Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty

21:34

(HexxBOX – Poznaj i testuj z 1001pasji!) Inglot, Freedom system, cień do powiek matte, 363

(HexxBOX – Poznaj i testuj z 1001pasji!) Inglot, Freedom system, cień do powiek matte, 363
   Jak opisać cień do powiek? Konsystencja, trwałość, kolor? A może inaczej? Jak opisać cień, który jest zwykły. Tak zwykły, że aż niezwykły. Długo zabierałam się do tej recenzji. Czekałam na ostatnią chwilę, aż mnie czymś zaskoczy. Czy cień, który wybrała dla mnie Hexxana w ramach hexxboxa czymś mnie zaskoczył?


   Matowy cień. Prasowany. Okrągły. Lubię matowe cienie, jednak sama nigdy nie zwróciłam na niego uwagi. Ale brak szalonego koloru czy wykończenia jest jego zaletą. Zawsze pasuje. Można nim zarówno wykonturować oczy, jak i podkreślić brwi (delikatnie, bez przerysowanego efektu).


   Może być delikatny, ale kolor można też budować dokładając więcej warstw. Wszystkie cienie nakładam na bazę, trwa na niej cały dzień, na brwiach ok. 10 godzin. Dobrze się rozciera.


   Nie jest to cień, którego kolor jest zachwycający w swojej prostocie i uniwersalności. Mały akcent, który potrafi sprawić, że oczy wyglądają lepiej, a powód tego nie jest bliżej określony.


    Często sięgacie po cienie w takim neutralnym, niezaskakującym kolorze? A może częściej na waszych oczach królują szalone, intensywne kolory? Lubicie maty Inglota?

00:41

(HexxBOX – Poznaj i testuj z 1001pasji!) Inglot, Freedom system, cień do powiek pearl, 402

(HexxBOX – Poznaj i testuj z 1001pasji!) Inglot, Freedom system, cień do powiek pearl, 402
   Z Inglotem nie było mi po drodze. Kilka miesięcy temu jednak przełamałam opór i kupiłam kilka cieni. Część z nich nie zachwyciła mnie, a kilka stało się moimi ulubieńcami. Hexx w ramach Hexxboxa także obdarowała mnie cieniami tej firmy. Dziś się rozprawię z cieniem perłowym. Czy ten należy do tych, które kocham? A może leży odłogiem w czeluściach?


   Uwielbiam system freedom i samodzielne komponowanie palet. Do tego palety Inglota bardzo odpowiadają mi wizualnie i funkcjonalnie. Ubolewam jednak nad tym, że cienie okrągłe będą stopniowo wycofywane.
   Jest to z pewnością jeden z moich ulubieńców. Wydaje mi się, że cienie z linii pearl są jakościowo lepsze. Cień bardzo dobrze się nabiera na pędzel (obojętnie po który sięgnę). Rozciera się także bezproblemowo. Bardzo lubię go łączyć z cieniem tej samej firmy o numerze 154. Pięknie wygląda też nałożony na powiekę solo lub z grubszą kreską. W zależności od tego, jak pada światło jest on ciemniejszym brązem lub jasnym. Lubię ten efekt. Cień na bazie wytrzymuje cały dzień.


   Musze przyznać, że jest to jeden z ulubieńców. Polecam!

00:17

Inglot, Colour play, 98

Inglot, Colour play, 98
   Jakiś czas temu pokazywałam wam swatche na dłoni wszystkich pomadek Inglot z serii Colour play <kilk>. Pisałam wtedy, że do mojej kolekcji mazideł do ust (która jest zdecydowanie zbyt duża) weszły 3 z nich. Obiecałam też, że pokażę jak wyglądają na ustach. Dziś nie tylko pokażę, ale też zrecenzuję pierwszą z pomadek. I tym razem już na wstępie napiszę, że ta w kolorze 98 zdobyła moje serce.


   Bardzo lubię opakowania firmy Inglot. System freedom jest genialny. Samą pomadkę kupuje się jako wkład do paletki. A paletki można komponować dowolnie- od takiej z miejscem na jeden wkład do dużo większych. Ja wybrałam paletę 3 kwadratów. Uważam, że ten format jest fajny, bo nie zabiera dużo miejsca w kosmetyczce, a zarazem pozwala nam włożyć do niej pomadkę, cień i wosk do brwi czyli zestaw, który wystarczy na krótki wyjazd. Jednakże zazwyczaj noszę w niej 3 pomadki z serii Colour play. Magnes w paletce trzyma dobrze, więc nie ma obaw, że sam się otworzy. Wygląda też bardzo estetycznie.


   Pomadka ma bardzo intensywny kolor. Owszem, można nałożyć ją palcem, wklepać delikatnie w celu uzyskania delikatnego koloru, jednak ja wolę, gdy kolor jest dobrze widoczny. W domu nakładam pomadkę pędzlem Maestro 720 dzięki czemu uzyskuję precyzyjny kontur, co jest bardzo ważne przy takim kolorze. Poza domem aplikuję ją rozsuwanym pędzelkiem Catrice z serii Revoltaire, który doskonale z Inglotem współpracuje. Nakłada go równomiernie i bez smug. A smugi mogą się pojawić, gdy nakłada się pomadkę nieodpowiednim pędzlem.

Dopiero po złożeniu zdjęć zauważyłam, że na zdjęciu po lewej stronie pomadka jest trochę zbyt jasna. 

   Tak jak pisałam pomadka ma bardzo wyrazisty kolor. Uwielbiam się nią malować gdy mam zmęczone oczy. Dlaczego? Bo przykuwa wzrok, więc mogę oczy pomalować bardzo delikatnie lub w ogóle. Twarz jest ożywiona.

   Jej wadą jest fakt, że nie zasycha. Dlatego zaraz po pomalowaniu odbija się na wszystkim z czym się zetknie- szklanka, policzek, inne usta czy nawet szalik. Jednak zębów nie brudzi ;). Na samych ustach zostaje dość długo. Stopniowo wtapia się w nie, staje się bardziej matowa, ale nadal wygląda dobrze. Po jedzeniu jednak trzeba skontrolować jej stan.

   Od prawie miesiąca noszę ją bardzo często. Ubytek jest widoczny, ale sądzę, że wystarczy mi na długo. Malujecie usta takimi intensywnymi kolorami?





01:02

Inglot, freedom system, colour play, pomadka do ust, pierwsze swatche

Inglot, freedom system, colour play, pomadka do ust, pierwsze swatche
   Moja fascynacja Inglotem trwa. Podobnie jak mocnymi kolorami na ustach. Gdy ujrzałam zdjęcia promocyjne (poniżej), moja ciekawość sięgnęła zenitu. Zieleń? Żółć? A może turkus?

http://www.facebook.com/inglotpolska/

   Myślałam, że będą to raczej błyszczyki z niewielką ilością pigmentu. Jakie było moje zaskoczenie gdy ujrzałam to:

(Przepraszam za słabą jakość zdjęcia, ale było robione w galerii telefonem komórkowym. Jednakże zdjęcie bardzo dobrze oddaje kolory produktu. Na zdjęciu brakuje koloru białego o numerze 100.)

   Jeden wkład waży 1,8 g i kosztuje 12 zł.

   Jestem zachwycona nimi i zdradzę wam, że kilka z nich do mnie trafiło (bo kto powiedział, że Dzień Kobiet to tylko kwiaty?). Zgadniecie które kolory mam? Co sądzicie o takich kolorach pomadek?

18:26

Ulubieńcy stycznia

Ulubieńcy stycznia
   Nie wiem jak wy, ale ja mam tak, że najczęściej sięgam po nowe kosmetyki. Stare, choć uwielbiane czekają aż moje oko za jakiś czas ponownie na nie spojrzy. Z racji tego, że przybyło mi trochę kosmetyków popularnej firmy Benefit zdominowała ona mój makijaż w styczniu. Do tego fascynacja  naszą rodziną marką trwa nadal. Ale co konkretnie najczęściej gościło na mojej twarzy?


1. Cienie Inglot, zwłaszcza numery: 153 i 154 z kolekcji Noble oraz w ostatnich dniach miesiąca 402 i 363. Ostatni najczęściej pojawiał się na brwiach. Dwa ostatnie trafiły do mnie w ramach Hexxboxa.
2. Wosk Inglot- solo lub z cieniem 363 tej samej firmy. Czasem podkreślałam brwi cieniem Bark z paletki Sleek Au Naturel.
3. Sleek Paraguaya cienie Peach gold, Persian orange i Bittersweet zaczęły gościć na mych oczach. Po zakupie palety, nie byłam nią zachwycona, teraz przeżyłam zachwyt tymi kolorami. A moze to dlatego, że zima wywołała we mnie potrzebę rozświetlania powiek i paznokci.


4. Bazy: Urban Decay, Maybelline Color Tatoo, Essence A new league w kolorze 01 my caddy in the wind. Cienie Maybelline były używane także jako eyelinery.
5. Najważniejszym jednak elementem moich makijaży był eyeliner Inglot 27 Silver. Podbił moje serce całkowicie i to chyba największy ulubieniec tego miesiąca. Prawie codziennie go używałam i wiem, że  gdy go zużyję, z pewnością kupię następny!
6. Tusze: Maybelline Stiletto, Wibo Growing lashes, NYX Long Lash Mascara i L'oreal Telescopic explosions. Używane razem w różnych kombinacjach.


   7. Z powodu zakupu pędzla Barbary Hofmann do łask powrócił 8. Róż Mac Harmony.  Pędzel Essence Wild Craft spowodował, iż nie posłałam dalej w świat miniatury różu 9. Sugarbomb firmy Benefit. A początki były trudne, bo nie widziałam żadnego efektu. Doprawdy nie wiem jaka magia tkwi w tym pędzlu, że tak doskonale radzi sobie z produktami, które gdyby nie on poleciałyby dalej. Zanim jednak Sugarbomb zjawił się w mych zbiorach katowałam zestaw 10. Tropi Coral tej samej firmy. Po kilku mizernych próbach nałożenia 11. Chachatintu palcami sięgnęłam po skośnie ścięty pędzel Sunshade Minerals i to było to! W końcu tint mnie zdobił. Bardzo często nakładałam na niego jeszcze 12. Coralistę. Ewentualnie Coralista samodzielnie prezentowała się na mym licu.
Kolejnym zestawem zdobiącym moją twarz był 13. Moon Beam i  14. róż The Balm w kolorze Down Boy.


   Usta pielęgnowały 15. masełka Nivei- malinowe oraz wanilia i makadamia. W torebce nosiłam 16. Coralistę Benefitu. Bardzo często sięgałam także po błyszczyk 17. Guerlain KissKiss w kolorze 820 Cherry Fizz.


18. Zaś brokaty zdominowały moje paznokcie. Baza Essence peel off pozwalała mi na bezproblemowe usuwanie ich.


   Jeżeli chodzi o perfumy to i tu 19. Benefit rządził. Najczęściej sięgałam po Sashę i Lee Lee, ewentualnie po 20. My Queen Alexandra McQueena.


   Jak widać, było tego sporo, jednak miesiąc miał 31 dni, a ja testowałam głównie nowości. Znacie te produkty? Też tak macie, że gdy w wasze ręce trafi coś nowego, najczęściej sięgacie właśnie po to?

12:55

Inglot, Noble, cienie AMC Shine 153 i 154

Inglot, Noble, cienie AMC Shine 153 i 154
   Kolekcja Noble polskiej firmy Inglot będzie doskonała na karnawał. W jej skład wchodzą eyelinery w słoiczkach. lakiery oraz cienie. Wszystkie produkty są pełne blasku. Dziś pokaże dwa z pięciu cieni (153 i 54) wchodzących w skład tej kolekcji.

   Cienie mam zbyt krótko, aby wiele na ich temat napisać. Jednak zdążyły mnie zauroczyć. Nie wiem jeszcze czy utrzymają moje zainteresowanie na dłużej, lecz teraz mam wielką przyjemność z używania ich. Są bardzo dobrze napigmentowane, dobrze się łączą i rozcierają.Kolor nie blednie (ale i tak zawsze nakładłam cienie na bazę). Ich wielką zaletą jest sposób w jaki odbijają światło. Wad (jeszcze) nie widzę.


