Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyk. Pokaż wszystkie posty

23:28

L'oreal, Caresse, 300 Juliet

L'oreal, Caresse, 300 Juliet
   Czerwone usta. Klasyka. Odcieni czerwieni jest wiele. Jednakże wcale nie tak łatwo trafić na "swój" odcień. A gdy już trafimy z jakością bywa rożnie. Pomadka się rozmazuje, co nie dodaje uroku, odbija się na ustach lub brudzi policzek ukochanego (albo znaczy wszystkie kubki). Albo trzeba ja poprawiać co chwilę. A gdyby tak pomyśleć o pomadce idealnej? Jaka by ona była?


   Opakowanie jest dziwne. Trochę kosmiczne. Ale muszę przyznać, ze wygodne i dość dyskretne. Dobrze znosi codzienne noszenie w torebce, przeważanie razem z kluczami. Jest szczelne, co mnie cieszy, bo nienawidzę gdy kosmetyk brudzi mi zawartość torebki. Odkręca się wygodnie. Opakowanie chowa aplikator w kształcie zbliżonym do serduszka. Jest on bardzo wygodny i nawet tak mocny kolor można zaaplikować bez uszczerbku dla własnego wyglądu. Co się bardzo przydaje gdy po posiłku pragnę dokonać poprawek na samym środku ust. Więcej poprawek nie trzeba.


   A skoro już wspomniałam o trwałości- ideał. Maluję nim usta po 7 rano, przychodzę do pracy, piję kawę, wodę, herbatę, rozmawiam. Idę na lunch koło 13. Dopiero po nim widzę, że powinnam poprawić usta, ale tylko na samym środku, kontur jest wciąż zachowany! Uwielbiam tą pewność, że moje usta wyglądają pięknie.


   Podoba mi się w nim także możliwość budowania koloru. Pierwsza aplikacja daje bardziej matowe wykończenie. Delikatne barwiąc usta poprawia ich wygląd. Im więcej warstw nałożymy, tym kolor staje się bardziej intensywny i lśniący. Cudo! Barwnik wsiąka w usta i tylko podczas kilku pierwszych zetknięć ze szklanką może delikatnie pozostawić ślad. Nie jest to problemem, bo nadmiar produktu można starym sposobem odcisnąć na chusteczce.


   Jak dla minie jest to produkt idealny. Mimo sporej kolekcji pomadek, błyszczyków czy tintów, to właśnie on gości na moich ustach najczęściej. A wy znalazłyście swój ideał?

20:20

Bourjois, Effect 3D Max Gloss, 11

Bourjois, Effect 3D Max Gloss, 11
   Duże, jędrne, gładkie, miękkie i przyciągające wzrok. Usta idealne. Niestety mało kto może się pochwalić takimi wargami. Sięgamy po pomadki, tinty i błyszczyki by osiągnąć taki właśnie efekt. Czy Bourjois 3D Max Gloss jest błyszczykiem, który sprawi, że to właśnie nasze usta będą wyglądały jak z reklamy?


   Błyszczyk jest gęsty, jednak całkiem przyzwoicie sunie po wargach. Trzeba uważać, aby nie nałożyć go zbyt grubą warstwą, ponieważ wygląda w danym miejscu mało estetycznie. Błyszczyk trzyma się cały czas tam, gdzie go nałożyliśmy (co widać po zdjęciach).

   Nie jest to produkt dla osób, które nie lubią czuć, że mają pomalowane usta. Choć produkt się nie lepi, daje uczucie ciężkości. Usta wyglądają na większe, a oprócz tego chwalę sobie właściwości nawilżające.  Drobinki, które są wyraźne w opakowaniu, optycznie powiększają usta, jednak nie są wyczuwalne.


    Producent obiecuje 8 godzin trwałości. Jest to trochę zbyt górnolotnie obietnica, co nie zmienia faktu, ze błyszczyk należy jednak do tych trwalszych

   O jakich ustach marzycie?

22:55

Korres, Liquid Lipstick, 54 Fuschia

Korres, Liquid Lipstick, 54 Fuschia
   Uwielbiam wszelkiego rodzaju mazidła do ust. Balsamy, pomadki, błyszczyki, lip tinty. Ustawa matowe i lśniące. A gdy mają jeszcze właściwości pielęgnacyjne- bajka. Kuszona przez Dymka i promocję postanowiłam dać szansę produktom firmy Korres, które swoją drogą ostatnio mnie bardziej zainteresowały. Weszłam w posiadanie 3 płynnych pomadek do ust. Na pierwszy ogień idzie fuksjowa.


   Zgadzam się w pełni z producentem, że jest to pomadka w płynie. Konsystencja jest bardzo płynna, jednak nie ścieka z ust. Barwi usta mocno, tworząc piękne, lustrzane wręcz wykończenie. Dzięki zgrabnemu aplikatorowi łatwo ją precyzyjne nałożyć, co jest ważne przy tak intensywnym kolorze.


   Pomadka ma jednak wady- przy spotkaniu ze szklanką, mocno na nim osiada. Od razu widać kto z niego pił! Sama pomadka na ustach trzyma się do 3 godzin (często sięgania po kubek). Schodzi z ust estetycznie. Najpierw schodzi błysk, a później kolor. Nie ma obaw, iż wytrze się tylko na środku.


   Czy pielęgnuje? Lekko nawilża usta, a spierzchniętym daje ukojenie poprawiając ich wygląd. Zaznaczę też, że pomadka się nie klei, oraz że nie czuć, iż usta są pomalowane.

   Podsumowując- jestem z niej zadowolona, jednak wolałabym, aby tak mocno nie osiadała na szklankach. Znacie produkty tej greckiej marki?


00:02

L'oreal, Glam Shine, Miss Candy, 712 Dolce Pralina

L'oreal, Glam Shine, Miss Candy, 712 Dolce Pralina
   Usta błyszczące jak lusterko. Pełne, większe niż zazwyczaj. A wszystko dzięki słodkiej pralince? Brzmi smacznie, a jak smacznie to pewnie i ładnie. Czy tak jest?


   Opakowanie jest małe i zgrabne. Kojarzy mi się z atomizerami, do których przelewam sobie mniejsze ilości perfum, aby nie nosić ze sobą całej dużej flaszki. Złota nakrętka, błyszczyk ułożony w kolorowe paski. Wygląda ładnie dopóki paski nie wymieszają się ze sobą. Aplikacja produktu jest przyjemna. Aplikator dobrze sunie po ustach. Z resztą, przy takich kolorach nie musi być on bardzo precyzyjny, bo małe niedociągnięcia nie będą widoczne. 


   Ale jaki efekt daje? No cóż, tak jak widać w opakowaniu, błyszczyk napakowany jest drobinkami. Ale oczy widzą co biorą i kupując taki produkt należy się liczyć z tym, że  będą one widoczne. Jednak  są nie tylko widoczne, ale także dość mocno wyczuwalne. W zasadzie gdyby mocniej pocierać ustami, możemy je dobrze wypeelingować. W tym błyszczyku to właśnie one- brokatowe drobinki, są najbardziej zauważalne, także na ustach. Na szczęście, błyszczyk nie powala trwałością.

   Nie jest to błyszczyk, który mnie zachwycił. A jakie są wasze doświadczenia z błyszczykami Glam Shine? Lubicie drobinkowe produkty do ust?

00:59

Rimmel, Apocalips, 102 Nova

Rimmel, Apocalips, 102 Nova
   Długo byłam odporna na wdzięki Rimmela, jednak wszystko się zmieniło wraz z wejściem czerwonej serii pomadek Kate. Gdy zobaczyłam, że Rimmel wypuszcza coś, co bardzo lubię- kryjące błyszczyki, wiedziałam że natychmiast pobiegnę do sklepu. Wcześniej zrobiłam rozeznanie i miałam upatrzone kolory. Miałam kupić jeden- kupiłam dwa. Dziś będzie o zakupie nieplanowanym, czyli o odcieniu 102 Nova. Czy obietnice polakierowanych ust, głębokiego koloru i fenomenalnego połysku zostały spełnione?


   Po pierwsze opakowanie. Jest praktyczne, z jednej strony widać realny kolor produktu, a drugi koniec jest dekoracyjny. Kolory opakowania są ładnie wycieniowane. Największą zaletą jest zabezpieczenie przed pierwszym otwarciem. Po pierwsze, aby odkręcić musimy przerwać naklejkę. Po drugie przed pierwszym wyciągnięciem mamy przezroczystą szyjkę. Od razu widzimy czy plomba została naruszona przypadkowo, czy może produkt był wielokrotnie otwierany.


   Aplikator jest bardzo istotny w tego typu produktach. Byłam zaskoczona  jego innowacyjnością. Niby klasyczna gąbeczka, ale z tunelikiem w środku, w którym gromadzi się wystarczająca porcja na malowanie ust. Dzięki temu można też nim manewrować i najpierw obrysować czubkiem z małą ilością produktu kontur ust, a następnie rozprowadzić pomadkę na całych wargach.


   Produkt bardzo dobrze się rozprowadza, co jest istotne przy takim kryciu. Bo krycie jest znakomite, już jedna cienka warstwa wystarcza, aby całkowicie pokryć usta kolorem. W moim przypadku, bardzo ładnym odcieniem różu. Wyrazistym, który nie lubi już zbyt dużej konkurencji. Przyciąga całą uwagę. Obietnica głębokiego koloru została spełniona, błysku też, ale bardziej błysku pomadki. Efektu polakierowanych ust czy "fenomenalnego połysku błyszczyka" nie ma.

 
   Trwałość. I tu ciekawostka. Z początku błyszczyk brudzi wszystko- kubek, szklankę, zęby, policzek ukochanego, wszystko czego ustami dotkniemy. Ale na ustach wygląda wciąż dobrze. Polecam jednak poświęcić odrobinę blasku i odcisnąć usta na chusteczce. Pomaga. Gdy zetrzemy więcej niż trochę nadal widać zmieniony kolor ust (ale w dalszym ciągu nie jest to lip tint).


   Produkt mimo mokrości nie nawilża ust, ale tego nikt nit obiecywał. Czasem mam wrażenie, że może odrobinę wysusza, jednak ja i tak zawsze kładę solidny nawilżacz kilkanaście minut przed pomalowaniem ust.


   Zapach jest z pewnością już dobrze znany posiadaczkom innych pomadek Rimmela. Jedni mogą go kochać, inni nienawidzić. Ja się chyba już przyzwyczaiłam, jednak gdybym miała wybór, wolałabym zapach o mniejszej sile rażenia.


   Lubicie mocne kolory na ustach? Skusiłyście się na Apocalips?

08:30

Basic, Vanilla matt lip gloss colour, high coverage, czerwony

Basic, Vanilla matt lip gloss colour, high coverage, czerwony
   Stand firmy Basic mnie nie kusił, podobnie jak asortyment drogerii Schlecker. Stand nie zachęca do zakupów, a część kosmetyków wygląda bazarowo. Gdy zaczęły pojawiać się w sieci głosy odnośnie modnych matowych błyszczyków wiedziałam, że muszę spróbować. A gdy nadarzyła się okazja- kupiłam. Czy podzielam pozytywne opinie na ich temat?


   Aplikacja- po ustach sunie bardzo dobrze. Gładko. Z pewnością nie stawia oporu, daje nawet wrażenie nawilżenia i małej ilości oleju. Po chwili na ustach efekt "suchego" olejku zanika. Po kilkunastu minutach usta stają się ściągnięte. Sam aplikator nie jest zły, ale mógłby być lepszy. Dobrze rozprowadza produkt, jednak trzeba uważać przy konturach. Zawsze można nałożyć produkt na środek, a brzegi wyregulować pędzelkiem. Myślę, iż przydałaby się bardzo cienka końcówka.

   Kolor- piękna czerwień. wykończenie matowe, która w tym macie rzeczywiście ładnie wygląda (dość naturalnie jak na taki mocny kolor). I o dziwo, ten błyszczyk przeważnie noszę solo.


   Smaku nie ma. A może gdyby na siłę doszukiwać się to raczej bym powiedziała, że waniliowy, chociaż to raczej zasługa jego zapachu. Z pewnością ten zapach nie jest mdły, a raczej przyjemny (a do miłośniczek wanilii w kosmetykach nie należę).

   Trwałość- bardzo przyzwoita. Jeżeli nie jemy i pijemy tylko przez słomkę, wieczorne wyjście jest w stanie spokojnie wytrzymać. Deser swobodnie wytrzyma, gorzej przy tłustych daniach. Jestem bardzo zadowolona.


   Bardzo lubię ten produkt. Ma piękny odcień czerwieni, matowe, ale ładne wykończenie, wysuszenie ust można jeszcze zaakceptować (bo po posmarowaniu czymś porządnym usta bez problemu wracają do wcześniejszego stanu. Niska cena zachęciła mnie do zakupu wszystkich trzech dostępnych u mnie błyszczyków, z chęcią zapoluję także na czwarty.

   Używałyście kosmetyków firmy Basic?


14:33

Stila, Convertible color cheek and lips, Gladiola

Stila, Convertible color cheek and lips, Gladiola
   Przed różami w kremie, żelu, piance długo się wzbraniałam. Tak jak lubiłam podkład rozprowadzać palcami, tak do róży wybierałam zazwyczaj pędzel. Miałam róż z limitowanej edycji essence (klik), który choć był ładny, nie przekonał mnie do tej formy aplikacji. Stainiac The Balm leżakował u mnie kilka miesięcy, zanim odważyłam się go otworzyć i zobaczyć "z czym to się je". Gdy ujrzałam Gladiolę, wiedziałam, że muszę dać tej formie różu kolejną szansę. A jeżeli nie sprawdzi się w roli różu, może okaże się idealną pomarańczową pomadką. Jaki jest wynik moich testów? Jeżeli jesteście ciekawe, zapraszam do przeczytania tej recenzji.


   Lubię Stilę za jej opakowania. Piękne, ale proste opakowania są skryte w szary kartonik z czarnym nadrukiem. Bardzo mi się to podoba. Sam róż, skryty jest w płaskiej, ale ładnej "puderniczce". Podoba mi się to, że kolor opakowania oddaje kolor zawartości. Całości dopełnia ładny ornament. Jednak wolałabym, aby opakowanie nie było wykonane z plastiku (choć dość wytrzymałego), lecz z aluminium/ metalu jak pomadki. Opakowanie mieści 4,25 g produktu, jest malutkie i zgrabne. Producent przewidział miejsce nawet na lusterko. Zazwyczaj z takich lusterek nie korzystam, ale to może okazać się doskonałe do aplikacji produktu na usta.


   Aplikacja jest bardzo dobra. Produkt dobrze się nabiera i przyjemnie rozprowadza. Można budować kolor dodając kolejną warstwę. Przy pierwszej efekt jest bardzo delikatny. Zanim produkt się wtopi mamy wystarczająco dużo czasu, by go staranie rozetrzeć, czy to na ustach czy na policzkach.


  Uprzedzę jeszcze wszelkie pytania- nie, ten produkt nie daje efektu pomarańczy. Owszem, ten produkt jest pomarańczowy, ale daleko mu do marchewki. Kolor jest bardzo ładny. Powoduje, że z nim wygląda się świeżo i delikatnie. Bardzo często nakładam go na krem tonujący Balm Shelter The Balm i mimo, iż wyglądam naturalnie, wyglądam o niebo lepiej niż bez tych 2 kosmetyków. Taki duet trzyma się u mnie aż do zmycia (przyznaję, nie testowałam go przez całą dobę).


   Produkt nie ma żadnego smaku (zapachu prawie też nie ma- przytykając nos do kosmetyku wyczuwam zapach kredek ołówkowych). Po nałożeniu na usta mam wrażenie jakbym użyła dobrej pomadki ochronnej, która zostawia delikatną, gładką powłokę. Podobną do malutkiej ilości wazeliny. Usta można oblizywać a zarówno ta warstwa jak i kolor nadal na niej są. Po zjedzeniu obiadu już jej nie ma. Jednak schodzi estetycznie.


   Róż został zwycięzcą In Style Best Beauty Buys w kategorii róży w kremie w latach 2005, 2006, 2007, 2008, 2009, 2010 and 2011. I wiem z jakiego powodu! Produkt jest bardzo dobry. Przekonał mnie do takiej formy róży i jeżeli mi się uda, z pewnością zakupię inne kolory (a wybór ich jest spory- gerbera, lillium, petunia, peony, camellia, rose, fuschia, poppy).


Skład:

ingredients: ricinus communis (castor) seed oil, lanolin oil, beeswax\cera alba\cire d’abeille, microcrystalline wax\cera microcristallina\cire microcristalline, octyldodecanol, phenyl trimethicone, ozokerite, caprylic/capric triglyceride, hydrogenated palm kernel glycerides, ethylhexyl palmitate, isononyl isononanoate, c12-15 alkyl benzoate, tocopheryl acetate, hydrogenated palm glycerides, bht, [+/- mica, titanium dioxide (ci 77891), iron oxides (ci 77491, ci 77492, ci 77499), bismuth oxychloride (ci 77163), blue 1 lake (ci 42090), carmine (ci 75470), manganese violet (ci 77742), red 7 lake (ci 15850), red 22 lake (ci 45380), red 28 lake (ci 45410), red 30 lake (ci 73360), red 33 lake (ci 17200), red 34 lake (ci 15880), ultramarines (ci 77007), yellow 5 lake (ci 19140), yellow 6 lake (ci 15985)]

08:30

Astor Soft Sensation Liquid Care - Błyszczyk do ust, 106 Metallic Pink

Astor Soft Sensation Liquid Care - Błyszczyk do ust, 106 Metallic Pink
   Usta zawsze mam czymś pomalowane. Czy błyszczyk, czy pomadka nie ma to dla mnie znaczenia. Uwielbiam wszystkie mazidła do ust. Ten błyszczyk nie należy do moich zbiorów, jednakże moja mama użyczyła mi go do testów.

   Aplikacja- od jak błyszczyk, nie ocieka, nie ciągnie się. Sunie po ustach. Aplikator typowy dla błyszczyków, wolałabym dobry pędzelek, jednak w przypadku tego koloru zdaje on egzamin. 

   Zapach- no i tu muszę przyznać, że jest on bardzo wyczuwalny przy aplikacji i chwilę po niej. Smak także. Smakuje i pachnie jak krem, nic specjalnego, ale nie jest to brzydki zapach.


   Kolor- producent określa go jako metaliczny róż. Jakoś tak do metalicznych błyszczyków nie byłam przekonana. Widziałam jednak wcześniej ten błyszczyk na ustach mojej mamy i wiedziałam czego się spodziewać. Jest to kolor bardzo naturalny, bez drobinek. Ma piękny błysk.

   Produkt nie klei się, bardzo ładnie wygląda na ustach. Nie wysusza ust, nie podkreśla suchych skórek, a może nawet i lekko nawilża. Ogólnie to bardzo dobry produkt. 

Pierwsze zdjęcie pochodzi z http://www.astorcosmetics.com

10:30

Essence, Circus circus, lip lacquer, 02 my glammy acrobat

Essence, Circus circus, lip lacquer, 02 my glammy acrobat
   No i znów mam dla Was trylogię  ;). Tym razem w najbliższych postach będą pojawiały się zdjęcia wraz z krótkim opisem z najnowszej limitowanki Essence "Circus  circus". Jako pierwszy zakupiłam błyszczyk i zdążyłam go już na tyle potestować, by móc o nim napisać cokolwiek.

   Opakowanie- no cóż, fanką złota nie jestem.Jednak muszę przyznać, że złoty nadruk ładnie prezentuję się na tle tego koloru.  Napisy nie schodzę pod wpływem pocierania paznokciem. Mamy na nim opis produktu oraz oznaczenie, iż produkt będzie dobry przez 12 miesięcy od otwarcia produktu. Jego pojemność to 5,5 ml. Błyszczyk został wyprodukowany we Frankfurcie.

   Aplikator- sztywny, dobrze sprawdza się w swojej roli, mimo iż jestem fanką nakładania wszelkich mazideł do ust za pomocą pędzelka

   Kolor- można go budować. Pierwsze  trzy zdjęcia przedstawiają nałożoną niewielką ilość produktu. Następne zdjęcia pokazują produkt nałożony w większej ilości. Jak widać może wyglądać on lekko, doskonale na poranek,a  drugie na popołudnie lub może stanowić najważniejszy element makijażu świątecznego lub sylwestrowego. Producent obiecuje nam, że za pomocą tego produktu uzyskamy efekt pociągających, soczystych ust. Uważam, że doskonale opisał efekt.Usta mają elegancki błysk.

   Trwałość- doskonała, u mnie po 3 godzinach nadal wygląda świetnie (bez jedzenia i picia). Jedzenie też całkiem dobrze znosi- schodzi równomiernie. A gdy mamy go na ustach i nie jemy stopniowo staje się mniej intensywny, tak że nawet po kilku godzinach wygląda się dobrze.


   Konsystencja- kremowa. Nie jest gęsty, nie leje się. Także nie rozprowadzimy go na ustach za jednym pociągnięciem (i dobrze, bo przy tym kolorze potrzeba precyzji). Nie wylewa się poza kontur ust, w sumie jest dokładnie tam gdzie go nałożymy. Czuć go na ustach, ale nie tak jak błyszczyki z edycji Ballerina Backstage. Jest to taka warstwa, która sprawia wrażenie ochronnej. Nie lepi się.


   Podsumowując: polecam! Moim zdaniem może być alternatywną dla czerwonej pomadki. Sądzę, że doskonale się sprawdzi w makijażu świątecznym czy sylwestrowym.A co wy myślicie?

23:40

Essence, Vampire's Love,lipstain. 02 TRUE LOVE

Essence, Vampire's Love,lipstain. 02 TRUE LOVE
    W sumie nie planowałam go kupić. Przecież mam tyle czerwonych błyszczyków. Ale z drugiej strony każdy z nich jest inny. A gdy przeczytałam, że są jeszcze bardziej trwałe niż flamastry z innej limitowanej edycji essence "You rock!" miałam ochotę kupić oba dostępne kolory z tej limitowanki essence. W drogerii testerów nie było, ale wcześniej widziałam swatche na innych blogach. Stwierdziłam, że może lepiej przetestuję najpierw ten czerwony, a  później ewentualnie robiąc jego zapasy skusze się także na błyszczyk w kolorze fioletu. Czy dobrze zrobiłam? Czy faktycznie ten produkt jest tak zachwycający?
 
    Aplikacja- hmm, mam wrażenie, że maluję po ustach grubym flamastrem, trzeba aplikować ostrożnie, aby nie umazać się poza kontury. Dołączony aplikator dobrze się sprawdza w swojej roli
 
    Kolor- ładna, wyraźna czerwień, wsiąka w usta, ma malutki połysk. Producent w ulotce napisał: "długotrwały błyszczyk do ust bloody mary o fascynującym czerwonokrwistym kolorze jest absolutnie odporny na rozmazywanie". I chyba zaszła jakaś pomyłka bo ja mam kolor 02 oznaczony czerwoną kropką i podpisany jako true love. I mój jest właśnie krwistoczerwony, a jeżeli dobrze widziałam, to bloody mary jest fioletowy?


    Trwałość- naczytałam się jaki on wspaniały. No cóż, jeżeli nie jemy to i owszem, trzyma się kilka godzin. Jednak po posiłku schodzi z ust w brzydki sposób- środek jest bez pomadki i zostają tylko kontury. Konieczna jest wtedy poprawka, a raczej ponowne nałożenie produktu. Producent zapewnia, że to produkt, który się nie rozmazuje i ta obietnica jest w 100 % prawdziwa.

    Zdjęcie po prawej stronie przedstawia lipstain z nałożonym na niego bezbarwnym błyszczykiem Smackers.Wszystkie zdjęcia są robione w naturalnym świetle, jednak w różnych porach dnia.

    Ogólnie jestem zadowolona, jednak nie jest to produkt niezbędny, ani godny robienia zapasów. A wam udało się go zdobyć? Jakie są wasze wrażenia?


14:08

NYX, Round Lip Gloss, 24 cafe latte

NYX, Round Lip Gloss, 24 cafe latte
   I oto kolejny błyszczyk NYX. Wcześniej pisałam już o kolorze Wild orchid, dziś umieszczę zdjęcia koloru 24 cafe latte.



Zapach- chyba charakterystyczny dla całej serii, ciut cytrusowy, jednak mniej wyczuwalny niż w Wild orchid.

Konsystencja-leciutka, na ustach odczuwam go jak kremową, lekką szminkę


   Kolor- delikatny, jednak pokrywa naturalny kolor ust. Nazwa dobrze do odzwierciedla, tylko że to taka leciutka kawa. Z racji tego, że kolor jest jasny,można go zaaplikować nawet bez lusterka. Ma wiele drobinek, które skrzą się w słońcu. Na szczęście, nie są one wyczuwalne na ustach.


   Wytrzymałość- kilka godzin bez jedzenia, z ust znika równomiernie

Polecam osobom lubiącym jasne, delikatne błyszczyki.



08:45

Nyx, Round Lip Gloss, 12 Wild Orchid

Nyx, Round Lip Gloss, 12 Wild Orchid

   Z błyszczykami NYX można trafić lepiej lub gorzej, ale ogólnie je lubię.
Zapach- dość specyficzny, nie jest mocny.. ale taki trochę cytrusowo-chemiczny, wolałabym aby tego zapachu nie było, ale nie przeszkadza mi
   Konsystencja- nie jest gęsty, nie lepi się, rozprowadza się bez smug jednak łatwo o przesadę lub wyjechanie poza obręb ust.
Kolor- dobrze kryjący. Polecam dwa sposoby aplikacji. Pierwszy polega na nałożeniu niewielkiej ilość na środek warg i rozsmarowanie pędzelkiem:




Drugi: nakładamy jak każdy inny błyszczyk, jednak potrzeba tu dużo uwagi, bo kolor jest intensywny. Lusterko wymagane!







16:57

Essence Ballerina Backstage błyszczyk 02 on your gracile tiptoe

Essence Ballerina Backstage błyszczyk 02 on your gracile tiptoe
I przyszła pora na opisanie ostatniego już z limitowanej edycji Ballerina Backstage błyszczyka.

Kolor- modny pomarańcz, jednak na ustach trzeba nałożyć grubszą warstwę, aby był kolor dobrze widoczny. Sądzę, że nikt sobie krzywdy nim nie zrobi. Na opakowaniu widnieje obietnica producenta o zniewalającym błysku i zostaje ona spełniona.


Konsystencja i aplikator- dobrze się nakłada, nawet grubsza warstwa dobrze wygląda. Aplikator spisuje się bardzo dobrze, równomiernie można nałożyć nim produkt.
Drobinki- są niewielkie, jednak nie czuć ich na ustach

Polecam!
Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger