poniedziałek, 27 stycznia 2014

Essie, 212A, Tour De Finance

   Większość blogerek zachwyca się lakierami Essie. Może właśnie dlatego podchodzę do nich z rezerwą i wymagam więcej niż od innych lakierów? Nie wiem. Ale przyznaję, że sięgam po te lakiery coraz częściej. Nie biegnę do Hebe czy Superpharm kuszona promocją. Jednak, gdy przy okazji innych zakupów widzę ładny kolor w dobrej cenie, kupuję. Tak też było z Tour de Finance. Dobra cena oraz piękny odcień różu mnie skusiły. Miałam trochę obaw odnośnie wykończenia. Czy słusznie?


   Nad opakowaniem pastwić się nie będę. Ba! Nawet je pochwałę. Buteleczki są zgrabne, łatwo sieę ustawiają i nie zajmują wiele miejsca. Pędzelek jest wygodny, sprężysty, ładnie zakończony.


   Lakier nie jest gęsty, ale nie jest też zbyt wodnisty. Bardzo dobrze rozprowadza się po paznokciach. Na krótkich paznokciach wystarczą dwie warstwy, trzy przy długich i dość jasnych końcówkach. A kolor? No i tu się zacznie cała historia. Po nałożeniu lakieru byłam zachwycona. Piękny mocny, ale nie rażący róż. Niezwykły, ale jednak panujący do wszystkiego. Błyszczy się przepięknie. A wszystko za sprawa mikro, mikro drobinek, które dają mu lekko metaliczny, fioletowawy połysk. Dawno już żaden lakier nie wywołał w pracy tylu komplementów i zapytań co mam właśnie na paznokciach. To chyba wiele mówi o jego uroku, prawda?


   Dodam jeszcze, że na moich paznokciach nosi się dłużej niż inne lakiery. A paznokcie mam mocno rozdwojenie. Jeżeli jeszcze go nie macie, naprawcie ten błąd. Tego zakupu nie będziecie żałować.

wtorek, 21 stycznia 2014

Yankee Candle, Q4 2013, Season of peace

   Jak pachnie cisza? Spokojny dzień? Czas który możemy poświęcić tylko sobie. Dzień bez poczucia obowiązku? Dzień, w którym czas płynie wolno, gdzie nie musimy za niczym biec,dzień bez poczucia obowiązku.. Cisza. Cisza, która nie niesie obaw. Nie budzi lęków. Dzień, w którym wszystko jest czyste i białe.


   Lubię gdy zapach niesie ze sobą pewną opowieść, wspomnienie lub przenosi mnie gdzie indziej. Jednak są też dni, gdy nawet ja chce zwolnić, gdy potrzebuję dnia bez miliona myśli, bez biegu, bez wybuchów radości czy tez wspomnień. Wtedy staję przed moją gablotka i wiem jedno- "dziś jest ten dzień". Nie zastanawiam się nad perfumami, nad wyborem świecy też nie. Wybór jest jeden- Season of peace. Odpalam ja, robię dobra herbatę  i po chwili przychodzi ukojenie. Czuje ciepły, ale jednocześnie chłodny zapach. Nie jest mi zimno, czuję się pewnie i bezpiecznie. Wszystkie myśli zwalniają, cieszę się każdą chwilą. Nie krążą mi po głowie setki myśli, jestem ukojona. Często po nią sięgam.

grafika pochodzi ze strony yankeecandle.com
   I czuję, że na tym powinnam poprzestać. że więcej słów może zaburzyć ten spokój. Jednak wiem też, że wiele z was nie chce kupować kota w worku. A temu zapachowi trzeba dać czas. Kupiłam go w ciemno, duży słój. Gdy odebrałam przesyłkę zachwyciła, się jego widokiem. Etykieta w połączeniu z  bielą wosku stwarzały dobrą atmosferę. Musicie przyznać, ze widok tej czystości, nieskalanego śniegu, obsypanych drzew, ma w sobie coś kojącego. Pierwsze palenie przyniosło mi zawód. Nie czułam nic. Nawet zaczęłam myśleć, ze dałam się złapać marketingowcom. Bo jak ma pachnieć czas pokoju? Radością. Jednak to całkowicie nie odpowiadało etykiecie, bo śnieg nie kojarzy mi się z radością. Ze spokojem i owszem. I zapach był spokojny.Musiałam się nachylić nad świecą by pczuć cokolwiek. Dopiero po trzecim paleniu zrozumiałam ten zapach i zaczęłam go odczuwać na dużej powierzchni. Muszę przyznać, że to jedna z częściej palonych świec z mojego zbioru, w ciągu kilku miesięcy wypaliłam połowę. Pali się bez żadnych problemów niosąc mi wyciszenie. Bo czasem nawet i ja potrzebuje odpocząć.

A jakie są wasze sposoby na przywołanie takiego dnia? Jak dla was pachnie cisza?

sobota, 18 stycznia 2014

Upolowane w styczniu- Sephora, Tk Maxx, Zapach Domu

   Nie lubię chodzić po sklepach. Ale za to lubię polować na promocje. Styczeń jest dla mnie miesiącem dobrych łupów. Na tyle dobrych, że postanowiłam się nimi pochwalić. Raz na jakiś czas chyba mogę opublikować tutaj taki post? Ubrania, których w tym miesiącu przybyło mi sporo, sobie odpuszczę, bo choć poruszam na łamach tego bloga wiele tematów, wciąż nie poruszam tu takiej tematyki. Ograniczę się więc do kosmetyków i tego co od wielu miesięcy kręci mnie najbardziej- czyli Yankee Candle.

   Regularnie zaglądam do Sephory. Najbardziej lubię tę w krakowskim M1, bo to właśnie tam odnajduję najlepsze promocje.W tym miesiącu upolowałam, tam podkład mineralny sygnowany marką Sephory. Na początku miesiąca upolowałam go za 12 złotych i po pierwszych testach żałuję, że nie kupiłam więcej. Podkład niczym nie ustępuje mojemu dotychczasowemu ulubieńcowi, którym jest Pixie Minerals. Rozprowadza się bez problemów, nie widać go na twarzy i utrzymuje sie cały dzień. Kolor jest naturalny i dobrze dopasowuje się do odcienia mojej skóry.


   W Sephorze skusiłam się też na kosmetyki firmy Benefit. Lubię tę markę, chociaż wyżej stawiam The Balm. Standardowe ceny wydają mi się odrobinę zawyżone, ale gdy jestem kuszona dobrą promocją- ulegam. O różu Bella Bamba pierwszy raz usłyszałam od zachwyconej nim przyjaciółki. Wtedy myślałam, że będzie podobny do różu Hot Mama The Balm, więc nie zaczęłam na niego polować. Moje wątpliwości zostały rozwiane gdy makijażystka Benefitu użyła go w moim makijażu pin up. Wtedy wiedziałam, ze go kiedyś kupię. Gdy zobaczyłam go w cenie 70 złotych, skusiłam się.


   Mój mężczyzna zaopatrzył się w kosmetyki Pat & Rub Kingi Rusin. Testy jeszcze przed nim, ale postaramy się reaktywować rubrykę męskim okiem na blogu.On też namówił mnie (jest moim naczelnym kusicielem!) na paletkę smokin' eyes Benefitu. Testy trwają. Do zakupów dorzuciłam też mały zestaw Benefitu z miniaturką podkładu i bazą, którą lubię. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że zestaw kosztował tylko 20 zł. Moja radość została dopełniona w Tk Maxx, gdzie udało mi się upolować dwa lakiery firmy Orly za 20 zł oba. Muszę przyznać, że obawiałam się czy lakier Close your eyes będzie mi się podobał na moich paznokciach, ale niesłusznie. Lakier mnie zachwycił. Jest głęboki i ciekawy. Takiego jeszcze w swojej kolekcji nie miałam.


   Z racji tego, ze pod choinką znalazłam wymarzony talerz pod świece Black Gold Mosaic Yankee Candle złożyłam zamówienie w internetowym sklepie zapachu domu i odkupiłam, do niego klosz. Oczywiście użyłam bonu zniżkowego, który sklep przysyła regularnie subskrybentom swojego newslettera. Muszę przyznać,  że był to jeden z najbardziej udanych zakupów ostatnich czasów. Nie dość, że świece palą się lepiej to aspekty wizualne przeszły moje najśmielsze oczekiwania (a mam jeszcze dwa inne duże klosze i jeden mały i żaden z nich nie tworzy tak magicznej atmosfery). Czarno-złota, potłuczone mozaika nadaje światłu świec piękny odcień. A światło przechodzące przez jej załamania wygląda pięknie. Jest to zachwycająca ozdoba domu, zarówno przy zapalonej jak i zgaszonej świecy. Słój zamienia się w piękną lampę, która doda uroku każdemu wnętrzu! Oprócz tego przybyło do mnie kilka nowych zapachów zarówno w woskach jak i samplerach. Moje zapasy wosków (ponad 100 różnych zapachów) chyba nigdy nie stopnieją!


   Ostatnim zakupem jaki poczyniłam były znów lakiery. A nawet zestawy. Lakiery Ciate kusiły mnie wiele miesięcy, jednak bałam się kupować je w ciemno (zwłaszcza, że nie są tanie). Znów skusił mnie Tk Maxx. Podczas wczorajszych zakupów znalazłam całą masę przecenionych zestaw do zdobienia foliowego tej firmy. No cóż, nie były to zestawy kompletne, ponieważ brakowało zestawu folii. W to mi graj! za 13 zł szutuka kupiłam dwa lakiery w zestawie z klejem do folii (raczej nie zrobię z nich użytku) i wzornikiem na lakieru (miałam w planach kupić już dawno temu). Z trzech dostępnych kolorów przygarnęłam PP101 kiss chase i PP082 cream soda. Nie mogę się już doczekać jutrzejszego malowania paznokci!

   Jesteście łowcami okazji? Co udało wam się ostatnio upolować. Znacie powyższe produkty? Co o nich sądzicie?

wtorek, 14 stycznia 2014

Essie,208 A, A crewed interest

    Essie tu, Essie tam. Essie idealny, Essie wspaniały, Essie każdy chce mieć. Ballet Slippers już gościł na moim blogu <klik>, a dziś rozprawię się z A crewed interest. Czy nadal nie jestem miłośniczką Essie? A może to mój ulubieniec?


   Właściwie to moje zastrzeżenia dotyczą aplikacji. Podobnie jak w Ballet Slippers rozlewa się on po paznokciach, jednak w mniejszym stopniu (można to zobaczyć porównując zdjęcia i przyglądając się skórkom). Najbardziej drażni mnie to, że lakier podczas aplikacji nakłada się lakier, ale jednocześnie w niektórych miejscach jest on ściągany przez pędzelek. Przez to konieczna jest aplikacja minimum 2 warstw, jednak częściej potrzeba 4.


   Schnie przyzwoicie, ale jednak wciąż dłużej niż OPI. Na paznokciach nosi się przez kilka dni. 
Kolor podoba mi się bardzo, podobnie jak trwałość. Jednak zniechęca mnie ta aplikacja. 

     A wy lubicie lakiery Essie?

sobota, 11 stycznia 2014

Yves Rocher, Elixir 7.9, Energizujące serum młodości

   Dla wielu osób pielęgnacja twarzy ogranicza się do demakijażu i nałożenia kremu. Czasem nałożenia maseczki czy zrobienia peelingu. Jednak nie zawsze to wystarcza. Wtedy warto sięgnąć po kuracje serum. Kosmetyk do zadań specjalnych. Raz na jakiś czas też po nie sięgam. Tym razem padło na cała kuracje przeciwstarzeniową 7.9 Yves Rocher. Jak się sprawdziło serum młodości?


    Tradycyjnie już zacznę od opakowania. Zielona, szklana buteleczka bardzo mi się podoba. Wolałabym aby zamiast pięty posiadało pompkę. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Jednakże niejednokrotnie Milan problem z nabraniem odpowiedniej ilości serum, wiec musiałam nabierać serum nawet trzy czapy czterokrotnie.  Podoba mi się, iż pod światło widać ile produktu jeszcze zostało.


   Samo serum dobrze rozprowadza się na skórze, wchłaniając się do matu. Niestety, ale czułam wtedy mało przyjemne ściągnięcie twarzy, więc nałożenie kremu stawało się koniecznością.  Ten duet sprawdza się u mnie dobrze. Faktycznie moja cera stała się bardziej promienna i jędrna. Mam wrażenie, że stała się też bardziej gęsta.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Yankee Candle, Christmas Eve

   Wigilia już za nami. Jednak kto powiedział, ze nie można w inne dni jeść makowca, pić barszcz czy palić świąteczne świeczki. Można je palić by przywołać świąteczny nastrój, by ocieplić dom lub także dlatego, ze najzwyczajniej w świecie, podoba sie zapach. Może je tez palić przez cały rok dlatego, że producent świecy nie dobrał nazwy do zapachu. A może właśnie dobrał tylko na przekór? Do której z tych kategorii należy świeca Christmas Eve od Yankee Candle?

   Pierwsze co urzekło mnie w tej świecy to etykieta. I może sie wydać to głupie, chciałam ja mieć bez względu na zapach. Może inaczej, bardzo chciałam aby zapach mi sie spodobał. Wachajac ja na sucho w sklepie myślałam, że nie będzie to zapach po który będę często sięgać. Skusiłam się więc tylko na średni słój. Trochę szkoda, ze otrzymałam zmniejszoną etykietę bo wizerunek Mikołaja wiążącego w sanaiach prezenty takie jak misie, lalki, świece yankee czy tez flaszki (wina, innego alkoholu a może i perfum) bardzo mi sie podoba.

   Już przy pierwszym paleniu wiedziałam, że spokojńie mogłam kupić największy słój, bo zapach wcale nie jest świąteczny i będę po niego sięgać dość często. Na próżno szukać tu słodkich owoców. Nie jest to też zapach świątecznego kompostu, nawet w kwaśnym wydaniu. Nie jest on przesłodzony. Jak dla mnie to zapach owocowego, mało słodkiego lizaka. Bardzo przyjemny. No cóż, do następnych świąt zapewne wypalę ten słoik i istnieje duże prawdopodobieństwo, że skuszę się na następny.

    Znacie ten zapach? Co myślicie o sięganiu po świąteczne zapachy w innym okresie czasu niż święta?

sobota, 4 stycznia 2014

Yves Rocher, Jardins du Monde, Żel pod prysznic Ziarna kawy

    Jestem uzależniona od kawy. Od dobrej kawy. Pierwsza rzeczą, która muszę mieć po przebudzeniu jest właśnie ona. Nie wiem czy byłabym w stanie dotrzeć do pracy bez niej,  czasami chociażby jeden mały łyk ratuje moje życie. Raz na jakiś czas staram się zrobić od niej odwyk, zastąpić ja sokiem, woda czy tez herbata. Bez skutku. Gdy nie wypije porannej kawy zachowuje się jak istota z kosmosu, nie rozumiem co się do mnie mówi i mogę trochę bełkotać. No cóż, takie jest życie nałogowca. Ale żeby było tego mało lubię, także jej zapach. Łudząc się, ze uda mi się zastąpić jej spożycie używając jej zewnętrznie, sięgnęłam po żel pod prysznica Yves Rocher. Z jakim skutkiem?


    No cóż, jej opakowanie nie cieszy tak oka, jak piękna filiżanka czy tez duży kubek z ulubionym motywem. No cóż, nigdy nie ukrywałam, ze nie przepadam za tymi opakowaniami. Opakowanie jednak nawiązuje kolorem do zawartości. Po sam żel, a raczej mleczko, bo taka ma konsystencje, ma beżowy kolor.

   A jak pachnie? Tak czuć kawę. Ale nie taką jak lubię. Nie słodzę kawy, a ta jest trochę słodka, ale raczej nie dosladzana cukrem, lecz słodkim mlekiem, nawet może i skondensowanym.

   Nie zastapił mi porannej kawy, bo na poranny prysznic jest dla mnie trochę zbyt słodki, ale już przy wieczornym myciu spisuje się bardzo dobrze. Jesteście uzależnione od kawy? A może jej unikacie?