czwartek, 6 sierpnia 2015

Yves Rocher, Lakier do paznokci, Mięta

   Zakup tego lakieru był spontaniczny. Dwie godziny do odlotu samolotu, dodatek do gazety, poprzednie dobre doświadczenia z lakierami tej marki. Pomyślałam sobie, że malutka buteleczka lakieru w tym zwariowanym jak dla mnie kolorze nie zaszkodzi na urlopie.


  A teraz rozprawię się z obietnicami producenta:

środa, 5 sierpnia 2015

Yankee Candle, Fresh Mint

   Tyle chcę Ci pokazać. Zabrać w miejsca, do których tęsknię. Chcę kreować z Tobą nowe marzenia, a także spełniać te już istniejące. Zabrałabym Cię do drewnianego domku, zaszytego w brzozowym lesie. Zbieralibyśmy jagody, wygrzewali się w słońcu i bujali na hamaku. Wieczorami zmęczeni słodkim nicnierobieniem siadalibyśmy na tarasie popijając miętową herbatkę. Słodką, tak jak lubisz. Niezmącony spokój dookoła nas i w nas. Co powiesz na takie wakacje?


niedziela, 26 kwietnia 2015

Rossman -49% moje zakupy, nowości świeczkowe

   Kto z nas nie lubi promocji? Ja lubię. Oczywiście wybrałam się po same potrzebne rzeczy. Co wpadło do mojego koszyczka?

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Yankee Candle, Winter Garden

   Nie wiedziała gdzie się podział czas. Jesień, zima... Nazwy pór roku. Mówią, że w tym roku też były. Ona nie może sobie przypomnieć. Leżąc pod kocem cofała się w czasie tydzień po tygodniu. Odnalazła zimę. Rzeczywiście- była. Pamięta taki jeden poranek, sobotni. Stała boso na zimnej podłodze z kubkiem gorącej kawy w ręce. Oglądała niczym niezmącony, taki spokojny świat za oknem. Biały śnieg przykrywał wszystko, było tak czysto! Starała się przypomnieć sobie beztroskie dzieciństwo, na darmo. W jej myślach nie było miejsca na dziecięcy śmiech, lepienie bałwana czy też bitwę na śnieżki. Mówią, że to się nazywa dorosłość. Głowa pełna zmartwień i rozbieganych myśli. Górski las tak pięknie, lecz melancholijnie wygląda gdy przykryty jest grubą warstwą śniegu. Jak dobrze, że już nadchodzi maj. Wtedy wszystko budzi się do życia. Ona też się obudzi. 



   Nie wiem co jest w tym zapachu. Wiem, że powrotów nie będzie. Jest w tym zapachu coś smutnego, sama nie wiem co. Mimo tego, moja duża świeca niebawem dobije dna. Spokojna baza z czymś co mnie w niej intrygowała. Igliwie? Jeżeli już, to zakryte grubymi warstwami śniegu. Jest w nim też coś lekko słodkiego. Zapach z pewnością ciekawy, jednak do listy moich faworytów nie trafia. Moc określiłabym jako wypośrodkowaną, nie jest to zapachowy killer, ale tez jest dobrze wyczuwalny (palony z kloszem też).

   Znacie ten zapach? Jakie są wasze odczucia?

niedziela, 8 marca 2015

Tołpa, Yves Rocher, Balea- recenzje zbiorcze

   Chciałabym pisywać więcej. Chciałabym, aby spod moich palców recenzje przychodziły tak gładko jak kiedyś. Jednak chyba wszyscy mamy wrażenie, że świat z każdym dniem przyspiesza. Czasem widzę w tym nawet zalety, ale mimo wszystko ma to więcej wad. Podobnie będzie z kosmetykami, które opiszę w dzisiejszym poście. Chciałam je opisać oddzielnie, jednak doszłam do wniosku, że więcej niż kilka zdań na każdego z nich nie mam do powiedzenia. Produkty dobre, złe, a może raczej przeciętne. O tym właśnie będzie za chwilę. Ciekawych zapraszam do poniższego podsumowania. Lania wody nie będzie!

niedziela, 1 marca 2015

Yanke Candle, Winter Wonderland Collection, Happy Tonight

   Wpierw odwiedził mnie w pracy. Pierwszy kontakt był dość nieśmiały. Uśmiechnął się do mnie i przysiadł obok. Nie, romans jeszcze nie wisiał w powietrzu. Zaczęłam go powoli odkrywać, zaczęło się od niewinnych spojrzeń. Powiedział mi, że wieczorem będę szczęśliwa. Uwierzyłam. Jego obecność zaczęła przyciągać spojrzenia nie tylko kobiece. Co niektóre panie miały na tyle odwagi by chcieć się z nim chociaż przywitać. Zaczęły się pytania. Kim jest, czym się zajmuje i jak długo tu pobędzie. Patrząc na moje zarumienione policzki nie pytały, lecz wiedziały, że ten wieczór spędzę w jego objęciach.

środa, 18 lutego 2015

Lush, Cupcake

Czekolada. Czy jest tu ktoś kto jej nie lubi? Gorzka, mleczna, biała. Lubię je wszystkie. Smak, nie zapach. I do kosmetyków o zapachach czekolady też mnie nie przyciąga. Ale skoro maseczka Cupcake firmy Lush zagościła w mojej kosmetyczce, nie mogłam się jej oprzeć by ją przetestować. Ciekawi?


   Maseczka nie wygląda najatrakcyjniej. Bardziej niż babeczkę, przypomina masę na nią. Nie ma się czemu dziwić, ponieważ w jej skład wchodzi między innymi kakao. Bazą jest glinka Rhassoul, Oprócz niej maska zawiera nasiona lnu, masło kakaowe, olej z drzewa sandałowego, wanilię oraz dwa rodzaje mięty. Wszystkie jej składniki wyglądają ciekawie, jednak wszystkie osoby zainteresowane wstępem, muszę rozczarować- maska nie pachnie dosłownie czekoladą, ale jej zapach jest bardzo zmysłowy i przyjemny. Paczula wybija się na pierwszy plan.

   Glinka dobrze rozprowadza się po twarzy, jednak nie ma jednolitej konsystencji. Zmywając ją dobrze masuję twarz, mając wrażenie, że to maska z peelingiem. Sama maska zasycha na twarzy dość szybko, więc pod ręką zawsze mam spray z wodą różaną, by nie podrażnić buzi. Maska brudzi wszystko. Gdy zostawię ją na dłużej niż 10 minut, szczypie mnie, więc częściej zostawiałam ją na 10 minut by później zmywać ją wykonując masaż. 

   Po takim zabiegu twarz była doskonale oczyszczona i wręcz wołająca o porządną dawkę nawilżenia. 

   Przyjemny produkt, jednak nie zachwycił mnie na tyle, by do niej powrócić. Może za jakiś czas ukręcę taką maskę sama, lecz bez dodatku mięty. Lubicie maseczki Lush? A glinkę Rhassoul?

niedziela, 15 lutego 2015

Nature Vital, Roses from Bulgaria, rose water conditioner

   Bułgaria, kraj kojarzący się z morzem, wakacjami, winem i różami. Z róż produkuje się między innymi wodę różaną, która ma wiele cennych właściwości. Bułgarzy korzystając więc z jej dobroczynnego wpływu na urodę i oprócz kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy i ciała, produkują także te do włosów. Zadowolona z czystej wody różanej zapragnęłam sprawdzić działanie odżywki, której głównym składnikiem jest właśnie ona.


   Największą zaletą tej odżywki jest zapach. Piękny, różany, prawdziwy i nie babciny. Niestety, nie utrzymujący się długo na moich włosach, jednakże niezwykle przyjemny podczas jej stosowania. Odżywka jest wydajna. Jednakże, nie czyni cudów. Lubiłam ją stosować po olejowaniu włosów, gdy nie chciałam już ich bardziej obciążać czy też do zwykłej, codziennej pielęgnacji. Sprawiała, że włosy były miękkie i błyszczące. Jednak wiem, że mogę wydobyć z nich więcej. Przyjemny produkt, warto sprawdzić na sobie, zwłaszcza że w Bułgarii kosztuje grosze, aczkolwiek nie jest to punkt obowiązkowy.


   Lubicie zapach róż?

czwartek, 22 stycznia 2015

Yankee Candle, Grand Bazaar, Frankincense

   Czekam. Czekam cierpliwe. Dzień za dniem. Kolejny tydzień staje się przeszłością. Miesiąc. Nawet nie wiem kiedy minął następny. Zawinięta w koc snuję marzenia. Zamykam oczy. Widzę nas. Zmęczeni po pracy wracamy do miejsca, które nazywamy naszym domem. Świat, praca zostaje za drzwiami. Liczymy się tylko my. Każdego jednego dnia witamy się z nieposkromioną radością. W twoich ramionach mieści się cały mój świat. Spoglądam w oczy i widzę szczęście. Nie muszę jeść, nie muszę pić, wystarczą mi tylko twoje ramiona. Oboje jesteśmy spragnieni swojego uścisku. Przytuleni leżymy na sofie. Całujesz moje włosy, głaszczesz. Wtulam w twarz w Twoją szyję. Lekko całuję, mocno wdycham zapach twojej skóry, na której wciąż gości zapach perfum, które użyłeś rano. Lekkie kadzidło wciąż trwa. Ale pachniesz tez radością. Radość pachnie cytrusami, namiętność kadzidłem. Jak ja cie kocham! Tylko ty i ja. Cały świat.


   Zapowiedź inspirowanej aromatami Orientu kolekcji Grand Bazar wywołała we mnie wiele radości. Szczerze mówiąc, byłam pewna, że od razu po pojawieniu się jej w sklepach przygarnę ją całą. W pierwszym odruchu chciałam zamówić 3 duże słoje z dostawą do domu. Jednak coś mnie zatrzymało. Gdy tylko nastała sobota, wręcz w podskokach wyruszyłam do sklepu. I choć Frankincense była inna niż ją sobie wyobrażałam, zachwyciła mnie. Oud Oasis okazał się słodkim karmelem, co potwierdzają opinie, które na jego temat się pojawiły. Moroccan Argan Oil wywołał we mnie sprzeczne uczucia, nie zdecydowałam się na niego, ale nie wykluczam jego zakupu. Może któraś z was go ma i może opisać zapach?

   Frankincense jest zapachem perfumeryjnym. Lekko kadzidlana baza rozweselona cytrusami. Jest to zapach bardzo zmysłowy. Sądzę, że może cudownie tworzyć odpowiedni nastrój zarówno wizualny jak i zapachowy podczas romantycznego wieczoru we dwoje. Ale jest też bardzo przyjemnym towarzyszem w samotne wieczory. Nie jest to zapachowy killer, jego moc określiłabym jako standardową. Jeden z moich ulubieńców.



wtorek, 6 stycznia 2015

Co nowego?

   Grudzień był dla mnie cudownym miesiącem, szalonym lecz cudownym. Miłą odmianą od rutyny okazały się wyjazdy- prywatne jak i ten służbowy. Spotkałam na swojej drodze wielu cudownych ludzi, odwiedziłam wiele pięknych miejsc. O Londynie już wam pisałam, na szybko, może trochę niewyraźnie, ale mimo tego, iż tablet nie jest najlepszym urządzeniem do pisania bloga musiałam z podzielić się z Wami moimi wrażeniami. Jesteście ciekawi Luksemburga i mojego rodzinnego miasta nocą?



   Ale nie samym zwiedzaniem człowiek żyje. Wyjazdy są także doskonałą możliwością do zrobienia zakupów. Zwłaszcza kosmetycznych. Byłam także grzeczną dziewczynką w ubiegłym roku, więc i pod choinką znalazłam kilka kosmetycznych skarbów.


   Sklepem, którego najbardziej mi brakuje w Krakowie jest Lush. Korzystając z okazji popełniłam duże zakupy będąc w Londynie, by później dokupić jeszcze wiele w luksemburskim sklepie. Cóż, zapas mydeł mam chyba na wiele miesięcy! Mydła mydłami, ale obecnie jestem zachwycona dezodorantami. Po bardzo pozytywnych pierwszych testach Aromaco (piękne wydanie paczuli) dokupiłam także Teo, którego zapach jest bardziej świeży i cytrusowy. Do swej wanny zapragnęłam zaprosić także uroczego misia oraz robota. A co! Takie towarzystwo zawsze mile widziane. Moją kolekcję mydeł powiększyłam o: yog nog (słodki, relaksujący zapach na zimowe wieczory), ice blue (który uprzyjemni mi ciepłe dni), rock star (czyli odpowiednik snow fairy, z którym mam wiele dobrych wspomnień), figs and leaves (land-lang i wyciąg z kwiatów pomarańczy- czyli coś co uwielbiam) a także Parsley, który skusił mnie swoim składem i działaniem. Oczywiście nie mogę zapomnieć o galarecie do mycia, czyli Plum Plum. Do mycia rąk kupiłam dwa mydła Scottish Fine Soaps- o zapachu grzanego mydła i świątecznego wydania jabłek. Wracając do Lush'a  Mikołaj dostarczył mi Dream Cream (którego działanie już zdążyło mnie zachwycić- zwłaszcza gdy mowa o suchych dłoniach i ustach) oraz dawnego ulubieńca, czyli Wiccy Magic ( ma tak mocny zapach, że muszę go trzymać w pralni, oprócz działania rozgrzewającego i kojącego ból świetnie spisuje się także w roli odświeżacza powietrza ;) ). I na tym lista się nie kończy- zapas szamponów też mam roczny, skusiłam się na szampon z henną, czyli Copperhead, oszałamiający zapachem (i nie tylko!) Brazilliant oraz Jason And The Argan Oil. Jak gratis dostałam dużą próbkę maski Cupcake (4 użycia już za mną, jeszcze jakieś 3 użycia przede mną). 

   Będąc przy pielęgnacji, skusiłam się na kosmetyki firmy Bioderma. Przytargałam do domu dwie duże butle owianego dobrą sławą micela, krem pod oczy oraz krem Hydrabio Bio Richie (wszystko mówi o tym, że będzie to mój ulubiony krem!). Oprócz tego do moich zapasów trafił krem Dermika Meritum. Bardzo się cieszę, że Blistex wszedł na nasz rynek. Niestety, ale oferta nie jest pełna, więc z Londynu przywiozłam najlepszy środek na opryszczkę- Releif cream tej właśnie firmy. Czyni cuda! 

   Ale nie samą pielęgnacją człowiek żyje. Wraz z zakupem gazety Red (same reklamy!) wzbogaciłam się o błyszczyk Rodial, który nie tylko powiększa usta, ale także je regeneruje.Swoją kolekcję o 3 lakiery firmy Nails Inc- doskonała pamiątka, zwłaszcza, ze ich nazwy związane są z miejscami w Londynie. A że lakiery trzeba też czymś zmywać- tym razem postawiłam na czkoladowy zmywacz firmy Ciate

   Gdyby tego było mało, wpierw zakupiłam podkład w sztyfcie FIT od Maybelline- pomyślałam, że jego forma nada się doskonale podczas podróży, których jak wspominałam we wstępie, miałam przed sobą całkiem sporo. Jednakże pragnąc także czegoś co zamaskuje mój brak snu, postanowiłam spróbować podkładu rozświetlającego do Max Factor- Skin Lumnizer


O pędzlach Real Techniques jest głośno w sieci od dłuższego czasu. Dzielnie się opierałam widząc je w Tk Maxx, podobnie jak w drogeriach w Anglii. Jednak gdy zaszłam tylko po zmywacz do paznokci do drogerii w Luksemburgu w moje oczy wpadł on- malutki pędzelek, który świetnie się sprawdza przy konturowaniu. Musiałam go zabrać ze sobą. Od tej pory towarzyszy mi codziennie. Kolejny pędzlem był pędzel do oczu Sephora oraz grzebyk tej samej firmy (Eco Tools po latach rozpadł się). Zakupem kosmetycznym, który uważam za chyba najbardziej udany w ubiegłym roku był uroczy domek skrywający w sobie róże firmy Benefit. Pierwszy raz zaświeciły mi się do niego oczy widząc zapowiedź w internecie. Jednakże szybko zostałam sprowadzona na ziemie wiadomością, iż w Polsce nie będzie dostępny. Skutecznie wymazałam go w pamięci. Błąkając się ulicami Londynu, o zgrozo!, przypomniał mi się. Zaszłam do jednej drogerii, drugiej- wykupiony w całym mieście, zawitałam więc do sklepu firmowego, już witałam się z gąską, gdy personel sklepu szybko wydał instrukcje schowania testera, bo i tak go nie można kupić. Chyba zbyt mocno cieszyłam się na jego widok... Jednak tak łatwo się nie poddałam. Przechodząc Liverpool Station okazało się, że jest otwarcie drogerii, szybko wykonałam kilka kroków w bok i trafiłam! Złapałam metalowe pudełeczko okryte dodatkowym papierowym ubrankiem i radośnie pobiegłam do kasy. Był mój! 

Na uroki Urban Decay byłam odporna. Miałam kiedyś ich bazę i chociaż była dobra, nie przywiązała mnie do marki. Wszystko zmieniło się, gdy ujrzałam ją- paletę Naked On the Run. A że trafiła mi się okazja, postanowiłam mianować ją oficjalną pamiątką z Luksemburga. Chociaż romans nasz był krótki, nasza Sephora oraz jej wyprzedaż minus 30% sprawiła niż ostatniego dnia ubiegłego roku stałam się szczęśliwą posiadaczką palety Naked 2 i Naked Basics 2. Sephora skusiła mnie także czerwoną kredką do ust oraz otulającym zestawem Pat&Rub. Ależ on pachnie!

Wpis zakończę zapachowo. Skusiłam się na trzy buteleczki- owocowy Loewe- I Loewe me, pachnący świeżym praniem Chloe Love, Chloe Eau Florale oraz cytrusowo-intrygującym Givenchy Ange ou Demon Le Secret Edition Croisiere. Oczywiście w zestawieniu nie mogło także zabraknąć świec. Między jednym a drugim wyjazdem udało mi się w ostatnich minutach trafić na miodową i kupić dwie świece z nowej kolekcji Shea Butter oraz Cassis. Z miłości do świec trafiła do mnie też illuma ze słoikiem i serduszkiem. Ekipie Zapachu Domu dziękuje i przepraszam za przetrzymanie w sklepach po godzinach. Dziękuję, że rozumiecie moje uzależnienie! 

Czy ktoś przeczytał cały post? Chyba brakowało mi pisania... Mam nadzieję, że w 2015 roku będę częściej tutaj gościć. Wiem, to ogromny post- zarówno jeżeli chodzi o długość jak i o ilość nowych produktów. Teraz mam nadzieję, że już nic więcej nie będzie mnie kusić. A was co skusiło? A może coś wciąż kusi?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...