23:27

Yves Rocher, Retropical, woda toaletowa i żel pod prysznic

Yves Rocher, Retropical, woda toaletowa i żel pod prysznic
   Nie lubię zimnych poranków. W zasadzie wieczorów też nie. Opuszczenie ciepłego łóżka i pójście pod prysznic staje się wyzwaniem. Każdego poranka liczę, że jak w reklamie, użyję żelu i przeniosę się w jakieś magiczne miejsce.Obietnica tropikalnego raju wydaje się wtedy jeszcze bardziej kusząca. Czy seria Retropical daje mi namiastkę takiej podróży?


   Zerkam na etykietę żelu pod prysznic- kolorowe ptaki, zieleń, egzotyczne rośliny. Kusząco. Odkręcam wodę, biorę cieplejszy niż zazwyczaj prysznic. Czekam aż stanie się cud jak w reklamie, aż moja łazienka zacznie się zamieniać w tropikalny raj. Czekam i nic. Może robi się  trochę słodko, trochę perfumeryjnie, ale nie zachwycająco. Kończę mycie, wycieram się staranie i dalej marzę. Ubieram puchaty szlafrok i ratuję się sięgając po wodę toaletową z tej samej serii. Liczę, że może ona spełni moje marzenie. Tak się nadal nie dzieje. Nie jestem w raju. Nie otaczają mnie tropikalne rośliny, a ja nie leżę na złocistym piasku. Czuję odrobina dobrze wysuszonej, kandyzowanej skórki pomarańczowej, lekkaą słodycz, delikatne kwiaty i kokos. Wbrew pozorom nie jest słodko, a trochę alkoholowo.Mimo iż spodziewałam się po nazwie i opakowaniu czegoś innego- polubiłam ten zapach. Sama nie wiem dlaczego. Może z powodu jego uniwersalności? Moim zdaniem, pasuje zarówno do letniej sukienki, grubego swetra jak i eleganckiej garsonki. Jest to jeden z zapachów, które nie zabierają całej uwagi, ale nie stwierdziłabym, że jest nijaki. Trwałość, niestety, nie jest zachwycająca- zaledwie kilka godzin (2-3). Później konieczna jest ponowna aplikacja.


   Podoba mi się flakon. Nie ma zbędnych zdobień, jednak wyróżnia się kształtem i kolorem. Ostatnio chciałam dokupić do niego kolejny żel. Niestety, w sklepie stacjonarnym była tylko woda toaletowa. Aczkolwiek oba produkty są jeszcze dostępne w sklepie internetowym <kilk>. 

23:21

Nicole by OPI, Kardashian Kolor, Sealed With a Kris

Nicole by OPI, Kardashian Kolor, Sealed With a Kris
   Niejednokrotnie pisałam, że lubię czerwone lakiery. Jednak częściej wybieram jej jaśniejsze odcienie, ponieważ te ciemne nie wybaczają niedociągnięć w nakładaniu ich. Ciemna czerwień miała jednak w sobie to coś. Ciemne czerwone wino, dojrzała czereśnia- same dobre skojarzenia. W opakowaniu pięknie, ale jak na paznokciach?


   Lubię małe opakowania lakierów. Nie zajmują miejsca i kiedyś się kończą. A gdy już się skończą można znaleźć zastępstwo lub zakupić większe opakowanie. Jednak skoro lakier ma mniejszą pojemność, ma też miniaturowe opakowanie. Czy jest ono wygodne? Krótkim trzonkiem operuje się dobrze. Niestety, ale o pędzelku tego powiedzieć nie mogę. I wcale nie chodzi o jego wielkość. Zakończony jest prosto, co utrudnia ładne pomalowanie paznokci przy skórkach. Na dodatek czasem odstają od niego pojedyncze woski, co też nie służy perfekcyjnemu pomalowaniu paznokci.

   Konsystencja mi odpowiada. Jest dość płynna, ale nie wodnista, nie rozlewa się po płytce, palcach i skórkach. Przy pierwszej warstwie widzimy jasną czerwień. Jednak lakier do ładnego pokrycia potrzebuje więcej. Przy bardzo krótkiej płytce dwie warstwy mogą wystarczyć. Jeżeli paznokieć wystaje za opuszek konieczne będą trzy warstwy.


   Trwałość mnie bardzo zadowala. Noszę go bez uszczerbków 3 dni, później moje rozdwojone paznokcie niestety lubią się złuszczyć na końcach, jednak gdyby nie to, lakier mogłabym nosić dłużej. Podoba mi się, że nie wyciera się na końcówkach, nie pęka. Niestety top jest potrzebny, bo lakier lubi zostawiać czerwone ślady na papierze.

   Lubicie takie maluchy? Znacie lakiery z tej serii?

19:50

Yankee Candle, November Rain

Yankee Candle, November Rain
   Późna noc. Ja i kieliszek wina siedzimy razem. Jest przyjemnie jednak czegoś brakuje. Towarzystwa. Podchodzę do szafki i wybieram. Mała tarta, niebieska, ciemna. Obiecuje deszcz. Jesienny deszcz. Jesień lubię, o deszczu tego napisać nie mogę. Ale decyduję się na jego towarzystwo. Przez chwilę jestem ja i kieliszek. Zapominam, że zapraszałam kogoś jeszcze. Nagle on staje w drzwiach. Pewny siebie przepełnia swą obecnością więcej niż pokój. Ależ on męski! Zaprasza mnie do zabawy. Niby otwarcie, ale wyczuwam w nim odrobinę chłodu. A może to powiew zmian? Jest pewny siebie. Dobrze wie kim jest. Zna swoją pozycję i wie co może osiągnąć. Chłodny ale sprawia, że robi mi się cieplej. Myślę o nim. Myślę jak ta znajomość się rozwinie, czy warto ryzykować. Coś jest w nim takiego, że mnie do siebie przyciąga. Rozlega się pukanie. Nie chcę by ktoś nam przeszkadzał. Jednak ono się nasila. Muszę otworzyć.
-Kochanie, czy ktoś tu był? Zapraszasz jakiś mężczyzn do domu kiedy mnie nie ma?
Nie odpowiadam, ale szybko idę wygasić kominek. Dwóch mężczyzn w domu to zbyt dużo. Do towarzysza wieczoru jeszcze nie jeden raz powrócę, ale tylko wtedy gdy będę sama.


   To jeden z ładniejszych męskich zapachów Yankee. Jest on specyficzny, chłodny jak listopad, ale ma w sobie ciepłe tło. Granatowy jak morze nocą, a w zapachu można wyczuć trochę słonych nut. Ma w sobie coś co przyciąga.

23:06

L'oreal, VOLUME MILLION LASHES EXCESS NOIR

L'oreal, VOLUME MILLION LASHES EXCESS NOIR
    Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Wiele z nas chce, aby było ono pięknie oprawione. Najlepiej odziane grubą firanką rzęs. Oczywiście soczyście czarną, gęstą i długą. Aby to osiągnąć szukamy tuszu do rzęs, za pomocą którego makijaż oczu stanie się przyjemnością. Ale to nie jest takie proste!A może macie swój ideał? Ja dziś się rozprawię z tuszem L'oreal. Czy jest on ideałem? O tym się przekonacie zagłębiając się w dalszą część postu.


   Volume Million Lashes do tej pory znałam w klasycznej wersji. I muszę przyznać, że pierwowzór miał ładniejsze opakowanie. Bo w wersji Noir excess wygląda, jakby był to zlepek dwóch opakowań. Nie podoba mi się to połączenie czerwonego pojemniczka i złotej zatyczki. Sam kształt lubię, dobrze leży w dłoni, dobrze się zakręca i odkręca. Ale jednak patrzeć na niego nie lubię. Uważam, że samo złote lub czerwone (o tak, czerwone!) opakowanie wyglądałoby o wiele lepiej. No ale cóż, nie ocenia się książki po okładce.


