sobota, 31 grudnia 2011

Jak nakryć do stołu?

   Jak nakryć do stołu? To pytanie często rodzi się, gdy podejmujemy gości. Gdzie postawić kieliszek do wina, a gdzie talerzyk do ciasta? Dziś noc sylwestrowa, zapewne wiele z Was spotka się ze swoimi znajomymi na prywatce (ohh, jak dawno nie słyszałam tego słowa!). Natknęłam się na blogu firmy FOSSIL (uwielbiam ich wzornictwo) na ściągawkę, którą chciałabym się z Wami podzielić. Może nie przyda się Wam dziś, ale kiedyś zapewne i owszem. Ja zawszę wolę się upewnić (wy też?), czy nie popełniłam żadnej gafy nakrywając do stołu. Oto i ona:





Wszystkim z Was chciałabym życzyć zdrowia oraz aby przyszły rok był jeszcze szczęśliwszy!

czwartek, 29 grudnia 2011

Essence, Circus circus, highlighter powder, 01 it's magic

   Essence w ostatnim czasie bardzo nas rozpieściło. W krótkim odstępie czasu po wejściu limitowanki Vampire's Love do wybranych drogerii trafiła inna edycja limitowana Circus Circus. Prezentowałam Wam już cudowny błyszczyk z tej edycji oraz bardzo dobry cień w kremie. Czy z rozświetlacza jestem równie zadowolona? 

   Gdy w internecie pojawiały się pierwsze swtache wiele osób bało się, że będzie zbyt złoty i nie było do niego nastawionych pozytywnie. Jak widać na powyższym zdjęciu jest on dobrze napigmentowany i nie aż tak mocno żółty. Zaś rozprowadzony na skórze wygląda już subtelniej:

   Jednak na twarzy, rozprowadzony pędzlem wygląda jeszcze delikatniej. Raczej ciężko będzie nim osiągnąć efekt cyrkowca. Efekt można stopniować w zależności od pory dnia czy sytuacji (na wigilię, sylwester można nałożyć go więcej). Nie rzuca się mocno w oczy, więc ciężko było uchwycić go na zdjęciach na twarzy. Daje raczej efekt tafli, który pięknie odbija światło (przykładowo zdjęcie w prawym dolnym rogu).

   Niestety opakowanie do najładniejszych nie należy. Czarna część wygląda dość tanio. Chociaż nie powiem kolor oraz tłoczenie pudru odciąga od tego wzrok. Zapięcie trzyma mocno, nie boję się, że samo się otworzy.
  Czy jestem z niego zadowolona? Tak! Dobrze się rozprowadza. Faktycznie uwypukla części twarzy nim zaznaczone- stosuję go także pod łuki brwiowe i odrobinkę (dosłownie) na łuk kupidyna. Brakowało mi w mojej kolekcji takiego złotego rozświetlacza. Obawiałam się wcześniej, że może dawać zbyt mocny czy dyskotekowy efekt. Nie ma czegoś takiego. Porównując go do rozświetlacza z VL- VL jest bardziej dzienny i droibkowy, tm uzyskamy mocniejsze rozświetlenie, bardziej widoczne, zaznaczone partie twarzy będą bardziej uwypuklone.

wtorek, 27 grudnia 2011

świąteczny TAG

   Dziękuję serdecznie Linusiaczkowi za zaproszenie do zabawy. Wiem, że już po świętach, ale miałam czas by choć trochę przemyśleć odpowiedzi. Jeżeli macie ochotę dowiedzieć się czegoś o mnie, bardzo proszę :)

1. Ulubiony świąteczny film:

Kevin? W sumie nie mam ulubionego filmu, lubię oglądać coś nowego. Przecież jest tyle bardziej wartych zobaczenia i tych mniej wartych zobaczenia filmów, a i tak życia zabraknie by o wszystkich wyrobić sobie opinię. Ale no cóż, nie ma filmu innego niż "Kevin sam w" który bardziej by mi się kojarzył ze świętami. Kiedyś także "Sami swoi", ale dawno już ich nie oglądałam.

2. Ulubiony świąteczny kolor?

Zielony jak choinka, czerwony jak bombki i złoty jak łańcuch. Także granatowy kojarzy mi się ze świątecznym kolorem.

3. Ubierasz się odświętnie czy spędzasz czas w pidżamie?

Ubieram się odświętnie, ale wygodnie. Tylko pytanie co dla kogo stanowi ubiór świąteczny? Ja i w zwykłe dni lubię ubrać żakiet, dobrze skrojoną sukienkę.

4. Jeśli w tym roku mogłabyś kupić prezent tylko jednej osobie, to kto by to był?

Jeżeli nie mogłabym kupić postarałabym się zrobić prezent najbliższym. Przecież prezenty nie muszą być drogie- można obdarować najbliższych chociażby własnoręcznie upieczonymi ciasteczkami w odświętnej formie.

5. Otwierasz prezenty w Wigilię czy w świąteczny poranek?

W mojej rodzinie otwiera się prezenty po kolacji wigilijnej. Do mnie w tym roku Mikołaj (bo do mnie dwa razy przychodzi Mikołaj, a nie Gwiazdor, a kto przychodzi do Was?) przyszedł trochę wcześniej i później. Ale także zostałam zaskoczona tym, że i pod choinką na mnie coś czekało.

6. Czy kiedykolwiek zbudowałaś domek z piernika?

Tak i to nie jeden. Żałuję, że w tym roku nie mogłam wygospodarować na niego czasu. Dawało mit o wiele radości. I wracając do tematu,z  doświadczenia wiem, że taki domek jest też dobrym, niezobowiązującym prezentem świątecznym, dla osób, którym chce się podarować coś, ale nie "kupny" prezent. Udało odnaleźć mi się zdjęcia domków robionych w 2007 roku i one są "ozdobą" tej notki.

7. Co lubisz robić podczas przerwy świątecznej?

Najchętniej podróżować i zwiedzać nieznane. Oprócz tego czytać, oglądać filmy, rozmawiać.

8. Jakieś świąteczne życzenia?

Pewnie, że mam. Nie są one związane ze świętami, ale mam (a czy jest ktoś, kto nie ma żadnych życzeń?). Ale pozwólcie, że zostaną one wciąż owiane tajemnicą :)

9. Ulubiony bożonarodzeniowy zapach?

Pierniczki! Staram się odnajdywać ich użytych podczas świąt perfumach. Ale jest chyba jeszcze piękniejszy zapach- choinka! I jeszcze pomarańcze.

10. Ulubione świąteczne jedzenie?

W mojej rodzinie jest zawsze o wiele więcej niż 12 potraw. Lubię różnego rodzaju rybki. Nie ma świąt bez czerwonego barszczu i bez dodatków do niego: uszek, krokietów, pieczonych "pierożków".







Jeżeli komuś nie został ten TAG przesłany, to w tym momencie niech poczuje się wywołany do odpowiedzi, mimo tego, że już po świętach :)

Otrzymałam także tag o noworocznych postanowieniach. Nie robię nigdy takich postanowień, więc nie mam co tu napisać :) A wy macie noworoczne postanowienia?

sobota, 24 grudnia 2011

Jak szybko zapakować prezenty?



   Często bywa tak, że podczas przygotowań świątecznych pakowanie prezentów zostawiamy na ostatnią chwilę. Całe plany z wymyślnym pakowaniem zrodzonym w naszej głowie lub podpatrzonym w internecie zostają przełożone na przyszły rok. Jednakże czy zmusza nas do do zapakowania prezentów w reklamówki świąteczne? Co zrobić gdy okazało się przy pakowaniu prezentów braknie nam kolorowego papieru w mikołaje, bałwanki i inne śnieżynki?

Po pierwsze szukamy szarego papieru pakowego, celofanu (możemy wykorzystać ten, w którym były owinięte kwiaty, które kiedyś dostaliśmy), kolorowej bibuły. Teraz pora znaleźć wstążkę, gruby sznurek, taśmę i nożyczki.
   Teraz ograniacza nas tylko nasza wyobraźnia. W tym roku pod ręką miałam szary papier i celofan w gwiazdki. W szufladzie odnalazłam wstążkę, która jest u nas w domu od zawsze (nie mogę doczekać się kiedy ta szpula się skończy by kupić w końcu inny kolor niż różowy). Przechodząc koło doniczki z kwiatkiem spojrzałam na muszelki przywiezione z wakacji. A jeszcze później znalazłam materiałowe paski materiału pozostałe po szyciu firan.

   Nasze prezenty owijamy w szary papier- najmniej czasu zajmuje zawiązanie ich jak cukierek. Trochę więcej złożenie z papieru koperty, w którą włożymy prezent. I teraz mamy kilka możliwości- szary papier możemy obwinąć celofanem, a jeżeli go nie mamy dodajmy jakiegoś akcentu- można przyczepić świąteczne ozdóbki, przewiązać wstążkami, ponaklejać perełki.

 A jak wy w tym roku zapakowaliście prezenty?


A wszystkim, którzy dziś i jutro świętują, życzę pełnych radości świąt!

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Sex Pistols, Etat Libre d'Orange


   Nie zdążyłam zatkać próbki po skropieniu się tymi perfumami, gdy za pleców usłyszałam „ładnie pachnie!”. „Racja”- pomyślałam, ale chciałam mocniej się w nie wczuć. Zebrałam siły,  przytknęłam zagięcie łokcia do nosa i znów to samo: „co tam masz? Ładnie pachnie!”. Wymieniliśmy się pierwszymi spostrzeżeniami i doszliśmy do wniosku, że te perfumy nam się całkiem podobają i że muszą być męskie. Klasyczne męskie perfumy. Grzeczne, alkoholowe troszeczkę ziemiste. Początek mi się podobał i pełna ciekawości czekałam na to, co przyniesie czas.
    Po kilku chwilach obcowania z nim wysładza się, jest jakby trochę ziołowy. No cóż, pachnie grzecznie. Ot, klasyczne męskie perfumy. Nie jestem w stanie napisać co składa się na tę kompozycję. Z każdą chwilą staje się coraz bardziej nijaki.  A na samo zakończenie żegna mnie zapachem morskiego odświeżacza do toalet. No cóż, nie zaprzyjaźnimy się.
   

Zdjęcie pochodzi z fragrantica.com

niedziela, 18 grudnia 2011

Pierś z kurczaka w panierce z sezamem

   Pierś z kurczaka można jest na wiele sposób, na przykład panierowanego jak kotlety schabowe. Jednak czasem przychodzi taki dzień, gdy chce się zjeść coś prostego, smacznego, ale nie takiego jak zawsze. I właśnie z potrzeby rozmaitości wyszedł mi przepis na tę pierś. Nam bardzo smakowała.

   Potrzebujemy:

Pierś
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżki ketchupu
2 ząbki czosnku
przyprawy: pieprz, słodka papryka, u mnie także meksykański ostry sos
5 łyżek sezamu
Bułka tarta

   Pierś rozbijamy tak jak na kotlety schabowe. Następnie w miseczce robimy marynatę: 2 łyżki ketchupu, 2 łyżki sosu sojowego oraz przyprawy. Wkładamy do niej mięso i mieszamy. Trzymamy przynajmniej 20 minut (ale im dłużej tym lepiej).  W miseczce roztrzepujemy jajko, a na talerzu mieszamy bułkę tartą z sezamem. Jajka najpierw maczamy w jajku a następnie panierujemy w bułce tartej i sezamie. Smażymy na rozgrzanym tłuszczu.

   Lubicie panierki z dodatkiem sezamu?

piątek, 16 grudnia 2011

Essence, Circus circus, longlasting eyeshadow, 01 it's magic

   Z limitowankami Essence jest tak, że na ogół bardzo szybko się rozchodzą. Wiem, że Circus Circus nie wszędzie jeszcze dotarła. W związku z czym chciałabym już dziś opublikować post ze zdjęciami jednego z trzech cieni w kremie dostępnych w tej edycji limitowanej. To nie będzie recenzja, to będzie opis moich subiektywnych odczuć względem tego cienia.

   Jak już pisałam przy cieniach w kremie z edycji limitowanej Balerina Backstage, nigdy wcześniej nie byłam przekonana do cieni w kremie. Pamiętam, że nie do końca wierzyłam w te pochlebne opnie dotyczące tych ze wspomnianej Balleriny. Podchodziłam bardzo sceptycznie, ale niepotrzebnie. Bo w sumie od tamtej pory moja baza Artdeco leży sporadycznie używana (a wcześniej bez niej nie było makijażu oczu). W między czasie Essence wprowadziło6 kolorów cienii do swojej stałej oferty. Zadwolenie z tych cieni spowodowało zakup cienia z Circus Circus. Czy słusznie?

   Generalnie za całą moją dzisiejszą recenzję może służyć recenzja cienia ze stałej oferty. Sam plastik, gramatura wykończenie opakowania jet takie samo- różni je jedynie kolor naklejki na dole (oraz układ oznaczeń na nim) i oczywiście nadruk pod wypukłą częścią wieczka. Oba produkty są wyprodukowane we Frankfurcie.

   A co do samego cienia- nabiera się łatwo palcem, przez potarcie, łatwiej niż w przypadku 05 cam rock, bo nakłada się bardziej równomiernie. Odnoszę wrażenie, że ten z Circus jest troszkę bardziej napigmentowany i ciut bardziej mokry (ale może to dlatego, że jest świeży), jednak mniej mokry od 02 pas des copper z Balleriny. Można stopniować efekt nakładając więcej, jak i rozcierając go odpowiednio. Sam ładnie rozświetla oko, można dodać kreskę lub nie. Ja na zdjęciach pokazuję go nałożonego na całą powiekę wraz z cieniem "REGAL" z paletki Sleek "Au naturel" (kreskę zrobiłam czarnym żelowym eyelinerem Essence). Przedstawiony makijaż trzymał się bez absolutnie żadnego uszczerbku przez  16 godzin. Jak dla mnie wystarczająco. Na moich zdjęciach także widać, że cień nie jest aż tak żółty jak na niektórych swtachach w sieci.





   Podsumowując- jeżeli lubicie taki kolor w makijażu kupujcie bez wahania. Także dlatego, że jest to doskonała baza pod cienie. Jej kolejną zaletą jest wydajność. Wystarczy mała ilość by ładnie rozświetlić oko. Lubicie taki błysk na oczach? A może wolicie srebro?

Starbucks, Pierniczkowa latte

   I przyszedł czas na opisanie ostatniej z 3 świątecznych kaw dostępnych w Starbucksie. Mimo, iż wszystko co piernikowe uwielbiam do tej podchodziłam małymi kroczkami. Czy słusznie?
   Sama baza kawowa jest bardzo smaczna. Smakuje mi ten blend, bo nie jest kwaśny oraz nie jest gorzki. Do latte dodano syrop pierniczkowy oraz bitą śmietanę z posypką (podejrzewam, że to bardzo mocno zmielone pierniczki).
   W sumie jedyną rzeczą, którą należy rozważyć przy opisie tej kawy jest to, czym dla nas są pierniczki? Czy mówiąc o czymś, że jest piernikowe mamy na myśli piernik kętrzyński, toruńskie pierniki a może mamy na myśli dość wilgotne pierniczki z nadzieniem różanym, marcepanowym lub śliwkowym? Jeżeli to jest dla was smak piernika to się rozczarujecie. Starbucks nie proponuje nam takiej postaci piernika. Zabiera nas w podróż do Norwegii, Szwecji ewentualnie do Ikeii i serwuje nam smak Peperkaker. Dość suchych ostrych pierniczków. Nie było to czego się spodziewałam, smak mnie zaskoczył, ale narzekać nie będę.
   Pierwsze podejście do tej kawy miałam połowiczne- poprosiłam o przelewową z mlekiem sojowym i syropem pierniczkowym. Moje życzenie zostało spełnione z uśmiechem na twarzy. A kawa zamiast uraczyć mnie słodkością podrapała mnie w język. Niezasmakowała mi. No trudno, pragnienie dostarczenia kofeiny do mego organizmu było większe- upiłam następny łyk. Ciekawe- pomyślałam. I gdy kończyłam pić kawę stwierdziłam, że była dobra, ale czegoś jej brakowało. Na jakiś czas przestałam mieć ochotę na pierniczkową latte. Ale któregoś dnia słowa "zamów mi proszę, dużą pierniczkową latte" samo wyszło z moich ust. I nasze drugie spotkanie było w pełni udane. Syrop pierniczkowy potrzebuje bitej śmietany. Słodka, ale nie ulepek, bita śmietana doskonale się zgrała z resztą kawy.
   Podsumowując, sądzę, że w tej małej świątecznej edycji każdy znajdzie coś dla siebie- żurawinową mochę dla osób lubiących w kawie kwaskowaty (żurawinowy) posmak, Toffee Nut Latte dla osób lubiących przeplatającą się gorycz ze słodyczą oraz Pienriczkową Latte dla osób lubiących szczypiącą w język kawę. Moją faworytką jest Toffe Nut Latte. A Waszą?


Obrazek pochodzi z facebooka Starbucks Polska

środa, 14 grudnia 2011

Essence, Circus circus, lip lacquer, 02 my glammy acrobat

   No i znów mam dla Was trylogię  ;). Tym razem w najbliższych postach będą pojawiały się zdjęcia wraz z krótkim opisem z najnowszej limitowanki Essence "Circus  circus". Jako pierwszy zakupiłam błyszczyk i zdążyłam go już na tyle potestować, by móc o nim napisać cokolwiek.

   Opakowanie- no cóż, fanką złota nie jestem.Jednak muszę przyznać, że złoty nadruk ładnie prezentuję się na tle tego koloru.  Napisy nie schodzę pod wpływem pocierania paznokciem. Mamy na nim opis produktu oraz oznaczenie, iż produkt będzie dobry przez 12 miesięcy od otwarcia produktu. Jego pojemność to 5,5 ml. Błyszczyk został wyprodukowany we Frankfurcie.

   Aplikator- sztywny, dobrze sprawdza się w swojej roli, mimo iż jestem fanką nakładania wszelkich mazideł do ust za pomocą pędzelka

   Kolor- można go budować. Pierwsze  trzy zdjęcia przedstawiają nałożoną niewielką ilość produktu. Następne zdjęcia pokazują produkt nałożony w większej ilości. Jak widać może wyglądać on lekko, doskonale na poranek,a  drugie na popołudnie lub może stanowić najważniejszy element makijażu świątecznego lub sylwestrowego. Producent obiecuje nam, że za pomocą tego produktu uzyskamy efekt pociągających, soczystych ust. Uważam, że doskonale opisał efekt.Usta mają elegancki błysk.

   Trwałość- doskonała, u mnie po 3 godzinach nadal wygląda świetnie (bez jedzenia i picia). Jedzenie też całkiem dobrze znosi- schodzi równomiernie. A gdy mamy go na ustach i nie jemy stopniowo staje się mniej intensywny, tak że nawet po kilku godzinach wygląda się dobrze.


   Konsystencja- kremowa. Nie jest gęsty, nie leje się. Także nie rozprowadzimy go na ustach za jednym pociągnięciem (i dobrze, bo przy tym kolorze potrzeba precyzji). Nie wylewa się poza kontur ust, w sumie jest dokładnie tam gdzie go nałożymy. Czuć go na ustach, ale nie tak jak błyszczyki z edycji Ballerina Backstage. Jest to taka warstwa, która sprawia wrażenie ochronnej. Nie lepi się.


   Podsumowując: polecam! Moim zdaniem może być alternatywną dla czerwonej pomadki. Sądzę, że doskonale się sprawdzi w makijażu świątecznym czy sylwestrowym.A co wy myślicie?

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Starbucks, Toffe Nut latte

   Święta coraz bliżej, więc pojawia się ostatnia szansa na spróbowanie limitowanych edycji kaw. Pisałam już o propozycji Coffe Heaven- Blackberry Chocolate Late oraz o jeden z trzech propozycji Stabucks'a - Biała mocha z żurawiną. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi wrażeniami odnośnie Toffe Nut Latte.

   Kawę otrzymałam w świątecznej wersji kubka, poprosiłam jak zawsze wersję na wynos. Gdy uniosłam przykrywkę zobaczyłam bitą śmietanę z posypką. Domyśliłam się, że są nią właśnie drobno zmielone prażone orzeszki. No cóż, posypka spełnia raczej rolę estetyczną niż smakową. Ale co tam posypka w obliczu tej kawy! Poezja.
   No cóż, już się zdradziłam, że kawa jest przepyszna. W sumie na tym bym zakończyła moją recenzję :). Jak dla mnie kawa może być podawana i bez bitej śmietany, sama  w sobie jest pyszna. Ale muszę przyznać, że nie jestem amatorką gorzkiej kawy- zazwyczaj kawy niczym nie dosładzam.
   Kawa dla mnie jest idealna- aksamitna. Nie jest kwaśna, ale jest lekko gorzka. Połączenie gorzkiej kawy i gorzkiej skórki orzechów jest doskonałe (ale nie jest zbyt gorzkie). Nazwa kawy doskonale obrazuje jej smak, bo wyraźnie czuć prażonymi w toffie orzechami. Jest tak pyszna, że nie mogę się od niej oderwać. A przecież dziś mam tyle czasu na jej wypicie! Mam dwojakie myśli- najchętniej wypiłabym ją całą od razu, ale z drugiej strony nie mam ochoty zbyt szybko zakończyć jej spożycia... Ale cóż, wszystko co dobre się kiedyś kończy... Szkoda.
   Spacerując wśród zgiełku miasta, gdy owiewa mnie mocny wiatr dalej jest mi błogo. Wracam do swych zajęć, ale wciąż mam ją w pamięci.
   A teraz tak wracając do rzeczywistości- jeżeli lubicie prażone w karmelu orzechy, a także jeżeli lubicie od czasu do czasu wypić słodką (ale nie zbyt mocno) kawę, lećcie czym prędzej do Starbucksa. Gorzko- słodka kawa- ideał.



P.S. Recenzji nie pisałam dzisiaj, a tydzień temu, ale zapomniałam ją wcześniej umieścić..


Zdjęcie pochodzi ze strony: http://designyoutrust.com/2011/11/30/starbucks-christmas-packaging-campaign/

sobota, 10 grudnia 2011

Color Club, Alter Ego, Ulterior Motive

   Jest to trzeci lakier z serii Alter Ego jaki Wam prezentuję. Przyznam szczerze, że kupując zestaw i spoglądając na niego w domu w ogóle nie miałam ochoty, aby pomalować tym lakierem paznokcie. Oglądałam swatche w internecie i każdy jeden raczej mnie odtrącał od tego lakieru niż zachęcał. Aż przyszedł dzień, w którym pomyślałam, że jeżeli przed znalezieniem mu nowego domu będę żałować. I jakie były efekty tej próby?
   Aplikacja ściśle wiąże się z kolorem jaki dostrzegamy na paznokciach. Po pomalowaniu pierwszego paznokcia zapaliła mi się w głowie lampka "on zostaje z nami"- cieniutka warstwa w pięknym odcieniu różu. Przy drugiej warstwie kolor zaczął być mniej jednoznaczny- raz malinowy, raz fuksjowy, trochę fioletowy. Efekt był piękny. Jednak ciekawość skłoniła mnie do nałożenia kolejnej warstwy- i dzięki niej zaczęły mi się pokazywać niebieskie i fioletowe punkciki. Nie brokat, zdecydowanie mniejsze, ale lubiące przyciągać wzrok. Mimo, iż ciekawość mnie prowadziła do nałożenia kolejnej warstwy powstrzymałam się. Chociaż nie byłoby to problemem, bo lakier dobrze i równomiernie rozkładał się po płytce. 
   Trwałość- bez problemu wytrzymuje na moich paznokciach 3 dni, a później końcówki wymagają poprawek. Nie odpryskuje, nie pęka. 

   I w ten sposób zmieniłam o nim zdanie. Mimo, iż od początku chciałam się go pozbyć, teraz wiem, że będzie jednak często gościł na moich paznokciach, bo ma w sobie coś co przyciąga. Was też przyciąga?

piątek, 9 grudnia 2011

Moja Carbonarra

   Przepisy na carbonarrę wywołują wiele komentarzy, że to nie jest przepis na carbonarę. No nie jest, ale u nas w domu zwykło ten sos tak nazywać. Przepis otrzymałam od mojego brata, trochę go zmodyfikowałam i chcę go dziś wam zaprezentować. Jest to danie bardzo sycące, nie sposób zjeść dokładkę :)

Potrzebujemy:

300 g boczku (czasem dodaję jeszcze kiełbasę)
200 g serka topionego (ja najbardziej lubię dodawać 1 z szynką i jeden z ziołami, ale może być też śmietankowy)
2-3 ząbki czosnku
1 duży kubek śmietany 18% lub więcej
1 duża cebula
zioła: bazylia, oregano, tymianek,sól, pieprz

  Boczek,cebulę i czosnek kroimy w drobną kostkę. Podsmaży boczek na pateli- gdy będzie prawie gotowy dosypujemy cebulę i czosnek i smażymy aż się zeszkli. Trzymając patelnię na małym ogniu powoli dodajemy śmietanę i serek topiony. Doprawiamy.  Mieszamy do całkowitego rozpuszczenia serka.
  Podajemy z makaronem.

