Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nude. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nude. Pokaż wszystkie posty

23:23

Essie,208 A, A crewed interest

Essie,208 A,  A crewed interest
    Essie tu, Essie tam. Essie idealny, Essie wspaniały, Essie każdy chce mieć. Ballet Slippers już gościł na moim blogu <klik>, a dziś rozprawię się z A crewed interest. Czy nadal nie jestem miłośniczką Essie? A może to mój ulubieniec?


   Właściwie to moje zastrzeżenia dotyczą aplikacji. Podobnie jak w Ballet Slippers rozlewa się on po paznokciach, jednak w mniejszym stopniu (można to zobaczyć porównując zdjęcia i przyglądając się skórkom). Najbardziej drażni mnie to, że lakier podczas aplikacji nakłada się lakier, ale jednocześnie w niektórych miejscach jest on ściągany przez pędzelek. Przez to konieczna jest aplikacja minimum 2 warstw, jednak częściej potrzeba 4.


   Schnie przyzwoicie, ale jednak wciąż dłużej niż OPI. Na paznokciach nosi się przez kilka dni. 
Kolor podoba mi się bardzo, podobnie jak trwałość. Jednak zniechęca mnie ta aplikacja. 

     A wy lubicie lakiery Essie?

20:20

Bourjois, Effect 3D Max Gloss, 11

Bourjois, Effect 3D Max Gloss, 11
   Duże, jędrne, gładkie, miękkie i przyciągające wzrok. Usta idealne. Niestety mało kto może się pochwalić takimi wargami. Sięgamy po pomadki, tinty i błyszczyki by osiągnąć taki właśnie efekt. Czy Bourjois 3D Max Gloss jest błyszczykiem, który sprawi, że to właśnie nasze usta będą wyglądały jak z reklamy?


   Błyszczyk jest gęsty, jednak całkiem przyzwoicie sunie po wargach. Trzeba uważać, aby nie nałożyć go zbyt grubą warstwą, ponieważ wygląda w danym miejscu mało estetycznie. Błyszczyk trzyma się cały czas tam, gdzie go nałożyliśmy (co widać po zdjęciach).

   Nie jest to produkt dla osób, które nie lubią czuć, że mają pomalowane usta. Choć produkt się nie lepi, daje uczucie ciężkości. Usta wyglądają na większe, a oprócz tego chwalę sobie właściwości nawilżające.  Drobinki, które są wyraźne w opakowaniu, optycznie powiększają usta, jednak nie są wyczuwalne.


    Producent obiecuje 8 godzin trwałości. Jest to trochę zbyt górnolotnie obietnica, co nie zmienia faktu, ze błyszczyk należy jednak do tych trwalszych

   O jakich ustach marzycie?

00:02

L'oreal, Glam Shine, Miss Candy, 712 Dolce Pralina

L'oreal, Glam Shine, Miss Candy, 712 Dolce Pralina
   Usta błyszczące jak lusterko. Pełne, większe niż zazwyczaj. A wszystko dzięki słodkiej pralince? Brzmi smacznie, a jak smacznie to pewnie i ładnie. Czy tak jest?


   Opakowanie jest małe i zgrabne. Kojarzy mi się z atomizerami, do których przelewam sobie mniejsze ilości perfum, aby nie nosić ze sobą całej dużej flaszki. Złota nakrętka, błyszczyk ułożony w kolorowe paski. Wygląda ładnie dopóki paski nie wymieszają się ze sobą. Aplikacja produktu jest przyjemna. Aplikator dobrze sunie po ustach. Z resztą, przy takich kolorach nie musi być on bardzo precyzyjny, bo małe niedociągnięcia nie będą widoczne. 


   Ale jaki efekt daje? No cóż, tak jak widać w opakowaniu, błyszczyk napakowany jest drobinkami. Ale oczy widzą co biorą i kupując taki produkt należy się liczyć z tym, że  będą one widoczne. Jednak  są nie tylko widoczne, ale także dość mocno wyczuwalne. W zasadzie gdyby mocniej pocierać ustami, możemy je dobrze wypeelingować. W tym błyszczyku to właśnie one- brokatowe drobinki, są najbardziej zauważalne, także na ustach. Na szczęście, błyszczyk nie powala trwałością.

