Czerwone usta. Klasyka. Odcieni czerwieni jest wiele. Jednakże wcale nie tak łatwo trafić na "swój" odcień. A gdy już trafimy z jakością bywa rożnie. Pomadka się rozmazuje, co nie dodaje uroku, odbija się na ustach lub brudzi policzek ukochanego (albo znaczy wszystkie kubki). Albo trzeba ja poprawiać co chwilę. A gdyby tak pomyśleć o pomadce idealnej? Jaka by ona była?
Opakowanie jest dziwne. Trochę kosmiczne. Ale muszę przyznać, ze wygodne i dość dyskretne. Dobrze znosi codzienne noszenie w torebce, przeważanie razem z kluczami. Jest szczelne, co mnie cieszy, bo nienawidzę gdy kosmetyk brudzi mi zawartość torebki. Odkręca się wygodnie. Opakowanie chowa aplikator w kształcie zbliżonym do serduszka. Jest on bardzo wygodny i nawet tak mocny kolor można zaaplikować bez uszczerbku dla własnego wyglądu. Co się bardzo przydaje gdy po posiłku pragnę dokonać poprawek na samym środku ust. Więcej poprawek nie trzeba.
A skoro już wspomniałam o trwałości- ideał. Maluję nim usta po 7 rano, przychodzę do pracy, piję kawę, wodę, herbatę, rozmawiam. Idę na lunch koło 13. Dopiero po nim widzę, że powinnam poprawić usta, ale tylko na samym środku, kontur jest wciąż zachowany! Uwielbiam tą pewność, że moje usta wyglądają pięknie.
Podoba mi się w nim także możliwość budowania koloru. Pierwsza aplikacja daje bardziej matowe wykończenie. Delikatne barwiąc usta poprawia ich wygląd. Im więcej warstw nałożymy, tym kolor staje się bardziej intensywny i lśniący. Cudo! Barwnik wsiąka w usta i tylko podczas kilku pierwszych zetknięć ze szklanką może delikatnie pozostawić ślad. Nie jest to problemem, bo nadmiar produktu można starym sposobem odcisnąć na chusteczce.
Jak dla minie jest to produkt idealny. Mimo sporej kolekcji pomadek, błyszczyków czy tintów, to właśnie on gości na moich ustach najczęściej. A wy znalazłyście swój ideał?
Opakowanie jest dziwne. Trochę kosmiczne. Ale muszę przyznać, ze wygodne i dość dyskretne. Dobrze znosi codzienne noszenie w torebce, przeważanie razem z kluczami. Jest szczelne, co mnie cieszy, bo nienawidzę gdy kosmetyk brudzi mi zawartość torebki. Odkręca się wygodnie. Opakowanie chowa aplikator w kształcie zbliżonym do serduszka. Jest on bardzo wygodny i nawet tak mocny kolor można zaaplikować bez uszczerbku dla własnego wyglądu. Co się bardzo przydaje gdy po posiłku pragnę dokonać poprawek na samym środku ust. Więcej poprawek nie trzeba.
A skoro już wspomniałam o trwałości- ideał. Maluję nim usta po 7 rano, przychodzę do pracy, piję kawę, wodę, herbatę, rozmawiam. Idę na lunch koło 13. Dopiero po nim widzę, że powinnam poprawić usta, ale tylko na samym środku, kontur jest wciąż zachowany! Uwielbiam tą pewność, że moje usta wyglądają pięknie.
Podoba mi się w nim także możliwość budowania koloru. Pierwsza aplikacja daje bardziej matowe wykończenie. Delikatne barwiąc usta poprawia ich wygląd. Im więcej warstw nałożymy, tym kolor staje się bardziej intensywny i lśniący. Cudo! Barwnik wsiąka w usta i tylko podczas kilku pierwszych zetknięć ze szklanką może delikatnie pozostawić ślad. Nie jest to problemem, bo nadmiar produktu można starym sposobem odcisnąć na chusteczce.
Jak dla minie jest to produkt idealny. Mimo sporej kolekcji pomadek, błyszczyków czy tintów, to właśnie on gości na moich ustach najczęściej. A wy znalazłyście swój ideał?