   Jadłyście kiedyś taką wariację na temat carbonarry?

czwartek, 8 grudnia 2011

Essence, Vampire's Love, shimmer powder



   O edycji limitowanej essence pisałam już wcześniej. Weszłam w posiadanie różu w żelu oraz czerwonego lipstaina oraz rozświetlacza. Opinią o 2 pierwszych już się podzieliłam, teraz przyszła kolej na puder rozświetlający.

   Opakowanie- plastikowe, ale solidne. Identyczne jak z limitowanki Blossoms. Produkt wygląda w nim zwyczajnie. Ot żółtawy puder ze złotymi drobinami.

    Zapach- pudrowy, kojarzy mi się z "klasycznymi" perfumami, czuć go jedynie w opakowaniu.

   Działanie- No i tu najważniejsze są zdjęcia. Za dnia podkład sprawia, że moja buzia wygląda ładniej. Nie widzę ani drobin, ani nadmiernego błysku. Kilka razy zastanawiałam się czy w ogóle dałam rozświetlacz, a moja skóra w tym miejscu wyglądała promiennie. 

    Jednak nie poleciłabym stosować go na wieczorne wyjścia- w sztucznym świetle ujawniają się drobinki. Nie są one nachalne, ale widać każdy punkcik.Na obu zdjęciach mam nałożony rozświetlacz na róż z żelu właśnie z tej edycji limitowanej.



   Używacie pudrów rozświetlających? Zakupiłyście ten z Essence?

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Jajko w chlebie

   Tak sobie pomyślałam, że zacznę publikować posty z pomysłami na proste śniadanie, albo na to jak zwykłe śniadanie urozmaicić. Już pisałam o zupie nic, omlecie, bułkach z jajkiem i serem, bułkach na jogurcie, maśle orzechowym. Dziś napiszę o atypowym podaniu jajek sadzonych.

Potrzebujemy:
tyle jajek ile zazwyczaj zjadamy
tyle samo kromek chleba co jajek
ulubione przyprawy (u mnie pieprz, barbecue i oregano)

    Na środku chleba wycinamy okrągłą dziurę. Na rozgrzaną patelnię (ja wolę bez tłuszczu, ale można i na maśle smażyć) kładziemy nasze kromki wraz z tym co z nich wycięliśmy.Chwilkę zarumieniamy jedną stronę, następnie drugą. Do dziurki wbijamy jajko (ważne jest aby w niej znalazło się żółtko), białko możemy rozsmarować po kromce. Przyprawiamy i na bardzo małym ogniu smażymy. Gdy zauważymy, że białko się ścięło, przewracamy na drugą stronę i trzymamy chwileczkę (tak, aby po drugiej stronie białko nam się ścięło, ale uważamy, aby zbyt długo nie trzymać. Żółtko musi być płynne!

   Lubicie w ten sposób przyrządzone jajka? A może nigdy tak przyrządzonych nie jadłyście?

sobota, 3 grudnia 2011

Idziemy z Avanti na zakupy w H&M

   Gazety kupuję tylko dla dodatków. Jak mam kupić gazetę do "poczytania" wybieram raczej te o tematyce podróżniczej. W H&M zakupów też nie robię raczej, a gdy robię, wybieram dodatki. Wczoraj przeczytałam o tym, że cały nakład grudniowego Avanti jest wykupiony. Dlaczego? Czy rzeczywiście tak jest? Co spowodowało, że kobiety postanowiły wykupić cały nakład?
   Oprócz porad jak się ubrać, przeglądu ubrań i stylizacji otrzymujemy dodatki. No cóż, dołączone startery Heyah takich emocji nie wywołały. Powodem rzucenia się w wir poszukiwań wydania za 5,50 zł (a nie za 4,50 zł bo również takie występuje lecz bez interesującego dodatku) jest karta podarunkowa do H&M. Jest ona o wartości 20 zł i można ją zrealizować pomiędzy 15.12 a 23.12.2011 roku. No i najważniejsza informacja: karty się łączą. Czyli, jeżeli kupimy dwie gazety za 5,50 zł to za 11 zł mamy do wydania 40 zł w H&M.
  Czytałam, że trudno już zdobyć gazety z dodatkiem. No cóż, akcja mnie nie interesowała, ale stwierdziłam, że jak znajdę to kupię. Kupiłam. Także dowiedziałam się, że w Krakowie właśnie dzisiaj kioski miały dostawę tego wydania.
   A jak jest u was? Kupiłyście gazetę z dodatkiem? Jak tak to ile? Słyszałam o wykupowaniu po 20 gazet.


Okładka pochodzi ze strony: avanti24.pl

piątek, 2 grudnia 2011

Color Club, Alter ego, Alias

    Drugi lakier Color Club z edycji Alter ego. Tak jak w przypadku edycji Beyond the Mistletoe do zakupu nakłonił mnie lakier Holiday Splendor, tak do zakupu Alter ego nakłonił mnie właśnie lakier o nazwie Alias. Fioletowa baza przechodząca z zielony, złoty błysk.


    Fiolet migoczący zielenią to jak dla mnie idealne połączenie. Przepraszam, idealny odcień fioletu z jednym z ulubionych odcieni zieleni. No cóż, będę chyba przyglądać się buteleczce, bo na moich paznokciach jest fiolet. Piękny, jednak szkoda, że zieleń jest prawie nie widoczna. Troszę jest widoczna gdy patrzymy pod światło, ale jak dla mnie zbyt mało. Ale może właśnie te kolorowe drobinki powodują, że lakier tak ładnie odbija światło? Przed umieszczeniem tej notki pomalowałam nim paznokcie od nóg, bo sama nie mogłam uwierzyć, że lakier tak wyglądający w buteleczce może tak wyglądać na palcu. No cóż, może.


    Aplikacja- przeciętna- troszkę nierównomiernie się nakłada.Konieczne są 2 grube warstwy lub 3 cienkie. Wysychają dość szybko, więc nie jest to tragedią.


   Trwałość- u mnie 3 dni, na porozdwajanych paznokciach. Nie odpryskuje, ale ściera się na końcówkach, co przy ciemnych paznokciach jest bardziej widoczne. W sumie to domalowałam końcówki nałożyłam lakier z flejkami z My secret i nosiłam jeszcze kilka dni. Po takiej reanimacji zyskałam jeszcze dwa dni. 5 dni , więc całkiem dobry wynik, ale bez poprawek się nie obyło.

    Jak wam się podoba?

czwartek, 1 grudnia 2011

Pasta z makreli

   Coś zdrowego, czym raz na jakiś czas można urozmaicić kanapki. Raczej te na kolacje niż na śniadanie.

Potrzebujemy:
4 łyżki łuskanych pestek słonecznika
3 jajka
1 makrelę
pieprz
ogórki (kiszony lub konserwowy)- 3-4
jeżeli ktoś lubi: cebula

   Jajka gotujemy na twardo. W tym czasie oddzielamy rybie mięso od skóry i ości oraz prażymy na suchej patelni ziarna słonecznika. Gdy jajka będą ugotowane obieramy je i kroimy w drobną kostkę. Jeżeli ktoś lubi można dodać bardzo drobno pokrojoną małą cebulę (ja pominęłam). Jajka, makrelę (oraz cebulę) przekładamy do miski, doprawiamy pieprzem. Można odrobinę posolić, jednak moim zdaniem wędzona makrela jest już wystarczająco słona. Wszystko mieszamy oraz rozgniatamy widelcem. Dodajemy uprażony słonecznik.Możemy także dodać pokrojone ogórki, chociaż ja je wolę położyć na kromkę chleba posmarowanego powyższą pastą.

Lubicie pastę rybną?

środa, 30 listopada 2011

pierwszy KISSBOX listopadowy

    Czytając zagraniczne blogi można się natknąć na pudełka z niespodzianką. Za granicą ma je chociażby Douglas. U nas powoli wchodzą one na rynek, wiele firm reklamuje się, że już rusza, ale to właśnie Kissboxowi udało się jako pierwszemu dostarczyć przesyłki (jeżeli się mylę proszę o sprostowanie).

    Byłam bardzo ciekawa jaki poziom będzie reprezentował. Czy warto kupić Kissboxa? Pudełko otwierałam z aparatem w rękach, więc kolejno pokazuję jak wygląda.

   Odbierając przesyłkę z rąk kuriera pomyślałam "w końcu". No cóż, na paczkę trzeba było długo czekać, co mi się bardzo nie podobało. Nie podobało mi się to, że mimo, iż zapłaciłam zaraz po złożeniu zamówienia musiałam czekać, aż wszystkie wpłaty dotrą i wszystkie boxy zostanę sprzedane w następnej turze (bo niektóry się pomylili kupując pudełka w szale, gdy się pojawiły bo długim czasie wyczekiwania). Moim zdaniem nie powinno być tak, że ten kto pierwszy zapłacił musi czekać równie długo jak osoba, która z wpłatą się ociąga. To nie są prezenty, a zakupiony towar. No i informacja o takim sposobie wysyłki została podana późno. Także fakt, iż paczka doszła ostatniego możliwego dnia nie wpływa na pozytywną ocenę działalności teamu. Ja rozumiem, że to ich pierwszy raz, że to w większości młodzi ludzie, ale przepraszam bardzo, to nie AISEC tylko działalność gospodarcza, więc jako konsument mam prawo pomarudzić.
 
   Samo pudełko nie zachwyca, jest ładne, ale nie piękne. Jego wadą jest to,że przy bliższym przyjrzeniu widać iż w prawnym górnym roku tusz od czerwonych ust trochę rozmazał (że to tusz widać przy bliższych oględzinach), z daleka wygląda na brudne palce. No ale nie pudełko się liczy, prawda?

   Zapakowanie przedstawia się już lepiej- Wpierw mamy cienką bibułkę, a pod nią siateczkę. O, to mi się podoba. Nie można jeszcze zapomnieć, że całość jest przewiązana kokardką, która przytrzymuje załączony liścik. Z pierwszej strony dowiadujemy się, że jesteśmy w wyjątkowym gronie 300 posiadaczek Kissbox'ów. Autorzy wyrażają pragnienie, abyśmy razem stworzyli coś więcej niż tylko pudełko z kosmetykami, abyśmy stworzyli coś wyjątkowego... Także otrzymuję propozycję podzielenia się opinią, ale no cóż, jedynie na FanPagu, czyli na Facebooku, prawda? No cóż, nie mam, więc podzielę się tutaj.
 
    Z drugiej strony "listu" mamy wypisaną zawartość pudełka oraz ich cenę za określoną pojemność. I to jest przydatne. Jeszcze tu nadmienię, że cieszę się, iż nie są to pospolite marki, wcześniej znałam tylko markę Mollon Cosmetics, ale jej nie używałam


    Po dostaniu się już do miniatur poczułam ładny zapach pomarańczy- to olejek do kąpieli i masażu. Troszkę pobrudził pod spodem bibułkę. No trudno, niewiele. Ale za to przywitał mnie piękny zapach. Uwagę przyciągnęło małe pudełeczko z peelingiem- akurat na próbę- 1 użycie pewnie. trochę mało. ładnie zapakowana próbka kremu mnie zawiodła. Bo co można powiedzieć po takiej ilości? Że ładnie pachnie? Że się dobrze rozprowadza? Nic więcej. A jeszcze w liściku jest sugerowane by stosować go rano i wieczorem.. Dobrze, że chociaż do tak małej próbki jest przymocowana duża karteczka ze składem, bo jeszcze bym ją (próbkę) przegapiła.. Ostatnią rzeczą, którą rozpakowałam jest lakier firmy Mollon. Chciałam już dawno je przetestować, jednak kolor jaki otrzymałam średnio do mnie pasuje. No cóż, użyje i się przekonam. Ale szkoda, że nikt o preferencje kolorystyczne się nie pytał...

   Podsumowując sama nie wiem co myśleć. To długie czekanie, odwlekanie, dostarczenie ostatniego możliwego dnia mnie zniechęca. Zawartość? Z połowy rzeczy jestem zadowolona, a jedna mnie śmieszy, że się tam znalazła (krem do twarzy). No i brak mailowej informacji. Nie każdy korzysta z facebooka i ma ochotę śledzić ich stronę. Czy wysłanie zbiorowego maila do wszystkich w bazie to tak wiele? No ale są też tego dobre strony- o paczce można zapomnieć i mieć niespodziankę ;) O taki prezent dla samej siebie.

   A co Wy myślicie? Skusiłyście się? Jak wam się podoba taka zawartość?

Zaznaczam, że są to przemyślenia "na gorąco" paczkę dostałam niespełna godzinę temu.

wtorek, 29 listopada 2011

OPI, Malaysian Mist

    Szukacie nudziaka? Lakieru idealnego na rozmowę kwalifikacyjną albo do pracy, w której nie można poszaleć z kolorowymi lakierami? Ja w końcu znalazłam.

    Kolor- zależny od warstwy, po pierwszej warstwie uzyskujemy "zdrowo" wyglądające paznokcie. W sumie nie widać, że mamy je pomalowane. Są ładnie błyszczące. Lakier nie zawiera żadnych drobinek.


    Aplikacja- marzenie. Konsystencja idealna, nie jest ciągnący ani nie jest zbyt lejący. Nie smuży, pięknie wygląda już po jednej warstwie. Po 2 mamy bardziej wyraźny kolor, jednak wciąż delikatny i nie rzucający się w oczy. Efekt po trzeciej warstwie jest ukazany na moich zdjęciach. Ja jestem zachwycona. Na środkowym zdjęciu mam paznokieć rozdwojony do połowy. Lakier pięknie to zakrył.

   Trwałość? Równie dobra, po 4 dniach miałam lekki odrost. Lakier nie popękał. Dłużej nie nosiłam, bo tęskniłam za bardziej wyraźnym kolorem. Powiem jeszcze, że można się obejść zarówno bez lakiery podkładowego jak i top coatu.


  Pierwszy raz po latach znalazłam lakier idealny, jeżeli chodzi o naturalnie wyglądający róż. Mogę tylko polecić. Mi udało się go kupić na targach za zawrotną cenę 16 złotych, ale uważam, że jest wart swojej drogeryjnej ceny (ok. 50 zł). Duża butelka (15 ml), którą nie wiem czy można zużyć w całości w ciągu przepisowych 24 miesięcy od otwarcia.

   I jak Wam się podoba? A może macie go już w swoich zbiorach?

poniedziałek, 28 listopada 2011

Biały sos z Da Grasso (czosnkowy)

   Mój ulubiony sos. Doskonale pasuje zarówno do pizzy, zapiekanek jak i kanapek i szybkich przekąsek.

Potrzebujemy:

4 łyżki majonezu (najlepszy Kętrzyński lub Kielecki)
4 łyżki śmietany 18%
2 duże lub 4 małe ząbki czosnku
bazylia
dużo oregano
szczypta cukru pudru (może być i zwykły cukier)

   Do miseczki nakładamy śmietanę i majonez. Dodajemy przeciśnięty czosnek, cukier puder i zioła. Mieszamy i odstawiamy na dobę do przegryzienia. Można już wcześniej go jeść, ale po dobie smakuje najlepiej.

   Lubicie sos czosnkowy?



niedziela, 27 listopada 2011

Catrice, Big city life, Ultimate Nail Lacquer, Berlin i Sydney

    Bardzo lubię lakiery Catrice. Zwłaszcza za wykończenie- bez drobinek, lśniące. Te takie też są więc nie będę o nich zbyt dużo pisać. Kolory są fantastyczne. kryjące przy jednej grubej warstwie lub 2 cienkich. Nie smużą, a aplikacja jest bardzo przyjemna, same rozprowadzają się po płytce. Na moich paznokciach trzymały się 3 dni, przegrały  z godzinnym moczeniem na basenie. Urzekły mnie także ich buteleczki, proste, ale z charakterystycznymi budynkami danego miasta.
       Na zdjęciu trzy palce mam pokryte kolorem o nazwie Berlin i jeden w kolorze Sydney.
   Jeżeli lubicie takie kolory, polecam. A śpieszyć się trzeba z zakupem, bo to limitowana edycja. Skusiłyście się na jakiś produkt z tej limitowanej edycji? 

sobota, 26 listopada 2011

Essemce, Vampire's Love,róż w żelu

    Co do zakupu tego produktu nie byłam przekonana z dwóch powodów. pierwszym z nich był fakt, iż nigdy wcześniej nie miałam różu w takiej formule (ale to też zachęcało do testów) oraz z powodu obaw przed kolorem. Skoro udało mi się go dostać, postanowiłam przetestować co to za cudo. Zwłaszcza, że był on powszechnie chwalony. O jak wypadł ten test? Czy trudności w zakupieniu tego produktu potęgowały jego legendę?

    Od razu zaznaczę, że to moje pierwsze spostrzeżenia. Zazwyczaj czekam dłużej na recenzję, jednak z powodu tego, że ta edycja limitowana już jest trudna do upolowania, postanowiłam się podzielić moimi spostrzeżeniami po kilku testach.

    W dniu zakupy musiałam wytrzymać cały dzień mając go pod ręką lecz bez możliwości użycia. Późnym wieczorem, po powrocie do domu, szybko pobiegłam do łazienki i postanowiłam zapoznać się z tym specyfikiem. Ostrożnie wycisnęłam małą kropelkę tego żelu (bardzo dobra pompka dozująca niewielką ilość produktu jest zdecydowanie jego zaletą). Nałożyłam na policzki pokryte podkładem mineralnym i nic.. No cóż, na palcu wyglądał zdecydowanie bardziej krwiście dodałam jeszcze odrobinę i wciąż nic oprócz śladów nakładania czegoś na podkład. No cóż, musiałabym bardzo sobie wmawiać, że mam coś na policzku, skoro nic nie było widać.


   Następnego dnia nie poddałam się i rano nałożyłam żel na "pućki" po tym, gdy krem do twarzy się wchłoną. Produkt aplikował się łatwo, nie zostawiał smug, dał się ładnie rozprowadzić i trochę "wycieniować". Tego dnia już widziałam efekt. I właśnie w ten sposób używam tego różu- pod podkład mineralny. Efekt jest delikatny, bardzo naturalny i w kolorze moich naturalnych "rumieńców".

  Trwałość jest znakomita od samego rana do zmycia (miałam okazję testować go przez tych kilka dni przez ok. 14 godzin, w tym cały jeden dzień w podróży).

    Z produktu jestem zadowolona mimo, iż nie spodziewałam się tego. A czy wy go upolowałyście? Jesteście zadowolone?  A może używałyście innego różu w żelu?

piątek, 25 listopada 2011

Zapiekanka makaronowa

    W lodówce miałam mięso mielone oraz otwartą śmietanę. Bardzo chciałam zrobić z tego obiad. Z pomocą przyszedł mi jak zawsze Internet. Małym paradoksem jest, że przepis ten znalazłam na stronie schudnijmy.pl. Autorka przepisu umieszczając go na stronie o takiej nazwie musiała mieć duże poczucie humoru.
   
   Potrzebujemy:
500 mięsa mielonego
300-400 g śmietany 18%
6 łyżek koncentratu pomidorowego
1 łyżka musztardy
100 g sera żółtego
przyprawy (papryka ostra, przyprawa mama mia (sól morska, czosnek, cebula, czerwona papryka, bazylia, oregano, pietruszka), pieprz)
odrobina masła

    Przyprawiamy mięso i je podsmażamy. Gotujemy makaron oraz tarkujemy ser.
W miseczce przygotowujemy nasz sos: śmietanę mieszamy z musztardą i koncentratem.Doprawiamy do smaku. Masłem nacieramy naczynie żaroodporne. Połowę makaronu kładziemy na dno naczynia, dodajemy połowę mięsa, połowę sosu i połowę sera. Powtarzamy czynność. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200C i trzymamy przez 20 minut.

    Danie jest pyszne. Robiłam je pierwszy raz, ale będę do niego wracać za każdym razem, gdy zostanie mi śmietana. Jest także bardzo sycące.

środa, 23 listopada 2011

Essence, Vampire's Love,lipstain. 02 TRUE LOVE

    W sumie nie planowałam go kupić. Przecież mam tyle czerwonych błyszczyków. Ale z drugiej strony każdy z nich jest inny. A gdy przeczytałam, że są jeszcze bardziej trwałe niż flamastry z innej limitowanej edycji essence "You rock!" miałam ochotę kupić oba dostępne kolory z tej limitowanki essence. W drogerii testerów nie było, ale wcześniej widziałam swatche na innych blogach. Stwierdziłam, że może lepiej przetestuję najpierw ten czerwony, a  później ewentualnie robiąc jego zapasy skusze się także na błyszczyk w kolorze fioletu. Czy dobrze zrobiłam? Czy faktycznie ten produkt jest tak zachwycający?
 
    Aplikacja- hmm, mam wrażenie, że maluję po ustach grubym flamastrem, trzeba aplikować ostrożnie, aby nie umazać się poza kontury. Dołączony aplikator dobrze się sprawdza w swojej roli
 
    Kolor- ładna, wyraźna czerwień, wsiąka w usta, ma malutki połysk. Producent w ulotce napisał: "długotrwały błyszczyk do ust bloody mary o fascynującym czerwonokrwistym kolorze jest absolutnie odporny na rozmazywanie". I chyba zaszła jakaś pomyłka bo ja mam kolor 02 oznaczony czerwoną kropką i podpisany jako true love. I mój jest właśnie krwistoczerwony, a jeżeli dobrze widziałam, to bloody mary jest fioletowy?


    Trwałość- naczytałam się jaki on wspaniały. No cóż, jeżeli nie jemy to i owszem, trzyma się kilka godzin. Jednak po posiłku schodzi z ust w brzydki sposób- środek jest bez pomadki i zostają tylko kontury. Konieczna jest wtedy poprawka, a raczej ponowne nałożenie produktu. Producent zapewnia, że to produkt, który się nie rozmazuje i ta obietnica jest w 100 % prawdziwa.

    Zdjęcie po prawej stronie przedstawia lipstain z nałożonym na niego bezbarwnym błyszczykiem Smackers.Wszystkie zdjęcia są robione w naturalnym świetle, jednak w różnych porach dnia.

    Ogólnie jestem zadowolona, jednak nie jest to produkt niezbędny, ani godny robienia zapasów. A wam udało się go zdobyć? Jakie są wasze wrażenia?


Pierś kurczaka w mleku kokosowym

Miałam wielką ochotę na kurczaka w mleku kokosowym. Pomysłów na zrobienie miałam kilka, ale nie chciałam "przekombinować" ani zbyt dużo czasu spędzić w kuchni. Postanowiłam poszukac w Google i na stronie Tesco znalazłam odpowiadający mi przepis. Odrobinę go zmodyfikowałam i tak powstał nasz obiad.



Potrzebujemy:

500 g piersi z kurczaka
200 ml mleka kokosowego
3 łyżki sosu sojowego
2 ząbki czosnku
1 cebula
1 łyżeczka curry
szczypta ostrej papryki ( u mnie habanero), pieprz

Pierś kroimy w kostkę i zalewamy sosem sojowym, dodać pieprz i odrobinę papryki oraz łyżeczkę curry. Odstawiamy na bok. Siekamy cebulę i czosnek. Podsmażyć. Dodać kurczaka. Zalewamy mlekiem kokosowym i dusimy na małym ogniu. ok 15 minut (w tym czasie możemy ugotować ryż, makaron czy warzywa). Doprawiamy według uznania.

Ja podałam z makaronem i mieszanką "chińską" z biedronki. Sos ma bardzo wyraźny smak mleka kokosowego.

Lubicie dania, w których mleko kokosowe gra pierwsze skrzypce?


wtorek, 22 listopada 2011

Color Club, Alter Ego, Alter Ego

    Razem z zestawem Beyond the Mistletoe kupiłam zestaw Alter Ego. Może nie do końca moje kolory i wykończenie skusiły mnie. Bo jak można się oprzeć takim kameleonom w butelkach?
   Pierwszym lakierem, który zagościł na moich dłoniach był odcień Alter Ego (duży minus za brak nazw na butelkach).
    Mimo, iż  w butelce mieni się niesamowicie, widać ciekawie przechodzące kolory (ale nie jest to efekt benzyny tylko widać mnóstwo drobniutkich iskierek), na paznokciach łagodnieje, ale uroku wciąż nie można mu odmówić. Wykończenie określiłabym jako foil, a kolor z pewnością jako odcień fioletu. Co do koloru drobinek w nim zawartych pewności nie mam- ale to zdaje się złoto i kilka niebieskich.
    Aplikacja- bez 2 warstw się nie obejdzie. Pierwsza nakłada się nierównomiernie, jednak przy drugiej nie ma takich problemów (lakiery zawsze kładę na bazę).
    Trwałość- ideałem nie jest, ale może to też z racji ciemnego koloru- szybko widać nawet drobne przetarcia na paznokciach. Trzeciego dnia nadaje się do zmycia (ale muszę przyznać, że moje paznokcie są porozdwajane). Nie odpryskuje, nie odchodzi płatami. Zmywa się bezproblemowo.

    Jak wam się podoba ten kolor?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...