   Nie jest to błyszczyk, który mnie zachwycił. A jakie są wasze doświadczenia z błyszczykami Glam Shine? Lubicie drobinkowe produkty do ust?

01:41

Catrice, SpectaculART, Gold Leaf Top Coat

Catrice, SpectaculART, Gold Leaf Top Coat
   Obecnie w Drogeriach Natura (i ponoć w Hebe) można znaleźć standy z edycją limitowaną Catrice o nazwie SpectaculART. Ładna, ale bez szaleństw. Bo przeanalizowaniu stanu posiadania i oferty, doszłam do wniosku, iż nic z niej nie kupię. No cóż, gdy na żywo zobaczyłam top coat, uległam mu. Czy był to dobry zakup?


   Na żywo lakier jest piękny. Składa się z przeźroczystej bazy, drobinek- bardzo drobnych złotych okrągłych oraz z większych, ale wciąż małych srebrnych sześciokątów. Lakier pięknie wygląda położony w jednej warstwie na inny kolorowy lakier lub solo nałożony w ilości kilku warstw.




2. Catrice, SpectaculART, Gold Leaf Topcoat 1 warstwa solo
3. Essence, Cute as Hell, 01 naughty but nice
4. Catrice, SpectaculART, Gold Leaf Topcoat 4 warstwy
5. Butelka
6. Q by Colour Alike, All Inclusive, 162 Krwawa Mary
7. Essie, 208A, A Crewed Interest
8. Essence, Circus Circus, 03 applause, applause; Catrice SpectaculART, Gold Leaf Topcoat 4 warstwy; Q by Colour Alike, All Inclusive, 162 Krwawa Mary

   Którą wersję wybieracie? A może macie inne propozycje?

08:10

Essie, Ballet Slippers

Essie, Ballet Slippers
   O lakierach Essie w blogosferze głośno. Zachęcają swatche, zachęcają opinie. Dałam ponieść się tej fali, jednak czekałam na okazję. Okazja nadeszła, a ja stałam się posiadaczką kilku lakierów. Czy szczęśliwą? Do recenzji zbierałam się długo. I słusznie. Gdybym napisała ją po pierwszych trzech próbach okiełznaniam nie zostawiłabym na nich suchej nitki. Jednak nie poddałam się i testowałam dalej. W końcu nauczyłam się obsługi tych lakierów.


   Aplikacja przyniosła mi najwięcej trudności. Lakier się trochę rozlewał, jednak później także łatwo zmywał ze skórek. W zasadzie późniejsze nakremowanie rąk i potarcie w tym miejscu pozbawiało mnie lakieru. To jest duży plus. Frustrację wywoływał jednak fakt, że lakier bardzo dziwnie się rozprowadzał. Przesuwałam pędzelkiem po płytce, niby lakier się nakładał, ale zarazem zbierał z paznokcia. Koniecznych było więc więcej warstw, chociaż jedna daje bardzo naturalny efekt. W duchu cieszyłam się, że nie zapłaciłam pełnej ceny za ten bubel. Jednak i z tym sobie poradziłam. Paznokcie maluję o wiele szybszym ruchem, przykładając pędzelek bardziej płasko, tak aby jak najmniej pędzelek przeciągać po paznokciu. Jednak zawsze muszę nałożyć dwie lub nawet trzy warstwy, aby nie było widać nierówności w nałożeniu lakieru.

    Wysychanie lakieru też jest gorsze niż w przypadku lakierów OPI, które posiadam. Lakier wydawał się już suchy, kładłam się więc spać, a rano miałam piękne zdobienia wykonane metodą przykładania pościeli. Dobry top (u mnie Color Club) załatwił sprawę. Jeżeli lakier ładnie zaschnie to nosi się dobrze przez kilka dni. Nie pęka, nie odpada.

Z topem Essence 03 circus confetti:

   A teraz największa zaleta- kolor. Idealny. Biały, czysty, schludny, jednak nie rażący. Doskonale wygląda solo jak i z dodatkowymi topami. Sądzę, że doskonale pasowałby do białej sukni ślubnej, a gdy ktoś lubi więcej błysku, to w połączeniu z holograficznym topem essence. Uwielbiam to połączenie. Zdjęcie nie oddaje nawet w połowie jego uroku <link do recenzji 12 holo topping, please!>


   Podsumowując. Nie jest to lakier idealny. Ja potrzebowałam czasu, aby go okiełznać, ale gdy to mi się udało, polubiłam go. Nałożenie warstwy top coat'u to dla mnie żaden problem. A ten kolor jest tym, czego szukałam przez lata.

   Która wersja podoba wam się najbardziej?




21:16

Catrice, Revoltaire, Velvet matt lip colour, 02 nude alarm

Catrice, Revoltaire, Velvet matt lip colour, 02 nude alarm
    Kolekcja Revoltaire gości na półkach Natur już od kilkunastu dni. Z tego powodu postanowiałam pokazać Wam zdjęcia jednej z dwóch pomadek, które z tej kolekcji posiadam. Czy tę pokochałam równie mocno jak Colour bomb (klik)?


  Aplikacja, jak na matową pomadkę, jest całkiem przyzwoita. Jedna warstwa daje lekki efekt, odrobinę rozjaśniając usta. Aby była bardziej widoczna potrzeba dwóch, trzech warstw. Wtedy uzyskujemy taki efekt, jaki przedstawiają zdjęcia. Podobnie jak inne matowe pomadki, wymaga ust w doskonałej kondycji, inaczej podkreśla wszelkie suche skórki, wchodzi w załamania.

.


    Niestety, ale kolejny raz przekonałam się, iż pomadki nude nie są dla mnie najlepszym wyborem. A jak wam się podoba?

09:30

OPI, Bubble Bath

OPI, Bubble Bath
   Pod koniec listopada pisałam, że znalazłam idealny lakier nude. Lakier, który jest ale tak jakby go nie było.  Moim odkryciem stał się wtedy lakier Malaysian Mist OPI, dziś będę zachwycać się lakierem Bubble Bath tej samej firmy.

   Aplikacja jest doskonała, lakier ładnie rozchodzi się bez smug, co jest częste przy lakierach w takim kolorze.

   Kolor- jest zależny od ilości nałożonych warstw. Przy pierwszej uzyskujemy efekt zdrowych paznokci. Przy 2 efekt może kojarzyć się z bardzo delikatnym frenczu. Efekt jaki można uzyskać po nałożeniu 3 warstwy widać na zdjęciu. Lakier dość szybko schnie, więc nie ma problemu z ilością warstw.  Sam w sobie ładnie się błyszczy, więc top coat jest zbędny. Od Malaysian Mist różni go kolor- w Bubble Bath mniej jest różu, a więcej beżu.

   Polecam oba lakiery!


Chciałabym jeszcze dodać, iż czytałam, że OPI wypuściło dwie wersje Bubble Bath- różową i białą. Moja recenzja dotyczy wersji białej.

10:00

OPI, Malaysian Mist

OPI, Malaysian Mist
    Szukacie nudziaka? Lakieru idealnego na rozmowę kwalifikacyjną albo do pracy, w której nie można poszaleć z kolorowymi lakierami? Ja w końcu znalazłam.

    Kolor- zależny od warstwy, po pierwszej warstwie uzyskujemy "zdrowo" wyglądające paznokcie. W sumie nie widać, że mamy je pomalowane. Są ładnie błyszczące. Lakier nie zawiera żadnych drobinek.


    Aplikacja- marzenie. Konsystencja idealna, nie jest ciągnący ani nie jest zbyt lejący. Nie smuży, pięknie wygląda już po jednej warstwie. Po 2 mamy bardziej wyraźny kolor, jednak wciąż delikatny i nie rzucający się w oczy. Efekt po trzeciej warstwie jest ukazany na moich zdjęciach. Ja jestem zachwycona. Na środkowym zdjęciu mam paznokieć rozdwojony do połowy. Lakier pięknie to zakrył.

