piątek, 16 grudnia 2011

Essence, Circus circus, longlasting eyeshadow, 01 it's magic

   Z limitowankami Essence jest tak, że na ogół bardzo szybko się rozchodzą. Wiem, że Circus Circus nie wszędzie jeszcze dotarła. W związku z czym chciałabym już dziś opublikować post ze zdjęciami jednego z trzech cieni w kremie dostępnych w tej edycji limitowanej. To nie będzie recenzja, to będzie opis moich subiektywnych odczuć względem tego cienia.

   Jak już pisałam przy cieniach w kremie z edycji limitowanej Balerina Backstage, nigdy wcześniej nie byłam przekonana do cieni w kremie. Pamiętam, że nie do końca wierzyłam w te pochlebne opnie dotyczące tych ze wspomnianej Balleriny. Podchodziłam bardzo sceptycznie, ale niepotrzebnie. Bo w sumie od tamtej pory moja baza Artdeco leży sporadycznie używana (a wcześniej bez niej nie było makijażu oczu). W między czasie Essence wprowadziło6 kolorów cienii do swojej stałej oferty. Zadwolenie z tych cieni spowodowało zakup cienia z Circus Circus. Czy słusznie?

   Generalnie za całą moją dzisiejszą recenzję może służyć recenzja cienia ze stałej oferty. Sam plastik, gramatura wykończenie opakowania jet takie samo- różni je jedynie kolor naklejki na dole (oraz układ oznaczeń na nim) i oczywiście nadruk pod wypukłą częścią wieczka. Oba produkty są wyprodukowane we Frankfurcie.

   A co do samego cienia- nabiera się łatwo palcem, przez potarcie, łatwiej niż w przypadku 05 cam rock, bo nakłada się bardziej równomiernie. Odnoszę wrażenie, że ten z Circus jest troszkę bardziej napigmentowany i ciut bardziej mokry (ale może to dlatego, że jest świeży), jednak mniej mokry od 02 pas des copper z Balleriny. Można stopniować efekt nakładając więcej, jak i rozcierając go odpowiednio. Sam ładnie rozświetla oko, można dodać kreskę lub nie. Ja na zdjęciach pokazuję go nałożonego na całą powiekę wraz z cieniem "REGAL" z paletki Sleek "Au naturel" (kreskę zrobiłam czarnym żelowym eyelinerem Essence). Przedstawiony makijaż trzymał się bez absolutnie żadnego uszczerbku przez  16 godzin. Jak dla mnie wystarczająco. Na moich zdjęciach także widać, że cień nie jest aż tak żółty jak na niektórych swtachach w sieci.





   Podsumowując- jeżeli lubicie taki kolor w makijażu kupujcie bez wahania. Także dlatego, że jest to doskonała baza pod cienie. Jej kolejną zaletą jest wydajność. Wystarczy mała ilość by ładnie rozświetlić oko. Lubicie taki błysk na oczach? A może wolicie srebro?

12 komentarzy:

  1. śliczne delikatne oczko.. a 16 godzinna trwałość niebywała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ten cień, ale nie testowałam go jeszcze ;) Ale czuję, że się bardzo polubimy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy ten cień, zerknę na niego ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawie wyglada, lubie cienie w kremie, ale u mnie nie ma Essence niestety..;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Średnio lubię złoto, ale ten cień nawet mi się podba

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny kolor - w moim stylu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem, ze to nieładnie kogoś poprawiać, ale czy w stałej ofercie nie ma czasem 6 kolorów cieni?
    Co do samego cienia: nie przypuszczałam, że ten złoty może mi się podobać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mademoiselle- bardzo dziękuję. A takie błędy trzeba pokazywać. Już poprawiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. mam już glammy goes to... ze stałej oferty, ten więc mi niepotrzebny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O kurczę! Dorwałam go DZIŚ, był ukryty z jakimiś no-name cieniami w Naturze..

    OdpowiedzUsuń