piątek, 4 listopada 2016

Lush, Papa Noel

Lush mnie przyciąga. Może nie zawsze, może nie każdy produkt, ale wiele. Z pewnością mogę śmiało napisać, że najczęściej po produkty właśnie tej firmy sięgam, gdy kupuję produkty do mycia twarzy. Tym razem postawiłam na produkt całkiem nowy, z edycji świątecznej- Papa Noel, czyli galaretkę do mycia twarzy. Jak się sprawdziła broda na mojej twarzy?   

sobota, 22 października 2016

Karpatka

   Zawsze wydawało mi się, że karpatka to takie trudne ciasto do zrobienia. A ja lubię gdy w kuchni wszystko się robi szybko i prawie samo. Jednak skoro ostatnio udało mi się pokonać wiele swoich kuchennych słabości. Postanowiłam się zmierzyć i z tym ciastem. Jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że tak niskim wysiłkiem można ją upiec. Ale chwila grozy podczas robienia ciasta też była- padł mi mikser (może polecicie mi jakiś dobry?- najlepiej by robił w kuchni wszystko!), jednak bez jego pomocy udało mi się wykonać misję! Jeżeli macie ochotę przekonać się, że zrobienie karpatki jest łatwe, zapraszam do skorzystania z poniższego przepisu:


czwartek, 20 października 2016

Lush, Dream Cream (Balsam do rąk i ciała)

   Czasami myślę, że jest mi łatwo kupić prezent. Choć pewnie moi najbliżsi by pewnie temu stanowczo zaprzeczyli. Świece, biżuteria, kosmetyki... A gdy ktoś jeszcze uważnie się przyjrzy firmom, które lubię, z pewnością trafi. Moja ukochana bratowa jest z pewnością jedną z takich osób. Trafia w 10! Czy i tym razem udało się jej mnie zaskoczyć? Czy balsam do ciała i rąk Lush podbił moje serce?

czwartek, 5 maja 2016

Dresslink- warto?

Pisałam wam jakiś czas temu, że skusiłam się na kilka rzeczy ze sklepu Dresslink  . Paczka dotarła już dawno, jednak z recenzją wstrzymywałam się przez kilka tygodni. Dlaczego? Czy jestem zadowolona z otzrymanej maszyny, spódnicy i golarki? Jeżeli jesteście ciekawi, zapraszam do dalszej części wpisu.   

    Zacznę od spódnicy. Od razu po wyjęciu z koperty poszła do prania, mimo że nie miała zapachu. Byłam ciekawa czy będę musiała ją prasować i co z niej będzie. I mimo, że wtedy był jeszcze u mnie śnieg, chciałam ją mieć gotową na upalny dzień. Do dnia dzisiejszego nie miałam jej na sobie dłużej niż w dniu przymiarki. Trochę rozczarowała mnie jej długość, liczyłam że będzie do ziemi. Ale by wyglądała na mnie dobrze, muszę ją założyć dość nisko na biodrach. Myślę więc, że jest to długość bardzoej dla osób mających 165 cm wzrostu niż 175. Do tego jest dość wąska, osoby powyżej rozmiaru 38 nie mogłyby jej nosić (a najlepiej by sie czuły osoby w rozmiarze 34-36 myślę). Kolor mi sie bardzo podoba. Błyszcząca zieleń, nie tandetna. Jednakże podszewka jest bardzo cienka, więc jak dla mnie będzie to spódnica tylko do wyjścia na spacer do parku w upalny dzień. A szkoda. 

    Nastepna była maszyna do szycia. Obejrzałam milion filmików i niestety- nie umiem jej używać. Najlepiej poradzila sobie z kartką papieru jednak i tak lekkie pociągnięcie wystarczyło bym wyciągnęła nitkę. O szyciu materiału nie było mowy. Nic mi nie wychodziło. Jak ktoś z was wie co może być przyczyną, chętnie sięgnę po poradę. Bo sama po kilku próbach poddałam się. 
     Ostatnią rzeczą jest golarka. I tu była milość. Dobra moc, ostrze lepsze niż w maszcynce z rossmana. Sięgałam po nią z wielką chęcią. Na sucho i na mokro. I nawet ciężko działający włącznik mi nie przeszkadzał. Jednak moja sielanka się skończyła, pewnego wieczoru używając jej połamała mi się końcówka, nad czym bardzo ubolewam. Może znacie jakieś dobre golarki? 

    Podsumowując, nie jestem rozczarowana zamówieniem, ale nie będę też zachęcać. Kolejny raz przekonałam się, że wolę dopłacić i kupić coś lepszego. Najlepiej oglądając przed zakupem.

środa, 13 kwietnia 2016

Jak zrobić domową bułkę tartą?

   Denerwowało mnie, że marnujemy tyle bułek. Denerwowało mnie, że za każdym razem gdy chciałam sięgnąć po bułkę tartą, musiałam biec do sklepu lub zmieniać koncepcję obiadu. I do tego ten skład bułki tartej kupowanej w sklepie- niby tylko bułka tarta, a po spojrzeniu na skład okazywało się, że jakiś on taki długi... Trzeba było więc wziąć sprawy w swoje ręce. Po jej przygotowaniu sama się zaczęłam zastanawiać dlaczego wcześniej nie wpadłam na ten pomysł? Przecież przygotowanie jej zajęło mi mniej niż 5 minut włącznie ze zmyciem naczyń.


czwartek, 31 marca 2016

Semilac 144 Diamond Ring, lakier hybrydowy

   Nie wiem dlaczego, ale gdy otworzyłam edytor by napisać ten wpis przyszła mi na myśl stara piosenka- "Złoty pierścionek", którego tekst został napisany przez Romana Sadowskiego. Czy to dlatego, że TE pierścionki- niegdyś złote, czasem z niebieskim oczkiem zostały wyparte przez białe złoto i diamenty? Nie wiem. Ale nie o pierścionkach będzie, a o hybrydowym lakierze Semilac Diamond ring.   

środa, 30 marca 2016

Lush, Lord of Misrule, żel pod prysznic

   Dziś będzie post trochę wspominkowy. Bo o żelu pod prysznic, który Lush wypuścił z okazji Halloween. Wiem, wiem- nie ta pora roku. Na swoją obronę mam fakt, iż sama zakupiłam go dopiero w okolicach Nowego Roku a i swoje musiał odstać w zapasach. Piszę jednak, bo wierzę że żel jeszcze powróci do oferty, co kosmetykom limitowanym tej firmy się zdarza. A także na wypadek gdyby ktoś z was jeszcze gdzieś go wytropił i rozważał zakup. Czy warto?   

Yankee Candle, Cranberry Pear

   Kochanie, coś tak zimno. Podałbyś mi kocyk? Ooo, dziękuję! O wiele lepiej. Jeszcze gdyby coś dobrego zjeść. Mamy jakieś słodycze? Tylko cukier? Ahh i gruszki? Dżem... Daj mi chwilę. Po 15 minutach do pokoju zawitał zapach. Zapach pieczonych gruszek, których słodycz została przełamana kwaśnym dżemem. Takie proste danie, a jakie smaczne!


wtorek, 29 marca 2016

Yankee Candle, Jelly Beans

   Tak, tak. Święta już za nami. Wiem, wiem. Wciąż mi ciężko uwierzyć, że czas tak szybko przemija. Pora chować wielkanocne ozdoby. Ja jednej nie schowam. Nie schowam, bo choć YC wypuszcza świecę Jelly Beans na Wielkanoc, moja mi towarzyszy cały rok. Bo czy komuś z was żelki kojarzą się z tym świętem?


Yves Rocher, Quelques Notes d'Amour

   To miała być randka. Nie nasza pierwsza, ale też z pewnością nie ostatnia. Powiedziałeś bym po pracy spakowała walizkę na weekend. Nic więcej nie chciałeś powiedzieć. Zwolniłam się z pracy trochę wcześniej. Przecież muszę być zadbana w każdym calu. Spakowałam same sukienki, pomalowałam paznokcie. Starannie ułożyłam włosy, wykonałam delikatny makijaż. Jeszcze tylko perfumy i jestem gotowa. Co by tu dziś wybrać. Skoro randka, to musi być zmysłowo. Ale nie może być zbyt dusząco. Musi być to zapach, który będzie dobrze unosił się na wietrze i co jakiś czas łaskotał przyjemnie Twój nos. Quelques Notes d'Amour...


Lush, American Cream (odżywka do włosów)

   Uwielbiam Szampony w kostce Lush. Od lat mam kilka w zapasie i używam ich na zmianę lub przeplatam je z szamponami innych marek. Jednak od odżywek stroniłam. Szczerze mówiąc ta była zakupiona przez przypadek. Chciałam kupić szampon w płynie i wybierałam go na podstawie zapachu. Dopiero po pierwszym użyciu zorientowałam się, że na butelce jest napisane, iż jest to odżywka. Czy ta pomyłka wyszła mi na dobre? 


sobota, 26 marca 2016

Wielkanocny mazurek z biała czekoladą i wiśniami

Mazurek, który z pewnością będzie smakował nie tylko w Wielkanoc (choć to właśnie w tym okresie smakują najlepiej), ale i przez cały rok. Ciasto, którego mały kawałeczek cudownie dopełni popołudniową kawkę. Bo czy słodycz białej czekolady z odrobiną malibu przełamana kwaskowatym dżemem wiśniowym może nie smakować? 

czwartek, 24 marca 2016

Wielkanocne inspiracje

   Wielkanoc jest dla mnie jak zima. Zima zaskakuje drogowców, a mnie zaskakuje Wielkanoc. Co roku dziwię się, że to już. I na prędce wymyślam jak mogłabym ozdobić mój dom. Zazwyczaj jest już zbyt późno by biegać po sklepach w poszukiwaniu ozdób, które i tak będą cieszyć oko tylko przez kilka dni. Decyduję się więc na ozdoby szybkie i dostępne niemalże od ręki.


   Po pierwsze kupuję czekoladowe jajka- im smaczniejsze tym lepiej. Można je umieścić w niskiej szklanej misie w towarzystwie orzechów i piórek. W środek wstawiłam przeniesioną z kuchni figurkę kurki, ale myślę, że i czekoladowy zając dobrze by wyglądał. Resztę jajek można umieścić w kieliszku do wina (u mnie na dnie znów zostały umieszone piórka). Jeżeli posiadacie jajka w foliach bez żadnego nadruku, polecam umieścić je w płaskim naczyniu (u mnie ceramiczna miseczka do zapieknia) segregując kolorami. Lub po prostu wrzucić ich dużą ilość do dużej misy, postawić obok kwiatów i świecy z wielkanocnym nadrukiem (YC Bunny Cake, YC Jelly Beans, YC Tulips). Myślę, że część sukcesu należy do wyrobów z czekolady, a ta większa część do kwiatów. Bo to one wprowadzają wiosnę do domu. Dbam by w tym okresie nie brakowało w domu tulipanòw, hiacyntów, narcyzów i żonkili. Do tego jeszcze kilka pisanek w koszyczku i gotowe. A jak jest u was?

  Jeżeli nie macie wciąż pomysłu jak udekorować ciasta, może warto zajrzeć tu <klik>

Yankee Candle, Bunny Cake

 -Musimy poważnie porozmawiać. Wielkanoc już za rogiem, a wciąż nie ustaliliśmy świątecznego menu... -powiedziała ona już lekko podirytowanym głosem
-Wszystko co zrobisz jest pyszne, tylko pamiętaj, że... -odparł on patrząc w dal  
-O nie! Znowu zaczynasz! Tym razem mi się nie wywiniesz! Gdybym gotowała tylko dla siebie, nie pytałabym Ciebie o zdanie. No szybko, mów na co masz chęć!
-Ale tak teraz?  
-Dobra. Umilmy temat. Zacznijmy od deseru. Ciasto?  
-Mniiiiaaam! Ale takie jak lubię! Z dużą ilością kremu. Maślanego! Oh, z cytrynką!

 I ulepiła. Zająca z pianek marshmallow. Aby nie było zbyt mdło dodała trochę soku z cytryny zgodnie z jego życzeniem. Ale cóż to za zając bez futerka? Obtoczyła go więc wiórkami kokosowymi. Jaka rozmowa takie i ciasto...


wtorek, 22 marca 2016

Equilibra, Scrub Corpo Rimodellante (Modelujący peeling do ciała z solą z Morza Martwego i aloesem)

   Macie swoich kosmetycznych ulubieńców? I to nie takich chwilowych, ale takich, które wiecie, że mogłyby wam służyć już zawsze i że ciężko będzie znaleźć produkt, który go zastąpi? Taki, który mimo zużycia opakowania dopiero w połowie powoduje, że zaczynacie się martwić, że niebawem się skończy? No dobrze, ja mam swoich ulubieńców, ale lubię też zmiany. Dziś wam przedstawię jednego z nich. Ciekawe jesteście co mnie tak zachwyciło w peelingu Equilibra?

piątek, 11 marca 2016

Lush, Roses All That Way

   Róże, kwiaty cenione. Czerwone róże uznawane są za znak miłości. Kwiaty te są także cenione w kosmetyce. Jedni za ich zapachem przepadają, a inni nieznoszą. Ja należę do twj pierwszej grupy. Do mydeł Lush też mam słabość. Nie mogłam się więc oprzeč chęci zakupu walentynkowego mydła o wdzięcznej nazwie- Roses All That Way. Czy ma słabość przyniosła mi radość także pod prysznicem?   

środa, 9 marca 2016

DRESSLINK WISHLIST

   Czytam dość sporo blogów. Dużych, małych, kosmetycznych, wnętrzarskich i lifestylowych. Z początku do postów modowych podchodziłam dość sceptycznie. Ale raz za razem przeglądałam te wpisy- widziałam zamówienia ze sklepów internetowych jak Dresslink. No i muszę się przyznać, że kilka rzeczy wpadło mi w oko- gadżetów kosmetycznych, gadżetów do domu czy też ubrań, które na zdjęciach wyglądały fajnie. Nie odważyłam się na złożenie zamówienia. Ale gdy dostałam maila od firmy z propozycją darmowej przesyłki po chwilach wątpliwości zgodziłam się. Gdy przyszło mi skompletować swoje zamówienie, lista była dość długa. Jesteście ciekawi co wybrałam?

sobota, 5 marca 2016

Yankee Candle, A Child's Wish

   Patrzysz na tę małą istotkę, ktora w skupieniu zdmuchuje dmuchawce. Jest taka skupiona. Zastanawiasz się jakie są jej marzenia. Czy to tylko obiecane wyjście na lody czy też nowa zabawka, a może jednak coś więcej. Podróżujesz w głąb siebie. Do wspomnień radosnych dni dzieciństwa. Przypominasz sobie jak biegaliście beztrosko z przyjaciółmi po wysokiej trawie, jak z koleżankami plotłyście wianki z różowych stokrotek. Jak przeglądaliście trawnik w poszukiwaniu czterolistnej koniczyny. Ta beztroska! Jednak nie pamiętasz czy wtedy marzyłaś. Byłaś szczęśliwa. Czy marzenia nie mają zapachu? 

piątek, 26 lutego 2016

Lush, Let The Good Times Roll, czyścik do twarzy

   Ciasteczka, ciasteczka maślane, świeżo upieczone, takie pachnące, że zanim zjesz jedno wyciągasz już rękę po drugie. Ciasteczka, od których nie utyjesz. Ciasteczka, które sprawią, iż twoja buzia będzie promienna, gładka i bez żadnej skazy. Czy to tylko sfera marzeń?



czwartek, 11 lutego 2016

Yves Rocher, Plaisirs Nature, Kolekcja Świąteczna

   Gdybym w tytule postu wymieniła jabłka, pomarańcze, migdały, cynamon i wanilii zapewne wiele z was pomyślałoby, że tematem dzisiejszej notki będzie przepis na ciasto lub zimowy napój. Czy równie smakowita okazała się świąteczna kolekcja YR?    Z racji tego, że chcę dziś wyrazić swoją opinię odnośnie aż 9 kosmetyków (żel do kąpieli i pod prysznic jabłko w karmelu, balsam do ciała jabłko w karmelu, żel pod prysznic aromatyczna wanilia, żel do mycia rąk aromatyczna wanilia, olejek do kąpieli aromatyczna wanilia, peelingujący żel pod prysznic kandyzowana pomarańcza i cynamon, balsamy do ust) podzielę je ze względu na ich nuty zapachowe.  

wtorek, 9 lutego 2016

Semilac, 034 Mardi Gras

   W czwartek obchodziliśmy tłusty czwartek. Święto, które przeważnie kojarzy się z objadaniem się pączkami lub faworkami. Dziś, w wielu krajach obchodzi się tłusty wtorek, z języka francuskiego- Mardi Gras. To nie tylko czas jedzenia, ale także festiwali i parad ulicznych- dzień zabawy, tak jak i nasze ostatki. W wielu krajach jest pieczone ciasto króla,właśnie w kolorach Mardi Gras- zielonym, złotym, fioletowym. Czy to było inspiracją dla nazwy prezentowanego dziś lakieru hybrydowego?  

piątek, 5 lutego 2016

Yankee Candle, All that Glitters, Vanilla Shimmer

   Czekam na Ciebie. Czas tak sie dłuży. Patrzę na zegarek i upominam samą siebie, że jeszcze za wcześnie. Ubrana w satynową koszulę trochę marznę. Ale przecież kobieta dla wyglądu jest w stanie wiele znieść. Kupiłam wino. Dla nas. Ale przecież jak jedną lampkę wypiję sama nic się nie stanie, prawda? Z kieliszkiem białego wytrawnego wina wpatruję się w ogień. Cieplej. Przyjemniej. I ta satyna jakoś cieplejsza się zrobiła. 


czwartek, 6 sierpnia 2015

Yves Rocher, Lakier do paznokci, Mięta

   Zakup tego lakieru był spontaniczny. Dwie godziny do odlotu samolotu, dodatek do gazety, poprzednie dobre doświadczenia z lakierami tej marki. Pomyślałam sobie, że malutka buteleczka lakieru w tym zwariowanym jak dla mnie kolorze nie zaszkodzi na urlopie.


  A teraz rozprawię się z obietnicami producenta:

środa, 5 sierpnia 2015

Yankee Candle, Fresh Mint

   Tyle chcę Ci pokazać. Zabrać w miejsca, do których tęsknię. Chcę kreować z Tobą nowe marzenia, a także spełniać te już istniejące. Zabrałabym Cię do drewnianego domku, zaszytego w brzozowym lesie. Zbieralibyśmy jagody, wygrzewali się w słońcu i bujali na hamaku. Wieczorami zmęczeni słodkim nicnierobieniem siadalibyśmy na tarasie popijając miętową herbatkę. Słodką, tak jak lubisz. Niezmącony spokój dookoła nas i w nas. Co powiesz na takie wakacje?


niedziela, 26 kwietnia 2015

Rossman -49% moje zakupy, nowości świeczkowe

   Kto z nas nie lubi promocji? Ja lubię. Oczywiście wybrałam się po same potrzebne rzeczy. Co wpadło do mojego koszyczka?

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Yankee Candle, Winter Garden

   Nie wiedziała gdzie się podział czas. Jesień, zima... Nazwy pór roku. Mówią, że w tym roku też były. Ona nie może sobie przypomnieć. Leżąc pod kocem cofała się w czasie tydzień po tygodniu. Odnalazła zimę. Rzeczywiście- była. Pamięta taki jeden poranek, sobotni. Stała boso na zimnej podłodze z kubkiem gorącej kawy w ręce. Oglądała niczym niezmącony, taki spokojny świat za oknem. Biały śnieg przykrywał wszystko, było tak czysto! Starała się przypomnieć sobie beztroskie dzieciństwo, na darmo. W jej myślach nie było miejsca na dziecięcy śmiech, lepienie bałwana czy też bitwę na śnieżki. Mówią, że to się nazywa dorosłość. Głowa pełna zmartwień i rozbieganych myśli. Górski las tak pięknie, lecz melancholijnie wygląda gdy przykryty jest grubą warstwą śniegu. Jak dobrze, że już nadchodzi maj. Wtedy wszystko budzi się do życia. Ona też się obudzi. 



   Nie wiem co jest w tym zapachu. Wiem, że powrotów nie będzie. Jest w tym zapachu coś smutnego, sama nie wiem co. Mimo tego, moja duża świeca niebawem dobije dna. Spokojna baza z czymś co mnie w niej intrygowała. Igliwie? Jeżeli już, to zakryte grubymi warstwami śniegu. Jest w nim też coś lekko słodkiego. Zapach z pewnością ciekawy, jednak do listy moich faworytów nie trafia. Moc określiłabym jako wypośrodkowaną, nie jest to zapachowy killer, ale tez jest dobrze wyczuwalny (palony z kloszem też).

   Znacie ten zapach? Jakie są wasze odczucia?

niedziela, 8 marca 2015

Tołpa, Yves Rocher, Balea- recenzje zbiorcze

   Chciałabym pisywać więcej. Chciałabym, aby spod moich palców recenzje przychodziły tak gładko jak kiedyś. Jednak chyba wszyscy mamy wrażenie, że świat z każdym dniem przyspiesza. Czasem widzę w tym nawet zalety, ale mimo wszystko ma to więcej wad. Podobnie będzie z kosmetykami, które opiszę w dzisiejszym poście. Chciałam je opisać oddzielnie, jednak doszłam do wniosku, że więcej niż kilka zdań na każdego z nich nie mam do powiedzenia. Produkty dobre, złe, a może raczej przeciętne. O tym właśnie będzie za chwilę. Ciekawych zapraszam do poniższego podsumowania. Lania wody nie będzie!

niedziela, 1 marca 2015

Yanke Candle, Winter Wonderland Collection, Happy Tonight

   Wpierw odwiedził mnie w pracy. Pierwszy kontakt był dość nieśmiały. Uśmiechnął się do mnie i przysiadł obok. Nie, romans jeszcze nie wisiał w powietrzu. Zaczęłam go powoli odkrywać, zaczęło się od niewinnych spojrzeń. Powiedział mi, że wieczorem będę szczęśliwa. Uwierzyłam. Jego obecność zaczęła przyciągać spojrzenia nie tylko kobiece. Co niektóre panie miały na tyle odwagi by chcieć się z nim chociaż przywitać. Zaczęły się pytania. Kim jest, czym się zajmuje i jak długo tu pobędzie. Patrząc na moje zarumienione policzki nie pytały, lecz wiedziały, że ten wieczór spędzę w jego objęciach.

środa, 18 lutego 2015

Lush, Cupcake

Czekolada. Czy jest tu ktoś kto jej nie lubi? Gorzka, mleczna, biała. Lubię je wszystkie. Smak, nie zapach. I do kosmetyków o zapachach czekolady też mnie nie przyciąga. Ale skoro maseczka Cupcake firmy Lush zagościła w mojej kosmetyczce, nie mogłam się jej oprzeć by ją przetestować. Ciekawi?


   Maseczka nie wygląda najatrakcyjniej. Bardziej niż babeczkę, przypomina masę na nią. Nie ma się czemu dziwić, ponieważ w jej skład wchodzi między innymi kakao. Bazą jest glinka Rhassoul, Oprócz niej maska zawiera nasiona lnu, masło kakaowe, olej z drzewa sandałowego, wanilię oraz dwa rodzaje mięty. Wszystkie jej składniki wyglądają ciekawie, jednak wszystkie osoby zainteresowane wstępem, muszę rozczarować- maska nie pachnie dosłownie czekoladą, ale jej zapach jest bardzo zmysłowy i przyjemny. Paczula wybija się na pierwszy plan.

   Glinka dobrze rozprowadza się po twarzy, jednak nie ma jednolitej konsystencji. Zmywając ją dobrze masuję twarz, mając wrażenie, że to maska z peelingiem. Sama maska zasycha na twarzy dość szybko, więc pod ręką zawsze mam spray z wodą różaną, by nie podrażnić buzi. Maska brudzi wszystko. Gdy zostawię ją na dłużej niż 10 minut, szczypie mnie, więc częściej zostawiałam ją na 10 minut by później zmywać ją wykonując masaż. 

   Po takim zabiegu twarz była doskonale oczyszczona i wręcz wołająca o porządną dawkę nawilżenia. 

   Przyjemny produkt, jednak nie zachwycił mnie na tyle, by do niej powrócić. Może za jakiś czas ukręcę taką maskę sama, lecz bez dodatku mięty. Lubicie maseczki Lush? A glinkę Rhassoul?

niedziela, 15 lutego 2015

Nature Vital, Roses from Bulgaria, rose water conditioner

   Bułgaria, kraj kojarzący się z morzem, wakacjami, winem i różami. Z róż produkuje się między innymi wodę różaną, która ma wiele cennych właściwości. Bułgarzy korzystając więc z jej dobroczynnego wpływu na urodę i oprócz kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy i ciała, produkują także te do włosów. Zadowolona z czystej wody różanej zapragnęłam sprawdzić działanie odżywki, której głównym składnikiem jest właśnie ona.


   Największą zaletą tej odżywki jest zapach. Piękny, różany, prawdziwy i nie babciny. Niestety, nie utrzymujący się długo na moich włosach, jednakże niezwykle przyjemny podczas jej stosowania. Odżywka jest wydajna. Jednakże, nie czyni cudów. Lubiłam ją stosować po olejowaniu włosów, gdy nie chciałam już ich bardziej obciążać czy też do zwykłej, codziennej pielęgnacji. Sprawiała, że włosy były miękkie i błyszczące. Jednak wiem, że mogę wydobyć z nich więcej. Przyjemny produkt, warto sprawdzić na sobie, zwłaszcza że w Bułgarii kosztuje grosze, aczkolwiek nie jest to punkt obowiązkowy.


   Lubicie zapach róż?

czwartek, 22 stycznia 2015

Yankee Candle, Grand Bazaar, Frankincense

   Czekam. Czekam cierpliwe. Dzień za dniem. Kolejny tydzień staje się przeszłością. Miesiąc. Nawet nie wiem kiedy minął następny. Zawinięta w koc snuję marzenia. Zamykam oczy. Widzę nas. Zmęczeni po pracy wracamy do miejsca, które nazywamy naszym domem. Świat, praca zostaje za drzwiami. Liczymy się tylko my. Każdego jednego dnia witamy się z nieposkromioną radością. W twoich ramionach mieści się cały mój świat. Spoglądam w oczy i widzę szczęście. Nie muszę jeść, nie muszę pić, wystarczą mi tylko twoje ramiona. Oboje jesteśmy spragnieni swojego uścisku. Przytuleni leżymy na sofie. Całujesz moje włosy, głaszczesz. Wtulam w twarz w Twoją szyję. Lekko całuję, mocno wdycham zapach twojej skóry, na której wciąż gości zapach perfum, które użyłeś rano. Lekkie kadzidło wciąż trwa. Ale pachniesz tez radością. Radość pachnie cytrusami, namiętność kadzidłem. Jak ja cie kocham! Tylko ty i ja. Cały świat.


   Zapowiedź inspirowanej aromatami Orientu kolekcji Grand Bazar wywołała we mnie wiele radości. Szczerze mówiąc, byłam pewna, że od razu po pojawieniu się jej w sklepach przygarnę ją całą. W pierwszym odruchu chciałam zamówić 3 duże słoje z dostawą do domu. Jednak coś mnie zatrzymało. Gdy tylko nastała sobota, wręcz w podskokach wyruszyłam do sklepu. I choć Frankincense była inna niż ją sobie wyobrażałam, zachwyciła mnie. Oud Oasis okazał się słodkim karmelem, co potwierdzają opinie, które na jego temat się pojawiły. Moroccan Argan Oil wywołał we mnie sprzeczne uczucia, nie zdecydowałam się na niego, ale nie wykluczam jego zakupu. Może któraś z was go ma i może opisać zapach?

   Frankincense jest zapachem perfumeryjnym. Lekko kadzidlana baza rozweselona cytrusami. Jest to zapach bardzo zmysłowy. Sądzę, że może cudownie tworzyć odpowiedni nastrój zarówno wizualny jak i zapachowy podczas romantycznego wieczoru we dwoje. Ale jest też bardzo przyjemnym towarzyszem w samotne wieczory. Nie jest to zapachowy killer, jego moc określiłabym jako standardową. Jeden z moich ulubieńców.



wtorek, 6 stycznia 2015

Co nowego?

   Grudzień był dla mnie cudownym miesiącem, szalonym lecz cudownym. Miłą odmianą od rutyny okazały się wyjazdy- prywatne jak i ten służbowy. Spotkałam na swojej drodze wielu cudownych ludzi, odwiedziłam wiele pięknych miejsc. O Londynie już wam pisałam, na szybko, może trochę niewyraźnie, ale mimo tego, iż tablet nie jest najlepszym urządzeniem do pisania bloga musiałam z podzielić się z Wami moimi wrażeniami. Jesteście ciekawi Luksemburga i mojego rodzinnego miasta nocą?



   Ale nie samym zwiedzaniem człowiek żyje. Wyjazdy są także doskonałą możliwością do zrobienia zakupów. Zwłaszcza kosmetycznych. Byłam także grzeczną dziewczynką w ubiegłym roku, więc i pod choinką znalazłam kilka kosmetycznych skarbów.


   Sklepem, którego najbardziej mi brakuje w Krakowie jest Lush. Korzystając z okazji popełniłam duże zakupy będąc w Londynie, by później dokupić jeszcze wiele w luksemburskim sklepie. Cóż, zapas mydeł mam chyba na wiele miesięcy! Mydła mydłami, ale obecnie jestem zachwycona dezodorantami. Po bardzo pozytywnych pierwszych testach Aromaco (piękne wydanie paczuli) dokupiłam także Teo, którego zapach jest bardziej świeży i cytrusowy. Do swej wanny zapragnęłam zaprosić także uroczego misia oraz robota. A co! Takie towarzystwo zawsze mile widziane. Moją kolekcję mydeł powiększyłam o: yog nog (słodki, relaksujący zapach na zimowe wieczory), ice blue (który uprzyjemni mi ciepłe dni), rock star (czyli odpowiednik snow fairy, z którym mam wiele dobrych wspomnień), figs and leaves (land-lang i wyciąg z kwiatów pomarańczy- czyli coś co uwielbiam) a także Parsley, który skusił mnie swoim składem i działaniem. Oczywiście nie mogę zapomnieć o galarecie do mycia, czyli Plum Plum. Do mycia rąk kupiłam dwa mydła Scottish Fine Soaps- o zapachu grzanego mydła i świątecznego wydania jabłek. Wracając do Lush'a  Mikołaj dostarczył mi Dream Cream (którego działanie już zdążyło mnie zachwycić- zwłaszcza gdy mowa o suchych dłoniach i ustach) oraz dawnego ulubieńca, czyli Wiccy Magic ( ma tak mocny zapach, że muszę go trzymać w pralni, oprócz działania rozgrzewającego i kojącego ból świetnie spisuje się także w roli odświeżacza powietrza ;) ). I na tym lista się nie kończy- zapas szamponów też mam roczny, skusiłam się na szampon z henną, czyli Copperhead, oszałamiający zapachem (i nie tylko!) Brazilliant oraz Jason And The Argan Oil. Jak gratis dostałam dużą próbkę maski Cupcake (4 użycia już za mną, jeszcze jakieś 3 użycia przede mną). 

   Będąc przy pielęgnacji, skusiłam się na kosmetyki firmy Bioderma. Przytargałam do domu dwie duże butle owianego dobrą sławą micela, krem pod oczy oraz krem Hydrabio Bio Richie (wszystko mówi o tym, że będzie to mój ulubiony krem!). Oprócz tego do moich zapasów trafił krem Dermika Meritum. Bardzo się cieszę, że Blistex wszedł na nasz rynek. Niestety, ale oferta nie jest pełna, więc z Londynu przywiozłam najlepszy środek na opryszczkę- Releif cream tej właśnie firmy. Czyni cuda! 

   Ale nie samą pielęgnacją człowiek żyje. Wraz z zakupem gazety Red (same reklamy!) wzbogaciłam się o błyszczyk Rodial, który nie tylko powiększa usta, ale także je regeneruje.Swoją kolekcję o 3 lakiery firmy Nails Inc- doskonała pamiątka, zwłaszcza, ze ich nazwy związane są z miejscami w Londynie. A że lakiery trzeba też czymś zmywać- tym razem postawiłam na czkoladowy zmywacz firmy Ciate

   Gdyby tego było mało, wpierw zakupiłam podkład w sztyfcie FIT od Maybelline- pomyślałam, że jego forma nada się doskonale podczas podróży, których jak wspominałam we wstępie, miałam przed sobą całkiem sporo. Jednakże pragnąc także czegoś co zamaskuje mój brak snu, postanowiłam spróbować podkładu rozświetlającego do Max Factor- Skin Lumnizer


O pędzlach Real Techniques jest głośno w sieci od dłuższego czasu. Dzielnie się opierałam widząc je w Tk Maxx, podobnie jak w drogeriach w Anglii. Jednak gdy zaszłam tylko po zmywacz do paznokci do drogerii w Luksemburgu w moje oczy wpadł on- malutki pędzelek, który świetnie się sprawdza przy konturowaniu. Musiałam go zabrać ze sobą. Od tej pory towarzyszy mi codziennie. Kolejny pędzlem był pędzel do oczu Sephora oraz grzebyk tej samej firmy (Eco Tools po latach rozpadł się). Zakupem kosmetycznym, który uważam za chyba najbardziej udany w ubiegłym roku był uroczy domek skrywający w sobie róże firmy Benefit. Pierwszy raz zaświeciły mi się do niego oczy widząc zapowiedź w internecie. Jednakże szybko zostałam sprowadzona na ziemie wiadomością, iż w Polsce nie będzie dostępny. Skutecznie wymazałam go w pamięci. Błąkając się ulicami Londynu, o zgrozo!, przypomniał mi się. Zaszłam do jednej drogerii, drugiej- wykupiony w całym mieście, zawitałam więc do sklepu firmowego, już witałam się z gąską, gdy personel sklepu szybko wydał instrukcje schowania testera, bo i tak go nie można kupić. Chyba zbyt mocno cieszyłam się na jego widok... Jednak tak łatwo się nie poddałam. Przechodząc Liverpool Station okazało się, że jest otwarcie drogerii, szybko wykonałam kilka kroków w bok i trafiłam! Złapałam metalowe pudełeczko okryte dodatkowym papierowym ubrankiem i radośnie pobiegłam do kasy. Był mój! 

Na uroki Urban Decay byłam odporna. Miałam kiedyś ich bazę i chociaż była dobra, nie przywiązała mnie do marki. Wszystko zmieniło się, gdy ujrzałam ją- paletę Naked On the Run. A że trafiła mi się okazja, postanowiłam mianować ją oficjalną pamiątką z Luksemburga. Chociaż romans nasz był krótki, nasza Sephora oraz jej wyprzedaż minus 30% sprawiła niż ostatniego dnia ubiegłego roku stałam się szczęśliwą posiadaczką palety Naked 2 i Naked Basics 2. Sephora skusiła mnie także czerwoną kredką do ust oraz otulającym zestawem Pat&Rub. Ależ on pachnie!

Wpis zakończę zapachowo. Skusiłam się na trzy buteleczki- owocowy Loewe- I Loewe me, pachnący świeżym praniem Chloe Love, Chloe Eau Florale oraz cytrusowo-intrygującym Givenchy Ange ou Demon Le Secret Edition Croisiere. Oczywiście w zestawieniu nie mogło także zabraknąć świec. Między jednym a drugim wyjazdem udało mi się w ostatnich minutach trafić na miodową i kupić dwie świece z nowej kolekcji Shea Butter oraz Cassis. Z miłości do świec trafiła do mnie też illuma ze słoikiem i serduszkiem. Ekipie Zapachu Domu dziękuje i przepraszam za przetrzymanie w sklepach po godzinach. Dziękuję, że rozumiecie moje uzależnienie! 

Czy ktoś przeczytał cały post? Chyba brakowało mi pisania... Mam nadzieję, że w 2015 roku będę częściej tutaj gościć. Wiem, to ogromny post- zarówno jeżeli chodzi o długość jak i o ilość nowych produktów. Teraz mam nadzieję, że już nic więcej nie będzie mnie kusić. A was co skusiło? A może coś wciąż kusi?

sobota, 6 grudnia 2014

środa, 26 listopada 2014

Yankee Candle, Angel's wings

   Postawiłam go na szafce. Stał grzecznie, cicho. Przywdziany w biel. Znak czystości. Czekał wiernie i cicho. Był gdzieś z boku, niedostrzegalny. Postanowiłam rozpalić w nim ogień, rozbudzić go, sprawić, że pojawi się w moim życiu. Wyszłam z pokoju, dałam mu czas aby mógł mi się ukazać. Wpierw był spokojny, jakby nie chciał się narzucać. Myślałam, że się nie dogadamy. Jakby wyczuwając moje myśli, postanowił rozwinąć swoje skrzydła. Wraz z upływem czasu, z każdym jednym milimetrem rozpuszczającego się wosku budziło się w nim więcej życia. Zaczął fruwać. Przedstawił się jako istota ciepła, ale i tajemnicza. Z duszą, z drugim obliczem. Przepełniając mój dom swoją obecnością udowadniał mi, że zapach mleka posłodzonego cukrem waniliowym, może mieć w sobie coś zimnego, satynowego. Że ciepły spokój, może być podszyty zimnym lękiem, który podobnie jak sól w czekoladzie, wydobywa z niego to, co najlepsze. 


   Zapach w dużym słoju ma bardzo dobrą moc. Jest intensywny, pozornie spokojny, ale podszyty ciekawą nutą, która sprawia, że nie jest mdły. Jest to dla mnie kolejny zapach przynoszący spokój i ukojenie, podobnie jak Season of Peace czy Lake Sunset. Mam pewność, że w zależności od pory roku, jeden z nich musi gościć w mojej kolekcji. 

niedziela, 23 listopada 2014

Orly, Crawfords wine

   Czerwień na ustach i na paznokciach zawsze jest dobrym wyborem. Jednakże czerwień czerwieni nie równa. Pewnie dlatego posiadam kilka lakierów i pomadek w tym kolorze. Niby wszystkie czerwone, jednak wszystkie od siebie tak różne. Tym razem nie wystarczyło pierwsze spojrzenie by się zakochać. Właściwie to bardziej skusiła mnie marka i namowy towarzyszącej mi w sklepie osoby. Uległam. Po pierwszym pociągnięciu pędzelkiem na paznokciach pojawiła się miłość.


   Bo jak tu się nie zakochać w tak klasycznej, a zarazem niezwykłej czerwieni. Tak wiem, że powyższe zdanie jest paradoksalne, ale tak się właśnie dzieje za sprawą jego wykończenia. Piękna głęboka czerwień, chociaż jednak jaśniejsza od wina, podszyta wielowymiarowym wykończeniem.Wielowymiarowy efekt. Do tego dodam 5 dni trwałości na moich paznokciach (bez uszczerbków), mogłabym go nosić nawet do tygodnia, jednakże w miejscach gdzie moje paznokcie są rozdwojone, pojawiają się ubytki. Sam lakier doskonale trzyma się płytki. Do tego nie ma żadnych problemów ze zmyciem go i nie barwi paznokci i palców.


   Podoba wam się?

wtorek, 21 października 2014

Hello Cosmetics, Bath Ball Softy Yellow Love, Zakochana cytryna- kula do kąpieli softy

   Po całym ciężkim dniu, gdy mam zły nastrój lub gdy potrzebuję czasu tylko dla siebie, zamykam się w łazience. Wanna pełna ciepłej wody natychmiast zmywa ciężar całego dnia. Odpręża i relaksuje. Kąpiel można umilić na wiele sposobów. Dziś rozprawię się z kulą firmy Hello Cosmetics, która nabyłam przypadkowo kupując świece.


   Producenci tego tupu gadżetów prześcigają się w designie. Kula już nie zawsze jest kulą- może imitować nawet precyzyjnie udekorowaną babeczkę. W tym przypadku widok kuli nie zachwyca. Ot pół kuli z niebieską kulką i czymś. Zdecydowanie nie jest to przyciągający widok. Ale nie oszukujmy się, kula w wodzie i tak się rozpuści. Skupmy się więc na jej działaniu. 

   Początkowo podeszłam do niej ostrożnie, chciałam użyć tylko pół produktu. Na próżno. Kula jest bardzo twarda i nie było szans by ją przełamać. Wrzuciłam więc całą. Żółta część rozpuściła się szybko barwiąc wodę własnie na taki kolor, co nie wyglądało zbyt zachęcająco. Ale czego można się spodziewać po żółtej kuli? Niebieska pływała przez kilka minut. A po jej rozpuszczeniu zauważyłam unoszące się na powierzchni wody serduszka. Ku mej radości woda zmieniła kolor na zielonkawy. Woda prezentowała się już znacząco lepiej! 

   Walorów zapachowych, wbrew zapewnień producenta nie było żadnych, warto w takich okolicznościach zapalić świecę, która dostarczy nam takich wrażeń.

   Mogłoby się wydawać, że kula mnie nie zachwyciła. Błąd! Jej właściwości pielęgnacyjne są rewelacyjne. Masło shea, olej ze słodkich migdałów oraz z nasion kakaowca są wyważone idealnie. Tego wieczoru balsam był zbędny, a skóra nawet następnego dnia była gładka, delikatna i miękka. Walory pielęgnacyjne zauważyłam zwłaszcza na stopach i łokciach. 

   Całości dopełnia fakt, że po tej chwili relaksu wystarczyło opłukać wannę, a nie ją szorować. Znacie kule tej firmy? A może znacie inne godne polecenia?

czwartek, 16 października 2014

Yanke Candle, Sunset Lake

   Tęsknota. Gdy przybędzie, nie ma od niej ucieczki. Można starać się odciągnąć myśli, jednak nigdy nie na długo. Łapie w najmniej oczekiwanych momentach. Chwyta serce mocno, ściska. Czy można się nią rozkoszować? Jak ją opisać? Jak opisać ten stan drżenia serca, chwytania za gardło, a czasem nawet i łez stających w oczach? Czy ma zapach?



   Jeżeli jest to tęsknota za drugim człowiekiem, można przywołać w pamięci jej kolor oczu, wyraz uśmiechniętej twarzy, brzmienie głosu, delikatność dotyku. Zapach. Można rozkoszować się wspomnieniami. Przywoływać chwile. Jednak czasem nadchodzą takie dnie, gdy pojawia się tęsknota za czymś bliżej niedefiniowanym. Za czymś czego nigdy nie było albo czymś nienamacalnym. Tęsknota za wolnością, za zaprzestaniem biegu, za czasem spędzonym jedynie na rozkoszowaniu się chwilą, własnymi myślami. Tęsknota za uczuciem, że "muszę" nie istnieje, za poczuciem beztroski.

   Serce się rozdziera, w głowie kłębią się myśli. Chcę biec, ale moje ciało nie reaguje. Muszę wyjść. Teraz. Natychmiast. Pragnę odpocząć, znaleźć spokój. Idę przed siebie. Wieczory już są takie chłodne! Dobrze, że zabrałam sweter. Może mi się przydać. Ta jedna racjonalna myśl tak samo szybko zniknęła jak i się pojawiła. Nie wiem dokąd idę, choć ta droga jest mi dobrze znana. Jest ciemna noc, ale idę pewnie. Molo. Podchodzę na jego skraj, opuszczam nogi w dół. Dobrze wiem, że zaledwie kilka centymetrów dzieli mnie od tafli ciemnej wody. Wpatruję się w nią. Rozmyślam o tym co było. Ogarnia mnie chłód, ubieram sweter. Przeciągając go przez głowę czuję Twój zapach. Uśmiecham się. To są piękne wspomnienia. Odnajduję spokój. Tego właśnie było mi trzeba. Mogę wracać.

źródło: www.yankeecandle.co.uk


   Bo dla mnie Lake Sunset pachnie tęsknotą i spokojem. Jest to świeca, która mnie wycisza, stopuje. Zapach jest ciepły. Ciężki do porównania. Z początku wydaje się nie mieć zapachu. Ale podobnie jak Season of Peace <recenzja>, jest to zapach, który jest zapachem w tle, nie wdziera się brutalnie, nie prosi o ukojenie. Season of Peace to spokój, Lake Sunset to świeca jak dla mnie o podobnym działaniu, jednak ja w niej odnajduję zapach tęsknoty. A może to ta piękna i nostalgiczna etykieta wzbudza we mnie takie emocje?

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Yves Rocher, Plaisirs Nature, Peelingujący żel pod prysznic Truskawka

   Mój tegoroczny urlop spędziłam w Bułgarii. I choć pogoda płata nam figle, udało mi się załapać trochę słońca. Może nawet trochę zbyt bardzo, co skutkowało delikatnym schodzeniem skóry z kilku partii ciała. Z tego powodu sięgałam po peelingi częściej niż zazwyczaj. Przychylnym okiem spojrzałam też w kierunku nowości od Yves Rocher. Czy byłam z niego zadowolona?


   Przy pierwszym użyciu byłam trochę zawiedziona. Peeling? Przepraszam, gdzie? Przecież to nie drapie. Dopiero później zrozumiałam, że jest to głównie żal pod prysznic, z miłymi drobinkami. Przecież można go stosować codziennie. I jako żel pod prysznic spisywał się bardzo dobrze. Delikatnie mył skórę, pozostawiał ją gładką i pięknie pachnącą. Bo zapach to on ma! Producent sugeruje, że powinien pachnieć truskawką, ale moi szanowni państwo, to są poziomki! Doskonały zapach zarówno na pobudkę jak i przed snem. Pachnie tak wakacyjnie!


   Wydajność też jest przyzwoita, starczył mi na prawie dwa miesiące, z tym że muszę zaznaczyć, że sięgałam w tym czasie również po inne produkty.

   Mogę go śmiało polecić. Może wiecie czy truskawka ze stałej oferty również pachnie poziomkami?


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Poshe, szybkoschnący utwardzacz do lakieru

   Pomalowane paznokcie i usta to stały element mojego wyglądu. Mam zniszczone paznokcie, które mimo wielu kuracji nadal nie nadają się do pokazywania światu bez warstwy lakieru. Oczywiści raz na jakiś czas robię sobie wolne w weekend, ale w tygodniu, do pracy nie wyobrażam sobie pójść w gołych paznokciach. Z obdartym lakierem też nie. Na nadmiar czasu jednak nie narzekam, muszę więc jakoś sobie radzić. Przez całe lata szukałam Świętego Graala- Sally Hansen, Essence, Nail Tek, Seche Vitee i cała masa innych top coatów są mi doskonale znane. Więcej szukać nie będę. Znalazłam! Przedstawiam wam Poshe, władce top coatów!


   Co mnie w nim tak zachwyciło? Działanie! Jestem pod ogromnym wrażeniem, koleżanki które kupiły go za mają namową również twierdzą, że odmienił on ich życie ;). Malujemy paznokcie, warstwa po warstwie i Poshe. Po kilku minutach możemy robić wszystko. W odróżnieniu od Seche Vite, nie ściąga lakieru. Nie zmienia koloru lakierów, nie rozmazuje ich i na dodatek pięknie lśni. Nie odpryskuje, nie pęka. Czy potrzeba czegoś więcej? Można go kupić w wersji pełnowymiarowej oraz miniaturce (w sam raz na wakacyjne wyjazdy!).


   Jeżeli jeszcze go nie macie, natychmiast naprawcie ten błąd. Jest najlepszy! Nigdy więcej odbitej pościeli na paznokciach!

   A wy po jakie top coaty sięgacie?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...