   Trwałość? Równie dobra, po 4 dniach miałam lekki odrost. Lakier nie popękał. Dłużej nie nosiłam, bo tęskniłam za bardziej wyraźnym kolorem. Powiem jeszcze, że można się obejść zarówno bez lakiery podkładowego jak i top coatu.


  Pierwszy raz po latach znalazłam lakier idealny, jeżeli chodzi o naturalnie wyglądający róż. Mogę tylko polecić. Mi udało się go kupić na targach za zawrotną cenę 16 złotych, ale uważam, że jest wart swojej drogeryjnej ceny (ok. 50 zł). Duża butelka (15 ml), którą nie wiem czy można zużyć w całości w ciągu przepisowych 24 miesięcy od otwarcia.

   I jak Wam się podoba? A może macie go już w swoich zbiorach?

09:40

SBC, leg soothing gel with chamomile and arnica (żel z rumianku i arniki kojący nogi)

SBC, leg soothing gel with chamomile and arnica (żel z rumianku i arniki kojący nogi)


             Producent deklaruje, że ten żel na bazie wody odświeży i orzeźwi zmęczone i obolałe nogi i stopy. Także ma przynieść szybką ulgę mięśniom i stawom. Może być stosowany tak często jak jest to konieczne. Możemy go używać także na rajstopy. Żel ma nie pozostawiać lepkiej powłoczki.
            Preparat należy obficie wmasować w nogi oraz stopy i masować okrężnymi ruchami do wchłonięcia się. Po 2 minutach noga jest już sucha. Czuć lekki chłodek, jednak do mrozu żeli Eveline mu daleko. Od czuć to wyżej wspomniane orzeźwienie. Zapach? No cóż, znam ładniejsze, czuć lekarski „zapaszek” arniki. Niestety pozostaje on na skórze przez pewien czas. Ale jak z działaniem? Orzeźwia, owszem. Ale czy przynosi szybką ulgę? Dwie minutki schłodzenia, masaż przynoszą ukojenie. Sam preparat również, jednak nie jest to masowanie nóg masażerem i chłodną wodą.
            Bardzo mi się podoba opakowanie z pompką. Często właśnie posiadanie takiego opakowania rozstrzyga o jego zakupie. Pompka nie zacina się, aplikuje idealną ilość produktu do wtarcia w jedną stopę czy łydkę. Buteleczka jest wykonana z elastycznego plastiku, jednak dno jest twarde.
            Na opakowaniu widnieje deklaracja producenta,  iż SBC nie popiera ani nie angażuje się w żadną formę testowania na zwierzętach.
            Podsumowując, preparat ten jest poprawny. Lubię to orzeźwienie. Przynosił mi także ulgę, gdy po całym dniu w pracy bolały mnie nogi i nie miałam siły by cokolwiek z nimi robić. Przyznaję się, częściej nie wykonuję masażu, tylko szybko rozsmarowuję żel i się kładę. Dobrze go mieć, ale nie jest to niezbędny kosmetyk.
            Znacie kosmetyki SBC? A może używałyście produktu przynoszącego ulgę zmęczonym stopom i nogom?

08:18

Lush, dirty, pasta do zębów w tabletkach

Lush, dirty, pasta do zębów w tabletkach
   Czy można umyć zęby tabletką? Można. Może wydawać się to zaskakujące, jednak podobne reakcje były także przy pojawieniu się  szamponów w kostce. Jednak czy ta mała tabletka jest w stanie umyć nasze zęby?



   Na wstępie zaznaczę, że do wyszorowania zębów jest jednak potrzebna szczoteczka, a tabletka to nic innego jak pasta do zębów w innej postaci. Aby umyć zęby wkładamy ją do buzi, rozgryzamy (polecam dość mocno, bo peeling zębów to nic przyjemnego :P). I wytworzoną pianą szczotkujemy zęby. Jest jej bardzo dużo. W sumie zbyt dużo. Połowa tabletki byłaby wystarczająca.



   Zęby są czyste, błyszczące, małe pudełeczko można zabrać wszędzie. Opakowanie, jak zawsze, jest zabawnie opisane i oznaczone wizerunkiem osoby przygotowującej ten produkt. Monikę widzę pierwszy raz. Sam pomysł jest genialny. Jednak produkt ten ma ogromną wadę, którą jest jej smak.



   Zęby są czyste i gładkie. Zapach też jest dość przyjemny. Jednak smak, który jest mieszanką szarego mydła i słodkiej mięty nie jest najprzyjemniejszy. Po użyciu tego produktu mam ochotę sięgnąć po gumę do żucia, najlepiej mocno miętową. Lush sprzedaje także inne smaki tej pasty i chętnie je przetestuję, o ile uporamy się z tym opakowaniem.



   Używaliście już pasty w tabletkach ?Jakie są wasze wrażenia?


13:44

Gosh, She No2, deo roll-on

Gosh, She No2, deo roll-on


            Do zakupu tego właśnie antyperspirantu zachęciły mnie pozytywne opinie męskich antyperspirantów Gosh’a. Czy ten jest równie dobry?
            Na polskiej etykiecie widnieją dwa określenia: dezodorant w rolce i antyperspirant. Żadnych obietnic więcej. I w sumie nie dziwię się, iż producent był tak oszczędny w słowach. Jest on bardzo przeciętny. Przez pierwszych kilkanaście dni byłam z niego nawet zadowolona. Ale później musiałam natychmiast kupić coś innego. Nie mam problemów z potliwością, jednak ten dezodorant sobie nie poradził. Lato w tym roku nie rozpieszczało, a ja mi się zdarzyło mieć mokre plamy. Podobnie z zapachem, nie sprostał on 8 godzinom w pracy przy umiarkowanym cieple. Zapach jest delikatnie kwiatowy, troszeczkę pudrowy, ale nie jest mocno wyczuwalny. Nie kłóci się z zapachem perfum.
            Mnie nie zachwycił, więcej go nie kupię. 

16:35

Cleanic, kwadratowe płatki kosmetyczne

Cleanic, kwadratowe płatki kosmetyczne
             Zawsze używałam najpopularniejszych płatków kosmetycznych. Używałam różnych firm, jedne lubiłam bardziej, inne mniej ale ulubionych nie miałam. Aż do teraz! Płatki kosmetyczne o atypowym kształcie bardzo przypadły mi do gustu.

            Opakowanie łatwo otworzyć, co jest dla mnie istotne, bo czasem zdarza mi się rozrywać opakowanie, gdy mam mokre ręce. Same waciki są ogromne, w porównaniu do klasycznych wacików.

            Na opakowaniu widzimy 3 deklaracje producenta: delikatność, skuteczność i dokładność, zwartą strukturę. Czy zostały one spełnione?

            Delikatność- owszem jest delikatny,  ale nie zwróciłam na to uwagi porównując go z innymi wacikami.
            Zwarta struktura- obietnica spełniona. Mogę zmywać paznokcie, myć buzię, ale żadne włókienka nie pozostają.
            Skuteczność i dokładność- te płatki zaplusowały brakiem pozostawiania włókien, jednak właśnie dzięki swojej skuteczności ze mną pozostaną. Jednym wacikiem bez problemu zmywam lakier z paznokci u stóp i ośmiu palców u rąk. Wynik doskonały. Podobnie z demakijażem- dwa waciki do zmycia mocnego makijażu oczu (przeważnie z żelowym eyelinerem essence) i całej twarzy mi wystarczają. Zapewne dzieje się tak z powodu faktury wacików.
            Ja jestem zachwycona. Do zakupu ich zachęciła mnie ta recenzja Viollet na obcasach. Czy ktoś z was również używał tych wacików? Jakie są wasze wrażenia?
Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger