Gdy zobaczyłam ogłoszenie u
Vexgirl odnośnie kolejnego spotkania krakowskich blogerek, długo nie musiałam się zastanawiać. Ciekawiło mnie, jak takie spotkania wyglądają, o czym się rozmawia i kim są blogerki prywatnie. A że z
Dymkiem od dawna chciałyśmy się spotkać, uznałyśmy, że będzie to najlepsza okazja. Dni mijały, a marzec nadciągał. Jak zawsze w takich chwilach, zabrakło mi czasu. Wybiegłam z domu w jesiennym płaczu (bo takie piękne słońce było!), spóźniłam się na autobus, zabrałam aparat, ale zapomniałam karty do niego. Z tego powodu poniższe zdjęcia nie będą najlepszej jakości, bo byłam zmuszona robić je komórką.
Jak na złość, żaden inny autobus nie miał ochoty przyjechać, więc zaliczyłam podróż busem, bieg na kolejny autobus i niecierpliwe czekanie na Dymka (się później chwaliła, że ma od mojej (nie)skromnej osoby tyle połączeń!). Miałyśmy do wyboru podjechać dwa przystanki lub się przespacerować. Wybrałyśmy spacer. W sumie to obie nie wiedziałyśmy czy dobrze idziemy, ale instynkt doprowadził nas do celu. Ujrzałyśmy Meli Melo. Byłyśmy u celu. Trochę bałyśmy się wejść tam bez Snickersów, jednak w Lewiatan był pod ręką, więc zaopatrzyłyśmy się w kilka sztuk. Nie, nie wykupiłyśmy wszystkich.

Weszłyśmy do jaskini lwa.. Lwa jednak nie było. Liczyłyśmy na wejście w stylu gwiazd (przecież spóźniłyśmy się jak to ponoć gwiazdy mają w zwyczaju), jednak prawie nikt nie zwrócił na nas uwagi. Nie wiem jak Dymek, ale ja czułam się trochę zagubiona i jeszcze bardziej doceniałam to, że umówiłyśmy się wcześniej. Przecież we dwie zawsze raźniej. Jednak po chwili udało się ujrzeć znajome nicki, co było ułatwione dzięki noszonym przez nas identyfikatorom. Jednak równie pomocne były wina Carlo Rossi. Duża część z nas okupowała stół z nimi. Wina nam nie skąpiono, więc przeprowadzałyśmy poważne testy, chociaż przedstawiciel nie chciał napełnić stojącej w łazience wanny nimi. A może to i lepiej, bo przecież dogłębne odżywianie ciała lepiej na nie wpływa :D

Przedstawiciela Carlo Rossi przepytałyśmy z win, które firma ma w swojej ofercie. Dwa z nich nadają się do obiadu (aczkolwiek bardziej do makaronu z pysznym sosem, niż do schabowego), na myśli mam dwa pierwsze wina od lewej. Pozostałe zaś pasują do romantycznego wieczoru we dwoje i gorzkiej czekolady. Moim zdaniem najlepiej smakują wypite podczas takiego spotkania jak nasze. . A z pewnością smakowało nie tylko mi, bo wszystkie bardzo chętnie nadstawiałyśmy kieliszki do ponownego napełnienia. Jeżeli ktoś nie miał ochoty na wino, mógł dobrać do babeczki kawę, herbatę lub sok. Dla każdego coś dobrego.

Ale żeby nie było, że ja tylko o winie piszę to pochwalę także babeczki. Po pierwsze ujęły nas napisem, ale po skosztowaniu ich wiedziałyśmy, że kryją w sobie o wiele więcej. Miały pyszny, korzenny smak, który podkreślała dobra śmietana. Równie dobre były mikro kanapeczki z łososiem, kawiorem i cytryną (będę musiała zrobić takie w domu!). Był także gulasz, jednak ja go nie próbowałam (jak wielu innych rzeczy!), bo buzie miałyśmy zajęte rozmowami.
Na blogu pokazuję się tylko we fragmentach. Nigdy w całości. Nie lubię też pozować, więc starałam się ukrywać przed błyskiem fleszy. Pewnie z tego powodu Blanka urządziła polowanie
na czarownicę na mnie. A że nie tylko Blanka błyskała fleszem, można było poczuć się jak prawdziwa gwiazda. Dobrze więc, że zabrałam ze sobą moje wielkie ego ;)
Miejsca siedzące były ograniczone, ale że z nas nie są paniusie to i podłoga była idealnym miejscem do rozmów i podziwiania butów. Chociaż i tak większą część czasy spędziłyśmy krążąc po całym lokalu i rozmawiając. Zdradzę wam, że na takich spotkaniach rozmawia się nie tylko o kosmetykach! Z pewnością śmiechu i żartów nie brakowało.
Pewnie mogłabym tak pisać i pisać, ale ponoć kobieta jest tym ciekawsza im więcej ma tajemnic. Najlepszym podsumowaniem będzie chęć bywania na następnych takich spotkaniach!