   I porównanie:


   Jak Wam się podobają? Kupiłyście coś z tej kolekcji?

08:10

Ulubieńcy grudnia

Ulubieńcy grudnia
Grudzień już za nami. Jednak o ulubieńcach jeszcze nie było, a pierwsza część spotkała się z Waszym miłym przyjęciem. W grudniu nie miałam zbyt dużo czasu na makijaż, a także w moje łapki wpadło trochę nowości. A skoro wpadły w łapki nowości to i musiałam je testować. Najczęściej sięgałam po:



1. MaxFactor, Miracle touch- przyszły mrozy, więc i minerały poszły w odstawkę. Podkład, który lubię, jednak ma też kilka wad.
2. The Balm, Cabana Boy, róż- rok temu zapałałam ogromną miłością do The Balm. Tak wielką miłością, że kupiłam prawie wszystkie ich róże, do kompletu brakowała mi właśnie tego. Długo nie mogłam się do niego przekonać, myślałam że nie będzie mi pasował. Miałam jednak bon do wykorzystania, a że wyboru nie było, skusiłam się. Zakupu nie żałuję! Używałam go przy prawie każdym makijażu. Gorąco polecam.
3. The Balm, Mary-Lou Manizer- gdy potrzebowałam większego rozświetlenia był niezawodny. Maryśka to zdecydowanie mój ulubieniec w swojej kategorii.
4. Physicians Formula, Transculent Glow- gdy robiłam ledwie widoczny makijaż rozświetlałam policzki właśnie nim.
5. Maybelline, Color Tatoo w kolorze 40 Pernament Taupe oraz 60 Timeless Black- pierwszy służył mi jako baza pod inne cienie lub solo, czerń głównie jako eyeliner.
6. Jemma Kidd, Tailored Colour- paletka, którą znalazłam w bucie. Cienie są świetne, wspaniałe do makijażu na sucho i na mokro.
7. Inglot- woski do brwi- bardzo je polubiłam, łatwa aplikacja, dobrze wyglądają.
8. Catrice, eyebrow Lifter, C01 Casablanca Higlight's- znany podnośnik do brwi, u mnie lepiej się spisuje jako kredka na linię wodną.
9. L'oreal, Telescopic explosion mascara- raz kocham, raz nienawidzę, ma bardzo ciekawą główkę.
10. NYX, Long Lash Mascara- sięgałam po nią, gdy zależało mi na naturalnym efekcie.
11. Manhattan, Soft Mat Lipcream, 54L- bardzo dobry produkt. Ładny kolor, dobra trwałość.
12. Rimmel, Kate- 105 i 102 <klik>
13. Catrice, Hollywood's Fabulous 40ties, Velvet Lip Colour, C01 Red Butler- więcej o niej tu <klik>
14. Alcina, Augenstick, sztyft SOS pod oczy- przynosił mi wielką ulgę podczas spędzania kolejnych nocnych godzin przed komputerem.



Trochę tych produktów się nazbierało. Część gościła także na liście ulubieńców listopada. Jestem ciekawa czy w przyszłym miesiącu też utrzymają swoją pozycję. Używanych produktów było więcej, jednak to właśnie po te sięgałam najczęściej. Znacie je? Używacie?

09:00

Ulubieńcy listopada

Ulubieńcy listopada
   Chętnie podczytuję na innych blogach takie podsumowania, więc pomyślałam, że fajnie będzie gdy i ja takie zrobię. Zamierzam robić takie podsumowanie co miesiąc. Ale nie przeciągajmy zbyt długo :) Jeżeli jesteście ciekawe, co najczęściej gościło w zeszłym miesiącu na mym licu, zapraszam do dalszej lektury. ;) Jednakże zacznę od drugiej połowy miesiąca, w której najczęściej sięgałam po:


   chusteczki... Niestety. Aby załagodzić skutki zużywania ich szybszego niż zużywanie wody musiałam wytoczyć cięższy sprzęt. Nigdy nie myślałam, że naturalny olejek herbaciany może zdziałać takie cuda! Gdy jednego dnia obudziłam się z bolącymi pęcherzami nie myśląc długo sięgnęłam właśnie po niego. No cóż, nie powiem, że nie bolało. Bolało i to jak cholera! Ale jestem w stanie cierpieć dla tego efektu. Następnego dnia, był już strupek. Goiło się bardzo szybko. Jest genialny i nie dopuszczę, aby zabrakło go w mojej kosmetyczce.


   Niestety, ale olejek wysusza, więc musiałam sobie jakoś z tym radzić. Krem do rąk z Biedronki bardzo dobrze się sprawdzał do nawilżania ust i obszaru pomiędzy nimi i nosem. Także sięgałam często po masełko Figs & Rogue. Choroba pomogła mi przekonać się do tego produktu. Więcej o nim napiszę na dniach.


   W pierwszej części miesiąca sięgałam codziennie po kosmetyki kolorowe. Jednakże z racji na wiele spotkań, musiałam mieć makijaż delikatny. Mimo mojej wcześniejszej niechęci do Inglota przekonałam się do nich na tyle, że inne cienie poszły w odstawkę, a mój zbiór się szybko powiększył. Jestem także bardzo zadowolona z wosku do brwi tej samej firmy. Na policzkach jak zawsze królowało The Balm. Z uwagi na wymóg delikatnego makijażu wybierałam róże Frat Boy lub Down Boy, konturowałam twarz bronzerem Bahama Mama. Gdy mogłam bardziej poszaleć próbowałam nauczyć się obsługi Benetintu Benefitu. Marry-Lou dawała zbyt duże rozświetlenie, więc do łask powrócił puder Translucent Glow Physicians Formula, który oswoiłam za pomocą pędzla Essence z edycji limitowanej Wild Craft. Co do pędzli- bardzo polubiłam też zakrzywiony pędzel do eyelinera firmy Manhattan, który dostałam od Dzollsa . Kreski malowałam też kajalem Essence w kolorze Taupe me. Inna kredka, znana jako "podnośnik" Catrice służyła mi częściej do malowania linii wodnej. Rzęsy tuszowałam kuleczką L'oreal. Na twarzy najczęściej gościł podkład mineralny polskiej firmy Pixie. W weekendy sięgałam też po  Balm Shalter The Balm.

Znacie te kosmetyki? Może po niektóre z nich też sięgacie? Lubicie czytać o ulubieńcach miesiąca?


00:31

Essence, Wild Craft, Brillant eyeshadow, 01 Rosewood Hood

Essence, Wild Craft, Brillant eyeshadow, 01 Rosewood Hood
   Kolekcja Wild Craft od Essence wzbudzała wiele emocji już na etapie zapowiedzi. Zazwyczaj cienie  z tej firmy są kiepskiej jakości, jednak swatche naszych zachodnich sąsiadek sugerowały, że teraz to się zmieniło. Co do jakości tego cienia nie mam jeszcze zdania, jednak mogę podzielić się z Wami pierwszymi wrażeniami odnośnie koloru. Postanowiłam porównać go do cienia Inglot DS612 i  rozświetlacza (mojego ulubionego) Mary-Lou Manizer The Balm.


   Wszystkie trzy produkty  doskonale rozświetlają spojrzenie. The Balm stosuję głównie na policzki i pod łuk brwiowy, czasem także jako cień na całą powiekę. Daje on najlepsze rozświetlenie. Nie ma drobinek. Określiłabym jako kolor szampana.

Inglot DS612- ma minimalnie pomarańczowy błysk. Raz na jakiś czas trafi się mikrodrobinka. Daje dość mocne rozświetlenie.

Essence- nudziak, ale z delikatnie baldoróżowymi podtonami. Najmniej błyszczący ze wszystkich trzech. Daje na skórze efekt zdrowego blasku. Nie widzę drobinek.

Powyższe zdjęcie ukazuje cienie nałożone palcem. 


   Niestety, więcej o tym cieniu jeszcze nie mogę napisać. Która z tych trzech propozycji podoba Wam się najbardziej?
Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger