poniedziałek, 19 grudnia 2011

Sex Pistols, Etat Libre d'Orange


   Nie zdążyłam zatkać próbki po skropieniu się tymi perfumami, gdy za pleców usłyszałam „ładnie pachnie!”. „Racja”- pomyślałam, ale chciałam mocniej się w nie wczuć. Zebrałam siły,  przytknęłam zagięcie łokcia do nosa i znów to samo: „co tam masz? Ładnie pachnie!”. Wymieniliśmy się pierwszymi spostrzeżeniami i doszliśmy do wniosku, że te perfumy nam się całkiem podobają i że muszą być męskie. Klasyczne męskie perfumy. Grzeczne, alkoholowe troszeczkę ziemiste. Początek mi się podobał i pełna ciekawości czekałam na to, co przyniesie czas.
    Po kilku chwilach obcowania z nim wysładza się, jest jakby trochę ziołowy. No cóż, pachnie grzecznie. Ot, klasyczne męskie perfumy. Nie jestem w stanie napisać co składa się na tę kompozycję. Z każdą chwilą staje się coraz bardziej nijaki.  A na samo zakończenie żegna mnie zapachem morskiego odświeżacza do toalet. No cóż, nie zaprzyjaźnimy się.
   

Zdjęcie pochodzi z fragrantica.com

3 komentarze:

  1. Oj, też nie lubię tego jak na początku efekt jest WOW, a potem wychodzi z zapachu jakaś taka nuta, że po prostu odrzuca i rozczarowanie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś otagowana, zapraszam do świątecznej zabawy :) http://nietestowane-na-zwierzetach.blogspot.com/2011/12/wesoych.html#axzz1hKB2Lc1q

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...