wtorek, 18 marca 2014

Colour Alike, GDN, 488 Danzig

   Pogoda zmienia się szalenie. Jednego dnia sprawia wrażenie, ze już nadeszła wiosna, zachęca do sięgnięcia po baleriny i cienkie Alaski, by następnego dnia kazać nam przeprosić sie z kozakami i grubymi szalikami. Ale nie narzekam, zima w tym roku i tak nie była zła. By jednak przywołać na powrót słońce pokaże dziś lakier, ktory chciałam wam pokazać już dawno. Mam do niego wiele sympatii, nie tylko ze względu na kolor, ale i na nazwę, która osobiście wymyśliłam.


   Lakier pochodzi z kolekcji GDN, dla której inspiracją było miasto Gdańsk. Chociaż osobiście nie kojarzylabym rozbielonego fioletu z tym kolorem, przypadł mi on bardzo do gustu. A kupiłam go tylko ze wylęgu na nazwę.


   Lakiery Colour Alike lubię, chociaż trafiłam także na kilka gorszych egzemplarzy, ten jest idealny. Aplikuje się na tyle dobrze, że nawet takie lakierowa beztalencie jak ja, potrafi go nałożyć równomiernie bez zalewania skórek.


   Czas wysychania jest całkiem dobry, jednak Poshe mnie na tyle rozleniwiło, ze i tak sięgam po nie z a każdym razem. Lakier trzyma sie od 3 do 4 dni, co jest bardzo dobrym wynikiem jak na moje rozdwojone paznokcie. Lakier dość dobrze kryje już przy pierwszej warstwie, jednak lepiej wygląda przy dwóch.

   Z czystym sumieniem polecam. Zwłaszcza jako alternatywę, dla bladego różu. Lubicie takie rozbielonego kolory?

niedziela, 9 marca 2014

Glade by Brise, świeca drzewo sandałowe i wanilia

Chyba wszyscy wiedzą, że jestem uzależniona. Uzależniona od zapachów. Poznanie wosków i świec Yankee Candle uspokoiło mój perfumoholizm. Nadal kocham perfumy, jednak miłość do świec stała się silniejsza. Niejednokrotnie obiecuję sobie, że będę kupować tylko świece sprawdzonych i zaufanych firm. Jednak czasem chęć poznania bywa silniejsza i zdarza mi się zrobić mały skok w bok. Tak było tez tym razem. Czy czasem warto ulec pokusie?

 

Pamiętam kiedy mnie skusiła. Pierwsze wąchanie w Rossmanie nie dawało mi spokoju. Wygrał wtedy rozsądek. Za drugim razem, gdy patrzyłam na nią wzrokiem wygłodniałego buldożka, mój Kusiciel powiedział "weź". Nie mogłam się oprzeć. Kiedyś bałam się wanilii, jednak tej zimy oswoiłam ją. Jednak to nie wanilia mnie kusiła, moje zmysły rozpalał zapach drzewa sandałowego. Liczyłam na suchy, pobudzający zapach rozpalającego drzewa. Na trochę orientu. Świeca miała zapach. Nie wychodziła poza obszar łazienki, a nawet nie wypełniała jej każdego zakamarka. Jednakże było ją czuć. Obawy o całkowity brak zapachu były więc niesłuszne, jednak nie były to mocne doznania. Sam zapach ocenię podobnie. Jest trochę sandałowy, nieuspakajający zmysłów. Raczej bym stwierdziła, ze to kawałek drewienka, które ktoś kilkanaście dni wcześniej skropił olejkiem sandałowym. W połowie świecy przyszła kolej na wanilię. Delikatną, trochę chemiczną, nie zwracająca na siebie uwagi. Świeca się odpaliła, a ja ucieszyłam się, że to koniec naszej łazienkowej znajomości. Doceniłam zaś puste opakowanie,  ktore wykonane zostało porządnie.

A jakie świece wy palicie?

wtorek, 4 marca 2014

Yves Rocher, Sebo vegetal, Serum zwężające pory

-Kochanie widzę, że kończy Ci się serum.
-O, notkę piszesz! Będziemy rozmawiać o tym zielonym?
-Taki miałam zamiar.
<no co ty! Wszystko piszesz? <powiedział spoglądając na tablet>
-To co, krem czy serum najpierw?
-Obojętnie...
<I weź tu gadaj z facetem o kosmetykach...>
-Tylko wiesz, ja nie wiem jak ocenić to serum. A może jeszcze napiszesz o tym peelingu nowym?
-Na peeling jeszcze trochę zbyt wcześnie
-Ale widzisz jaki fajny! Widać, ze go potrzebowałem!
-Skoro wspominałeś o serum, zaczniemy od niego.


-No dobrze, co byś chciała wiedzieć?
-Podobało Ci się?
-No.
-Aha. Fajnie. Ale co Ci sie podobało? Opakowanie? Wiesz, lubisz ten kolor i do łazienki nam pasowało...
-Dobrze. Brzmi to jakbym ja to powiedział...
-Ale przecież to ja to powiedziałam!
-Wiem.
-A było wygodne w użytkowaniu? Podobała ci się konsystencja? Zapach?
-Zapachu to chyba raczej nie ma, albo nie zwróciłem na niego uwagi, czyli pewnie nie  pachniało ani nie smierdziało Ogólnie było całkiem dobre i wygodne w używaniu, bo nie odczuwałem, że muszę to używać. W sumie zrobił wyrobił mi się nawyk nakładania go. Gdyby wszystkie męskie kremy miały takie opakowania to częściej bym ich używał i brał na wyjazdy. Jedynym minusem była nakładka zabezpieczająca, która szybko pękła....
-Zauważyłeś jakieś zmiany?
-Co najważniejsze był wydajny, wystarczyły trzy strzały na rękę i wystarczyło to na cała twarz. Skóra stała się bardziej miękka. Nie zauważyłem błyszczenia się twarzy, mimo tego, że zaraz po nim nakładałem krem z tej samej serii.
<tu nastąpiła przerwa na przeczytanie obietnic producenta>
-Tak. W sumie tak. Zgadzam się z nimi.
-Będziesz chciał kiedyś wrócić do tego serum?
-Eeee, hm, nie wiem.

I tak oto kolejny raz rubryka "męskim okiem" powróciła na tego bloga. Jeżeli chodzi o obiektywne spojrzenie osoby patrzącej z boku, mogę powiedzieć, że serum stosowane w połączeniu z kremem z tej samej sprawiło, że skóra mojego Recenzenta faktycznie mniej się przetłuszcza i jest bardziej jednolita. Musieliśmy jednak wprowadzić do pielęgnacji także nowy produkt, wcześniej wspomniany peeling, aby zwalczyć suche skórki pojawiające się w okolicach nosa.

Po jakie kosmetyki sięgają wasi panowie?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...