   Odkręcam go i widzę zgrabną szczoteczkę. Bo choć w cale nie jest mała, ma piękne kształty, prawie 90-60-90. Wcięcie w talii, lekkie choć widoczne. Nie jest też oblepiona tuszem. Uważam, że porcja jest idealna. Tylko ten zapach. Wolałabym, aby produkt, który kładę na rzęsy nie miał aż tak wyraźnego zapachu, zapachu gumy. 

Zdjęcie przedstawia stan tuszu po 14 godzinach od pomalowania. 

    Objętość i czerń bez umiaru brzmią kusząco. Zwłaszcza, że mam ciemne włosy, stawiam na prawdziwie czarne tusze do rzęs. Czy się nie zawiodłam? Czy jest objętość? Jest! Może nie mam wrażenia, posiadania miliona rzęs (gdzie ja bym je zmieściła), ale zdecydowanie mam wrażenie, że po pomalowaniu tym tuszem mam ich więcej. Czerń jest prawdziwie czarna, głęboka. Mimo wszystko rzęsy wyglądają jakby natura lepiej mnie obdarzyła. Rzęsy są też naturalnie błyszczące, nie wyglądają więc sztucznie. Tusz ma jednak swoje humorki. Czasem wygląda idealnie od razu, a czasem muszę się posiłkować inną szczoteczką by je lepiej rozdzielić. Jednak rzęsy wyglądają pięknie aż do zmycia, tusz nie osypuje się i nie odbija. Czasami tylko rzęsy są na tyle wydłużone, że haczą mi o szkła okularów. 

    Maskara bardzo przypadła mi do gustu, zwłaszcza, że mam wrażenie także poprawy ogólnego stanu moich rzęs. Zaznaczam jednak, że inne tusze tej firmy zazwyczaj mi pasują. 

21:05

Honeybell, Honeysuckle and Jasmine Organic Hand and Body Loton

Honeybell, Honeysuckle and Jasmine Organic Hand and Body Loton
   Gładka skóra. Nawilżona. Miękka. Taka, że aż chce się ją ciągle głaskać. Aby taką mieć, trzeba o nią dbać. Łatwo powiedzieć! Zwłaszcza gdy marzy się o długotrwałym efekcie i możliwości zapomnienia o balsamie po każdym myciu. Niejednokrotnie pisałam, że mam na to swoje sposoby. Jednym z nich jest odpowiedni balsam do ciała.


   Po pierwsze, uwielbiam jego opakowanie! Zgrabne opakowanie, z dobrym zabezpieczeniem jest doskonałe, aby zabierać je ze sobą w podróże- te małe i duże. Dobre zabezpieczenie pompki (tak, jest moja ukochana pompka!) daje mi poczucie bezpieczeństwa, że nic się nie rozleje w kosmetyczce. Do tego jest estetyczne. Obawiałam się, że papierowa etykieta po pierwszym dotknięciu wilgotną dłonią stanie się brzydka- nie w tym przypadku.

 
   Po drugie, jest wydajny. Jedna pompka starcza mi na wysmarowanie więcej niż jednej nogi. Po trzecie, najważniejsze, jego działanie. Czuję, że rozprowadzam treściwy balsam, czuję na skórze lekką warstwę, jednak nie jest ona tłusta i nie brudzi ubrań. Skóra staje się miękka, nawilżona. A co najważniejsze, efekt utrzymuje się długo. Jeszcze następnego dnia czuję, że balsam nie jest konieczny (lub sięgam po lekki, zapachowy).


   Minusem jest zapach. Nie jest brzydki, ale specyficzny. Naturalny, ale mocny. Dość długo utrzymuje się na skórze. Kojarzy mi się z zapachem szarego mydła. Jaśmin, wiciokrzew? Bardzo daleko w tle, zwłaszcza jaśmin.

   To zdecydowanie mój ulubieniec, jeżeli chodzi o tę dziedzinę pielęgnacji. A jakie są wasze sposoby na dobrze nawilżone ciało?

00:04

Garnier, Hyda Adapt, Dynamizujący krem-żel 24 h nawilżenia

Garnier, Hyda Adapt, Dynamizujący krem-żel 24 h nawilżenia
   Makijażem można wiele zmienić w wyglądzie. Jednak nawet najlepszy podkład nie będzie wyglądał doskonale na niezadbanej cerze. Sucha, zmęczona, szara- to jest to, czego chcemy uniknąć. Jednak co zrobić gdy stres, nieprzespane noce, zmiany pogody, klimatyzacja dają się nam we znaki? Nakładać kolejne porcje podkładu, różu, produktów nabłyszczających? Można. Jednak warto też pamiętać o samej skórze. Dziś zmierzę się z obietnicami dynamizującego kremu Garniera. Czy ten żelowy krem nawilżający sobie poradził?


   Producent zapach określa jako orzeźwiający i dodający pozytywnej energii każdego dnia. I tak bardzo naładował go tym zapachem, jakby chciał nam dostarczyć tej pozytywnej energii na cały rok już po jednym zastosowaniu. Mocne cytrusy zniewalają. A w zasadzie wywołują obawy jak krem zadziała na skórę. Na szczęście obawy stały się niesłuszne, chociaż jestem ciekawa jak cera naczynkowa by  na niego zareagowała?


   Jeżeli chodzi o stosowanie kremu na noc, to u mnie się nie sprawdził. Moja sucha skóra lubi wieczorem otrzymać porządną dawkę nawilżenia. Ten krem nie czynił spustoszenia, ale widziałam, że to jednak dla mojej suchej skóry zbyt mało. Krem więc stosowałam na dzień. I tu spisywał się bardzo dobrze. Nawilżenie było odpowiednie, a krem nawet podczas największych upałów nie spływał czy nie sprawiał, że moja twarz świeciła się jak latarnia. Doskonale sprawdzał się jako krem pod makijaż. Rozprowadzenie żelowej (chłodnej) substancji rano jest bardzo pobudzające. Szybko się wchłaniał, więc nie musiałam czekać całego (zawsze zbyt krótkiego) poranka, by móc nałożyć makijaż. Dla mnie ten krem to taka trochę baza pod makijaż. Po pierwsze, podkład rozprowadzał się na nim bardzo dobrze, a twarz stawała się bardziej promienna i świetlista. Doskonałe tło dla minerałów. Jednak z kremem BB tej samej firmy nie tworzy zgranego duetu. Dwie dawki rozświetlenia to dla mnie zbyt dużo.


   Krem polecam osobom, które poszukują czegoś lekkiego pod makijaż, co nada ich cerze blasku. A czego wy szukacie? Matu czy rozświetlenia?

22:56

Yves Rocher, Les Plaisirs Nature Smoothie, Smoothie woda toaletowa Mango-Marakuja

Yves Rocher, Les Plaisirs Nature Smoothie, Smoothie woda toaletowa Mango-Marakuja
   Zamknąć lato. Pachnieć wakacjami. Przychodzić wieczorem do domu i zmywać z siebie cały dzień. Przywołać dobre myśli, odprężyć się. Ile z nas tego pragnie? Zapach. Zapach przenosi w czasie, miejscu, pozwala przeżyć przygody, podobnie jak dobra książka. Układa do snu lub motywuje do działania. Jak wiele pewnie z was już zauważyło, jestem uzależniona od zapachów. I wbrew pozorom, nie tylko świece dostarczają mi takich wrażeń. Mała butelczyna. Niepozorna. Szklana, z kolorowym korkiem- ile radości może dać? A może żadnej?


   Nie przepadam za słodkimi zapachami. Czekolada, deser- to nie jest to czego w perfumach szukam. Owoce? Najchętniej cytrusowe i w połączeniu z innymi nutami. Czyli na pierwszy rzut oka- mango nie jest czymś dla mnie. Ale mango i marakuja? Smoothie? Brzmi smakowicie. Ale czy chcę tak pachnieć? Pierwsza próba- alkohol. Fajny drink, ale pachnieć drinkiem? Tak się zaczęło. W domowym zaciszu spryskałam się raz, drugi, trzeci- a później sama nie wiem kiedy zaczęłam nosić flaszeczkę w torebce. Zapach, który miał mnie układać do snu, przywoływać marzenia o wakacjach stał się towarzyszem dnia. Rozweselał mnie jak dobry drink. I nie przeszkadzało mi, że po 2-3 godzinach musiałam znów się nim spryskać. Drink w pracy? W takiej postaci bardzo odpowiedni, bo alkoholu nie czuć, a nastrój jest jakiś lepszy. W sam raz na orzeźwienie w upalne dni, a w te zimniejsze, przywołujący ciepło lata.

   Jeżeli potrzebujecie rozweselacza, zapachu, który będzie przywodził na myśl tropikalny napój- zaopatrzcie się w tę limitowaną flaszeczkę. Bez obaw, zapach jest realny, owocowy, ale też słodko-kwaśny. To takie lato zamknięte w małej, szklanej butelce. Nie wiem jak w sklepach stacjonarnych, ale w sklepie internetowym wciąż dostępny <klik>

   Czy was zapachy też tak przenoszą? Lubicie połączenie mango i marakui?

08:26

Garnier, Upiększajacy krem BB 5w1 dla skóry wrażliwej – Cera Śniada

Garnier, Upiększajacy krem BB 5w1 dla skóry wrażliwej – Cera Śniada
   Wglądać ładnie. Poprawniej- wyglądać ładniej. Poranny cel. Ale jak go osiągnąć gdy oczy nie chcą się otworzyć, a na budzik wywołał w nas jakąkolwiek reakcję dopiero po 20 minutach. A 20 minut w porannym pośpiechu to wiele. Makijaż musi więc zamaskować zmęczenie i musi być wykonany najlepiej w sekundę. W takich chwilach odstawiam ukochany podkład mineralny i sięgam po krem koloryzujący. Niby proste, ale znalezienie dobrego kremu graniczy z cudem. Czy Garnier staje na wysokości zadania?


   Kartonik nie powala urodą. Obietnice, zdjęcia, nazwa- szału nie ma. Szybko trafił do kosza, a ja spojrzałam na tubkę. Prosta, bez zbędnej gadaniny. To lubię. Mocne zapięcie, dobra grubość, a i postawić na zamknięciu można- czyli jest fajnie.


   A jak jest z zawartością? Ostrożnie wycisnęłam krem na dłoń i się przeraziłam. Nie należę do bladolicych, jednak to co miałam na dłoni wyglądało ciemno, bardzo ciemno. Kolor medium, więc może być ciemny. Zaczęłam rozsmarowywać krem i tu zostałam zaskoczona, podwójnie. Po pierwsze, krem dopasował się do koloru mojej skóry. A po drugie małą ilością mogłam wysmarować sobie całą rękę. Po twarzy rozprowadza się bardzo dobrze.


   Sucha cera wymaga dobrego nawilżenia, więc zazwyczaj makijaż zaczynam od nałożenia odpowiedniego kremu. W przypadku tego produktu było to zbyt dużo- błyszczałam się jak latarnia i konieczne było przypudrowanie. Kładę więc sam krem BB i jestem zadowolona. Po pierwsze oszczędzam czas, a po drugie moja skóra wygląda dobrze.


    Krem nie maskuje, ale sprawia, że skóra nabiera innego odcienia i jest bardziej jednolita (ukrywa zaczerwienienia), wygląda na wypoczętą. Piegi (których nie mam wiele) wciąż pozostają widoczne. Czasem w miejscach gdzie bardziej załapało mnie słońce ten kolor nie jest idealnie taki jakbym chciała. Sam krem na twarzy trzyma aż do zmycia, co mnie ratowało podczas ogromnych upałów. Dobrze zastyga i nie brudzi (a zdarzyło mi się także wysmarować nim nogi).


   Jednak nie jest tak różowo. Są dni gdy moja twarz z tym kremem wygląda świetnie. Jednak czasami świecę się, mocno. Muszę wtedy dodatkowo pudrować twarz. Nie mam pojęcia od czego to zależy, jednak wiem, że nie jest to krem, któremu mogę ufać w 100%. Porównując go do pierwszej wersji, uważam że wersja sensitive jest o wiele lepsza. Polubiłam się z nim i chętnie kupię następne opakowanie. 

21:10

Yankee Candle, Kitchen Spices

Yankee Candle, Kitchen Spices
Ooo, cały talerz ciasteczek! A Ty robisz jeszcze więcej?
-A wiesz, tak szybko się je robi, a jeszcze szybciej znikają z talerza to zrobię więcej...
-Mmm, pyszne! Daj mi przepis!
-Zapamiętaj, 2 szklanki mąki i szklanka przypraw kuchennych.
-A może jaśniej? Co to za przyprawy? I tak bez masła? Jajek?
-Jajko jedno, masła pół kostki. I przyprawy kuchenne.
-Ale jakie konkretnie mają być te przyprawy?
- A wiesz, to taka moja przyprawa. Robię ją gdy kupuję miód od pszczelarza. Wrzucam do niego goździki, imbir i dużo cynamonu. A właśnie, jeszcze ze 4 łyżki cukru dodaj do ciastek. Będą idealne do herbaty. Wracając do tematu- ta mieszanka przypraw jest znakomita do herbaty, czasami nią słodzę.
-Dzięki! O! Uważaj! Ciasteczka!
-Jak zawsze mnie zagadałaś i się przypaliły! Trudno, i tak je zjemy. 



  Tak dla mnie pachnie kolejny zapach Yankee Candle. Słodko, miodowo z odrobiną przypraw. Pomarańczy w nim nie wyczuwam. Raczej lekko przypalone ciastka, robione na miodzie. Choć sama miodu nie ruszam, myślę że ten zapach może się podobać. Nie są to pobudzające przyprawy, ale słodkie, rozleniwiające. Zapach nadaje pomieszczeniu przytulności.

00:04

Golden Rose, Holiday, 66

Golden Rose, Holiday, 66
   Co łączy cukier z piaskiem? Jak to co?! Lakier do paznokci. Nadeszła moda, kilka lakierów mi się podobało, ale większość z nich była jak dla mnie albo zbyt brokatowa lub kolor nie wydawał mi się odpowiedni. Spodobały mi się kolory lakierów Golden Rose. Z tym, że bardzo nie lubię tej marki. Wchodziłam do sklepu i wychodziłam z niczym. Bo czy warto dla pozornie dobrego wyglądu paznokci pogarszać ich stan (o ile da się bardziej)? Czytając jednak same pozytywne recenzje, dałam się skusić. Słusznie?


   Zakochałam się w kolorze. Mocny, intensywny, ale też odpowiedni by używać go częściej niż w weekendy. Wykończenie mnie intrygowało. Czy faktycznie osiągnę ładny efekt? A może będzie się brzydko rozkładał, tak jak to czasem było przy pękających lub magnetycznych lakierach? Nie dowiedziałabym się, gdybym nie przekonała się sama.

   Pierwszym zaskoczeniem była przyjemność aplikacji. Nie różniła się ona niczym od malowania zwykłym lakierem. Po kilku minutach lakier się kształtuje. Wygląda dobrze, jednak moim zdaniem, potrzebna jest mu jeszcze jedna warstwa. Nakłada się ją równie bezproblemowo. Lakier szybko schnie (co jest istotne, bo paznokcie maluję przed snem).


   Lubię w nim też to, że łatwo uzupełnić w nim ubytki. Po domalowaniu nie ma śladu. Jednak z samej trwałości nie jestem zadowolona. Pierwsze odpryski widzę po niecałym dniu (ale przyznaję też, że mam mocno rozdwojone paznokcie), po drugim dniu lakier muszę zmyć. Nie podoba mi się, że lakier przyciąga brud. Brudzi się sam z siebie, co na takim kolorze jest bardziej zauważane.

    Mimo jego wad- polubiłam go. Jesteście odporne na tę modę? A może piaski/ cukrowe posypki w tym roku goszczą stale na waszych paznokciach?

21:44

L'oreal, Ideal glow, Rozświetlające mleczko oczyszczające

L'oreal, Ideal glow, Rozświetlające mleczko oczyszczające
   Mogę być bardzo zmęczona, mogę wrócić późno w nocy, jednak nie zasnę jeżeli nie zmyję makijażu. Codziennie (no prawie) sięgam więc po produkt do demakijażu. Pielęgnacja cery to podstawa!  Jednak nie jest to najprzyjemniejsza czynność. Aby ją urozmaicić zmieniam metodę i środek myjący. Uwielbiam pianki, micele, żele i oleje. Wiem, że wiele z was unika zmywania makijażu za pomocą mleczka- ja jednak lubię także ten sposób, ponieważ mam wrażenie że jest to skuteczna a zarazem delikatna dla skóry metoda. Czy w przypadku mleczka firmy L'oreal jest podobnie?

   Opakowanie jest proste. Trochę mi wadzi, że ubytek mogę ocenić jedynie po wadze. Jest wysokie, ale dość cienkie, foremne. Nie trzeba się obawiać połamania paznokci podczas otwierania. Dobrze też znosi też upadki (co jest dla mnie istotne, bo mam niebywały talent do upuszczania takich rzeczy). 

   Zapach kosmetyków pielęgnacyjnych nie jest dla mnie najważniejszy, aczkolwiek lubię gdy moje kosmetyki oprócz dobrego działania mają równie dobry zapach. Mleczko pachnie cytrusami i alkoholem. Cytrusy i alkohol pasują do siebie, ale w momencie gdy są podawane w kieliszku, a nie na waciku. Z powodu zapachu obawiałam się, czy mleczko nie będzie mnie podrażniało. Nic takiego się nie stało, pomijając moment, w którym mleczko dostało mi się do oka.


   Produkt ma dość rzadką konsystencję. Wylewa się więc go czasem zbyt dużo. Po twarzy rozprowadza się przyjemnie. Masuję twarz i oczy, a następnie ścieram mleczko wacikami. Twarz faktycznie wydaje się być czysta. Makijaż oczu trochę się rozmazuje. Czasem zdarza się tak, że rano mam ślady po niedomytym makijażu, pomimo tego, ze wacik już był czysty. Nie lubię takich niespodzianek. Dodatkowo muszę umyć twarz wodą, aby mieć uczucie domcia. Poniżej mały test, w którym udział biorą: MAC Metal-X Cream Shadow w kolorze Gold Carbon, czarny eyeliner w żelu Maybelline, Kredka do oczu Pupa- eye shading pencil w kolorze 01 oraz kredka long lasting Essence oraz mleczko L'oreal.


   Mleczko występuje w kilku wariantach. Ja posiadam wersję dla IDEAL GLOW do cery zmęczonej i pozbawionej blasku. Widzę różnicę w blasku mojej skóry w zależności od ilości stresu, snu czy doboru kosmetyków . Ostatnio, nie mogę narzekać na zmęczenie widoczne po skórze. Jednak uważam, że to raczej zasługa kremu niż tego mleczka. Ale może się mylę?


   Mleczko czy micel? Jak o tej porze roku dbacie o skórę twarzy? A może przy tak wysokich temperaturach rezygnujecie z makijażu? Czy dla was pielęgnacja twarzy jest równie ważna? Częściej sięgacie po żel do mycia twarzy, micel czy po mleczko?
Copyright © 2016 wszystko co mnie zachwyca , Blogger