piątek, 21 lutego 2014

Luksja, Żel pod prysznic ze składnikami balsamu do ciała, olej sezamowy


   Mam słabość do żeli pod prysznic. Uwielbiam gdy pięknie pachną. Zazwyczaj mam otwartych kilka na raz i dobieram je w zależności od nastroju czy pory dnia. Gdy zobaczyłam, ze gratisem do gazety jest żel pod prysznic, kupiłam od razu dwie gazety. Gazeta po przegladnieciu obrazków powędrowała do kosza, a żele do łazienki. Test został rozpoczęty od razu, czy żele skończyły podobnie jak gazety? 



   Producent obiecywał, ze to mleczko zawiera składniki blasku do ciała. Zaciekawiło mnie to. Wszak producent wykazał sie dobra znajomością języka polskiego, przecież konserwant, barwnik, zapach do tez składnik, prawda? Nie liczyłam na zachwycający działanie, zwłaszcza na nawilżenie. I tu sie miło zaskoczylam! Skóra po jego użyciu stawała sie miękka i gładka, jak po użyciu lekkiego balsamu. Spodobał nam sie na tyle, ze obie butelecKi zużyliśmy jedna po drugiej. Całość uprzyjemniał delikatny, trochę mleczny, aromat.



   Opakowanie jest dobrane całkiem nieźle do konsystencji produktu. Jednak ja i tak przelalam do opakowania z pompką, co zwiększyło jego wydajność. Z czystym sumieniem mogę polecić ten produkt. 

   Jakie są wasze doświadczenia z produktami firmy Luksja? 

środa, 12 lutego 2014

Jak nie marnować jedzenia i zjeść coś pysznego?

    Uwielbiam spotkania z moimi przyjaciółmi. Lubię wychodzić z nimi do ulubionego lokalu czy też gościć ich w naszym domu. Nie ma lepszej motywacji do sprzątnięcia domu czy okazji do zrobienia czegoś dobrego. Ostatnim razem postanowiliśmy zaserwować pokrojone warzywa (ogórek, oliwki, paprykę konserwową), ser i upieczoną przez moją skromną osobę foccacię, a także kiełbasę. Nasi znajomi przynieśli także troszkę dobroci. Następnego dnia żal nam było wyrzucać jedzenie, a i śniadanie wypadało zjeść pożywne. Jak więc wykorzystaliśmy nasze zasoby?




   Spojrzenie na blachę focacci, oliwę, ser, kiełbasę, paprykę konserwową i ogórki kiszone- rada jest jedna, zjeść to razem. Rozkroiliśmy foccacię, napełniliśmy ją naszymi "resztkami" z imprezy, skropiliśmy oliwą i wstawiliśmy do zapieczenia. Wyszły nam pyszne i sycące kanapki. Najlepiej smakowały polewane obficie oliwą czosnkowo-paprykową.

   Nasze żołądki niewielkim wysiłkiem zostały napełnione do syta. Było wyjątkowo smacznie, a i nie mieliśmy wyrzutów sumienia, że musimy wyrzucić jedzenie.

   Macie swoje sposoby na ograniczenie marnowania jedzenia?

niedziela, 9 lutego 2014

Yves Rocher, Comme une Evidence L'eau de Parfum Intense

   Panie i Panowie, już za kilka dni święto, o którym więcej mówią jego przeciwnicy niż zwolennicy. Święto różu, czerwieni, serduszek, piórek i gruchania jak dwa gołąbki, przepełnionych lokali i braku możliwości zakupu biletów do kina na godzinę przed seansem. Walentynki! Tak, tak- wszyscy wiemy, że nie jest to jedyny dzień, w którym można okazywać swoją, prawdziwą wielką miłość. A zastanawialiście się kiedyś jak pachną walentynki? Ja się nie zastanawiałam do czasu poznania wody perfumowanej Comme une Evidence L'eau de Parfum Intense. Chociaż w zasadzie i wtedy nie musiałam się zastanawiać. To pojawiło się przed moimi oczami od razu .



   Luty. A właściwie 14-ty jego dzień. Zatłoczone ulice, kobiety do ostatniej chwili zastanawiające się w co się ubrać i czy lepiej pomalować paznokcie na czerwono czy różowo. Przystojny brunet (no dobrze, ewentualnie niebieskooki blondyn, proszę tu wstawić wizję swojego ideału) biegający po mieście w poszukiwaniu prezentu. Z witryn sklepowych dowiaduje się, że jego ukochana ucieszy się tylko z perfum (gdy przechodzi koło perfumerii), koło kwiaciarni dowiaduje się, że prezent prezentem, ale tego dnia to kwiaty są najważniejsze, zaś wszystkie sklepy spożywcze przekrzykują się, że czekoladki w kształcie serca to konieczność. I co ma biedak zrobić? Przecież nie chce zawieźć ukochanej. Zdezorientowany wpada do sklepu- kupuje czekoladki, w drogerii kupuje perfumy, do całości dokupuje ogromny bukiet czerwonych, mięsistych róż. Wyczerpany dociera do ukochanej,chce ja zaskoczyć, bo przecież nie obchodzą tego głupiego święta. Gdy wręcza jej prezent i widzi jej reakcje wie jedno- święto komercyjne czy nie- warto było dać się skusić marketingowcom.

   Zapach z pewnością należy do zapachów słodkich. Jest w nim wszystko, co zaklęte jest w marketingu walentynkowym. pralinki, róże, ale i zmysłowość, uwodzenie. Zapach jest intensywny, na mojej skórze utrzymuje się ok. 6 godzin, później słabnie. Na ubraniach nosi się zdecydowanie dłużej.

   A czym dla was pachną walentynki? Jaki zapach wybierzecie tego dnia? A może pominiecie ten dzień w swoim kalendarzu?

niedziela, 2 lutego 2014

L'oreal, Caresse, 300 Juliet

   Czerwone usta. Klasyka. Odcieni czerwieni jest wiele. Jednakże wcale nie tak łatwo trafić na "swój" odcień. A gdy już trafimy z jakością bywa rożnie. Pomadka się rozmazuje, co nie dodaje uroku, odbija się na ustach lub brudzi policzek ukochanego (albo znaczy wszystkie kubki). Albo trzeba ja poprawiać co chwilę. A gdyby tak pomyśleć o pomadce idealnej? Jaka by ona była?


   Opakowanie jest dziwne. Trochę kosmiczne. Ale muszę przyznać, ze wygodne i dość dyskretne. Dobrze znosi codzienne noszenie w torebce, przeważanie razem z kluczami. Jest szczelne, co mnie cieszy, bo nienawidzę gdy kosmetyk brudzi mi zawartość torebki. Odkręca się wygodnie. Opakowanie chowa aplikator w kształcie zbliżonym do serduszka. Jest on bardzo wygodny i nawet tak mocny kolor można zaaplikować bez uszczerbku dla własnego wyglądu. Co się bardzo przydaje gdy po posiłku pragnę dokonać poprawek na samym środku ust. Więcej poprawek nie trzeba.


   A skoro już wspomniałam o trwałości- ideał. Maluję nim usta po 7 rano, przychodzę do pracy, piję kawę, wodę, herbatę, rozmawiam. Idę na lunch koło 13. Dopiero po nim widzę, że powinnam poprawić usta, ale tylko na samym środku, kontur jest wciąż zachowany! Uwielbiam tą pewność, że moje usta wyglądają pięknie.


   Podoba mi się w nim także możliwość budowania koloru. Pierwsza aplikacja daje bardziej matowe wykończenie. Delikatne barwiąc usta poprawia ich wygląd. Im więcej warstw nałożymy, tym kolor staje się bardziej intensywny i lśniący. Cudo! Barwnik wsiąka w usta i tylko podczas kilku pierwszych zetknięć ze szklanką może delikatnie pozostawić ślad. Nie jest to problemem, bo nadmiar produktu można starym sposobem odcisnąć na chusteczce.


   Jak dla minie jest to produkt idealny. Mimo sporej kolekcji pomadek, błyszczyków czy tintów, to właśnie on gości na moich ustach najczęściej. A wy znalazłyście swój ideał?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...