyeliner
Rihanna szturmem podbija kosmetyczki. Już od początku szeroka gama odcieni i duża ilość blasku pobiła srocze serca wielu kobiet na całym świecie. Moje serce było odporne. Jak z kamienia. Widziałam, podotykałam i nic nie kupiłam. Ale wszystko zmieniło się jednego jesiennego już wieczoru. To był wieczorny czas przeglądania blogów. I trafiłam na bloga Late Afternoon Coffee, gdzie akurat Mała Czarna opisywała swoje wrażenia o marce. Podzieliłam się opinią na owym blogu, że mnie Fenty Beauty też jakoś tak nie pociąga. Jednak postanowiłam sprawdzić co błyszczeć będzie w kolekcji świątecznej. I uwierzcie lub nie, po kilkunastu minutach miałam cudowne eyelinery już zamówione. O Sephoro!

Od razu po otrzymaniu paczki wymazałam swoje ręce. Wszystkimi trzema. Bo nie mogłam zdecydować się na jeden. Kupiłam trzy. Wszystkie. Nawet pomimo tego, że ja nie jestem fanką eyelinerów, bo jednak namalowanie kresek rano nie zajmuje wtedy 10 sekund a cała minutę, a wszyscy wiemy, że każda jedna minuta poranka jest na miarę złota. Właśnie złoto, błysk! Rihanno, stałam się niewolnikiem! Beż, zieleń i granat. Na ręku dwa ostatnie były piękne. Later, Crater (beż) był jakiś taki, no jak korektor, powiedzmy sobie szczerze. Za to Nepturnt i Alein Be od razu zyskały moją sympatię. Piękne metaliki. Dawno tak pięknych nie widziałam.



Fenty Beuaty Alien Bae Eclipse 2-In-2 Glitter Release Eyeliner jest pięknym granatem. Ciemnym. To jest coś co lubię, nie czerń, ale też nie niebieski. Pięknie wydobywa zieleń moich oczu. Jednakże magia zaczyna się po roztarciu. Bo o to w tych eyelinerach chodzi. O wydobywanie z nich magii. Gdy eyeliner dobrze zaschnie (a granat robi to najszybciej) po przetarciu staje się magia- milion skrzących drobinek, granatowe niebo rozświetlone masą gwiazd jest już na twoich powiekach. Pięknie prawda?



Fenty Beuaty Nepturnt Eclipse 2-In-2 Glitter Release Eyeliner jest bardzo ciemną zielenią. Wygląda szlachetnie i z racji tego, że blisko mu do czerni, nie gasi zieleni moich oczu. Po roztarciu staje się o wiele weselszy i jaśniejszy. Wygląda jak choinka w nocy przyozdobiona milionem małych światełek odbijających światło bombek. Zastyga on najdłużej. A jeśli potrzesz zbyt wcześnie, możesz zabrać mu trochę pigmentu lub sprawić, iż kreska będzie nie tylko na powiece. Ostrożnie więc!



Fenty Beuaty Later, Crater Eclipse 2-In-2 Glitter Release Eyeliner jest najdelikatniejszy i najmniej spektakularny. Ale i ze względu na kolor wybacza wszystkie błędy w malowaniu kresek. Ciemniejszy beż,  którego przy malowaniu powiek prawie nie widać po zastygnięciu musi zostać roztarty. Inaczej nie ma prawie żadnego efektu. A i po roztarciu nie wygląda aż tak pięknie jak jego bracia. Ja go lubię do bardzo szybkiego makijażu, gdy oczy chcę mieć tylko delikatnie podkreślone i rozświetlone.



Wszystkie z nich po zastygnięciu są nie do ruszenia. Wyglądaj pięknie po całym dniu,a  z demakijażem nie ma żadnego problemu. Podoba mi się, że kupując trzy kolory, mam ich tak naprawdę sześć. Chociaż jako sroka i tak wolę je roztarte. Szczerze mówiąc? Myślę, że bardzo chętnie sięgałabym po nie każdej jesieni i zimy. Droga Rihanno wprowadź jeszcze brąz, kupię od razu!


09:03

Grashka, Eyeliner w pisaku

Grashka, Eyeliner w pisaku
   Eyeliner w pisaku był moim jednym z pierwszych eyelinerów w życiu. Było to dawno temu. Użyłam go kilka razy i była to porażka. Krzywe kreski nigdy mi się nie podobały. Po latach nabrałam wprawy w malowaniu kresek zarówno kredkami jak i eyelinerami żelowymi. Nie ukrywam, że lubię urozmaicenia. Po latach przeprosiłam się więc i z takim kosmetykiem do kresek. Do mych rąk za pośrednictwem sklepu Igruszka trafił eyeliner w pisaku Grashka. Czy tym razem polubiłam eyeliner w pisaku?


   Pierwsza aplikacja była cudowna. Cienkie kreseczki, które zagęściły rzęsy udało mi się namalować zaledwie dwoma pociągnięciami. Byłam zachwycona. Przy pierwszej aplikacji nosił się w świetnym stanie 11 godzin. Ale zaledwie po kilku dniach zaczęło dziać się z nim coś dziwnego- kreskę musiałam poprawiać kilka razy by uzyskać jednolitą czerń. Nie wiem co było tego powodem. Od razu zaznaczę, że po każdym malowaniu przecierałam eyeliner, aby nie miał resztek cieni czy bazy. Eyeliner miał wystarczyć na do. 150 aplikacji, no cóż, 5 czy 10 też się mieści w tej obietnicy, prawda?


   Kolejną wadą jest to, że się rozmazywał. Nie musiałam dotykać oka, aby z ładnie zakończonej kreski robił się jakiś bohomaz.

   Z tej pierwszej miłości przyszedł wielki zawód. Nie powiem, sam pisak jest dobrze wyprofilowany, końcówka jest ładnie ścięta, mogłam nią dowolnie zakończyć kreskę. Ale to nie wystarczy do tego, abym się z nim polubiła. Opakowanie jest bardzo wygodne, więc gdyby producent zmienił formułę na trwalszą, a sam pisak służył dłużej, to dałabym mu jeszcze jedną szansę.

   Lubicie eyelinery w pisaku?

08:30

Catrice, Gel Eyeliner, 040 Sherlock & Khaki Holmes

Catrice, Gel Eyeliner, 040 Sherlock & Khaki Holmes
   Essence i Catrice mają w zwyczaju dwa razy do roku rezygnować z części asortymentu, a na ich miejsce wprowadzać nowe produktu. Często zostają wycofane produkty bardzo dobre, czy i tym razem tak będzie? Z jesiennych zapowiedzi mało co zachwyca. Wiele osób wzburza fakt, że za każdym razem producent wycofuje najfajniejsze kolory eyelinerów. I tym razem postanowiono wycofać ze sprzedaży jeden kolor, którym jest bohater naszego postu. W związku z tym to jest ostatni moment, aby powiększyć swoje zbiory o ten eyeliner, o ile jest to dobry produkt. Na pytanie czy jest to dobry produkt odpowiem w dzisiejszym poście.



   Już od pierwszej próby polubiłam żelowe eyelinery (zdaje się, że był to czarny z Essence). Od zawsze uwielbiam także kolory natury. Eyeliner Sherlock & Khaki Holmes ma do tego jeszcze zabawną nazwę. I jak mogłam się nie skusić? Pełna ekscytacji podjęłam się pierwszej próby namalowania pięknej kreski i co? I klapa. Myślałam, że może zły pędzelek a może kwestia praktyki. Poszłam to zmyć. I co? No właśnie NIC. Produkt tak dobrze się trzyma, że zmycie go z oczu to jakiś dramat. Jedynie olej sobie dobrze radzi (i mleczko LUSHa 9to5). Ale bez tarcia usunąć go dokładnie jest ciężko. Z pewnością ma to swoje zalety- nie rozmazuje się, można swobodnie używać go na plażę czy basen, jeżeli ktoś lubi makijaż w takich miejscach.

 
   Po kilku dniach postanowiłam ponowić próbę. Takich prób było kilka, bo kolor jest bardzo ładny. Problemem tego produktu jest to, że nie chce się rozprowadzać równomiernie- tam gdzie idzie pędzelek robi się prześwit, a po bokach nadmiar. Kreskę trzeba powtarzać, co powoduje nałożenie zbyt dużej warstwy produktu. O namalowaniu rzeczywiście cieniutkiej, tylko zagęszczającej rzęsy kresce można zapomnieć. Wniosek: jest to produkt dla osób lubiących wyraźne kreski.


(powyższe zdjęcie pokazuje produkt po próbie zmycia go micelem i wacikiem)

P.S. Producent podaje 6 miesięcy od otwarcia produktu jako jego datę przydatności. U mnie ten czas upłynął jednak eyeliner wciąż wygląda i "zachowuje się"  jak zaraz po pierwszym otwarciu.


   Jeżeli o mnie chodzi to nie kupiłabym go ponownie, ponieważ namalowanie nim ładnej kreski nie jest łatwe i trzeba do tego wiele cierpliwości. Wiele cierpliwości trzeba także mieć do demakijażu. Wiem, że jest też wiele osób zadowolonych z tego produktu. Jednak ja nie jestem. A  wy używałyście eyelinerów Catrice?

13:32

Essence, Gel eyeliner, 05 miami's ink

Essence, Gel eyeliner, 05 miami's ink
Szary nie jest moim ulubionym kolorem, ale dziwnym trafem mam dużo rzeczy w tym kolorze. Z żelowymi linerami Essence też miałam różne doświadczenia (limitowane z sun club są świetne, podobnie jak czarny, a z po fioletowy nie sięgam zbyt często bo robi prześwity i trzeba go nakładać warstwami. Gdy tylko zobaczyłam ten eyeliner wiedziałam, że pójdzie do domu ze mną. Czy jestem z niego zadowolona?
Jego konsystencja jest genialna- nie jest to jednak tytułowa formuła żelu, ja bym raczej nazwała konsystencję hmm, kremowo- żelowo- piankową. Jest wspaniała. 
Nie robią się grudki, a eyeliner sam wręcz sunie po powiece. Bez żadnych prześwitów. Można nim namalować cienką, równą kreskę, ale także i gruba wygląda bardzo ładnie. Ładnie podkreśla zielone oczy. 
Ze zmywaniem również nie ma problemów. Utrzymuje się na oku bez żadnych zmian do zmycia (nawet kilkanaście godzin.  Na powyższym zdjęciu, eyeliner jest obrysowany cieniem w kremie Essence 05 camp rock.

Czy polecam? Oczywiście!



Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger