22:45

Colour Alike, GDN, 488 Danzig

Colour Alike, GDN, 488 Danzig
   Pogoda zmienia się szalenie. Jednego dnia sprawia wrażenie, ze już nadeszła wiosna, zachęca do sięgnięcia po baleriny i cienkie Alaski, by następnego dnia kazać nam przeprosić sie z kozakami i grubymi szalikami. Ale nie narzekam, zima w tym roku i tak nie była zła. By jednak przywołać na powrót słońce pokaże dziś lakier, ktory chciałam wam pokazać już dawno. Mam do niego wiele sympatii, nie tylko ze względu na kolor, ale i na nazwę, która osobiście wymyśliłam.


   Lakier pochodzi z kolekcji GDN, dla której inspiracją było miasto Gdańsk. Chociaż osobiście nie kojarzylabym rozbielonego fioletu z tym kolorem, przypadł mi on bardzo do gustu. A kupiłam go tylko ze wylęgu na nazwę.


   Lakiery Colour Alike lubię, chociaż trafiłam także na kilka gorszych egzemplarzy, ten jest idealny. Aplikuje się na tyle dobrze, że nawet takie lakierowa beztalencie jak ja, potrafi go nałożyć równomiernie bez zalewania skórek.


   Czas wysychania jest całkiem dobry, jednak Poshe mnie na tyle rozleniwiło, ze i tak sięgam po nie z a każdym razem. Lakier trzyma sie od 3 do 4 dni, co jest bardzo dobrym wynikiem jak na moje rozdwojone paznokcie. Lakier dość dobrze kryje już przy pierwszej warstwie, jednak lepiej wygląda przy dwóch.

   Z czystym sumieniem polecam. Zwłaszcza jako alternatywę, dla bladego różu. Lubicie takie rozbielonego kolory?

22:39

Glade by Brise, świeca drzewo sandałowe i wanilia

Glade by Brise, świeca drzewo sandałowe i wanilia
Chyba wszyscy wiedzą, że jestem uzależniona. Uzależniona od zapachów. Poznanie wosków i świec Yankee Candle uspokoiło mój perfumoholizm. Nadal kocham perfumy, jednak miłość do świec stała się silniejsza. Niejednokrotnie obiecuję sobie, że będę kupować tylko świece sprawdzonych i zaufanych firm. Jednak czasem chęć poznania bywa silniejsza i zdarza mi się zrobić mały skok w bok. Tak było tez tym razem. Czy czasem warto ulec pokusie?

 

Pamiętam kiedy mnie skusiła. Pierwsze wąchanie w Rossmanie nie dawało mi spokoju. Wygrał wtedy rozsądek. Za drugim razem, gdy patrzyłam na nią wzrokiem wygłodniałego buldożka, mój Kusiciel powiedział "weź". Nie mogłam się oprzeć. Kiedyś bałam się wanilii, jednak tej zimy oswoiłam ją. Jednak to nie wanilia mnie kusiła, moje zmysły rozpalał zapach drzewa sandałowego. Liczyłam na suchy, pobudzający zapach rozpalającego drzewa. Na trochę orientu. Świeca miała zapach. Nie wychodziła poza obszar łazienki, a nawet nie wypełniała jej każdego zakamarka. Jednakże było ją czuć. Obawy o całkowity brak zapachu były więc niesłuszne, jednak nie były to mocne doznania. Sam zapach ocenię podobnie. Jest trochę sandałowy, nieuspakajający zmysłów. Raczej bym stwierdziła, ze to kawałek drewienka, które ktoś kilkanaście dni wcześniej skropił olejkiem sandałowym. W połowie świecy przyszła kolej na wanilię. Delikatną, trochę chemiczną, nie zwracająca na siebie uwagi. Świeca się odpaliła, a ja ucieszyłam się, że to koniec naszej łazienkowej znajomości. Doceniłam zaś puste opakowanie,  ktore wykonane zostało porządnie.

A jakie świece wy palicie?

21:54

Yves Rocher, Sebo vegetal, Serum zwężające pory

Yves Rocher, Sebo vegetal, Serum zwężające pory
-Kochanie widzę, że kończy Ci się serum.
-O, notkę piszesz! Będziemy rozmawiać o tym zielonym?
-Taki miałam zamiar.
<no co ty! Wszystko piszesz? <powiedział spoglądając na tablet>
-To co, krem czy serum najpierw?
-Obojętnie...
<I weź tu gadaj z facetem o kosmetykach...>
-Tylko wiesz, ja nie wiem jak ocenić to serum. A może jeszcze napiszesz o tym peelingu nowym?
-Na peeling jeszcze trochę zbyt wcześnie
-Ale widzisz jaki fajny! Widać, ze go potrzebowałem!
-Skoro wspominałeś o serum, zaczniemy od niego.


-No dobrze, co byś chciała wiedzieć?
-Podobało Ci się?
-No.
-Aha. Fajnie. Ale co Ci sie podobało? Opakowanie? Wiesz, lubisz ten kolor i do łazienki nam pasowało...
-Dobrze. Brzmi to jakbym ja to powiedział...
-Ale przecież to ja to powiedziałam!
-Wiem.
-A było wygodne w użytkowaniu? Podobała ci się konsystencja? Zapach?
-Zapachu to chyba raczej nie ma, albo nie zwróciłem na niego uwagi, czyli pewnie nie  pachniało ani nie smierdziało Ogólnie było całkiem dobre i wygodne w używaniu, bo nie odczuwałem, że muszę to używać. W sumie zrobił wyrobił mi się nawyk nakładania go. Gdyby wszystkie męskie kremy miały takie opakowania to częściej bym ich używał i brał na wyjazdy. Jedynym minusem była nakładka zabezpieczająca, która szybko pękła....
-Zauważyłeś jakieś zmiany?
-Co najważniejsze był wydajny, wystarczyły trzy strzały na rękę i wystarczyło to na cała twarz. Skóra stała się bardziej miękka. Nie zauważyłem błyszczenia się twarzy, mimo tego, że zaraz po nim nakładałem krem z tej samej serii.
<tu nastąpiła przerwa na przeczytanie obietnic producenta>
-Tak. W sumie tak. Zgadzam się z nimi.
-Będziesz chciał kiedyś wrócić do tego serum?
-Eeee, hm, nie wiem.

I tak oto kolejny raz rubryka "męskim okiem" powróciła na tego bloga. Jeżeli chodzi o obiektywne spojrzenie osoby patrzącej z boku, mogę powiedzieć, że serum stosowane w połączeniu z kremem z tej samej sprawiło, że skóra mojego Recenzenta faktycznie mniej się przetłuszcza i jest bardziej jednolita. Musieliśmy jednak wprowadzić do pielęgnacji także nowy produkt, wcześniej wspomniany peeling, aby zwalczyć suche skórki pojawiające się w okolicach nosa.

Po jakie kosmetyki sięgają wasi panowie?

17:18

Luksja, Żel pod prysznic ze składnikami balsamu do ciała, olej sezamowy

Luksja, Żel pod prysznic ze składnikami balsamu do ciała, olej sezamowy

   Mam słabość do żeli pod prysznic. Uwielbiam gdy pięknie pachną. Zazwyczaj mam otwartych kilka na raz i dobieram je w zależności od nastroju czy pory dnia. Gdy zobaczyłam, ze gratisem do gazety jest żel pod prysznic, kupiłam od razu dwie gazety. Gazeta po przegladnieciu obrazków powędrowała do kosza, a żele do łazienki. Test został rozpoczęty od razu, czy żele skończyły podobnie jak gazety? 



   Producent obiecywał, ze to mleczko zawiera składniki blasku do ciała. Zaciekawiło mnie to. Wszak producent wykazał sie dobra znajomością języka polskiego, przecież konserwant, barwnik, zapach do tez składnik, prawda? Nie liczyłam na zachwycający działanie, zwłaszcza na nawilżenie. I tu sie miło zaskoczylam! Skóra po jego użyciu stawała sie miękka i gładka, jak po użyciu lekkiego balsamu. Spodobał nam sie na tyle, ze obie butelecKi zużyliśmy jedna po drugiej. Całość uprzyjemniał delikatny, trochę mleczny, aromat.



   Opakowanie jest dobrane całkiem nieźle do konsystencji produktu. Jednak ja i tak przelalam do opakowania z pompką, co zwiększyło jego wydajność. Z czystym sumieniem mogę polecić ten produkt. 

   Jakie są wasze doświadczenia z produktami firmy Luksja? 

22:45

Jak nie marnować jedzenia i zjeść coś pysznego?

