Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomarańczowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomarańczowy. Pokaż wszystkie posty

15:16

Moje zdobycze (Rossman, Hebe i TkMaxx)

Moje zdobycze (Rossman, Hebe i TkMaxx)
   Paskudny tydzień, weekend tylko dla samej siebie i 40% zniżki w drogeriach wróżyły tylko jedno- zakupy. Nie miałam konkretnej listy, bo w zasadzie nic nie potrzebowałam. Nastawiona byłam na walkę z dzikimi tłumami, jednak w Krakowskim M1 o godzinie 10 rano tłumów nie było. Mogłam swobodnie popatrzeć na szafy, poprosić miłą panią z obsługi o wyciągnięcie z szuflad kosmetyków, które chciałam kupić.

   Zdecydowałam się na tusz L'oreal False Lash Wings, który od dawna chciałam wypróbować, bo lubię tusze tej firmy, do tego nabyłam kolejną pomadkę z serii Caresse. Podczas poprzedniej promocji w Rossmanie kupiłam dwa inne odcienie z tej serii i na tyle mnie zachwyciły, że kupiłam następną- 300 Juliet (a pewnie z czasem dokupię jeszcze inne kolory). Do koszyka wpadła też pomadka Maybelline 220 Lust for Blush. Bardzo spodobała mi się jej lekka konsystencja i naturalny odcień różu, doskonały do pracy. Mam też słabość do pomarańczowych pomadek, jednakże aby dobrze je nałożyć trzeba mieć czas. Z tego powodu chwyciłam kolejną pomadkę Maybelline- 440 Orange Attitiude, ją dam radę nałożyć także w biegu. Do koszyka wpadła także i świeczka, tym razem Glade- o zapachu drzewa sandałowego i wanilli. Zobaczymy czy spełni moje wymagania. W Hebe kupiłam pomadki Baby Lips w wersji hydrate i intensne (patrząc na skład mam wątpliwości czy czymś oprócz opakowania będą się różnić).

   Powędrowałam także do TkMaxx, gdzie trafiłam na dwie przecenione świece WoodWick. Bardzo lubię świece tej firmy (tak, tak- nie tylko Yankee ukradło moje serce), dzięki temu nie tylko dają zapach, ale także i dźwięk.

   A wy co upolowałyście? A może przechodzicie koło takich promocji obojętnie?

09:33

Essie, Navigate Her, 210A Orange, It's obvious

Essie, Navigate Her, 210A Orange, It's obvious
   Nie darzę miłością Essie. Często czytam zachwyty nad nimi, widzę na listach marzeń i się zastanawiam czy tylko ja jestem taka na nie odporna czy może źle trafiam? Dzisiaj będzie o lakierze, który jak dla mnie jest wyjątkiem. Wyjątkiem takim, że jest to lakier Essie i go lubię. Dlaczego?


   Po pierwsze z powodu koloru. Uwielbiam pomarańczowy kolor. Dodaje mi energii i sięgam po niego przez cały rok. Zastępuje czerwień w duecie z czernią. Podkreśla brąz. Biały ożywia. A z pewnością dodaje optymizmu i energii. Ten też taki jest. Mając go na paznokciach uwielbiam sięgać po pomarańczowe pomadki.


   Po drugie pędzelek. W tym lakierze jest idealny. Szeroki, ale dobrze skrojony. Nie mam problemu z tym, że malując paznokcie muszę 5 razy przeciągać pędzelkiem po jednym paznokciu. Ale nie jest też zbyt szeroki- nie maluję nim całych skórek i połowy palca. Lekko zaokrąglony czubek pozwala mi nie zamalować całych skórek. A i konsystencja z nim dobrze współgra. Nie jest gęsty, ale też nie jest tak mokry, że zalewa całe paznokcie i palce.

   Po trzecie,  nie zdejmuje koloru. A tego w lakierach nie lubię. Jedna warstwa dobrze i równomiernie pokrywa paznokieć. Jednak druga warstwa jest potrzebna, aby dodać mu głębi.

Pomadka to MAC Morange

   Minusem jest trwałość- w miejscach gdzie mam najbardziej rozdwojone paznokcie pojawiają się pierwsze mikro odpryski. Drugiego dnia stają się już ogromne i lakier muszę zmyć. Jednakże stosowanie top coatu poprawia jego trwałość, więc nie narzekam (mogę wtedy nosić 3-4 dni).

   Podsumowując, jak dla mnie jest to idealny odcień tego koloru, na dodatek nie zawiera drobinek. W moim przypadku konieczne jest sięgnięcie po lakier nawierzchniowy, ale nie jest to uciążliwe.Z moich  Essiaków ten jest najłatwiejszy w obsłudze, jeżeli chodzi o samą aplikację.

   Podobają wam się pomarańczowe paznokcie?

01:02

Inglot, freedom system, colour play, pomadka do ust, pierwsze swatche

Inglot, freedom system, colour play, pomadka do ust, pierwsze swatche
   Moja fascynacja Inglotem trwa. Podobnie jak mocnymi kolorami na ustach. Gdy ujrzałam zdjęcia promocyjne (poniżej), moja ciekawość sięgnęła zenitu. Zieleń? Żółć? A może turkus?

http://www.facebook.com/inglotpolska/

   Myślałam, że będą to raczej błyszczyki z niewielką ilością pigmentu. Jakie było moje zaskoczenie gdy ujrzałam to:

(Przepraszam za słabą jakość zdjęcia, ale było robione w galerii telefonem komórkowym. Jednakże zdjęcie bardzo dobrze oddaje kolory produktu. Na zdjęciu brakuje koloru białego o numerze 100.)

   Jeden wkład waży 1,8 g i kosztuje 12 zł.

   Jestem zachwycona nimi i zdradzę wam, że kilka z nich do mnie trafiło (bo kto powiedział, że Dzień Kobiet to tylko kwiaty?). Zgadniecie które kolory mam? Co sądzicie o takich kolorach pomadek?

21:21

Essence, Miami Roller Girl, blush, 01 Dates in skates

Essence, Miami Roller Girl, blush, 01 Dates in skates
   W sieci drogerii Rossman właśnie pojawia się nowa edycja limitowana Essence o nazwie Miarmi Roller Girl. Jest to kolorowa edycja. Bardzo w moich kolorach. Jednak oglądając zdjęcia promocyjne nic mnie nie zauroczyło, nawet róż. Sytuacja zmieniła się, gdy miałam okazję zobaczyć tester różu na żywo. Jeden produkt, a daje nam 3 kolory. I to jakie kolory! Mój dzisiejszy wpis zdecydowanie nie będzie recenzją, a jedynie wodzeniem na pokuszenie niezdecydowanych czytelników bloga.



   Róż nie tylko pięknie wygląda na opakowaniu, przeniesiony na skórę wygląda jeszcze piękniej. Wszystkie 3 warianty mi się podobają (oczywiście, że już zdążyłam przetestować je na moim licu). Produkt wygląda pięknie, ale jest jedna rzecz, która mnie w nim drażni. Jest nią opakowanie. Nie rozumiem jak tak piękny kosmetyk można zapakować w tak szpetne opakowanie. Widać, że nie jest to solidny plastik, gdy mu się przyglądam, wydaje się tłusty (chociaż taki nie jest), widać śrubki, nie jest solidne. Na myśl przywodzi mi jedynie opakowanie zastępcze, które ma chronić róż tylko do czasu przełożenia go do palety (ciekawa jestem czy pasował by do tej z Inglota?).


   Przez kilka godzin nosiłam róż na ręce (skutek robienia zdjęć) i muszę przyznać, że róż jest bardzo trwały, mam nadzieję, że na buzi efekt też taki pędzie. 


   A czy wy planujecie zakup tego różu? Lubicie pomarańczowe róże?

08:30

Q by Colour Alike, All Inclusive, 165 Żar tropików

Q by Colour Alike, All Inclusive, 165 Żar tropików
   O Barbrze słyszałam wiele. Myślałam, że to firma jakich wiele. Owszem chciałam przetestować polskie lakiery, jednak żadne zdjęcia nie skłoniły mnie do poszukiwań. Do czasu ujrzenia zdjęć kolekcji letniej. Przepadłam. Pierwszego dnia poszukiwań trafiłam do małego sklepiku- kolekcji letniej nie było. Na otarcie łez zakupiłam Grenadine Syrup. Miłości z tego nie było (post będzie!), jednak następnego dnia przypadkowo trafiłam na całą letnią kolekcję. Gdyby nie było wtedy ze mną pewnej przesympatycznej osóbki przepadłabym i nie wychodziła ze sklepu przez cały dzień. Przebierając w tych pięknych kolorach miałam dylemat, na który kolor się zdecydować. Moja towarzyszka podeszła do tego koloru sceptycznie, jednak mnie do niego coś ciągnęło. Pokusa była silniejsza. Czy był to dobry wybór?


   Po pierwsze kolor. Niejednoznaczny. Agabil na swoim blogu określiła go jako jasną pomarańczę. Zaś Antii jako żółtego kurczaczka. I nie będę ukrywać, że obie mają rację. Kolor jest trudny do zdefiniowania. Ja nazwę go na dwa sposoby. pomarańczowa żółć lub żółty pomarańczowy (proszę wybrać odpowiednią wersję). Ale nie nazwa jest ważna, ale kolor. Wbrew pozorom pasuje do prawie wszystkiego. Szczerze mówiąc, to za każdym razem gdy maluję paznokcie myślę czy aby nie wybrać właśnie tego lakieru. To chyba wystarczająco dobra recenzja produktu?


   Ale czasami bywa tak, że lakier choć ma piękny kolor nie jest najlepszej jakości. Aplikacja jest bardzo dobra- lakier ma doskonałą konsystencję (nie jest ani gęsty, ani wodnisty). Po pierwszej próbie byłam jednak niemiło zaskoczona- lakier wydawał być się już suchy, a nawet wieczorne rytuały przetrwał bez uszczerbku. Poszłam więc spokojnie spać. Rano czekała mnie niemiła niespodzianka- wzorek z odgniecionej pościeli. Od tamtej pory kładę na niego top coat i nie mam już takich przygód (a szkoda, bo lakier sam w sobie ma piękne lśniące wykończenie). Taki duet po tygodniu noszenia (a w ciągu tygodnia intensywnie stukam w klawiaturę i nie uchylam się od prac domowych) lakier wygląda jak świeżo malowany! Jestem zachwycona.


   Wybaczam mu chęci pokazania wszystkim niepowtarzalnego zdobienia jakim jest wzorek z pościeli. Nałożenie top coatu trwa minutę, wiec nie jest to żaden dyskomfort. Trwałość i kolor są genialne. Wykończenie też. Jak dla mnie lakier idealny, który wszystkim chętnie polecam!

   Jakie są Wasze doświadczenia z lakierami Barbry?

14:33

Stila, Convertible color cheek and lips, Gladiola

Stila, Convertible color cheek and lips, Gladiola
   Przed różami w kremie, żelu, piance długo się wzbraniałam. Tak jak lubiłam podkład rozprowadzać palcami, tak do róży wybierałam zazwyczaj pędzel. Miałam róż z limitowanej edycji essence (klik), który choć był ładny, nie przekonał mnie do tej formy aplikacji. Stainiac The Balm leżakował u mnie kilka miesięcy, zanim odważyłam się go otworzyć i zobaczyć "z czym to się je". Gdy ujrzałam Gladiolę, wiedziałam, że muszę dać tej formie różu kolejną szansę. A jeżeli nie sprawdzi się w roli różu, może okaże się idealną pomarańczową pomadką. Jaki jest wynik moich testów? Jeżeli jesteście ciekawe, zapraszam do przeczytania tej recenzji.


   Lubię Stilę za jej opakowania. Piękne, ale proste opakowania są skryte w szary kartonik z czarnym nadrukiem. Bardzo mi się to podoba. Sam róż, skryty jest w płaskiej, ale ładnej "puderniczce". Podoba mi się to, że kolor opakowania oddaje kolor zawartości. Całości dopełnia ładny ornament. Jednak wolałabym, aby opakowanie nie było wykonane z plastiku (choć dość wytrzymałego), lecz z aluminium/ metalu jak pomadki. Opakowanie mieści 4,25 g produktu, jest malutkie i zgrabne. Producent przewidział miejsce nawet na lusterko. Zazwyczaj z takich lusterek nie korzystam, ale to może okazać się doskonałe do aplikacji produktu na usta.


   Aplikacja jest bardzo dobra. Produkt dobrze się nabiera i przyjemnie rozprowadza. Można budować kolor dodając kolejną warstwę. Przy pierwszej efekt jest bardzo delikatny. Zanim produkt się wtopi mamy wystarczająco dużo czasu, by go staranie rozetrzeć, czy to na ustach czy na policzkach.


  Uprzedzę jeszcze wszelkie pytania- nie, ten produkt nie daje efektu pomarańczy. Owszem, ten produkt jest pomarańczowy, ale daleko mu do marchewki. Kolor jest bardzo ładny. Powoduje, że z nim wygląda się świeżo i delikatnie. Bardzo często nakładam go na krem tonujący Balm Shelter The Balm i mimo, iż wyglądam naturalnie, wyglądam o niebo lepiej niż bez tych 2 kosmetyków. Taki duet trzyma się u mnie aż do zmycia (przyznaję, nie testowałam go przez całą dobę).


   Produkt nie ma żadnego smaku (zapachu prawie też nie ma- przytykając nos do kosmetyku wyczuwam zapach kredek ołówkowych). Po nałożeniu na usta mam wrażenie jakbym użyła dobrej pomadki ochronnej, która zostawia delikatną, gładką powłokę. Podobną do malutkiej ilości wazeliny. Usta można oblizywać a zarówno ta warstwa jak i kolor nadal na niej są. Po zjedzeniu obiadu już jej nie ma. Jednak schodzi estetycznie.


   Róż został zwycięzcą In Style Best Beauty Buys w kategorii róży w kremie w latach 2005, 2006, 2007, 2008, 2009, 2010 and 2011. I wiem z jakiego powodu! Produkt jest bardzo dobry. Przekonał mnie do takiej formy róży i jeżeli mi się uda, z pewnością zakupię inne kolory (a wybór ich jest spory- gerbera, lillium, petunia, peony, camellia, rose, fuschia, poppy).


Skład:

ingredients: ricinus communis (castor) seed oil, lanolin oil, beeswax\cera alba\cire d’abeille, microcrystalline wax\cera microcristallina\cire microcristalline, octyldodecanol, phenyl trimethicone, ozokerite, caprylic/capric triglyceride, hydrogenated palm kernel glycerides, ethylhexyl palmitate, isononyl isononanoate, c12-15 alkyl benzoate, tocopheryl acetate, hydrogenated palm glycerides, bht, [+/- mica, titanium dioxide (ci 77891), iron oxides (ci 77491, ci 77492, ci 77499), bismuth oxychloride (ci 77163), blue 1 lake (ci 42090), carmine (ci 75470), manganese violet (ci 77742), red 7 lake (ci 15850), red 22 lake (ci 45380), red 28 lake (ci 45410), red 30 lake (ci 73360), red 33 lake (ci 17200), red 34 lake (ci 15880), ultramarines (ci 77007), yellow 5 lake (ci 19140), yellow 6 lake (ci 15985)]

08:13

Paznokciowy Dzień Skittles

Paznokciowy Dzień Skittles
    Na wstępie wszystkim czytelnikom chciałabym złożyć życzenia z okazji dnia dziecka! Wiele uśmiechu i pogody! Radości z banałów i dużo słodyczy!


   A teraz przechodząc do sedna. Gdy pierwszy raz, tydzień temu, przeczytałam o akcji skittles pomyślałam "fajnie, ale nie dla mnie". Im dłużej zerkałam w baner tym bardziej efekt mi się podobał. Podumałam i postanowiłam przyłączyć się do świętowania dnia dziecka właśnie w ten sposób. Przejrzałam mój lakierowy zbiór i najpierw żadne zestawienie lakierów mi się nie spodobało. Ale zaczęłam je przestawiać i ułożyłam na stole 3 grupki po 5 lakierów. Niestety palców mam 10, a nie 15 (u rąk oczywiście, bo z tymi u nóg mam normalnie, 20), więc musiałam się ograniczyć. Odrzuciłam stonowany zestaw i wyszły mi takie skittlesy jak poniżej.


W akcji brały udział:

ręka lewa:

1. Essence, Cute as Hell, 01 naughty but nice
2. Essence, Cute as Hell, 03 not just cute
3. Essence, Cute as Hell, 04 date me!
4. Essence, Crazy about colour, 02 lilac forever
5. Essence, Crazy about colour, 03 crazy me

ręka prawa:

1. Isabelle nails, USA nail lacquer, nr 17 (dzięki Dzolls, niebawem będzie recenzja)
2. Essence, Sun club, 04 bbc orange sunset
4. Wibo, Amazing amazone, nr 2
5. Essence, I love Berlin, 04 buddy bear


  I chociaż wiem, że takie zdobienie nie pasuje do mojego stylu, cieszę się, że je zrobiłam. Dzięki niemu przypomniałam sobie wiele starych lakierów (patrz ręka lewa), jak i przekonałam się jak pięknie na zdjęciach wygląda chociażby pomarańczowy z limitowanki Sun club. 

   Która ręka podoba wam się bardziej? Bierzecie udział w tej wesołej akcji? Świętujecie dzień dziecka?



12:25

Essence, colour & go, 93 c'est la vie!

Essence, colour & go, 93 c'est la vie!
Lakier ten jest wiosenną nowością w szafach Essence. Kupując go, nie spodziewałam się, że aż tak podbije moje serce. Na wstępie jeszcze dodam, że było bardzo trudno uchwycić ten kolor na zdjęciach. 

Po pierwsze kolor- w buteleczce jest trochę jaśniejszy niż w na paznokciach. Jeżeli skusiłyście się na błyszczyk 02 on your gracile tiptoe z limitowanej edcyjci Ballerina backstage to teraz możecie do kompletu dokupić ten właśnie lakier. Pasują do siebie idealnie, z tym, że lakier nie mam ani jednej drobinki. Jest idealnie kremowy.

Aplikacja- producent nazywa pędzelek precyzyjnym. Ja może to doprecyzuję. Jest on dość krótki, giętki, płaski. Odrobinę nierówno przycięty. Ale owszem, lakier aplikuje się nim dobrze. Do pełnego krycia wystarczy jedna gruba warstwa lub dwie cienkie.



Trwałość- genialna. Na zdjęciach widzicie go po 4 dniach i całodziennym sprzątaniu i przemeblowywaniu. Ubytku nie ma żadnego. Trzyma się aż do zmycia. 
Jestem nim zachwycona!

10:17

Catrice, Ultimate Shine, 100 Fall-ing Leaves

Catrice, Ultimate Shine, 100 Fall-ing Leaves

   Pomadkę zakupiłam na jesień. Bo czyż pomarańczowy nie jest odpowiednim kolorem na taką porę roku? W pochmurne dni poprawi humor, a w złotą polską jesień przeniesie nam kolor liści na usta. Do napisania jej recenzji zbierałam się dość długo- po pierwsze do dziś nie potrafię jednoznacznie stwierdzić czy jest dobra czy kiepska, a po drugie mimo wielokrotnych prób zdjęcia nie chciały oddać wiernie jej koloru. Informacja o tym, że ta pomadka zostaje wycofywana (podobnie jak lakier I wear my sunglasses at night) spowodowała powstanie tej notki.
  
 Kolor- piękny, pomarańczowy. Na ustach z czasem czerwienieje.
  
 Aplikacja- trzeba poświęcić jej trochę uwagi. Na same usta aplikuje się przyjemnie, jednak nie oznacza to, że zawsze równomiernie. Sama sunie po ustach, a chwilkę po aplikacji lubi tu i tam się "przesunąć". I to jest jej minus- czasem wygląda fantastycznie, a czasem trzeba jej aplikacji poświęcić więcej czasu. 
 Trwałość- przeciętna. Schodzi równomiernie. Lubi zostawać na słomkach, kubkach

  Opakowanie- srebrne, proste, nie chodzi z niego farba, nie zarysowało mi się.
  
Na ustach jest bardzo przyjemna, mając ją na ustach mam wrażenie, że to pomadka ochronna (lekka) a nie pomadka. Z tego powodu nie trzeba przed jej użyciem mocno nawilżać ust, podobnie jak i po użyciu. Nie wysusza ust. Ma delikatny błysk. Mimo, iż w opakowaniu ma przyjemny zapach na ustach go nie czuć, podobnie jak smaku.

  Ogólnie drugi raz bym jej nie kupiła. Nie lubię tę jej nieprzewidywalności. Ale kolor jest cudowny (tak się im przyglądam i widzę, że na zdjęciach jest jednak zbyt czerwona, a zbyt mało pomarańczowa), podobnie jak wykończenie. Pomadka ta przyciąga wzrok, ma ładne wykończenie, usta wyglądają zdrowo, a sam kolor mimo tego, iż nie jest typowy, nie wygląda groteskowo. Jeżeli jesteście cierpliwe w aplikacji polecam. Nie jest ona bublem, ale producent mógłby nad nią popracować. Mam wrażenie, że gdyby była mniej kremowa, byłaby idealna. 
  
    Na wszystkich zdjęciach jest ta sama pomadka- 4 ostatnie zdjęcia są robione w naturalnym świetle. Najlepiej jednak oddaje ją pierwsze zdjęcie. Jednakże muszę przyznać, iż na pierwszym zdjęciu w notce jest nałożona najgrubsza warstwa (jak się przyjrzycie to zobaczycie, że kolor nie jest równomierny i właśnie tego najbardziej nie lubię w tej pomadce).
   
   Jeżeli jesteście nią zainteresowane musicie czym prędzej biec do Drogerii Natura, bo tak jak pisałam na początku notki zostaje ona wycofywana.

14:30

Catrice, ULTIMATE Nail LACQUER, 170 I Scream Peach

Catrice, ULTIMATE Nail LACQUER, 170 I Scream Peach
   Idealny kolor na lato, ale także fantastycznie pasuje do ciepłych swetrów. Kolor soczysty, ale nie rażący.

   Dwie warstwy do dobrego krycia. Sam w sobie pięknie się błyszczy, więc nabłyszczacz jest już zbędny.

   Trwałość bardzo dobra.
Podobnie jak łatwość nakładania.

Polecam!


16:57

Essence Ballerina Backstage błyszczyk 02 on your gracile tiptoe

Essence Ballerina Backstage błyszczyk 02 on your gracile tiptoe
I przyszła pora na opisanie ostatniego już z limitowanej edycji Ballerina Backstage błyszczyka.

Kolor- modny pomarańcz, jednak na ustach trzeba nałożyć grubszą warstwę, aby był kolor dobrze widoczny. Sądzę, że nikt sobie krzywdy nim nie zrobi. Na opakowaniu widnieje obietnica producenta o zniewalającym błysku i zostaje ona spełniona.


Konsystencja i aplikator- dobrze się nakłada, nawet grubsza warstwa dobrze wygląda. Aplikator spisuje się bardzo dobrze, równomiernie można nałożyć nim produkt.
Drobinki- są niewielkie, jednak nie czuć ich na ustach

Polecam!
Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger