Pomalowane paznokcie i usta to stały element mojego wyglądu. Mam zniszczone paznokcie, które mimo wielu kuracji nadal nie nadają się do pokazywania światu bez warstwy lakieru. Oczywiści raz na jakiś czas robię sobie wolne w weekend, ale w tygodniu, do pracy nie wyobrażam sobie pójść w gołych paznokciach. Z obdartym lakierem też nie. Na nadmiar czasu jednak nie narzekam, muszę więc jakoś sobie radzić. Przez całe lata szukałam Świętego Graala- Sally Hansen, Essence, Nail Tek, Seche Vitee i cała masa innych top coatów są mi doskonale znane. Więcej szukać nie będę. Znalazłam! Przedstawiam wam Poshe, władce top coatów!
Co mnie w nim tak zachwyciło? Działanie! Jestem pod ogromnym wrażeniem, koleżanki które kupiły go za mają namową również twierdzą, że odmienił on ich życie ;). Malujemy paznokcie, warstwa po warstwie i Poshe. Po kilku minutach możemy robić wszystko. W odróżnieniu od Seche Vite, nie ściąga lakieru. Nie zmienia koloru lakierów, nie rozmazuje ich i na dodatek pięknie lśni. Nie odpryskuje, nie pęka. Czy potrzeba czegoś więcej? Można go kupić w wersji pełnowymiarowej oraz miniaturce (w sam raz na wakacyjne wyjazdy!).
Jeżeli jeszcze go nie macie, natychmiast naprawcie ten błąd. Jest najlepszy! Nigdy więcej odbitej pościeli na paznokciach!
A wy po jakie top coaty sięgacie?
Co mnie w nim tak zachwyciło? Działanie! Jestem pod ogromnym wrażeniem, koleżanki które kupiły go za mają namową również twierdzą, że odmienił on ich życie ;). Malujemy paznokcie, warstwa po warstwie i Poshe. Po kilku minutach możemy robić wszystko. W odróżnieniu od Seche Vite, nie ściąga lakieru. Nie zmienia koloru lakierów, nie rozmazuje ich i na dodatek pięknie lśni. Nie odpryskuje, nie pęka. Czy potrzeba czegoś więcej? Można go kupić w wersji pełnowymiarowej oraz miniaturce (w sam raz na wakacyjne wyjazdy!).
A wy po jakie top coaty sięgacie?