Jak nie marnować jedzenia i zjeść coś pysznego?
    Uwielbiam spotkania z moimi przyjaciółmi. Lubię wychodzić z nimi do ulubionego lokalu czy też gościć ich w naszym domu. Nie ma lepszej motywacji do sprzątnięcia domu czy okazji do zrobienia czegoś dobrego. Ostatnim razem postanowiliśmy zaserwować pokrojone warzywa (ogórek, oliwki, paprykę konserwową), ser i upieczoną przez moją skromną osobę foccacię, a także kiełbasę. Nasi znajomi przynieśli także troszkę dobroci. Następnego dnia żal nam było wyrzucać jedzenie, a i śniadanie wypadało zjeść pożywne. Jak więc wykorzystaliśmy nasze zasoby?




   Spojrzenie na blachę focacci, oliwę, ser, kiełbasę, paprykę konserwową i ogórki kiszone- rada jest jedna, zjeść to razem. Rozkroiliśmy foccacię, napełniliśmy ją naszymi "resztkami" z imprezy, skropiliśmy oliwą i wstawiliśmy do zapieczenia. Wyszły nam pyszne i sycące kanapki. Najlepiej smakowały polewane obficie oliwą czosnkowo-paprykową.

   Nasze żołądki niewielkim wysiłkiem zostały napełnione do syta. Było wyjątkowo smacznie, a i nie mieliśmy wyrzutów sumienia, że musimy wyrzucić jedzenie.

   Macie swoje sposoby na ograniczenie marnowania jedzenia?

21:52

Yves Rocher, Comme une Evidence L'eau de Parfum Intense

Yves Rocher, Comme une Evidence L'eau de Parfum Intense
   Panie i Panowie, już za kilka dni święto, o którym więcej mówią jego przeciwnicy niż zwolennicy. Święto różu, czerwieni, serduszek, piórek i gruchania jak dwa gołąbki, przepełnionych lokali i braku możliwości zakupu biletów do kina na godzinę przed seansem. Walentynki! Tak, tak- wszyscy wiemy, że nie jest to jedyny dzień, w którym można okazywać swoją, prawdziwą wielką miłość. A zastanawialiście się kiedyś jak pachną walentynki? Ja się nie zastanawiałam do czasu poznania wody perfumowanej Comme une Evidence L'eau de Parfum Intense. Chociaż w zasadzie i wtedy nie musiałam się zastanawiać. To pojawiło się przed moimi oczami od razu .



   Luty. A właściwie 14-ty jego dzień. Zatłoczone ulice, kobiety do ostatniej chwili zastanawiające się w co się ubrać i czy lepiej pomalować paznokcie na czerwono czy różowo. Przystojny brunet (no dobrze, ewentualnie niebieskooki blondyn, proszę tu wstawić wizję swojego ideału) biegający po mieście w poszukiwaniu prezentu. Z witryn sklepowych dowiaduje się, że jego ukochana ucieszy się tylko z perfum (gdy przechodzi koło perfumerii), koło kwiaciarni dowiaduje się, że prezent prezentem, ale tego dnia to kwiaty są najważniejsze, zaś wszystkie sklepy spożywcze przekrzykują się, że czekoladki w kształcie serca to konieczność. I co ma biedak zrobić? Przecież nie chce zawieźć ukochanej. Zdezorientowany wpada do sklepu- kupuje czekoladki, w drogerii kupuje perfumy, do całości dokupuje ogromny bukiet czerwonych, mięsistych róż. Wyczerpany dociera do ukochanej,chce ja zaskoczyć, bo przecież nie obchodzą tego głupiego święta. Gdy wręcza jej prezent i widzi jej reakcje wie jedno- święto komercyjne czy nie- warto było dać się skusić marketingowcom.

   Zapach z pewnością należy do zapachów słodkich. Jest w nim wszystko, co zaklęte jest w marketingu walentynkowym. pralinki, róże, ale i zmysłowość, uwodzenie. Zapach jest intensywny, na mojej skórze utrzymuje się ok. 6 godzin, później słabnie. Na ubraniach nosi się zdecydowanie dłużej.

   A czym dla was pachną walentynki? Jaki zapach wybierzecie tego dnia? A może pominiecie ten dzień w swoim kalendarzu?

23:28

L'oreal, Caresse, 300 Juliet

L'oreal, Caresse, 300 Juliet
   Czerwone usta. Klasyka. Odcieni czerwieni jest wiele. Jednakże wcale nie tak łatwo trafić na "swój" odcień. A gdy już trafimy z jakością bywa rożnie. Pomadka się rozmazuje, co nie dodaje uroku, odbija się na ustach lub brudzi policzek ukochanego (albo znaczy wszystkie kubki). Albo trzeba ja poprawiać co chwilę. A gdyby tak pomyśleć o pomadce idealnej? Jaka by ona była?


   Opakowanie jest dziwne. Trochę kosmiczne. Ale muszę przyznać, ze wygodne i dość dyskretne. Dobrze znosi codzienne noszenie w torebce, przeważanie razem z kluczami. Jest szczelne, co mnie cieszy, bo nienawidzę gdy kosmetyk brudzi mi zawartość torebki. Odkręca się wygodnie. Opakowanie chowa aplikator w kształcie zbliżonym do serduszka. Jest on bardzo wygodny i nawet tak mocny kolor można zaaplikować bez uszczerbku dla własnego wyglądu. Co się bardzo przydaje gdy po posiłku pragnę dokonać poprawek na samym środku ust. Więcej poprawek nie trzeba.


   A skoro już wspomniałam o trwałości- ideał. Maluję nim usta po 7 rano, przychodzę do pracy, piję kawę, wodę, herbatę, rozmawiam. Idę na lunch koło 13. Dopiero po nim widzę, że powinnam poprawić usta, ale tylko na samym środku, kontur jest wciąż zachowany! Uwielbiam tą pewność, że moje usta wyglądają pięknie.


   Podoba mi się w nim także możliwość budowania koloru. Pierwsza aplikacja daje bardziej matowe wykończenie. Delikatne barwiąc usta poprawia ich wygląd. Im więcej warstw nałożymy, tym kolor staje się bardziej intensywny i lśniący. Cudo! Barwnik wsiąka w usta i tylko podczas kilku pierwszych zetknięć ze szklanką może delikatnie pozostawić ślad. Nie jest to problemem, bo nadmiar produktu można starym sposobem odcisnąć na chusteczce.


   Jak dla minie jest to produkt idealny. Mimo sporej kolekcji pomadek, błyszczyków czy tintów, to właśnie on gości na moich ustach najczęściej. A wy znalazłyście swój ideał?

23:31

Essie, 212A, Tour De Finance

Essie, 212A, Tour De Finance
   Większość blogerek zachwyca się lakierami Essie. Może właśnie dlatego podchodzę do nich z rezerwą i wymagam więcej niż od innych lakierów? Nie wiem. Ale przyznaję, że sięgam po te lakiery coraz częściej. Nie biegnę do Hebe czy Superpharm kuszona promocją. Jednak, gdy przy okazji innych zakupów widzę ładny kolor w dobrej cenie, kupuję. Tak też było z Tour de Finance. Dobra cena oraz piękny odcień różu mnie skusiły. Miałam trochę obaw odnośnie wykończenia. Czy słusznie?


   Nad opakowaniem pastwić się nie będę. Ba! Nawet je pochwałę. Buteleczki są zgrabne, łatwo sieę ustawiają i nie zajmują wiele miejsca. Pędzelek jest wygodny, sprężysty, ładnie zakończony.


   Lakier nie jest gęsty, ale nie jest też zbyt wodnisty. Bardzo dobrze rozprowadza się po paznokciach. Na krótkich paznokciach wystarczą dwie warstwy, trzy przy długich i dość jasnych końcówkach. A kolor? No i tu się zacznie cała historia. Po nałożeniu lakieru byłam zachwycona. Piękny mocny, ale nie rażący róż. Niezwykły, ale jednak panujący do wszystkiego. Błyszczy się przepięknie. A wszystko za sprawa mikro, mikro drobinek, które dają mu lekko metaliczny, fioletowawy połysk. Dawno już żaden lakier nie wywołał w pracy tylu komplementów i zapytań co mam właśnie na paznokciach. To chyba wiele mówi o jego uroku, prawda?


   Dodam jeszcze, że na moich paznokciach nosi się dłużej niż inne lakiery. A paznokcie mam mocno rozdwojenie. Jeżeli jeszcze go nie macie, naprawcie ten błąd. Tego zakupu nie będziecie żałować.

22:44

Yankee Candle, Q4 2013, Season of peace

Yankee Candle, Q4 2013, Season of peace
   Jak pachnie cisza? Spokojny dzień? Czas który możemy poświęcić tylko sobie. Dzień bez poczucia obowiązku? Dzień, w którym czas płynie wolno, gdzie nie musimy za niczym biec,dzień bez poczucia obowiązku.. Cisza. Cisza, która nie niesie obaw. Nie budzi lęków. Dzień, w którym wszystko jest czyste i białe.


   Lubię gdy zapach niesie ze sobą pewną opowieść, wspomnienie lub przenosi mnie gdzie indziej. Jednak są też dni, gdy nawet ja chce zwolnić, gdy potrzebuję dnia bez miliona myśli, bez biegu, bez wybuchów radości czy tez wspomnień. Wtedy staję przed moją gablotka i wiem jedno- "dziś jest ten dzień". Nie zastanawiam się nad perfumami, nad wyborem świecy też nie. Wybór jest jeden- Season of peace. Odpalam ja, robię dobra herbatę  i po chwili przychodzi ukojenie. Czuje ciepły, ale jednocześnie chłodny zapach. Nie jest mi zimno, czuję się pewnie i bezpiecznie. Wszystkie myśli zwalniają, cieszę się każdą chwilą. Nie krążą mi po głowie setki myśli, jestem ukojona. Często po nią sięgam.

grafika pochodzi ze strony yankeecandle.com
   I czuję, że na tym powinnam poprzestać. że więcej słów może zaburzyć ten spokój. Jednak wiem też, że wiele z was nie chce kupować kota w worku. A temu zapachowi trzeba dać czas. Kupiłam go w ciemno, duży słój. Gdy odebrałam przesyłkę zachwyciła, się jego widokiem. Etykieta w połączeniu z  bielą wosku stwarzały dobrą atmosferę. Musicie przyznać, ze widok tej czystości, nieskalanego śniegu, obsypanych drzew, ma w sobie coś kojącego. Pierwsze palenie przyniosło mi zawód. Nie czułam nic. Nawet zaczęłam myśleć, ze dałam się złapać marketingowcom. Bo jak ma pachnieć czas pokoju? Radością. Jednak to całkowicie nie odpowiadało etykiecie, bo śnieg nie kojarzy mi się z radością. Ze spokojem i owszem. I zapach był spokojny.Musiałam się nachylić nad świecą by pczuć cokolwiek. Dopiero po trzecim paleniu zrozumiałam ten zapach i zaczęłam go odczuwać na dużej powierzchni. Muszę przyznać, że to jedna z częściej palonych świec z mojego zbioru, w ciągu kilku miesięcy wypaliłam połowę. Pali się bez żadnych problemów niosąc mi wyciszenie. Bo czasem nawet i ja potrzebuje odpocząć.

A jakie są wasze sposoby na przywołanie takiego dnia? Jak dla was pachnie cisza?

22:30

Upolowane w styczniu- Sephora, Tk Maxx, Zapach Domu

Upolowane w styczniu- Sephora, Tk Maxx, Zapach Domu
   Nie lubię chodzić po sklepach. Ale za to lubię polować na promocje. Styczeń jest dla mnie miesiącem dobrych łupów. Na tyle dobrych, że postanowiłam się nimi pochwalić. Raz na jakiś czas chyba mogę opublikować tutaj taki post? Ubrania, których w tym miesiącu przybyło mi sporo, sobie odpuszczę, bo choć poruszam na łamach tego bloga wiele tematów, wciąż nie poruszam tu takiej tematyki. Ograniczę się więc do kosmetyków i tego co od wielu miesięcy kręci mnie najbardziej- czyli Yankee Candle.

   Regularnie zaglądam do Sephory. Najbardziej lubię tę w krakowskim M1, bo to właśnie tam odnajduję najlepsze promocje.W tym miesiącu upolowałam, tam podkład mineralny sygnowany marką Sephory. Na początku miesiąca upolowałam go za 12 złotych i po pierwszych testach żałuję, że nie kupiłam więcej. Podkład niczym nie ustępuje mojemu dotychczasowemu ulubieńcowi, którym jest Pixie Minerals. Rozprowadza się bez problemów, nie widać go na twarzy i utrzymuje sie cały dzień. Kolor jest naturalny i dobrze dopasowuje się do odcienia mojej skóry.


   W Sephorze skusiłam się też na kosmetyki firmy Benefit. Lubię tę markę, chociaż wyżej stawiam The Balm. Standardowe ceny wydają mi się odrobinę zawyżone, ale gdy jestem kuszona dobrą promocją- ulegam. O różu Bella Bamba pierwszy raz usłyszałam od zachwyconej nim przyjaciółki. Wtedy myślałam, że będzie podobny do różu Hot Mama The Balm, więc nie zaczęłam na niego polować. Moje wątpliwości zostały rozwiane gdy makijażystka Benefitu użyła go w moim makijażu pin up. Wtedy wiedziałam, ze go kiedyś kupię. Gdy zobaczyłam go w cenie 70 złotych, skusiłam się.


   Mój mężczyzna zaopatrzył się w kosmetyki Pat & Rub Kingi Rusin. Testy jeszcze przed nim, ale postaramy się reaktywować rubrykę męskim okiem na blogu.On też namówił mnie (jest moim naczelnym kusicielem!) na paletkę smokin' eyes Benefitu. Testy trwają. Do zakupów dorzuciłam też mały zestaw Benefitu z miniaturką podkładu i bazą, którą lubię. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że zestaw kosztował tylko 20 zł. Moja radość została dopełniona w Tk Maxx, gdzie udało mi się upolować dwa lakiery firmy Orly za 20 zł oba. Muszę przyznać, że obawiałam się czy lakier Close your eyes będzie mi się podobał na moich paznokciach, ale niesłusznie. Lakier mnie zachwycił. Jest głęboki i ciekawy. Takiego jeszcze w swojej kolekcji nie miałam.


   Z racji tego, ze pod choinką znalazłam wymarzony talerz pod świece Black Gold Mosaic Yankee Candle złożyłam zamówienie w internetowym sklepie zapachu domu i odkupiłam, do niego klosz. Oczywiście użyłam bonu zniżkowego, który sklep przysyła regularnie subskrybentom swojego newslettera. Muszę przyznać,  że był to jeden z najbardziej udanych zakupów ostatnich czasów. Nie dość, że świece palą się lepiej to aspekty wizualne przeszły moje najśmielsze oczekiwania (a mam jeszcze dwa inne duże klosze i jeden mały i żaden z nich nie tworzy tak magicznej atmosfery). Czarno-złota, potłuczone mozaika nadaje światłu świec piękny odcień. A światło przechodzące przez jej załamania wygląda pięknie. Jest to zachwycająca ozdoba domu, zarówno przy zapalonej jak i zgaszonej świecy. Słój zamienia się w piękną lampę, która doda uroku każdemu wnętrzu! Oprócz tego przybyło do mnie kilka nowych zapachów zarówno w woskach jak i samplerach. Moje zapasy wosków (ponad 100 różnych zapachów) chyba nigdy nie stopnieją!


   Ostatnim zakupem jaki poczyniłam były znów lakiery. A nawet zestawy. Lakiery Ciate kusiły mnie wiele miesięcy, jednak bałam się kupować je w ciemno (zwłaszcza, że nie są tanie). Znów skusił mnie Tk Maxx. Podczas wczorajszych zakupów znalazłam całą masę przecenionych zestaw do zdobienia foliowego tej firmy. No cóż, nie były to zestawy kompletne, ponieważ brakowało zestawu folii. W to mi graj! za 13 zł szutuka kupiłam dwa lakiery w zestawie z klejem do folii (raczej nie zrobię z nich użytku) i wzornikiem na lakieru (miałam w planach kupić już dawno temu). Z trzech dostępnych kolorów przygarnęłam PP101 kiss chase i PP082 cream soda. Nie mogę się już doczekać jutrzejszego malowania paznokci!

   Jesteście łowcami okazji? Co udało wam się ostatnio upolować. Znacie powyższe produkty? Co o nich sądzicie?

23:23

Essie,208 A, A crewed interest

Essie,208 A,  A crewed interest
    Essie tu, Essie tam. Essie idealny, Essie wspaniały, Essie każdy chce mieć. Ballet Slippers już gościł na moim blogu <klik>, a dziś rozprawię się z A crewed interest. Czy nadal nie jestem miłośniczką Essie? A może to mój ulubieniec?


   Właściwie to moje zastrzeżenia dotyczą aplikacji. Podobnie jak w Ballet Slippers rozlewa się on po paznokciach, jednak w mniejszym stopniu (można to zobaczyć porównując zdjęcia i przyglądając się skórkom). Najbardziej drażni mnie to, że lakier podczas aplikacji nakłada się lakier, ale jednocześnie w niektórych miejscach jest on ściągany przez pędzelek. Przez to konieczna jest aplikacja minimum 2 warstw, jednak częściej potrzeba 4.


   Schnie przyzwoicie, ale jednak wciąż dłużej niż OPI. Na paznokciach nosi się przez kilka dni. 
Kolor podoba mi się bardzo, podobnie jak trwałość. Jednak zniechęca mnie ta aplikacja. 

     A wy lubicie lakiery Essie?
Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger