Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Color club. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Color club. Pokaż wszystkie posty

18:26

Ulubieńcy stycznia

Ulubieńcy stycznia
   Nie wiem jak wy, ale ja mam tak, że najczęściej sięgam po nowe kosmetyki. Stare, choć uwielbiane czekają aż moje oko za jakiś czas ponownie na nie spojrzy. Z racji tego, że przybyło mi trochę kosmetyków popularnej firmy Benefit zdominowała ona mój makijaż w styczniu. Do tego fascynacja  naszą rodziną marką trwa nadal. Ale co konkretnie najczęściej gościło na mojej twarzy?


1. Cienie Inglot, zwłaszcza numery: 153 i 154 z kolekcji Noble oraz w ostatnich dniach miesiąca 402 i 363. Ostatni najczęściej pojawiał się na brwiach. Dwa ostatnie trafiły do mnie w ramach Hexxboxa.
2. Wosk Inglot- solo lub z cieniem 363 tej samej firmy. Czasem podkreślałam brwi cieniem Bark z paletki Sleek Au Naturel.
3. Sleek Paraguaya cienie Peach gold, Persian orange i Bittersweet zaczęły gościć na mych oczach. Po zakupie palety, nie byłam nią zachwycona, teraz przeżyłam zachwyt tymi kolorami. A moze to dlatego, że zima wywołała we mnie potrzebę rozświetlania powiek i paznokci.


4. Bazy: Urban Decay, Maybelline Color Tatoo, Essence A new league w kolorze 01 my caddy in the wind. Cienie Maybelline były używane także jako eyelinery.
5. Najważniejszym jednak elementem moich makijaży był eyeliner Inglot 27 Silver. Podbił moje serce całkowicie i to chyba największy ulubieniec tego miesiąca. Prawie codziennie go używałam i wiem, że  gdy go zużyję, z pewnością kupię następny!
6. Tusze: Maybelline Stiletto, Wibo Growing lashes, NYX Long Lash Mascara i L'oreal Telescopic explosions. Używane razem w różnych kombinacjach.


   7. Z powodu zakupu pędzla Barbary Hofmann do łask powrócił 8. Róż Mac Harmony.  Pędzel Essence Wild Craft spowodował, iż nie posłałam dalej w świat miniatury różu 9. Sugarbomb firmy Benefit. A początki były trudne, bo nie widziałam żadnego efektu. Doprawdy nie wiem jaka magia tkwi w tym pędzlu, że tak doskonale radzi sobie z produktami, które gdyby nie on poleciałyby dalej. Zanim jednak Sugarbomb zjawił się w mych zbiorach katowałam zestaw 10. Tropi Coral tej samej firmy. Po kilku mizernych próbach nałożenia 11. Chachatintu palcami sięgnęłam po skośnie ścięty pędzel Sunshade Minerals i to było to! W końcu tint mnie zdobił. Bardzo często nakładałam na niego jeszcze 12. Coralistę. Ewentualnie Coralista samodzielnie prezentowała się na mym licu.
Kolejnym zestawem zdobiącym moją twarz był 13. Moon Beam i  14. róż The Balm w kolorze Down Boy.


   Usta pielęgnowały 15. masełka Nivei- malinowe oraz wanilia i makadamia. W torebce nosiłam 16. Coralistę Benefitu. Bardzo często sięgałam także po błyszczyk 17. Guerlain KissKiss w kolorze 820 Cherry Fizz.


18. Zaś brokaty zdominowały moje paznokcie. Baza Essence peel off pozwalała mi na bezproblemowe usuwanie ich.


   Jeżeli chodzi o perfumy to i tu 19. Benefit rządził. Najczęściej sięgałam po Sashę i Lee Lee, ewentualnie po 20. My Queen Alexandra McQueena.


   Jak widać, było tego sporo, jednak miesiąc miał 31 dni, a ja testowałam głównie nowości. Znacie te produkty? Też tak macie, że gdy w wasze ręce trafi coś nowego, najczęściej sięgacie właśnie po to?

00:35

Virtual, Fashionmania, 182 Royal Blue

Virtual, Fashionmania, 182 Royal Blue
   Jakiś czas temu będąc w Biedronce zauważyłam lakiery. Przeszłam obojętnie. Takich razów było kilka. Za którymś razem ujrzałam piękny kolor. Takiego w swojej kolekcji nie miałam. Spojrzałam na cenę i stwierdziłam, że wezmę. Zwłaszcza, że jak do tej pory nie miałam lakieru firmy Virtual. Czy był to dobry zakup?


   Lakier kilka dni poleżał, aż w końcu stwierdziłam, że pora się z nim zmierzyć. Wyciągnęłam go z blistra (bardzo podoba mi się taki amerykański sposób pakowania kosmetyków, wtedy mam pewność, że nikt nie zrobił sobie z niego testera) i przystąpiłam do malowania paznokci bez pozytywnego nastawienia. I jakież było moje zaskoczenie! Pędzelek wręcz sam malował i nawet ładnie udało mi się położyć lakier. Jedna warstwa była absolutnie wystarczająca. Szybko wyschła, dołożyłam drugą warstwę tylko z przyzwyczajenia. Wow! Efekt niesamowity.


   Lakier nosiłam z czystą przyjemnością, na moich mocno rozdwojonych paznokciach bez uszczerbków (a przy ciemnym lakierze przecież takie są bardzo widoczne) przez 5 dni bez żadnego lakieru nawierzchniowego! Nie spodziewałam się tego po nim.  No i jeszcze fakt, że kolor jest identyczny jak w buteleczce i sam z siebie pięknie lśni... Ja niczego więcej nie wymagam.

   A poniżej mały tuning- dołożyłam lakier Color Club Jingle Jangle z kolekcji Beyond the Mistletoe, który pokazywałam już tutaj.


Używałyście lakierów Vritual?

09:30

Color Club, Beyond the Mistletoe, jingle jangle

Color Club, Beyond the Mistletoe, jingle jangle

   Jakiś czas temu pisałam, że przyjaźni z lakierem Mollon z KissBox'a nie mogę się zaprzyjaźnić i jeżeli go użyję muszę radzić sobie z nim inaczej.

   Tym razem nałożyłam na niego lakier Jingle Jangle z kolekcji Beyond the Mistletoe Color Clubu. Na zdjęciu widać 2 warstwy, przy 3 (grubych) brokat pokryłby cały granatowy lakier.

   Jingle Jangle to niebieski i liliowy brokat zatopiony w bezbarwnej bazie. Ciemnieje i jaśnieje w zależności od oświetlenia, momentami wygląda jak srebrny, co jest spowodowane mocnym błyskiem.

   Jak wam się podoba to połączenie?

10:00

Color Club, Alter Ego, Masquerading

Color Club, Alter Ego, Masquerading
   Jest to 4 lakier prezentowany na tym logu z linii Alter Ego firmy Color Club. Niestety w przypadku tego koloru nie będę tak obszerna w opisie jak w pozostałych. Powód jest jeden- to nie jest mój kolor. Jako chyba jedyny kolor z zestawu ten od początku mnie nie przyciągał. Po pomalowaniu było jeszcze gorzej- natychmiast go zmyłam, co w sumie mało kiedy mi się zdarza. Wiem, że lakier ten może się podobać. NIe ma co więcej pisać, pora umieścić zdjęcie.


A WAM się podoba?

10:30

Color Club, Alter Ego, Ulterior Motive

Color Club, Alter Ego, Ulterior Motive
   Jest to trzeci lakier z serii Alter Ego jaki Wam prezentuję. Przyznam szczerze, że kupując zestaw i spoglądając na niego w domu w ogóle nie miałam ochoty, aby pomalować tym lakierem paznokcie. Oglądałam swatche w internecie i każdy jeden raczej mnie odtrącał od tego lakieru niż zachęcał. Aż przyszedł dzień, w którym pomyślałam, że jeżeli przed znalezieniem mu nowego domu będę żałować. I jakie były efekty tej próby?
   Aplikacja ściśle wiąże się z kolorem jaki dostrzegamy na paznokciach. Po pomalowaniu pierwszego paznokcia zapaliła mi się w głowie lampka "on zostaje z nami"- cieniutka warstwa w pięknym odcieniu różu. Przy drugiej warstwie kolor zaczął być mniej jednoznaczny- raz malinowy, raz fuksjowy, trochę fioletowy. Efekt był piękny. Jednak ciekawość skłoniła mnie do nałożenia kolejnej warstwy- i dzięki niej zaczęły mi się pokazywać niebieskie i fioletowe punkciki. Nie brokat, zdecydowanie mniejsze, ale lubiące przyciągać wzrok. Mimo, iż ciekawość mnie prowadziła do nałożenia kolejnej warstwy powstrzymałam się. Chociaż nie byłoby to problemem, bo lakier dobrze i równomiernie rozkładał się po płytce. 
   Trwałość- bez problemu wytrzymuje na moich paznokciach 3 dni, a później końcówki wymagają poprawek. Nie odpryskuje, nie pęka. 

   I w ten sposób zmieniłam o nim zdanie. Mimo, iż od początku chciałam się go pozbyć, teraz wiem, że będzie jednak często gościł na moich paznokciach, bo ma w sobie coś co przyciąga. Was też przyciąga?

10:15

Color Club, Alter ego, Alias

Color Club, Alter ego, Alias
    Drugi lakier Color Club z edycji Alter ego. Tak jak w przypadku edycji Beyond the Mistletoe do zakupu nakłonił mnie lakier Holiday Splendor, tak do zakupu Alter ego nakłonił mnie właśnie lakier o nazwie Alias. Fioletowa baza przechodząca z zielony, złoty błysk.


    Fiolet migoczący zielenią to jak dla mnie idealne połączenie. Przepraszam, idealny odcień fioletu z jednym z ulubionych odcieni zieleni. No cóż, będę chyba przyglądać się buteleczce, bo na moich paznokciach jest fiolet. Piękny, jednak szkoda, że zieleń jest prawie nie widoczna. Troszę jest widoczna gdy patrzymy pod światło, ale jak dla mnie zbyt mało. Ale może właśnie te kolorowe drobinki powodują, że lakier tak ładnie odbija światło? Przed umieszczeniem tej notki pomalowałam nim paznokcie od nóg, bo sama nie mogłam uwierzyć, że lakier tak wyglądający w buteleczce może tak wyglądać na palcu. No cóż, może.


    Aplikacja- przeciętna- troszkę nierównomiernie się nakłada.Konieczne są 2 grube warstwy lub 3 cienkie. Wysychają dość szybko, więc nie jest to tragedią.


   Trwałość- u mnie 3 dni, na porozdwajanych paznokciach. Nie odpryskuje, ale ściera się na końcówkach, co przy ciemnych paznokciach jest bardziej widoczne. W sumie to domalowałam końcówki nałożyłam lakier z flejkami z My secret i nosiłam jeszcze kilka dni. Po takiej reanimacji zyskałam jeszcze dwa dni. 5 dni , więc całkiem dobry wynik, ale bez poprawek się nie obyło.

    Jak wam się podoba?

10:00

Color Club, Alter Ego, Alter Ego

Color Club, Alter Ego, Alter Ego
    Razem z zestawem Beyond the Mistletoe kupiłam zestaw Alter Ego. Może nie do końca moje kolory i wykończenie skusiły mnie. Bo jak można się oprzeć takim kameleonom w butelkach?
   Pierwszym lakierem, który zagościł na moich dłoniach był odcień Alter Ego (duży minus za brak nazw na butelkach).
    Mimo, iż  w butelce mieni się niesamowicie, widać ciekawie przechodzące kolory (ale nie jest to efekt benzyny tylko widać mnóstwo drobniutkich iskierek), na paznokciach łagodnieje, ale uroku wciąż nie można mu odmówić. Wykończenie określiłabym jako foil, a kolor z pewnością jako odcień fioletu. Co do koloru drobinek w nim zawartych pewności nie mam- ale to zdaje się złoto i kilka niebieskich.
    Aplikacja- bez 2 warstw się nie obejdzie. Pierwsza nakłada się nierównomiernie, jednak przy drugiej nie ma takich problemów (lakiery zawsze kładę na bazę).
    Trwałość- ideałem nie jest, ale może to też z racji ciemnego koloru- szybko widać nawet drobne przetarcia na paznokciach. Trzeciego dnia nadaje się do zmycia (ale muszę przyznać, że moje paznokcie są porozdwajane). Nie odpryskuje, nie odchodzi płatami. Zmywa się bezproblemowo.

    Jak wam się podoba ten kolor?

12:50

Color Club. Beyond the Mistletoe, Holiday Splendor

Color Club. Beyond the Mistletoe, Holiday Splendor
    Przyszła pora na drugi lakier Color Club z kolekcji Beyond the Mistletoe. To własnie ten lakier był sprawcą kuszenia, a o którym pisałam w tym poście. Długo cieszył moje oczy w butelce, ale gdy szykował mi się weekend pełen atrakcji, wiedziałam, że to będzie idealny lakier. Za dnia dość spokojny, a wieczorem urozmaici prosty strój w pubie.
    Pomalowałam nim paznokcie w czwartkowy wieczór. Nie było to może banalne, bo sprawiał trochę problemów- nakładał się grubą warstwą, trochę się mazał. Jednak po nałożeniu 2 warstw (1 też by wystarczyła) wybaczyłam mu wszystko. Kolor wart jest zachodu (zarówno malowania jak i zmywania).
    Lakier ten absolutnie nie nadaje się do layeringu. Dlaczego? Ponieważ jest to duża ilość brokatu zatopiona w zielonej bazie. Brokat jak ukazują zdjęcia nie jest w jednym kolorze. W sumie można dostrzec w nim drobinki zielone oraz holograficzne (w małej ilości). Sądzę, że kolor najlepiej opisuje wyobrażenie sobie choinki z mnóstwem światełek. Za dnia spokojna, wydaje się jaśniejsza. Gdy robi się ciemno i pada na nią sztuczne światło- jest ciemniejsza, rozświetlana mnóstwem malutkich światełek.
    Jak z trwałością? Tak jak pisałam- w czwartek pomalowałam, w piątek było generalne sprzątanie i lepienie pierogów do późnych godzin nocnych. W sobotę dzień pełen zwiedzania, zakończony wizytą w pubie. W pubie pojawiły się leciutkie ubytki, a w niedziele rano lakier nadawał się już tylko do zmycia lub domalowania odpryśnięć na końcówkach.

Jak wam się podoba? Lubicie zieleń na paznokciach?

11:30

Color club, Beyond the Mistletoe, Sugarplum Fairy

Color club, Beyond the Mistletoe, Sugarplum Fairy
    Tak, wiem. Pisałam miliony razy, że nie lubię brokatowych lakierów. Biję się w pierś. Lubię! Najpierw w sklepie uśmiechał się do mnie zestaw. Najbardziej przykuwała mój wzrok piękna zieleń. Jednak go nie kupiłam, bo jeszcze wtedy nie lubiłam brokatów ;).  

    Wróciłam do domu i nie mogłam spać. Dwa dni później zadowolona malowałam już paznokcie.
    Na pierwszy ogień poszedł jasny fiolet. I cóż, zakochałam się. Cały wieczór wpatrywałam się w niego jak sroka (niestety na wieczorze się nie skończyło).
    Na paznokciach jest bardziej srebrny niż w buteleczce. Holograficzny błysk. Nie widziałam jeszcze żadnego lakieru brokatowego, który dawałby taki efekt. Jedna warstwa mogłaby wystarczyć, jednak do pełnego krycia potrzeba 2 warstw. Nie jest to problemem, bo lakier szybko schnie (obeszłam się pierwszy raz od dawna bez sv). Po jednej warstwie top coatu, nie było czuć drobin, które są małe. Najtrafniej można go określić jako bardzo dużo, drobno zmielonego, holograficznego brokatu w przezroczystej bazie. Brokatu jest tak dużo, że całkowicie kryje przy 2 warstwach.
Trwałość- pod koniec trzeciego dnia pojawiły się niewielkie odpryski przy końcówkach paznokci (u lewej dłoni, prawa była bez zarzutu), nie były one mocno widoczne.

Przepadłam. A jak wam się podoba?







Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger