wtorek, 31 lipca 2012

Frykadelki z gotowanymi młodymi ziemniakami

   Frykadelki. Ahh, frykadelki. Ulubione słowo w ostatnich dniach. Gdzieś kiedyś obiło mi się o uszy, ale nie wiedziałam dokładnie co to jest. U mnie i u moich znajomych jadło się kotlety mielone, nie frykadelki. A czy frykadelki nie brzmią smaczniej?


   Potrzebujemy:

500 g mięsa mielonego
przyprawy (u mnie chili, pieprz, odrobina soli)
bułka tarta
opcjonalnie cebula

   Jeżeli robię wersję z cebulą, to ją najpierw podsmażam. Gdy będzie złotego koloru dodaję do mięsa. Mięso przyprawiam i lepię z niego małe kuleczki, które następnie obtaczam w bułce tartej. Smażę na oleju przetaczając kuleczki.

   Podałam z młodymi gotowanymi ziemniakami. 

   Młode ziemniaki dokładnie myję, Najlepiej wyszorować je szczoteczką. Zalewam je w garnku gorącą wodą, dodaję szczyptę soli. Wodę doprowadzam do wrzenia i pod przykryciem gotuje przez ok. 20 minut na małym ogniu. Sprawdzam widelcem czy ziemniaki są dobre. Można je polać oliwą lub masełkiem. 

   A u was je się frykadelki czy mielone?

wtorek, 24 lipca 2012

Q by Colour Alike, All Inclusive, 165 Żar tropików

   O Barbrze słyszałam wiele. Myślałam, że to firma jakich wiele. Owszem chciałam przetestować polskie lakiery, jednak żadne zdjęcia nie skłoniły mnie do poszukiwań. Do czasu ujrzenia zdjęć kolekcji letniej. Przepadłam. Pierwszego dnia poszukiwań trafiłam do małego sklepiku- kolekcji letniej nie było. Na otarcie łez zakupiłam Grenadine Syrup. Miłości z tego nie było (post będzie!), jednak następnego dnia przypadkowo trafiłam na całą letnią kolekcję. Gdyby nie było wtedy ze mną pewnej przesympatycznej osóbki przepadłabym i nie wychodziła ze sklepu przez cały dzień. Przebierając w tych pięknych kolorach miałam dylemat, na który kolor się zdecydować. Moja towarzyszka podeszła do tego koloru sceptycznie, jednak mnie do niego coś ciągnęło. Pokusa była silniejsza. Czy był to dobry wybór?


   Po pierwsze kolor. Niejednoznaczny. Agabil na swoim blogu określiła go jako jasną pomarańczę. Zaś Antii jako żółtego kurczaczka. I nie będę ukrywać, że obie mają rację. Kolor jest trudny do zdefiniowania. Ja nazwę go na dwa sposoby. pomarańczowa żółć lub żółty pomarańczowy (proszę wybrać odpowiednią wersję). Ale nie nazwa jest ważna, ale kolor. Wbrew pozorom pasuje do prawie wszystkiego. Szczerze mówiąc, to za każdym razem gdy maluję paznokcie myślę czy aby nie wybrać właśnie tego lakieru. To chyba wystarczająco dobra recenzja produktu?


   Ale czasami bywa tak, że lakier choć ma piękny kolor nie jest najlepszej jakości. Aplikacja jest bardzo dobra- lakier ma doskonałą konsystencję (nie jest ani gęsty, ani wodnisty). Po pierwszej próbie byłam jednak niemiło zaskoczona- lakier wydawał być się już suchy, a nawet wieczorne rytuały przetrwał bez uszczerbku. Poszłam więc spokojnie spać. Rano czekała mnie niemiła niespodzianka- wzorek z odgniecionej pościeli. Od tamtej pory kładę na niego top coat i nie mam już takich przygód (a szkoda, bo lakier sam w sobie ma piękne lśniące wykończenie). Taki duet po tygodniu noszenia (a w ciągu tygodnia intensywnie stukam w klawiaturę i nie uchylam się od prac domowych) lakier wygląda jak świeżo malowany! Jestem zachwycona.


   Wybaczam mu chęci pokazania wszystkim niepowtarzalnego zdobienia jakim jest wzorek z pościeli. Nałożenie top coatu trwa minutę, wiec nie jest to żaden dyskomfort. Trwałość i kolor są genialne. Wykończenie też. Jak dla mnie lakier idealny, który wszystkim chętnie polecam!

   Jakie są Wasze doświadczenia z lakierami Barbry?

niedziela, 22 lipca 2012

Alcina, Royal, szampon

   Skoro flaszka mi się skończyła, pora napisać recenzję. Z napisaniem tej recenzji wstrzymywałam się, mimo tego,że już od drugiego użycia wiedziałam co o nim myśleć. Czy zużycie tego szamponu było dla mnie ciężkie, a może używałam go z przyjemnością? Tego dowiecie się z poniższej recenzji.


   Gdy dostałam ten szampon wraz z odżywką byłam zachwycona opakowaniem. Proste, białe takie elegnackie, ale nie przesadzone. Plastik bardzo wysokiej jakości. Tak, z pewnością mógłby gościć w łazience rodziny królewskiej. Po zdjęciu zatyczki czekała mnie jeszcze milsza niespodzianka- pompka. Pompka spełniała także rolę miarki. I muszę wam napisać, że w obu tych funkcjach spisywała się znakomicie. Nigdy mi się nie zacięła. Zgodnie z radą producenta jedna pompka była wystarczająca dla moich włosów, w co początkowo wątpiłam. Dlaczego? Dlatego, że choć włosów nie mam długich, mam ich dużo. Ciężko je także zmoczyć i rozprowadzać niektóre produkty. Tutaj miałam wrażenie, że ktoś miarę ustawił według moich potrzeb. Gdy włosy mi trochę podrosły, faktycznie używałam dwóch pompek.


   Zapach. Muszę go opisać, bo przypadł mi do gustu bardzo. Nie są to ani zioła, ani owoce. Szampon pachnący perfumami, mi się nasuwa porównanie do The One D&G. Zapach elegancki, pasujący do dojrzałej (ale nie starej!) kobiety. Niestety, nie wiem czy pozostawał on na włosach, bo mam je zbyt krótkie, aby samodzielnie powąchać to raz, a dwa- zawsze używam odżywki. Jednakże nie sądzę, aby zostawał na włosach.


   Konsystencja jest wodnista, ale nie przeciekająca przez palce. Po połączeniu z wodą uzyskiwałam ciekawą, dość lekką konsystencję, jednak w dalszym ciągu czułam, że oprócz włosów i wody mam pod palcami jakiś produkt. Bardzo dobrze rozprowadzał się na głowie, co w moim przypadku nie jest takie oczywiste.

   Szampon dobrze spisywał się do mycia włosów po olejach. Czułam, że głowę mam czystą, jednak nie niweczył wcześniejszego olejowania. Głowę pozostawiał czystą, ale nie trzeszczącą pod palcami.


   Producent na swej stronie napisał: "Szampon do włosów Royal uwalnia oczyszcza włosy z obciążających pozostałości i przygotowuje do późniejszej intensywnej pielęgnacji. Indywidualnie dopasowany szampon pielęgnuje włosy od samego początku wysokowartościowymi substancjami czynnymi". Ciężko z tym stwierdzeniem się nie zgodzić- czuć, że włosy są czyste. Jednak czuję, że dostały także jakąś odrobinę dobroci. Podejrzewam o to keratynę, ale pewności nie mam. Z tym, że moje włosy potrzebują więcej.

   Po umyciu włosów tych szamponem są one ładnie uniesione, ale nie napuszone. Lubię to uczucie czystości jaki mam po nim na włosach, jest ono inne niż po szamponach, które stosowałam dotychczas.

   Szampon idealny, jednak ma jeden mankament- cenę. Gdyby nie ona sądzę, że byłabym mu wierna na długo. W zasadzie pobił nawet moje ulubione szampony w kostkach.

INCI:

AQUA, SODIUM LAURETH SULFATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, PEG-3 DISTEARATE, SODIUM CHLORIDE, PANTHENOL, PARFUM, GLYCERIN, POLYQUATERNIUM-7, SODIUM CITRATE, PEG-200 HYDROGENATED GLYCERYL PALMATE, QUATERNIUM-80, POTASSIUM SORBATE, CITRIC ACID, HYDROLYZED KERATIN, PEG-7 GLYCERYL COCOATE, POLYQUATERNIUM-10, SODIUM BENZOATE, HYDROLYZED PEARL, MARIS SAL, LINALOOL, PHENOXYETHANOL, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, PROPYLENE GLYCOL, METHYLPARABEN, SORBIC ACID, PROPYLPARABEN, TOCOPHEROL.




Pierwsze zdjęcie pochodzi z:http://www.alcina.de/haar/neuheiten/royal/haar-shampoo.html.

niedziela, 8 lipca 2012

Rani Manicka, Matka ryżu

   W mojej rodzinie lubimy czytać. Tak było zawsze. Gdy tym razem Kasia poleciła mi książkę (no dobra, nie książkę a samą autorkę), wiedziałam że muszę ją przeczytać. Książkę czytałam długo- raz z powodu niedoboru czasu, a dwa- bo to nie jest literatura plażowa. Jednak jeżeli lubicie wylegiwać się na urlopie z książką i nie musi być ona "o niczym" polecam wam "Matkę ryżu".

grafika pochodzi z empik.pl

   Cała akcja książki na pierwszy rzut oka tyczy się Lakszmi. Postać poznajemy gdy jest dziewczynką, a chwilę później zostaje wydana za mąż. Wraz ze świeżo poznanym, starszym o wiele lat, mężem opuszcza samotną matkę i przeprowadza się do Malezji. Rodzą się dzieci, rodzą się wnuki i każdy ma inny punkt widzenia. Poznajemy zarówno losy Malezji (okropieństwa wojny) jak i rodziny widziane z różnych perspektyw. 

   O czym jest ta książka? Ciężko to uogólnić. Z pewnością o uczuciach, o różnych spojrzeniach na sytuację, o przywiązaniu, miłości (o nieodwzajemnionej oraz o tak wielkiej, że prowadzącej do nieszczęść) i nienawiści. O zazdrości, uzależnieniu. O tak silnej miłości do dzieci, że aż zabroczej. O dążeniu do zapewnieniu dzieciom lepszego życia.O ciągłym strachu o los najbliższych, o oddaniu.O tym, że wszystko można przetrwać. 

   Mogłabym wymieniać tak dalej, ale moje zdolności literackie nie są najlepsze. Książkę polecam. 

Grafika pochodzi z empik.pl

czwartek, 5 lipca 2012

Catrice, Revoltaire, Velvet matt lip colour, 02 nude alarm

    Kolekcja Revoltaire gości na półkach Natur już od kilkunastu dni. Z tego powodu postanowiałam pokazać Wam zdjęcia jednej z dwóch pomadek, które z tej kolekcji posiadam. Czy tę pokochałam równie mocno jak Colour bomb (klik)?


  Aplikacja, jak na matową pomadkę, jest całkiem przyzwoita. Jedna warstwa daje lekki efekt, odrobinę rozjaśniając usta. Aby była bardziej widoczna potrzeba dwóch, trzech warstw. Wtedy uzyskujemy taki efekt, jaki przedstawiają zdjęcia. Podobnie jak inne matowe pomadki, wymaga ust w doskonałej kondycji, inaczej podkreśla wszelkie suche skórki, wchodzi w załamania.

.


    Niestety, ale kolejny raz przekonałam się, iż pomadki nude nie są dla mnie najlepszym wyborem. A jak wam się podoba?

niedziela, 1 lipca 2012

Makaron z jagodami

   Gdy jest ciepło nie mam ochoty na ciepłe dnia, gdy jest ciepło nie mam ochoty na stanie w garach. I choć w takie dni odczuwam mniejszy głód, wieczorem mam ochotę coś zjeść. Skoro nadszedł sezon na jagody, dlaczego nie połączyć tych dwóch rzeczy? Smacznie, szybko i nawet gdy trzeba ugotować obiad tylko dla jednej osoby ma to sens. Można zjeść go jako obiad, ale także jako deser, podwieczorek, kolację, a nawet śniadanie!


   Potrzebujemy:
makaron
śmietanę 36%
kubeczek jagód
cukier

   Filozofii żadnej tu nie ma. Gotujemy makaron (u mnie graham). Makaron ciepły lub zimny, w zależności od preferencji, posypujemy jagodami. Nakładamy łyżkę śmietany. Wszystko posypujemy cukrem do smaku. Mieszamy.

Prościej się już nie da :)

   A co gości na waszych stołach w upalne dni?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...